izka_74
15.04.11, 13:18
Męcząca jest już ta propaganda, prowadzona przez miasto, teraz z błogoslawieństwem GW. Oczywiście, że za rok będzie problem, ale przepełnienie w szkołach wystąpi niezależnie od tego, czy dzieci pójdą jako sześcio czy siedmiolatki. I ew. praca na zmiany dotyczyć będzie tak samo klas pierwszych jak i pozostałych klas w szkole. Ot takie koszty tej bezsensownej reformy. Zresztą i teraz część szkół pracuje już na zmiany i pierwsze klasy mają zajęcia np. od 12-tej do 16-tej i jakoś włosów nikt z tego powodu nie rwie.
Sukces dziecka w szkole zależy głównie od tego, na jakiego trafi nauczyciela. Na to się nie ma wpływu i będzie to loteria niezależnie od tego, czy dziecko będzie miało 6 czy 7 lat. Z mojego punktu widzenia przedszkole daje mojemu dziecku lepszą opiekę i lepszą edukację niż szkoła. Nie widzę powodu, aby po to, by ulżyć władzom miasta czy ministerstwu edukacji, eksperymentować na własnym dziecku jak nie muszę. A straszenie rzekomymi zapóźnieniami edukacyjnymi, w czym celuje ostatnio kuratorium i urząd miasta, doprowadza mnie tylko do śmiechu. Logiczne jest, że raczej siedmiolatkowie, którzy pójdą do klas z sześcioltkami, będą lepiej rozwinięci, przygotowani i będą mieli lepiej ugruntowaną wiedzę. Szczególnie że dziś często problemy edukacyjne dzieciaków rodzą się już na etapie szkoły podstawowej, gdy u dzieci 7-letnich brak jest np. dojrzałości do abstrakcyjnego myślenia matematycznego a program i nauczyciel swoje. Być może zrobienie po raz drugi podstaw części tych siedmiolatków właśnie wyjdzie jak najbardziej na zdrowie. Ale oczywiście wiedza pedagogiczna przegrywa obecnie z propagandą.