czy to by podrożyło edukację ?

06.04.04, 18:15
w gorszych szkołach dla sierot w Anglii ok. 200 lat temu
zwracano się do uczniów po nazwisku .

ile to by kosztowało gdyby do uczniów nauczyciele zwracali się po imieniu
w polskich szkołach i czy polepszyłoby to choć trochę atmosferę wśród
uczniów ?
    • Gość: Madziara Re: czy to by podrożyło edukację ? IP: *.man.bydgoszcz.pl 06.04.04, 18:19
      o wypraszam sobie - skoro do Ciebie mówiono Kowalski, Iksiński czy jakiś tam,
      nie znaczy to że tak jest we wszystkich szkołach - ja do moich dzieciaków
      zawsze mówie po imieniu
      • unsatisfied6 Re: czy to by podrożyło edukację ? 06.04.04, 18:22
        Gość portalu: Madziara napisał(a):

        > o wypraszam sobie - skoro do Ciebie mówiono Kowalski, Iksiński czy jakiś tam,
        > nie znaczy to że tak jest we wszystkich szkołach - ja do moich dzieciaków
        > zawsze mówie po imieniu

        to jesteś wyjątkiem . do mnie oprócz nauczyciela matematyki
        i chemii zwracano się po nazwisku .

        bywa nawet gorzej w niektórych klasach - jast masa Kowalskich i Wiśniewskich i
        jedna Basia i jeden Krzyś .

        uczysz w szkole prywatnej ?
        • Gość: Madziara Re: czy to by podrożyło edukację ? IP: *.man.bydgoszcz.pl 06.04.04, 18:33
          w państwowej podstawówce i nie wyobrażam sobie zwracać się do dziecka inaczej
          niż Krzyś, Kasia czy Andżela
          • vviosna Re: czy to by podrożyło edukację ? 06.04.04, 20:12
            ja mowie per pan/pani ;)
            • Gość: Madziara Re: czy to by podrożyło edukację ? IP: *.man.bydgoszcz.pl 06.04.04, 20:51
              ja czasami też Pan/Pani... do 11-latków :)))

              • vviosna Re: czy to by podrożyło edukację ? 06.04.04, 20:54
                :) a ja caly czas, choc czasami mi sie wymsknie na 'ty' ;))
          • unsatisfied6 Re: czy to by podrożyło edukację ? 08.04.04, 01:01
            Gość portalu: Madziara napisał(a):

            > w państwowej podstawówce i nie wyobrażam sobie zwracać się do dziecka inaczej
            > niż Krzyś, Kasia czy Andżela
            myślisz , że w większości szkół nauczyciele zwracają się do uczniów po imieniu ?
            • Gość: Maria Re: czy to by podrożyło edukację ? IP: *.fordon.INTELINK.pl / *.n.INTELINK.pl 08.04.04, 01:21
              unsatisfied6 napisał:
              > myślisz , że w większości szkół nauczyciele zwracają się do uczniów po imieniu?

              U6 wyobraź sobie , że nawet w średniej szkole.
              • unsatisfied6 Re: czy to by podrożyło edukację ? 09.04.04, 07:03
                Gość portalu: Maria napisał(a):

                > unsatisfied6 napisał:
                > > myślisz , że w większości szkół nauczyciele zwracają się do uczniów po imi
                > eniu?
                >
                > U6 wyobraź sobie , że nawet w średniej szkole.
                ja potrafię to sobie wyobrazić - w każdej szkole , nie w kilku szkołach
    • unsatisfied6 Re: czy to by podrożyło edukację ? 08.04.04, 01:08
      unsatisfied6 napisał:

      > w gorszych szkołach dla sierot w Anglii ok. 200 lat temu
      > zwracano się do uczniów po nazwisku .
      >
      > ile to by kosztowało gdyby do uczniów nauczyciele zwracali się po imieniu
      > w polskich szkołach i czy polepszyłoby to choć trochę atmosferę wśród
      > uczniów ?

      czy dałoby się bez większych kosztów ( bez oczywiście redukcji etatów )
      zamienić ilość nauczania na jakość ?
      • vviosna Re: czy to by podrożyło edukację ? 08.04.04, 10:59
        > czy dałoby się bez większych kosztów ( bez oczywiście redukcji etatów )
        > zamienić ilość nauczania na jakość ?

        nie daloby sie. nie da sie poprowadzic lekcji i nauczyc WSZYSTKICH uczniow tego,
        co przewidziane w programie, gdy w klasie jest 36 uczniow.
        byloby to mozliwe, gdyby klasy byly 8-10 osobowe, no, 12-to.
        zamiast rozrosnietej do monstrualnych rozmiarow strefy urzedniczej, ktora zbija
        baki na czatach, forach, gg, kawkach, imieninkach, kobiecych czasopismach,
        rozmowach prywatnych z aparatu sluzbowego, czy po prostu plotach przy kawie,
        zatrudnic by sie powinno wiecej nauczycieli tak, by np dzieciaki nie musialy
        uczyc sie w systemie zmianowym, w przepelnionych klasach itd.
        no coz, ale ktoz z tych urzedasow od zbijania bakow chcialby naprawde
        popracowac, wysilic mozgownice i uczyc dzieci? pewnie zaden. a naprawde praca
        nauczyciela moze byc przyjemnscia, gdy ma sie 10 osob w grupie, jest wtedy
        kameralnie, dla wszystkich ma sie czas, kazdemu mozna wyjasniac do
        oporuniezrozumiale zagadnienie, nie trzeba krzyczec (niszczyc glosu), bo i tak
        wszyscy uczniowie uslysza, co mowi nauczyciel.
        no coz, taki mamy denny ustroj :(
        • unsatisfied6 Re: czy to by podrożyło edukację ? 09.04.04, 07:34
          vviosna napisała:

