dento
27.03.12, 12:48
Sorry irizar, że pozwalam sobie na przekopiowanie w całości twojego posta i zainaugurowanie nim nowego wątku, ale z uwagi na pełen rozsądku i przede wszystkim całej prawdy tekst aż żal, aby zginął on niezauważony w natłoku innych wpisów w poprzednim zbytnio już rozbudowanym wątku. A tak, to przynajmniej każdemu dużo łatwiej będzie go odnaleźć i się z nim zapoznać.
Przy okazji: wielkie gratulacje i podziękowania! Nie składajmy broni! A jak się okazuje, mamy już się z czego cieszyć, bo nasz Prezydent Bruski rzeczywiście zaczyna się odnajdywać w tej roli i staje się "NASZ". Oby się nie dał i "nie pękał"!
"26 marca 2012 - myślę, że warto zapamiętać tą datę. Nie ze względu na wizytę pani minister, z którą dyskusja przypominała rzucaniem grochem o ścianę. Na koniec pani minister ucięła wszelkie próby operowania merytorycznymi argumentami stwierdzeniem, że nie wskaże centrum metro w Bydgoszczy bo nie i koniec. Takie były podjęte decyzje w sprawie dwustołecznego województwa 14 lat temu i basta. Nasze dzieci, wnuki i prawnuki mają siedzieć cicho, bo tak ktoś pod koniec XX wieku zadecydował. Nieważne czy ta decyzja ma sens, czy przynosi rozwój czy recesję. Nieważne, że rodzi kłótnie i rywalizację i będzie ją rodzić wiecznie. Pani minister dziwi się o co chodzi w Bydgoszczy. Jak wykreśli centralną rolę Katowic i Gdańska z projektów obszarów metropolitalnych, to będzie jeździć po podobnych konferencjach po całym kraju i wszędzie będzie się dziwić o co chodzi. Wszędzie będzie mówić - dogadajcie się sami, a jak w każdej organizacji pozbawionej jednoznacznych więzi hierarchicznych będzie panował chaos, chwilowy wyzysk i bezkrólewie.
Myślę, że postawa pani minister mówiącej o potrzebie dialogu, i jednocześnie lekceważącej osoby, które zadały sobie trud, żeby przygotować się merytorycznie do dyskusji, nie wymaga komentarza. Taką postawą pani minister daje świadectwo tylko o sobie. Co tu jeszcze komentować. Jak można się dziwić, ze ludzie wychodzą na ulicę przy takim podejściu przedstawicieli władzy do dialogu? Moim zdaniem to był modelowy pokaz arogancji władzy w wykonaniu pani minister. Szkoda chyba więcej pisania na ten temat.
Warto zapamiętać ten dzień z innego powodu. Otóż dokładnie wszystkie znaczące siły polityczne w Bydgoszczy postanowiły dać jednoznaczny sygnał, że nie akceptują modelu, który spycha nas na margines, który pozbawia nas inwestycji, który wyłącza Bydgoszcz z możliwości decydowania o przyszłości naszego miasta.
Zgodnym głosem ponad partyjnymi podziałami rozpoczęły bydgoskie młodzieżówki. Już to powinno dać pani minister do myślenia, że tylko sprawa ewidentnie i powszechnie uznawana za sprawę najwyższej wagi dla miasta jest w stanie zjednoczyć grupy na co dzień ze sobą rywalizujące, co jest zgodne zresztą z ich istotą.
Jednym głosem mówił w imieniu bydgoszczan prezydent Rafał Bruski, przewodniczący Rady Miasta Roman Jasiakiewicz, przewodnicząca sejmiku pani Dorota Jakuta, w imieniu posłów zespołu parlamentarnego miłośników Ziemi Bydgoskiej mówił poseł Latos, ale barwy klubowe nie miały tego dnia najmniejszego znaczenia. Równie dobrze mógłby wyjść każdy z członków tego zespołu parlamentarnego.
Wyrazy szacunku z mojej strony, bo dla wielu z tych osób asertywne wyrażenie potrzeb miasta było pewnie zadaniem szczególnie trudnym. Zdobyły się jednak na to.
Droga do naprawy naszej bydgoskiej rzeczywistości jest jeszcze daleka, ale zrobiono wczoraj ogromny krok w kierunku normalności. Oby od dzisiaj rzeczą naturalną było wyrażanie przez publiczne elity Bydgoszczy potrzeb i aspiracji swojego miasta. To jest normalne, to nie jest objawem wrogości wobec otoczenia, To jest wyrazem świadomości swojego społecznego mandatu. Nic więcej.
Byłem na tym spotkaniu i oceniam je jako dobry krok w kierunku odbudowania autorytetu naszych bydgoskich elit politycznych, zaufania do naszych przedstawicieli. Padło tam sporo słów. Jeżeli za tym pójdą czyny, skuteczny lobbing w sprawie inwestycji, których brak ogranicza nasze szanse na rozwój, jeżeli pójdą za tym dobre, lepsze i jeszcze lepsze projekty, to być może za jakiś czas będzie można spać spokojnie ze świadomością, że elity naszego miasta mimo oczywistych różnic są w stanie w najważniejszych sprawach współdziałać i są skuteczne.
Co dalej? Nic dalej nie będzie, ustawy metropolitalnej nie będzie, rychłych zmian w KPZK2030 również nie będzie. Będzie kończenie rozpoczętych i nie do końca optymalnych projektów, które już się zaczęły. Najważniejszym jednak zadaniem dla tych zjednoczonych bydgoskich elit jest wykreowanie kolejnych, jeszcze lepszych projektów. Jeżeli uda się znaleźć pomysły na projekty wspólne z Toruniem, które będą obiektywnie korzystne dla rozwoju obu miast, to róbmy to razem. Czemu nie? Byle już nigdy Bydgoszcz nie stała przed szantażem jak w sprawie spalarni czy projektu z(dez)integrowanej komunikacji dla garstki wybrańców. Nigdy więcej takich wyborów: projektowy bubel albo nic. To co Rada Miasta próbowała wymusić przed głosowaniem spalarni, czyli renegocjację niekorzystnej umowy z Toruniem trzeba przenieść na etap kształtowania założeń do nowych projektów. Mając niesprzedajne elity po obu stronach stołu, świadome potrzeb swojego miasta i regionu z pewnością można znaleźć formy współpracy, które będą powszechnie akceptowane po obu stronach Wisły.
P.S. Strach pomyśleć jak ta konferencja by wyglądała gdyby prezydentem Bydgoszczy był Konstanty Dombrowicz. Skóra mi cierpnie na samą myśl."