Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania MI8

IP: *.aster.pl / *.acn.pl 12.12.03, 12:30
Zobaczymy co powiedzą komisje, ale według mojej (i nie tylko)wiedzy opisana
tu przyczyna rozbicia się MI8 jest najbardziej prawdopodobna.
www.wprost.pl/ar/?O=53360
    • Gość: indis Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania IP: *.lubin.dialog.net.pl 12.12.03, 12:48
      A tu jest jeszcze bardziej prawdopodobna -:)))))
      innestrony.pl/?czyt=150&start=0&litery=duze
      i.
      • mako75 Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania 12.12.03, 14:45
        Poprostu genialne wyjaśnienie...genialne...:)))))
        Brakuje mi tam tylko teorii z UFO:)))

        Pozdrawiam
    • Gość: technior Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania IP: 217.97.128.* 12.12.03, 16:05
      Nie będę tutaj polemizował z autorami co do przyczyny katastrofy-ale muszę
      jednak stwierdzić że pier........ bzdury co do systemu obsługi statków
      powietrznych.Wszystkie maszyny latające poddane są obsłudze wg specjalnego
      systemu składajacego się z następujących po odpowiednim czasie lub godzinach
      lotu czynności które są zapisane i podpisane.Ja nie znam technika lotniczego
      (choć pracuje w tym zawodzie wiele lat)który spłycałby obsługi z leniwstwa-tego
      nie zrobi nikt kto dba o własny tełek.To jedno inna sprawa to ,to że obsługa
      do "następnego wylotu" jest obsługą ograniczającą się do uzupełnienia paliwa,i
      skontrolowania zewnętrznego stanu maszyny -my mówimy że to jest
      obsługa "płytka".Pomiędzy poszczególnymi wylotami nie ma czasu na dokładną
      kontrolę maszyny-takową wykonuje się w obsłudze przedlotowej ,a jeszcze
      wcześniej w obsługach okresowych .
      Zarzut niedopełnienia obowiązków przez personel techniczny trzeba udowodnić-
      sprawdzenie np.działania instalacji przeciwoblodzeniowej wymaga sporo czasu i
      np. na myśliwcach wykonuje się tą czynność właśnia przed pierwszym lotem ,sądzę
      że na śmigłowcach jest to samo.Tak więc najprawdopodobniej sprawdzanie tego
      elementu nie było przewidziane podczas lotu z lotniska polowego który nie był
      pierwszym lotem tego dnia.
      I jeszcze co do marnych umiejętności naszych techników-miałem okazję
      wielokrotnie współpracować z Czechami czy Węgrami i nie widziałem specjalnych
      różnic między nami,zarówno w wyszkoleniu jak i wyposażeniu,ba powiem wiecej
      pomagaliśmy im częściej jak oni nam.
    • dreaded88 Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania 12.12.03, 17:06
      Bardzo podobnie przedstawił sprawę M. Fiszer w ostatnim NCzasie - tzn. za
      zaistniałą sytuację obwinia oblodzenie, nie przyczepiając łatek obsłudze
      naziemnej.
      • Gość: Paul Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania IP: *.lodz.mm.pl 13.12.03, 13:11
        dreaded88 napisał:

        > Bardzo podobnie przedstawił sprawę M. Fiszer w ostatnim NCzasie - tzn. za
        > zaistniałą sytuację obwinia oblodzenie, nie przyczepiając łatek obsłudze
        > naziemnej.
        Hydraulika!!! Sorry za wykrzykniki, ale taka jest prawda. Byl wybuch i dym,
        ale nic nie explodowalo. Tak pali sie plyn hydrauliczny. Teraz, co spowodowalo
        smierc systemu hydraulicznego - zuzycie materialu (wykluczone), zaniedbanie
        obslugi tech. (raczej wykluczone), cialo obce w wirniku silnika - bardzo
        prawdopodobne. To daje reakcje lancuchowa. Uszanowanie,
        Paul
        • Gość: technior Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania IP: 217.97.128.* 13.12.03, 13:17
          Byl wybuch i dym,
          > ale nic nie explodowalo. Tak pali sie plyn hydrauliczny.<