          > > czy dałoby się bez większych kosztów ( bez oczywiście redukcji etatów )
          > > zamienić ilość nauczania na jakość ?
          >
          > nie daloby sie. nie da sie poprowadzic lekcji i nauczyc WSZYSTKICH uczniow
          tego
          > ,
          > co przewidziane w programie, gdy w klasie jest 36 uczniow.

          dlaczego jest jeden program dla wszystkich - w stanach są
          jakiś minimalne wymagania + zajęcia dodatkowe ( elektives + honor ) -
          ma to sens .

          dlaczego uczeń nie zdając powiedzmy matematyki , musi powtarzać
          wszystkie przedmioty - to nie ma najmniejszego sensu .

          > byloby to mozliwe, gdyby klasy byly 8-10 osobowe, no, 12-to.

          12 osobowa klasa to kompletna fikcja , natomiast 36 osobowa klasa
          to bardziej przypomina szkołe przetrwania .

          > zamiast rozrosnietej do monstrualnych rozmiarow strefy urzedniczej, ktora
          zbija
          > baki na czatach, forach, gg, kawkach, imieninkach, kobiecych czasopismach,
          > rozmowach prywatnych z aparatu sluzbowego, czy po prostu plotach przy kawie,
          > zatrudnic by sie powinno wiecej nauczycieli tak, by np dzieciaki nie musialy
          > uczyc sie w systemie zmianowym, w przepelnionych klasach itd.
          > no coz, ale ktoz z tych urzedasow od zbijania bakow chcialby naprawde
          > popracowac, wysilic mozgownice i uczyc dzieci? pewnie zaden. a naprawde praca
          > nauczyciela moze byc przyjemnscia, gdy ma sie 10 osob w grupie, jest wtedy
          > kameralnie, dla wszystkich ma sie czas, kazdemu mozna wyjasniac do
          > oporuniezrozumiale zagadnienie, nie trzeba krzyczec (niszczyc glosu), bo i tak
          > wszyscy uczniowie uslysza, co mowi nauczyciel.
          > no coz, taki mamy denny ustroj :(

          niegdyś na lekcji poprosiłem uczniów o włączenie wideo - rzuciło się
          do sprzętu pięciu . minęło kilka minut i wideo ciągle nie właczone .
          poprosiłem by został przy sprzęcie jeden uczeń - właczył wideo
          w kilka sekund .

          obserwowałem z pokoju nauczycielskiego na budowie kilku pracowników .
          na pierwszy rzut oka było ich po prostu za wielu . praca im się
          ślimaczyła i wyglądało jakby jeden rywalizował z drugim , by
          nie zrobić przypadkowo więcej . wyobraziłem sobie ich rozmowę -
          "przynieś cegłę " , "nie przyniosę , ostatnio ja przyniosłem
          cegłę , Wotjek nie przynosił cegieł ponad godzinę ", "
          Wojtek przedtem nosił po dwie cegły i zrobił swoją działkę " .

          ciekawe uwagi mają pracownicy biblioteki . muszę siedzieć i czekać
          na sprawdzenie pracowników , czy książka jest na stanie , bo
          w komputerze "funkcja na stanie" nie działa . na uwagę , dlaczego
          sam nie mogę sprawdzić tego w komputerze , odpowiadają , że komputer
          "nie przyjmuje" . wyraźnie dbają o to , by mieć pracę . dwie
          panie siedzą za ladą z minami profesorów przyjmując zgłoszenia .
          po 10 minutach zbierają ( jedna z nich ) zgłoszenia i wysyłają
          windą do zbiorów . nikt nie dba o mój czas . nie pozolą
          mi samemu wziąć książki z półki , nie pozwolą sprawdzić w komputerze
          czy książka jest na stanie ( co mógłbym zrobić w domu nie angażując
          swojego czasu na zbędną drogę do biblioteki ) .

          tak też wygląda praca urzędników . zbyt wielu i jeden ogląda się
          na drugiego w rywalizacji " nie mogę zrobić więcej wychodząc na
          frajera " . już w prostych czynnościach mozna zauważyć zmniejszoną
          efektywność spowodowaną przerostem etatów - nieproporcjonalna
          do ilości zatrudnionych . "dbając o swoją pracę " jak biblitekarki tworzą
          prawdziwy gąszcz przepisów , rozporządzeń i formularzy dla klienta ,
          zabierając mu czas i zmniejszając jego efektywność pracy .

          wbrew pozorom , takie dziłanie sprzyja wzrostowi bezrobocia .
          tworzy się etaty fikcyjne , nieproduktywne , mało efektowne w rezultatach ,
          bywa że szkodliwe dla inicjatywy klienta . czas każdego klienta
          jest tracony na głupawe procedury , by kilku więcej urzędasów
          miało stanowiska .
Pełna wersja