marcowsky
29.08.08, 11:13
Oleg Patułow z dnia na dzień przestał jeść mięso.
- Normalnie rzygać mi się chciało na sam widok puszki ze świńską tuszonką.
Wziął bagnet, wbił w wieczko, na mundur chlusnął gęsty tłuszcz rozgrzany w afgańskim słońcu jak rosół, a on wszystko miał w gardle, że nawet wódką nie było jak uspokoić żołądka.
To było parę dni po tym, jak 15 czołgów kompanii, którą dowodził, rozjechało afgańską wioskę. W kiszłaku ukryła się grupa uzbrojonych ludzi, a on dostał przez radio rozkaz, żeby zdobyć i utrzymać zabudowania do nadejścia posiłków.
Zrobił to bez jednego wystrzału.
- Może w domach nie było cywilów - pocieszam Olega.
- Co ty? Widziałem, jak się chowali, kiedy na nich pruliśmy. Pamiętasz "Siedmiu samurajów" Kurosawy? Myśmy tak samo ganiali po tej wiosce jak wariaci, tylko 37-tonowymi czołgami. Jak wjeżdżałem w glinianą chałupkę, nawet nie czułem, że w coś wdepnąłem. To przez to nie mogę patrzeć na mięso. Szczególnie mielone.
Dziesięć miesięcy później, w lutym 1989 roku, kapitan Patułow wyprowadził swoją kompanię z Afganistanu i został zwolniony z wojska. Gorbaczow redukował Armię Radziecką.
wyborcza.pl/1,75480,5622188,Skrawek_nieba.html
Rozdział V-Nie zabijaj.