Gość: Droszcz
IP: *.248.nwc.net
06.04.04, 23:03
Nastolatki Bydgoskie
„Bandy podziemia” regionu bydgoskiego: „Szarotka” i „Powrot” )*
W latach 1944-1946 ubeckie zydostwo Jakuba Bermana zniszczylo w kraju
wszystkie zbrojne jednostki podlegle legalnemu rzadowi polskiemu w Londynie,
wypedzilo premiera Stanislawa Mikolajczyka, sfalszowalo wybory i
wyeliminowalo AK, NSZ i WIN ludobojstwem, mordami, uwiezieniem i zeslaniem.
90% strat stanu osobowego zadali Armii Krajowej Zyd Jakub Berman i
jego „bezpieka”.
Do zajecia sie ruchem oporu w latach 1948-51 zostaly przy zyciu tylko
nastolatki, ktore w okresie wybijania zolnierzy podziemia byly w wieku
najwyzej lat 14.
Zakonspirowane organizacje dzialaly w miastach. Skladaly sie prawie
calkowicie z uczniow szkol srednich, ktorzy schodzili sie na tradycyjne
zbiorki harcerskie i spiewy przy ognisku w lesie niezaleznie od
zbiorek „czerwonego harcerstwa” Jacka Kuronia.
Mowiac patetycznie: „Na scene historii weszli najmlodsi, bohaterscy nastepcy
Orlat Lwowskich i harcerzy Szarych Szeregow.” )*
Nie powstrzymaly ich aresztowania, brutalne, wyrafinowane sledztwa
preparowane przez zydowskich psychologow i wieloletnie wyroki. W miejsce
jednych aresztowanych nastepni podejmowali konspiracyjna dzialalnosc i nie
brakowalo kolejnych „kamieni na szaniec”.
W regionie bydgoskim dzialala np. „Szarotka” i „Powrot”. )**
„Szarotke” utworzyli harcerze szkol srednich w Solcu Kujawskim jesienia 1949
roku.
„Powrot”, skladajacy sie z mlodziezy gimnazjalnej i pracujacej zawodowo,
powstal w Kcyni pod koniec 1949.
Ich ambicja byla „walka o niepodleglosc”.
Chlopcy i dziewczeta chwycili sie srodkow, jakie mieli w „domu niewoli”, np.:
- pisali i kolportowali antyrezimowe ulotki, napisy i plakaty;
- zrywali portrety Cyrankiewicza, Zymirskiego, „gazetki scienne” i dekoracje
z okazji rocznic rezimowych w szkolach, w witrynach sklepowych i zakladowych;
- zerwali czerwona flage z budynku komitetu partyjnego (w r. 49?);
- odtlukli wypukle napisy na betonowym pomniku radzieckich wyzwolicieli przy
Placu Wolnosci w Bydgoszczy;
- wybili okna auli szkoly hotelarstwa przy ul. Dlugiej w Bydgoszczy podczas
akademii 1-majowej (w r. 49?);
Liczyli na to, ze stopniowo rozszerzy sie ruch oporu i Polacy zorganizuja sie
do wyzwolenia.
Nie poruszyli jednak indolentnych mas narodu, ktore dopiero w trzy lata po
smierci Stalina, w 1956 roku, powazyly sie na „wypadki poznanskie” i o wiele
pozniej na „Polski Pazdziernik”.
UB bardzo szybko wyszpiegowalo konspiratorow i juz w polowie stycznia 1950
roku aresztowalo wiekszosc nalezacych do „Szarotki” i „Powrotu”.
Proces czlonkow „Powrotu” odbyl sie 20 i 21 marca 1950 w Wojskowym Sadzie
Rejonowym w Bydgoszczy przy ul. Jagiellonskiej 1.
Skazanych bylo dwunastu. Wyroki od 5 do 13 lat wiezienia byly zlosliwie
niewspolmierne i ostentacyjnie wysokie, zwazywszy, ze ideowi zapalency
porwali sie na „wladze ludowa” z golymi rekami i byli nieletni, a do
ich „wrogiej dzialalnosci” zabrali sie z naiwnym dyletanctwem, czyli
stanowili niebezpieczenstwo dla „wladzy ludowej” tylko z powodu jej
zbrodniczego uzurpatorstwa, czyli jej panicznego strachu przed prawda, ktora
byla zapalnym tabu.
Sedzia Jecznyk „zasadzil” Bydgoskie Nastolatki pomimo tego, ze one w 99% nie
byly uzbrojone i nigdy nie wystapily z akcja zbrojna, a wiec de facto nie
podlegaly sadowi wojskowemu.
Prawo swobodnego kolportowania ulotek i plakatow zawarowane bylo demokracja
opiewana nawet przez tekst konstytucji stalinowskiej PRL-u. Zatem - gdyby
istnialy swobody obywatelskie w demokracji „zydokomuny” - oskarzenia tych
Nastolatkow winne byly byc rozpatrywane wedlug wlasciwosci przez Wydzial
Karny Sadu Powiatowego i to tylko w kwestii czy rozprowadzanie ich materialow
propagandowych naruszylo przepisy administracyjne.
