bartdab
30.03.10, 19:52
Czas pomyśleć o wyborach w bieżącym roku. Powoli zaczynają się wyłaniać
kandydaci. Niestety nie zauważam w nich żadnego potencjału, pomysłu na
miasto oraz wiele kluczowych spraw. Na dzień dzisiejszy wiadomo, że
ponownie kandydować będzie obecny prezydent Konstanty Dombrowicz. Ujawnił
to niejako poprzez zapowiedź ogłoszenia swojej, nowej strategii dla
miasta, która oczywiście będzie zwykłym programem wyborczym - zapowiedzią
cudów, wizualizacji, nieosiągalnych inwestycji.
Warto przeanalizować karierę Dombrowicza i nieefektywność wyborów w
Bydgoszczy. Zacznijmy od 2002 roku. Czy jeszcze pamiętacie tą
niespodziankę ? Czy już pozapominaliście ?
Mamy wyjątkowo niską frekwencję (28 % !!!! ). W pierwszej rundzie
Jasiakiewicz zdobywa około 44 % głosów. Dombrowicz przechodzi do drugiej
tury , w pierwszej i tak jest niespodzianką, zdobył 19 %. Te wybory
wydawały się z góry przesądzone na rzecz Jasiakiewicza. Ten miał całkiem
niezły okres. Pomimo wielu afer i kumplowania się miasto było w miarę
sprawnie zarządzane jak na owe czasy. Każdy wtedy wiedział, które miasto
jest ważniejsze czego nie zmieniła nawet reforma samorządowa. Pomimo
utraty Urzędu Marszałkowskiego Bydgoszcz była jedynym liderem regionu.
Nie chcę tutaj gloryfikować Jasiakiewicza, gdyż osobiście jestem jego
przeciwnikiem jednak trochę racji trzeba mu przyznać.
W drugiej rundzie sytuacja wydawała się przesądzona i ludzie zwyczajnie
nie chcieli iść na wybory. Dombrowicz zebrał elektorat "prawicowy" od
innych kandydatów i niespodziewanie wygrywa wybory (54 % - 44 tys głosów
!!!!). Poprzez organizację spotkań w salkach kościelnych zbiera
przeciwników lewackiego Jasiakiewicza.
Od tego czasu zaczyna się dramat. Od 2002 roku Bydgoszcz traci pozycję w
regionie, brakuje takiej dynamiki inwestycji jak w innych miastach.
Powolnie mały Toruń staje na szybszej drodze rozwoju. W tym czasie w
Bydgoszczy marnowany jest potencjał rozwoju w czasie prosperity. Nie
chodzi tutaj o same inwestycje w mieście, lecz również inwestycje
strategiczne, które ustalą pozycję miasta na długie lata. Nie jest to
oczywiście wina samego Dombrowicza ale również posłów, senatorów i
polityków lokalnych, którzy nie wykazali się umiejętnościami
lobbingowymi.
Bydgoszcz traci więc planowaną autostradę A1 na rzecz Torunia. Powolnie
następuje podejmowania "dziwnych" form współpracy z Toruniem. Niestety
zamiast planowanego efektu synergii następuje degradacja Bydgoszczy.
Oczywiście nie jest to zauważalne przez nieświadomych mieszkańców-
wyborców. W samym mieście zaczyna się zastój, praktycznie brak większych
inwestycji. Zamiast poprawiać infrastrukturę w centrum buduje się uliczki
osiedlowe, kwietniki organizuje się festyny. Widoczne są wpływy
wychowania w Ludowicach. Można się poczuć jak w średniej wielkości
mieście. Ulice typu dworcowa, długa zaczynają świecić pustkami,
niezauważalny zostaje potencjał Fordonu. Tracimy na rzecz Torunia CM,
zamiast lobbowania uniwersytetu medycznego placówka formalnie jest
częścią UMK.
Jest jednak wśród tego kilka inwestycji, które można uznać za połowiczny
sukces. Powstaje min. lotnisko, niestety potencjał tego miejsca nie
został wykorzystany - brak powstania terminalu Cargo, mała liczba
korzystających, ciągłe problemy, nieudana prywatyzacja (w okresie
późniejszym).
W końcu wykończona zostaje Opera Nova. "Sukces" ten jednak ma wielu ojców
i mieszkańcy dobrze wiedzą jak długo była ona budowana.
Powstaje UKW, które niestety staje się pośmiewiskiem w kraju. Dombrowicz
widzi w tym szansę ale nie zauważa jej w ATR (teraz UTP).
Jest to okres obsadzania stanowisk "swoimi", dla Dombrowicza ten okres to
nauka zawodu bycia prezydentem, niestety powolna i nieudolna.
Miasto natomiast z dawnego "miasta banków" staje się "miastem marketów".
Występuje zupełny brak myślenia o Specjalnej Strefie Ekonomicznej i
ignorancja dla inwestorów.