          Nie bardzo rozumiem jak mógł być wybuch a nie było eksplozji ?
          Wybuch hydrauliki?-coś takiego może mieć miejsce przy nadmiernym wzroście
          ciśnienia ,ale i tak raczej nastąpi wtedy rozerwanie przewodów i wyciek niż
          wybuch.Po za tym systemy hydrauliczne na statkach powietrzych są zabezpieczone
          zaworami bezpieczeństwa .No i jeszcze to ze hydraulika ma niewiele wspólnego z
          samymi silnkami ,chyba że weżmiemy pod uwagę jakąś blokadę sterowania
          wirnikiem .
          • Gość: Cattaraugus Brawo technior - czytajcie go i nie piszcie głupot IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.03, 13:32
            Ludzie, czytajcie głos rozsądku, jakim jest "technior". Kto nie ma lotniczego
            wykształcenia i doświadczenia zawsze będzie pieprzyć głupoty o wybuchach i
            ludzkich zaniedbaniach. Kto z personelu technicznego, będąc przy zdrowych
            zmysłach, nie dopilnowałby czegoś w rządowym śmigłowcu?! Nie odmawiajcie
            technikom lotniczym zdrowia psychicznego i instynktu samozachowawczego -
            przecież to pętla na własną szyję, śmierć zawodowa i lata za kratami.
            Czytajcie "techniora" i wierzcie mu choć trochę.

            Bez urazy

            Pozdrawiam wszystkich błądzących
            • Gość: pawe Re: Brawo technior - czytajcie go i nie piszcie g IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.03, 17:57
              całkowicie popieram, technior , w przeciwieństwie do wielu, wie o czym pisze.
              przy okazji, odnośnie notki paula;- co miałoby wspólnego ciało obce dostające
              się do silnika z eksplozją (??) hydrauliki?
              A z drugiej strony miłośnicy spiskowej teorii dziejów mogą mieć używanie:)
              P
              • Gość: Cattaraugus Re: Brawo technior - czytajcie go i ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.03, 18:17
                No właśnie, wybuchająca hydrualika i podobne niedorzeczności...

                To tak samo, jak stoi się na lotnisku, gdzie lądujący szybowiec zrzuca balast
                wodny, a zaniepokojony tłumek mówi "Oooooooooo, pali się". A że wysokowyczynowy
                szybowiec zabiera 150-200 l wody, to rzeczywiście długo "pali się".

                Takie same "eksplozje" słychać w powietrzu, gdy skoczek nisko nad ziemią
                otworzy spadochron, albo nisko lecący szybowiec otworzy hamulce aerodynamiczne.
                O maszynach silnikowych już nie wspominam, bo tam przecież same "eksplozje"...
          • Gość: Paul Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania IP: *.lodz.mm.pl 14.12.03, 15:58
            Nie bardzo wiem o czym piszesz, panie kolego. Pan sie czepiasz slow jak pijany
            plotu. Byl wybuch (glosny dziek), ale nie bylo explozji - bo nie chodzilo o
            paliwo. Logiczne? Jak sie panu w silniku urwie cylinder, albo rozpadnie
            transmisja, to tez bedzie glosny odglos, bedzie wyciek i ciemny dym. Ale to
            nie znaczy ze pan w swoim samochodzie expoloduje. Pan rozumie? Niech pan sie
            zastanowi co moglo byc przyczyna czarnego dymu? System hydrauliczny, ktory
            mogl byc jak najbardziej sprawny, ale cos doprowadzilo do wzrostu ciscnienia.
            Zawor mogl niezadzalac. To niczyja wina. Pisze panu tu, wszem i wobec ze nie
            wierze w "spiskowa teorie....", ze jestem ostatnim czlowiekiem ktory bral by
            pod uwage niedbalstwo obslugi naziemnej. Tak pisalem i tak uwazam i dalej to
            pisze. Pan mi powie co jeszcze moze palic sie, dajac czarny, gesty dym i nie
            wybuchnac? Prosze pana to olej/smary/etc., ktory rowniez ma swoj uklad
            hydrauliczny i uklad hydrauliczny sterowania. Piszac "hydraulika" uzywam
            skrotu myslowego. Powiem panu wiecej, wszystkie systemy na "statkach
            powietrznych" maja zabezpieczenia i tak zdarzaja sie katastrofy. I co dalej?
            Czuje w panskim poscie glos oburzenia, pan stara sie mi cos wytknac, inni
            reaguja wrecz histerycznie. Nie widze ku temu powodow. Jak pan tak dobrze sie
            zna na ukladach hydraulicznych w "statkach powietrznych", to pan zrozumie teraz
            co mam i mialem na mysli. Wsiewo charoszewo, uszanowanie,
            Paul
            • Gość: Cattaraugus Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.03, 17:00
              Panowie spokojnie,

              Wszystkim nam chodzi chyba z grubsza o to samo - takie przynajmniej odnosi się
              wrażenie - a jest tym czymś i histeria (o której pisze Paul) i te różne
              elementy, o których pisze Technior.

