bydgosta
12.07.10, 09:06
Ma rację radna "pisowska" Ewa S. mówiąc, że ewentualny sukces Dombrowicza w
listopadowych wyborach związany jest z szybką dymisją Grześkowiaka. Pozbycie
się ważnej figury ratuszowej może (choć nie musi), uratować prezydentowi
trochę głosów, głównie w środowiskach ludzi młodych ze sportem związanych. Bo
właśnie na tym polu Grześkowiak ponosi same porażki. Zawisza nie awansował do
wyższej klasy, napis ze stadionu, że jest "miejskim" nadal nie został
zmieniony, a porażki żużlowej Polonii i jej spadek do I ligi będą gwoździem
wyborczym do trumny. W obu spółkach sportowych pracują ludzie desygnowani
przez Grześkowiaka i jak gołym okiem widać, pracują nieudolnie.
Skąd się wzięła miłość Dombrowicza do Grześkowiaka? Zaczęła się jeszcze gdyten
pracował w TVP. Wraz z cwanym Wolsztyńskim z Zawiszy wmówili prezydentowi,
że Bydgoszcz sportem żyje, a tu głosów wyborczych jest bez liku. Dombrowicz
nie jest też naiwny, wykalkulował, że Grześkowiak, który wówczas kolaborował z
PiS mógł i tu się przydać. Przecież nie zrobił Grześkowiaka swoim zastępcą
tylko dlatego, że ten miał znakomite papiery urzędnicze (he, he, he). Gdy
Grześkowiak niespodziewanie znalazł się po stronie PO (historia na inny wątek)
Konstanty też kalkulował - nadal po prostu się opłacało. A teraz? Olszewski
Paweł syn Wiesława nie może przegrać prezydentury w Bydgoszczy. Po klęsce w
województwie zLenzem z Torunia, musi mieć swojego człowieka w ratuszu. Nie
może nim być Dombrowicz, bo ma słabe notowania, z Bruskim będzie pewnie łatwiej.
Co więc partia może zrobić z Grześkowiakiem - facetem bez kompetencji,
wizjonerem tylko wirtualnym i "świetnym organizatorem" nie za swoje pieniądze?
Najlepiej go wysłać do Sikorskiego - przecież zna dobrze angielski - jak
kiedyś uzasadniał jego sylwetkę Konstanty Dombrowicz.