odyn06
22.06.09, 08:43
Niedawno świętowaliśmy w Polsce 20-ta rocznicę pierwszych po wojnie wolnych
wyborów. Mieliśmy konkurencyjne uroczystości, masę informacji w środkach
masowego przekazu, ale w niewielu znalazłem informację pogłębiająca temat i
odpowiedź na pytanie:
Dlaczego Jaruzelski and company tak sromotnie przerżnęli wybory?
A miało być tak pięknie. Były wskaźniki procentowe i słynna "lista krajowa".
Nic, tylko głosować.:-))
Symbolem kompromitacji władzy była totalna klęska krajowej listy.
W zaledwie jednej publikacji znalazłem powierzchowną analizę klęski listy i
półgębkiem wskazany fakt, o którym lepiej nie pamiętać, bo jest passe.
Mało kto chce jeszcze dzisiaj pamiętać, że listę krajową uwaliło wojsko,
ówczesna milicja i inne siłowniki. Uwaliło przy urnach wyborczych.
Kandydaci na liście krajowej to ścisła kamaryla Jaruzelskiego. W garnizonach,
zamkniętych obwodach wyborczych i we wspomnianych wyżej środowiskach mieli
otrzymać sejmową legitymację.
Szok ich ogarnął po ogłoszeniu wyników wyborów. Okazało się bowiem, że w "ich"
środowisku wyborczym uzyskali minimalne poparcie.
Z przeprowadzonych w 1990 roku badań wynikało, że w garnizonach i zamkniętych
obwodach wyborczych środowiska opozycyjne uzyskały od 55 do 75 procent
poparcia. Regułą było, że im mniejszy garnizon, tym poparcie dla opozycji było
większe.
Co to oznaczało w praktyce?
Czy wojsko, milicja i inne siłowniki poparli Solidarność?
Wątpię.
Czy te środowiska chciały zmian?
Tak.
Czy te środowiska pokazały czerwoną kartkę swoim przełożonym, korzystając z
pierwszej nadarzającej się okazji?
Na pewno tak.
Co o tym myślicie?