              Laikom, gdy tylko coś, co leci, a doznaje katastrofy, zawsze coś dymi i
              wybucha. Dam prosty przykład spod okien własnego domu. Mieszkam przy lotnisku
              na warszawskiej Chomiczówce. Pod koniec lat 70. parę metrów od mojego bloku
              rozbiła się Wilga holująca szybowiec Bocian. Na szczęście pilot szybowca (a
              głównie dobry i znany w Polsce instruktor) zdążył się wyczepić. Ileż to głupot
              naopowiadali naoczni świadkowie tej katastrofy - właśnie jak to silnik dymił i
              eksplodował. Przyczyna tej katastrofy pozostała nieustalona, choć wiadomo, że
              nie była techniczna. Najprawdopodobniej pilot Wilgi zasłabł, choć na 100 proc.
              nie udało się tego zbadać.
              I tak to już jest z bajkami naocznych świadków. Podobnie z wypadkiem Lynxa w
              Góraszce - na własne uszy słyszłem, jakie brednie ludzie opowiadali stacjom
              radiowym. Gdy RMF FM zapytał mnie w Góraszce, co to się z tym Lynxem stało, to
              moja opowieść była tak zwyczajna i nudna, że oczywiście nie poszła w eter. Od
              razu powiedziałem redkatorowi, że ocenię to jako pilot i żadnych "fajerwerków"
              w tej ocenie nie będzie.
              I takich historii można opowiadać setki. I chyba głównie o takich bajkach tu
              (niepotrzebnie?) dyskutujemy.

              Z poważaniem dla wszystkich

              C.
              • Gość: technior Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania IP: 217.97.128.* 14.12.03, 20:34
                Drogi Paul nie chodzi tutaj o roztrząsanie kto ma rację -od określenia przyczyn
                wypadku jest komisja -muszę jednak stwierdzić z całą stanowczością że
                najczęściej jest tak że zewnętrzne subiektywne objawy mają się nijak do
                prawdziwych przyczym katastrofy.Zgadzam się z moimi przedmówcami z tym że
                najczęściej ludzie widzą to co widzi ich przyzwyczajony do stereotypów
                umysł .Sam pamiętam katastrofę Mig 23 pod Koczałą (niedaleko Miastka) gdzie
                ludzie pracujący na polu przysięgali że samolot palił się przed walnięciem w
                ziemię .Po czasie okazało się że maszyna miała włączone dopalanie ,a katastrofę
                spowodował ewidentny błąd pilota.Takie przykłady można mnożyć -więc poczekajmy
                lepiej na to co powie komisja.
                Pozdrawiam .
                • Gość: Paul Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania IP: *.lodz.mm.pl 14.12.03, 23:42
                  Po czasie okazało się że maszyna miała włączone dopalanie ,a katastrofę
                  >
                  > spowodował ewidentny błąd pilota.Takie przykłady można mnożyć -więc
                  poczekajmy
                  > lepiej na to co powie komisja.
                  > Pozdrawiam .
                  Z tym dopalaniem w migu to dobre, ale rzeczywiscie charakterystyczne dla
                  postronnych swiadkow;-}. Oczywiscie, trzeba czekac na wyniki sledztwa, ale
                  osobiscie obstaje przy swojej wersji. Wyniki sledztwa, to czesto jak wnioski
                  komisji kongresu - maja sie jak piesc do dupy, z roznych wzgledow. Uszanowanie,
                  Paul
    • Gość: technior Re: Najbardziej prawdopodobna przyczyna dołowania IP: 217.97.128.* 19.12.03, 08:36
      "Major Marek Miłosz:

      Lodu nie było!

      Z pilotem rządowego śmigłowca Mi-8 rozmawia Marek Barański

      - Nic podobnego, nie było żadnego oblodzenia. Mam nalatane 3000 godzin, wiem,
      co to oblodzenie i wiem, co teraz mówię.

      Pilot major Marek Miłosz, podobnie jak starszy chorąży Wiesław Tuński - technik
      pokładowy, z którymi udało mi się porozmawiać w w warszawskim szpitalu
      wojskowym, nie mają wątpliwości: o oblodzeniu mowy nie ma!

      Cytat z "Gazety Wyborczej" (16.12.03): "Pilot nie włączył instalacji
      antyoblodzeniowej, a do oblodzenia doszło podczas lotu tak szybko, że nie
      zadziałała instalacja automatyczna".

