misza36
14.09.08, 19:31
W USA narasta podejrzliwość, że prezydent Gruzji to hazardzista,
który sam wywołał krwawą wojnę i bezczelnie okłamał Zachód - pisze
niemiecki "Der Spiegel". Tygodnik, powołując się na informacje
wywiadów państw Zachodu, podaje, że Gruzini już 7 sierpnia wieczorem
zaczęli ostrzał Osetii Płd. Rosjanie do walki mieli włączyć się
dopiero następnego dnia przed południem.
Jak zaznacza, na Zachodzie nie zmieniła się negatywna ocena działań
Rosji, która "najwyraźniej także kłamała". "Jeszcze długo trudno
będzie oddzielić prawdę od kłamstw na temat krótkiej wojny na
Kaukazie" - ocenia "Der Spiegel"
Według tygodnika informacje OBWE i NATO na temat wybuchu konfliktu
rosyjsko-gruzińskiego pozwalają naszkicować całkiem odmienny obraz
niż ten przedstawiany w pierwszych dniach wojny.
Gruzja niezmiennie utrzymuje, że konflikt rozpoczął się 7 sierpnia o
godzinie 23.30, kiedy to służby wywiadowcze miały otrzymać
informacje o 150 rosyjskich pojazdach wojskowych zmierzających
tunelem Roki w kierunku stolicy Osetii Południowej
Cchinwali. "Chcieliśmy powstrzymać rosyjskie wojska przed
wkroczeniem do gruzińskich wsi" - mówił "Spieglowi" Saakaszwili,
oskarżając Rosję o wywołanie wojny.
"Wyrachowana ofensywa Gruzji"?
Jednak - według informacji tygodnika - dla ekspertów NATO, którzy 8
sierpnia dokonali pierwszych ocen sytuacji, pewne było to, że "wojnę
zaczęła Gruzja".
"Nie chodziło wcale o obronę konieczną czy nawet reakcję na
rosyjskie prowokacje. Była to czysta kalkulacja, wyrachowana
ofensywa przeciw południowoosetyjskim pozycjom i próba prowadzenia
polityki faktów dokonanych" - pisze "Der Spiegel".
Dodaje, że prowokacje i incydenty, do jakich doszło w Osetii Płd.
przed wybuchem wojny, nie zostały uznane przez ekspertów NATO za
wystarczający argument uzasadniający gruzińską operację.
Już 7 sierpnia Gruzja skoncentrowała wojska na granicy
Informacje zachodnich wywiadów wskazują, że już 7 sierpnia rano
Gruzja skoncentrowała na granicy z Osetią Płd. 12 tysięcy żołnierzy,
a w mieście Gori stało 75 czołgów i pojazdów opancerzonych. W nocy o
22.35 rozpoczął się gruziński ostrzał Cchinwali.
"W eterze słychać rosyjskie prośby o wsparcie, ale 58. armia, która
m.in. stacjonuje w Osetii Północnej, nie wydaje się gotowa do walki.
W każdym razie nie tej nocy" - relacjonuje "Der Spiegel". Z nasłuchu
wynikać miało, że kłopoty mają także wojska gruzińskie - piechota
szybko utknęła w drodze, żołnierze nie radzili sobie z obsługą
uzbrojenia.
Rosjanie włączyli się dopiero 8 sierpnia
Według informacji wywiadów rosyjska armia otworzyła ogień dopiero 8
sierpnia o godzinie 8.30 - rakieta skierowana była na miasto
Borżomi. Dopiero ok. godziny 11.00 rosyjskie wojska przeszły tunelem
Roki do Osetii Płd. i dalej w głąb Gruzji.
Doradca wojskowy niemieckiej misji OBWE pułkownik Wolfgang Richter
miał ocenić w minionym tygodniu w Berlinie, że Gruzini "częściowo
skłamali" w sprawie ruchów swych wojsk i już w lipcu rozpoczęli
koncentrację sił w pobliżu granicy z Osetią Płd.
Z kolei Giorgi Chaindrawa, były gruziński minister ds. konfliktu
separatystycznego, a obecnie opozycjonista, już w grudniu 2007 roku
oceniał w rozmowie ze "Spieglem", że Saakaszwili, oskarżany o
autorytarną rozprawę z opozycją, "już niebawem może usiłować
poprawić swój wizerunek poprzez małą, zwycięską wojnę".