ivica
20.04.04, 11:11
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2029759.html
Wojewoda pomorski podjął decyzję o deportacji młodego Niemca, który po zwiedzeniu obozu koncentracyjnego Stuffhof nie chciał wracać do swojego kraju. Wczoraj po południu policyjny konwój odwiózł go na przejście graniczne w Kołbaskowie
Opisaliśmy wczoraj historię 24-letniego Ludwiga K. z Berlina. W ubiegłym tygodniu Niemiec przyjechał z dwunastosobową wycieczką do Gdańska. Jednym z punktów programu była wizyta w obozie koncentracyjnym Stutthof. Grupa w sobotę miała wrócić do Berlina. Po wizycie w Sztutowie Niemiec zniszczył swoje dokumenty i odłączył się od wycieczki. Wrócił do zajazdu w Gdańsku Oruni i wspominał o samobójstwie. Na miejsce przyjechali policjanci, ale Ludwig K. nie chciał rozmawiać z policyjnym mediatorem. W końcu zgodził się na rozmowę w języku angielskim z tłumaczem przysięgłym. Powiedział, że widok obozu koncentracyjnego Stutthof tak go zszokował, że nie chce wracać do Niemiec. Nie chciał nawet rozmawiać po niemiecku. Z uwagi na brak pieniędzy i dokumentów mężczyznę zatrzymała policja. Do końca nie wiadomo, czy Ludwig K. doznał załamania nerwowego bezpośrednio po wizycie w obozie. Mężczyzna nie chciał rozmawiać z reporterem "Gazety". Spokojnie siedział w celi.
Wczoraj rano Konsulat Generalny Niemiec w Gdańsku potwierdził dane i berliński adres Ludwiga K. Wystawiono mu też dokument uprawniający do powrotu do Niemiec.
- Nic nie mogę mówić na ten temat, cały czas próbujemy znaleźć jak najlepsze wyjście z tej sytuacji - mówiła rano Julia Hiltner, attaché kulturalny konsulatu.
Początkowo planowano, że Niemiec wróci zwykłym autobusem do Berlina. W końcu sprawą zajął się Urząd Wojewódzki w Gdańsku. Wojewoda pomorski podjął decyzję o deportacji Ludwiga K. do Niemiec. Jednak on sam nie chciał podpisać tego dokumentu. W poniedziałek po południu mężczyznę przewiózł do Kołbaskowa policyjny konwój. W tym przypadku policja miała pewność, że młody Niemiec nie wysiądzie wcześniej z autobusu i trafi do niemieckich służb granicznych.
- Wojewoda podjął decyzję o wydaleniu z terenu Rzeczypospolitej, bo obcokrajowiec przebywał u nas nielegalnie - mówi Anna Dyksińska, rzecznik UW w Gdańsku. - Nie posiadał żadnych dokumentów ani pieniędzy.
- Nasza rola kończy się na dowiezieniu Ludwiga K. do granicy - mówi Adam Atliński, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. - Mężczyzna wcześniej nie podpisał decyzji o wydaleniu z Polski. Zachowywał się spokojnie. Przeprosił też za całe zamieszanie wokół swojej osoby.