      Major Marek Miłosz: - Jeśli nie włączyłbym instalacji antyoblodzeniowej, to nie
      można mówić, że instalacja automatyczna nie zdążyła zadziałać. Nie
      zadziałałaby, bo byłaby niewłączona. Ten, kto to pisał, nic nie wie o
      procedurach obowiązujących pilota śmigłowca. Nie można nie włączyć instalacji
      przeciwoblodzeniowej na śledzenie nie włączając podgrzewania odbiorników
      ciśnień powietrza. To z kolei nie jest możliwe bez włączenia tzw. AZS-u, czyli
      Automatycznego Zabezpieczenia Systemu. Ponieważ podgrzewanie odbiorników
      ciśnień było włączone, był także włączony system przeciwoblodzeniowy. To
      wszystko jest na jednej szynie i cała prcedura jest ze sobę ściśle powiązana,
      Nie można włączyć jednego, jeśli nie jest włączone drugie. Oprócz tego są
      czujniki zewnętrzne, które pracują równolegle z systemem automatycznym. One
      niejako dodatkowo informują pilota, że coś na zewnątrz się dzieje. Mruga wtedy
      duża, czerwona lampka na wprost jego głowy. Musi on zareagować i włączyć system
      wspomagania instalacji automatycznej. Nie sposób tej lampki nie zauważyć.
      Podczas tego lotu ona się nie świeciła, bo nie było takich okoliczności - nie
      działo się nic, co mogłoby wzbudzić niepokój, żadnych sygnałów, że wchodzimy w
      strefę oblodzenia. Zawsze pierwszym takim sygnałem jest szron pojawiający się
      na wycieraczkach na przedniej szybie śmigłowca. Pilot obserwuje też tzw.
      mechaniczny czujnik oblodzenia - specjalny trzpień osadzony na zewnętrznej
      obudowie po lewej stronie, będący stale w zasięgu jego wzroku. Jeśli pojawia
      się lód, to najpierw tam.
      Ale skąd niby miał się ten lód pojawić, skoro podczas feralnego lotu, na
      wysokości przelotowej, na 2150 metrach termometr zewnętrzny (skalowany co dwa
      stopnie) wskazywał sześć do ośmiu stopni na plusie. Na wysokości 1500 metrów
      termometr pokazywał pięć do sześciu stopni na plusie. W rejonie Łodzi, gdzie
      przeszedłem na nasłuch Okęcia, podawano, że na lotnisku temperatura wynosi od
      trzech do pięciu stopni. Ani razu więc nie było temperatury minusowej! Przed
      startem, na lotnisku we Wrocławiu, ostrzeżono mnie, że tzw. izoterma 0, czyli
      warunki sprzyjające oblodzeniu mogą wystąpić dopiero na wysokości 3000 metrów.
      Także widzialność cały czas była doskonała. Gdy startowaliśmy z Wrocławia,
      wynosiła 2500 metrów. Minimalna, przy której można lądować na Okęciu według
      przyrządów, to 1000 metrów. W powietrzu widzialność była jeszcze lepsza - 4000
      metrów. Gdy spadaliśmy i gdy włączyłem reflektor, widziałem na ziemi wszystko.

      "T": Czekają już na Pana członkowie komisji badającej przyczyny wypadku.
      Czterech oficerów lotnictwa.

      Mjr Miłosz: - Powiem im to samu, co panu. Tak po prostu było. Jestem zdumiony,
      że można było napisać coś takiego, co przeczytałem w gazetach.

      * * *

      Pilot major Marek Miłosz ma jeszcze zapuchniętą i siną część twarzy, szczękę w
      aparacie ortodontycznym, chodzi w specjalnym gorsecie. Ale już chodzi! Tak samo
      technik pokładowy Wiesław Tuński, a nawet - co najbardziej niesamowite -
      najciężej ranny, z urazami kręgosłupa i czaszki, przewieziony ze szpitala na
      Wołoskiej na operację do szpitala wojskowego, drugi pilot porucznik Jacek
      Kuta."
      • Gość: Cattaraugus I tak ma człowiek szczęście, że nie trafił na PZL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 11:09
        No tak, jak zawsze wokół takich nieszczęsnych pilotów rozpocznie się chcholi
        taniec mediów i wszelkiej maści "ekspertów".