Na przyklad: Jezeli Nastolatki naklejaly afisze na tramwajach, tablicach,
budynkach komunalnych czy panstwowych, to Prokuratora Powiatowa przy Nowym
Rynku w Bydgoszczy, np. prokurator Bialecki, winna byla skierowac akty
oskarzenia do Wydzialu Karnego Sadu Powiatowego przy ul. Grodzkiej o
naruszenie przepisow porzadkowych, a co najwyzej przepisow stalinowskiego
Malego Kodeksu Karnego (acz stosowanego w sadach bezprawnie na podstawie
okolnika i dekretu Rotszwanca, vel Bieruta).
Prokuratorzy z Nowego Rynku, m.in. Bialecki, przekazali sprawy do
Wojewodzkiego Urzedu Bezpieczenstwa Publicznego przy ul. Sportowej 1, gdzie
np. oficer sledczy(!) Stanislaw Urbaniak sporzadzil naciagane akty
oskarzenia o „czyny przewidziane w art. 87 w zw. z art. 86 par.2 KKWP”:
„Oskarzony czynil przygotowania do zmiany w drodze przemocy instniejacego
ustroju Panstwa Polskiego w ten sposob, ze wspolnie z innymi rozpowszechnial
ulotki o tresci antypanstwowej” -
jakkolwiek „oskarzony” nie posiadal, nie uzyl ani nie mial zamiaru uzyc
broni, a co najmniej nie zostalo to jemu udowodnione inaczej jak tylko przez
czytanie jego mysli przez oficerow sledczych UB i sedziego sadu wojskowego .
W wielu domach znajdowaly sie pistolety i amunicja, granaty i materialy
wybuchowe pozostale po przejsciu frontu sowiecko-niemieckiego i posiadanie
ich faktycznie nie oznaczalo - przynajmniej w sadzie - „checi obalenia rzadu
PRL przemoca” nawet w kontekscie kolportowania ulotek. Chlopcy bawili sie
zapalaniem prochu z patron, ktore walaly sie na ulicach i w najrozniejszych
zakamarkach miasta. Niejednego zabilo, niejednemu urwalo palce. Jeszcze w
latach 60-tych nie uprzatnieto wszystkich niewypalow i zgineli chlopcy nad
Notecia, ktorzy bawili sie granatami.
Te zardzewiale, nie zdatne do uzycia, zwlaszcza bez amunicji, sztuki broni
znalezione u „oskarzonych” uzyto do pomowienia, ze „oskarzony”:
„czynil przygotowania do zmiany w drodze przemocy istniejacego ustroju
Panstwa Polskiego w ten sposob, ze wspolnie z innymi oskarzonymi kolportowali
i rozpowszechniali ulotki o tresci antypanstwowej oraz planowali zdobycie
wiekszej ilosci broni palnej i dokonywanie napadow na funkcjunariuszy M.O.”
Akty oskarzenia napisane i podpisane przez oficerow sledczych WUBP
zatwierdzal naczelnik WUBP (nie prokurator) anonimowo nieczytelnym podpisem
pod: „Zagadzam sie”.
Sedzia Jecznyk przypisal ksiedzu wikaremu z Kcyni, Czeslawowi
Wojciechowskemu, „duchowy patronat” i za ten swoj wymysl skazal go na 13 lat
wiezienia. Sedzia nie zostal ukarany po 1989 roku. Przypuszczalnie ukryl sie
zagranica jak jemu podobni winni „mordow sadowych” Wolinska w Anglii, czy
Szechter, brat Michnika, w Szwecji.
A propos - „sadowi mordercy” oficerow Armii Krajowej to Zydzi:
Amons
Aspis
Azarkiewicz
Drochomirecki
Feldman
Frenkiel
Graff
Hochberg
Karczmarz
Karliner
Karpinski
Mertz
Milcyn
Ligeza
Litynski
Skulbaczewski
Świątkowski
Szechter
Widaj
Wizelberg
Wnorowski.
Kto wie ktorych straconych ma Jecznyk na sumieniu, ten niechaj tutaj to
zglosi. Jecznyk mieszkal w srodmiesciu w Bydgoszczy. Jezeli on jeszcze zyje,
winien byc powieszony na latarni. Kto wie gdzie jest obecnie jego rodzina?
Olga Umlawska, ktora organizacje zalozyla, zostala „zasadzona” na 10 lat
wiezienia.
Proces „Szarotki” odbyl sie w tym samym sadzie wojskowym 20 sierpnia 1950
roku.
Osiem nastolatkow skazano na wiezienie od 5 do 10 lat.
Nie stanela przed sadem maloletnia druhna Danuta Mrzyk zameczona przez
zydowskiego oprawce: za ciche koledowanie w celi wiezienia w Fordonie w
wieczor wigilijny 1949 zastepca Sekretarza