being28
19.10.03, 17:27
Skopiowano z Gazety
Armia nie nadąża z wymianą żołnierzy w Czeczenii, którzy łamią zasady
służby - wynika z poufnego raportu ministerstwa obrony ujawnionego we
fragmentach przez agencję Interfax
Tylko z jednej jednostki w gminie Naurska, która powinna liczyć 45 oficerów,
od początku 2002 r. zwolniono ze służby wszystkich. Przyczyną było
najczęściej nagminne pijaństwo oraz łamanie zasad służby. Autorzy raportu
nie ujawniają, czy oficerom zarzucano także przestępstwa przeciwko cywilom,
kradzieże, branie łapówek. "Tylko w pierwszym półroczu tego roku na 95
żołnierzy i sierżantów w gminie Naurska zwolniono 56 osób, czyli 59 proc.
stanu jednostki. Przyczyną były naruszenia dyscypliny" - można przeczytać w
raporcie. Jego autorzy w dość okrągłych słowach piszą o niskich zaletach
moralnych żołnierzy trafiających do Czeczenii. Sugerują także, że z powodu
częstych rotacji żołnierze i dowódcy słabo się znają, nie tworzą zgranych
zespołów, nie są wobec siebie solidarni, co jeszcze bardziej osłabia ich
zdolności bojowe.
Mieszkańcy Czeczenii doskonale wiedzą, skąd przyjechali żołnierze służący na
ich terenie. Szczególnie złą sławą cieszą się jednostki z rosyjskiego
Dalekiego Wschodu - przede wszystkim tzw. japoński OMON. Japoński dlatego,
bo wielu jego żołnierzy pochodzi z ludów żyjących na Dalekim Wschodzie i ma
skośne oczy i proste czarne włosy. - Są brutalni i ciężko się z nimi
dogadać. Lepiej nie wchodzić im w drogę - można o nich usłyszeć w Groznym.
Raport potwierdza, że wśród odwołanych sporo było żołnierzy z Dalekiego
Wschodu.
Specjalna komisja ministerstwa obrony, która prowadziła kontrolę w
zgrupowaniu wojsk na Północnym Kaukazie, przyznała, że słabo działają
jeszcze tzw. komendatury wojskowe - niewielkie oddziały liczące po blisko
140 osób, stacjonujące w każdej gminie w Czeczenii, które mają stopniowo
zastępować duże jednostki. Służbę w komendanturach pełnią żołnierze
kontraktowi, ale są kłopoty z rekrutowaniem chętnych. Ministerstwo obrony w
Moskwie zapewnia, że ukarze winnych wysłania do Czeczenii nieodpowiednich
żołnierzy i będzie się starać wymieniać czarne owce. - Problem w tym, że
kontyngent w Czeczenii jest dość reprezentatywny dla całej armii rosyjskiej
i może być kłopot ze znalezieniem lepszych kandydatów - mówi "Gazecie"
Wiktor Litowkin, analityk wojskowy. - Do armii trafiają dziś głównie ci,
którzy nie wiedzą, jak się wykręcić przed wojskiem. Problemów kadrowych nie
rozwiąże się, dopóki armia nie zacznie dobrze płacić, zapewniać mieszkań,
wykształcenia. Jednak do tego są potrzebne pieniądze, których na razie nie
ma.