        I tak ma pilot szczęście, że nie trafił na polski sprzęt, bo tak jak w
        przypadku ostatniego wypadku Sokoła PZL-Świdnik sam by zaraz ogłosił swoją
        własną ekspertyzę wypadku oczywiście godzącą w profesjonalizm pilota. Albo tak
        jak w przypadku ostatniej katastrofy Iskry dyrektor PZL-Hydral osobiście mówił,
        że w Polsce hydraulika lotnicza nigdy nie zawodzi, bo... i tu katalog
        megalomańskich przechwałek o polskiej kulturze technicznej, materiałach,
        technologiach, kontroli jakości itp.

        Myślałem, że mnie szlag wtedy trafi - o kulturze technicznej ludzi z kontroli
        jakości hydrauliki lotniczej (choć gwoli ścisłości innej, niż hydralowska) to
        bym mógł mu opowiedzieć takie rzeczy, że już nie tylko kapcie by mu spadły -
        zaczęłyby te kapcie orbitować. Jest takie miejsce w Polsce (a w każdym razie
        było przez wiele, wiele lat), gdzie agregaty hydrauliczne samolotów
        sprawdza/sprawdzał brygadzista-alkoholik zawsze pijany w trupa. De facto te
        agregaty sprawdzają/sprawdzali uczniowie zawodówki nie mający o tym pojęcia, bo
        mający za sobą jednominutowe "szkolenie" pijanego brygadzisty. Sprawdzanie
        odbywa/odywało się na uszkodzonej maszynie testowo-pomiarowej rozsadzonej
        niegdyś przez przekroczone ciśnienie dopuszczalne. To jest polska kultura
        techniczna, a potem zawsze wszystko zwala się na pilota.

        Bez urazy drogi "technior" - podejrzewam, że nie pochodzisz z opisywanego
        przeze mnie miejsca, poza tym pod kilkoma względami częściowo przeszło ono już
        chyba do historii.

        Uszanowanie i pozdrowienia

        C.
        • Gość: technior Re: I tak ma człowiek szczęście, że nie trafił na IP: 217.97.128.* 19.12.03, 11:41
          No cóż ,jeśli idzie o nasze firmy zajmujące się techniką lotniczą to raczej
          wypowiadać się nie będę,natomiast co do systemu opracowania wniosków
          powypadkowych w lotnictwie wojskowym ,mogę powiedziec tyle że chyba skończyły
          się czasy wybielania pilotów i mieszania z błotem personelu
          technicznego.Jeszcze kilka lat temy zazwyczaj komisja z góry zakładała błąd lub
          niedopełnienie obowiazków przez personel techniczny,no i technik w takiej
          sytuacji musiał udawadniać że nie jest wielbłądem.Aktualnie zaobserwowałem
          jakieś głębsze podejście do problemu -nie wiem może przyczyna tkwi w ludziach
          którzy w lotnictwie wojskowym zajmują się tymi sprawami?
          Jeśli zaś idzie o sam opisywany przypadek śmigłowca Mi 8 -to ja od początku
          stawiałem raczej na paliwówkę niż na oblodzenia ,i powoli chyba wychodzi na
          moje .Podobno silniki po uruchomieniu w ITWL śmigają aż miło .
          Wszystko wyjasni się lada moment ,tyle że musimy pamiętać że jednak przy takiej
          wadze katastrofy wcale nie musimy dowiedzieć się całej prawdy.
          Pozdrawiam technior.
          • Gość: Cattaraugus Re: I tak ma człowiek szczęście, że nie trafił na IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 11:48
            Masz rację. Mnie też się wydaje, że zapanował zdrowy stan względnej równowagi i
            nie ma już tak, że "hrabiostwo" piloci są nietykalni, a dostaje po głowach
            tylko personel naziemny.

            Dobry tego przykład to katastrofa Iskry przed sławną defiladą. Wszystkim
            dostało się po równo, także pilotom, którzy absolutnie powinni wówczas odmówić
            lotu w tak fatalnych warunkach na nieprzystosowanej do tego Iskrze.

            Słowem - nie ma świętych krów i to dobrze.
            • Gość: technior Re: I tak ma człowiek szczęście, że nie trafił na IP: 217.97.128.* 19.12.03, 11:54
              Zgadza się ,ale tą katastrofę przeżyłem mocno ze względu na to że zginął tam
              mój dobry kolega Kpt .Tomek Pajórek-świetny gość- dobry pilot ,a po za tym
              facet który nie miał w zwyczaju nosić głowy wysoko tylko dlatego że był
              myśliwcem .

              Pozdr.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja