windows3.1
10.11.03, 11:56
Przeczytałem właśnie (McKee, „Wyścig do Renu”), o ciekawym wypadku drogowym.
Trwa właśnie operacja Market-Garden, Amerykanie prą od Mozy na Nijmegen.
Wcześnie rano, straszna mgła, wąska grobla między holenderskimi polami.
Gdzieś na tyłach amerykański transporter opancerzony pędzi po wybojach,
poprzedzany przez jeepa. Nagle z mgły wyłania się kolumna wolno posuwających
się w tym samym kierunku trzech czołgów, blokujących drogę. Jeep trąbi i
wymija czołgi bokiem, dwa czołgi usuwają się na bok, trzeci nie zdażył.
Pancerna stłuczka. Czołg staje, z włazu w wieży wyłania się jego dowódca, coś
wrzeszczy, zdejmuje okulary... tyle że jest to pancerniak niemiecki, a
Amerykanie odkrywają, że czołgi mają czarne krzyże na pancerzach.!
Na czołgu który zakleszczył transporter od tyłu otwierają się kaemy, ale
jeden jest za nisko a drugi za wysoko... Amerykanie śmigają do rowu, a autor
wspomnień, wyskakując z transportera, przywalił głową w lufę czołgu...
***
Swoją drogą ciekawe, jaki odsetek swoich żołnierzy poszczególne armie
straciły w wypadkach drogowych. Wiem że w Wietnamie amerykańskie straty
niebojowe (wypadki drogowe, przedawkowanie narkotyków, choroby tropikalne i
weneryczne, zatrucia pokarmowe, ukąszenia węży etc) przewyższały straty
bojowe.