Przychodzą kolejne wybory w 2006 roku i pomimo rozczarowania ludzie
ponownie wybierają Dombrowicza. Występuje efekt "braku chęci zmiany" i co
ważne braku dobrych kontrkandydatów. Dombrowicz wygrywa jednak
nieznaczącą ilością głosów. W pierwszej rundzie Dombrowicz zdobywa 30 %,
Jasiakiewicz prawie 27 %. W drugiej rundzie głosy z Piotrkowskiej
przechodzą głównie na Dombrowicza, który zdobywa 54 %. Głosuje na niego
50 tys osób. Ponownie wykorzystał nieświadomą "prawicę" organizując
spotkania w salkach kościelnych. Dziwnym trafem utrzymuje dobre stosunki
z biskupem (oddaje niektóre budynki dla seminarium, biblioteki, remontuje
mu ulice pod domem).
Od 2006 roku zaczyna się dramat dla województwa i szczególnie dla
Bydgoszczy. Pomimo nieudanych lat 2002-2006, kolejny okres należy
zaliczyć to fali porażek. Marszałkiem Województwa zostaje Piotr Całbecki.
Polityk z Torunia. Bardzo zdolny, chętny do pracy. Widać jednak, że
pomylił on stanowiska. Świetnie nadaje się na prezydenta Torunia.
Niestety władza w województwie to dla niego możliwość ściągnięcia środków
dla jego ukochanego miasta (Torunia).
Początkowo wydaję się, że może jednak będzie lepiej. Dombrowicz poczuł,
że jego pozycja w wyborach nie była wcale taka pewna. Już przed wyborami
zaczynał karmić ludność wizualizacjami. Szczyt tego rodzaju polityki
następuje jednak w kolejnym okresie. Pokazuje się wizualizacje lodowisk,
stadionów, bibliotek, tramwajów do Fordonu, remontów ulic, tras
ekspresowych, parków przemysłowych itd.
Niestety dobrze operujący politycy z Torunia znajdują nowy sposób na
zwiększanie swojej pozycji. Dosyć dynamicznie budują centrum
administracyjne, ściągając do Torunia wszelkie możliwe instytucje,
agendy, urzędy. To oczywiście początek całej strategii.
Nagle pojawia się pomysł budowy metropolii bydgosko-toruńskiej, a raczej
poprawnie mówiąc według strategii twórców toruńsko-bydgoskiej. Toruń
posiadając zaledwie 200 tys. mieszkańców, 20 tys przedsiębiorstw i 15 %
bezrobocie aspiruje do bycia liderem regionu i obszarem metropolitalnym.
Pokazuje to nie tylko działalność marszałka ale również samych władz
miasta. Jedynym problemem do osiągnięcia tego celu jest odpowiednia
liczba mieszkańców, której Toruń nie posiada. Zauważony został jednak
potencjał słabej politycznie Bydgoszczy.
Dombrowicz bez skrupułów jest przychylny tworzeniu takiej metropolii.
Patrząc z zewnątrz można pomyśleć, że pomysł jest bardzo dobry. Niestety
diabeł tkwi w szczegółach, a raczej w samym pomyśle.
Dla Dombrowicza niezauważalne staje się tworzenie Metropolii Bydgoskiej.
Ewidentnie staje się zwolennikiem strategii toruńskiej. W samej
Bydgoszczy przeprowadzonych zostaje kilka inwestycji (remont stadionu,
oddanie kilku tras, remont dróg) nie są one jednak strategiczne.
Nieudolnie prywatyzowane jest lotnisko oraz zakłady miejskie. Pozytywnym
jest przyjęcie strategii skupienia się na kilku obszarach - sportu
(organizacja wielu imprez, mistrzostw, remont stadionu), rewitalizacji
Wyspy Młyńskiej, tworzeniu parku przemysłowego. Tu jednak kończą się
osiągnięcia, które i tak zostały wykonane powolnie i często z marnym
skutkiem.
W tym okresie Bydgoszcz znacząco traci na znaczeniu nie tylko w regionie
ale również w kraju. Normalnością staje się postrzeganie Bydgoszczy jako
miasta mniejszego od Torunia oraz również mniej znaczącego.
Plan Marszałka zakłada skomunikowanie Bydgoszczy i Torunia "super"
kolejką, która w przyszłości ma dojeżdżać w czasie 35 minut (tyle co
przed wojną). Bydgoszcz zostaje przekupiona za plan budowy lini
tramwajowej do Fordonu. Dla Dombrowicza to wystarczająca cena utraty
pozycji Bydgoszczy na długie lata.
Czarę goryczy wypełniają ostatnie lata. Przekazywanie znacznie większej
ilości środków unijnych na rzecz Torunia (pieniądze te rozdają urzędy w
Toruniu), walka o każdą możliwą instytucję publiczną, próba przenoszenia
wszelkich struktur do mniejszego miasta. W ostatnim okresie ponown