Gość: macek
IP: *.acn.waw.pl
07.10.03, 13:45
Nie jeden już raz na tym forum dyskutowaliśmy o największych zwycięstwach
polskiego oręża. Na pytanie o te wielkie sukcesy bez mała każdy jednym tchem
wymieni Grunwald, Wielkie Łuki,Kircholm, Chocim, Wiedeń, Raszyn....
Czy jednak my jako Polacy mamy prawo mówić o zwycięstwach polskich? Wydaje
się, że właściwsze byłoby mówienie o najważniejszych i najbardziej
chwalebnych zwycięstwach w historii Polski. A to już co innego.
Litin, Ukrainiec na podobne pytanie dotyczące z kolei ich największych
zwycięstw wymieni często te same miejscowości....
Grunwald? A kto najdłużej się bił i poniósł największe straty, a zatem kto
najwięcej w walkę się zaangażował - my- powie litwin (straty polskich
chorągwi były minimalne). Na dodatek głównodowądzącym był bądz co bądź
etniczny Litwin.
Batory to bez wątpienia najzdolniejszy wojennik sposród polskich królów
(obok Sobieskiego i Władysława IV), ale Węgier przecież.
Ale myśmy w końcu mieli naszego Bema tam u nich, więc rachunki wyrównane...
Kircholm? Toż to przecież nasze i tylko nasze zwycięstwo, powie znowu nasz
sąsiad zza wschodniej granicy. No bo pułki litewskie, a i wódz jak by nie
było też Litwin (nota bene Chodkiewicz wywodził swój ród z ruskich bojarów z
kijowszczyzny)
No a Chocim 1621 roku? To nasze zwycięstwo!!! - krzykną Ukraińcy. 40
tysięczny kozacki korpus Sahajdacznego (wg Podhorodeckiego Kozaków było 30
tysięcy) odegrał w tej bitwie decydującą rolę odpierając największe szturmy
tureckie i ponosząc przez cały czas trwania oblężenia największe straty. No
i znowu sprawa wodza naczelnego, hetmana wielkiego litewskiego...
O udziale polskiego pospolitego ruszenia w tej kampanii lepiej nie
wspominać....
A co z jedną z najwspanialszych szarż husarskich w naszej historii, która
miała miejsce w czasie trzydniowej bitwy warszawskiej w 1656 roku...?
Jakby nie było szarżowali Litwini pod Połubińskim...
Wiedeń, no to prawda - litwinów tu nie było (w ogóle zresztą nie zapisali
oni w tej kampanii chlubnej karty), ale jak na złość były wojska cesarskie
na lewym skrzydle pod Waldeckiem i ks. Lotaryńskim, których roli przecenić
nie sposób (z drugiej strony pamiętać trzeba, że w historiografii
zachodnioeuropejskiej nie doceniano naszego udziału w tej bitwie).
Tu jednak rola głównodowodzącego Polaka była decydująca.
Pod Raszynem z kolei dużą rolę w początkowej fazie bitwy odegrał na prawym
skrzydle korpus saski, bez niego mogło sie skończyć kiepsko (co prawda potem
się wycoał jakby na złość Poniatowskiemu, ale swoje na początku zrobił).
Konkluzja taka: chyba z większym szcunkiem powinniśmy odnosić się do naszych
sąsiadów (Litwinów w szczególności) bo gdyby nie oni to tych wielkich i
chwalebnych zwycięstw w naszej wspólnej historii mogłoby nie być.
Co o tym sądzicie?
pzdr