Obcokrajowcy o nas: gościnni, ale nie znają jęz...

16.05.12, 18:05
Nie znają języków? Hmmm, ciekawe ilu z nich przyjeżdżając do Polski zaznajomiło się choćby z podstawami naszego języka... :)
    • frozentime Ciekawe, ilu Polaków, którzy jeżdżą na wakacje do 16.05.12, 18:22
      Turcji czy Egiptu, zapoznało się z podstawami tureckiego lub arabskiego. Wielu jadąc do Anglii czy Niemiec zna tylko "f..k you" i "Haende hoch".

      Po to jest "lingua franca" - współcześnie angielski - żeby obcokrajowcy mogli porozumiewać się tym językiem za granicą.
      • postnihilism Re: Ciekawe, ilu Polaków, którzy jeżdżą na wakacj 16.05.12, 19:00
        To pojedź do Francji, np. Lazurowe Wybrzeże, centrum turystyczne. W większości knajp nie tylko nie dogadasz się po angielsku, ale nawet nie dostaniesz angielskiego menu. To my Polacy mamy jakiś kompleks, że nawet babcia klozetowa powinna perfekcyjnie po angielsku mówić, bo inaczej wstyd i hańba.
        • dan1-000 To wyjątek potwierdzający regułę. 16.05.12, 19:16
          France, ze swoim mocarstwowo-kolonialnym podejsciem uwazaja sie za najwazniejszych i najmadrzejszych. Do tego wrodzona niechec do Anglikow i wszystkiego co angielskie.
        • frozentime W Parku Asteriksa i Obeliksa foldery były tylko 16.05.12, 19:46
          po francusku. W sąsiednim Disneylandzie były także po angielsku i prawdopodobnie każdy pracownik mówił po angielsku, ale to amerykańska firma.

          Generalnie, to Francja. Tam angielski jest niemile widziany. Oni mają straszny kompleks, że francuski stracił na znaczeniu.
      • ka_zet Re: Ciekawe, ilu Polaków, którzy jeżdżą na wakacj 16.05.12, 19:10
        frozentime napisał:

        > Turcji czy Egiptu, zapoznało się z podstawami tureckiego lub arabskiego. Wielu
        > jadąc do Anglii czy Niemiec zna tylko "f..k you" i "Haende hoch".

        No i co z tego, że to buce? Mamy brać za wzór?

        > Po to jest "lingua franca" - współcześnie angielski - żeby obcokrajowcy mogli p
        > orozumiewać się tym językiem za granicą.

        Np. w Austrii. Albo na zachodzie Węgier. Powodzenia.
        Owszem, personel typowo turystyczny, czyli np. hotelu, porozumie się z tobą podstawowym angielskim, ale znaków na mieście w tym języku nie uświadczysz, a i liczenie na to że każda kioskarka czy policjant będzie znać lengłydż jest naiwne.
        • frozentime Więc pozostaje nam nauka 16.05.12, 19:44
          niemieckiego, węgierskiego, francuskiego, arabskiego, tureckiego itd.

          Albo jeździjmy do Skandynawii, Holandii, Flandrii i krajów anglosaskich. Tam zdecydowana większość mówi po angielsku.

          A innym pozostaje nauka polskiego.

          Powodzenia!
          • ka_zet Re: Więc pozostaje nam nauka 16.05.12, 23:24
            frozentime napisał:

            > niemieckiego, węgierskiego, francuskiego, arabskiego, tureckiego itd.

            Można na przykład:
            - z jednej strony odseparować głowę od miejsca gdzie światło nie zagląda i na wyjazd do obcego kraju zabierać ze sobą przynajmniej rozmówki, żeby móc się porozumieć w lokalnym języku
            - z drugiej strony przestać mieć kompleksy na punkcie że O JEZU PRZYJEDZIE OBCOKRAJOWIEC I SIĘ NIE DOGADA I JAKI WSTYD.

            Bo w jedną i drugą stronę przeginamy.

            A nauczenie się "proszę", "dziękuję", "nie rozumiem", "dzień dobry", "do widzenia" i liczebników w dowolnym języku nie jest czymś nie do ogarnięcia dla przeciętnego człowieka.
            • semeon Re: Więc pozostaje nam nauka 17.05.12, 00:12
              A co mówił Nikodem Dyzma na temat tych co to przyjeżdżają do Polski i nie znają naszego języka? A przecież Dyzma to teraz powszechny wzorzec naszych, nie tylko, polityków?

              dziwnabydgoszcz.blogspot.com/2011/12/arboretum.html
            • frozentime Rozmówki to zadecydowanie za mało. 22.05.12, 12:04
              Nie wystarczają. Co z tego, że pokażesz jakiś tekst tubylcowi, on ci odpowie w jego języku i nic nie zrozumiesz.
              • a_creep Re: Rozmówki to zadecydowanie za mało. 22.05.12, 15:46
                > Nie wystarczają.

                Odrobina dobrej woli, ręce, czasem kartka i długopis - tyle wystarczy, żeby się dogadać w większości spraw. :-)
                • frozentime Czasami można. 23.05.12, 15:42
                  Kiedyś Francuzi szukali stacji benzynowej, to było w 1990 lub 1991r. Nie było wtedy tylu stacji co dziś. W mieście ok. 100tys. były wtedy 3 stacje. Ci Francuzi mówili tylko po francusku, ale dałem radę wprosić się do ich samochodu, bo było mi po drodze do domu. Po dojechaniu na stację chcieli mnie podwieźć do domu, co oznajmili mi po francusku, a czego nijak nie rozumiałem. Po kilku minutach w końcu udało nam się porozumieć, że chcą mnie podwieźć. Następne kilka minut zajęło mi wytłumaczenie, że ze stacji pójdę pieszo (miałem 10 min. piechotą). A gdyby znali angielski lub niemiecki, to byłby moment i bylibyśmy dogadani.
        • frozentime Poziom znajomości angielskiego przez personel 22.05.12, 12:11
          austriackich hoteli jest więcej niż podstawowy. Może gdzieś na głębokiej prowincji jest problem, ale w miastach ludzie w recepcji znają angielski, w Niemczech również. Kioskarki znają angielski tylko w Skandynawii i w Holandii. W Holandii także babcie klozetowe, a w Danii zapytanie "Do you speak English", jest traktowane jako nietakt.

          Na Węgrzech nie byłem, ale też słyszałem, że są duże problemy z angielskim - podobnie jak u nas.

          Na Cyprze, jak masz problem dogadać się, to szukaj pomocy u policjanta. Znają angielski chyba wszyscy.

          Generalnie, nie musimy mieć kompleksów jako Polacy, ale przynajmniej w miejscach, w których istnieje duża szansa na pojawienie się obcokrajowca (lotniska, główne dworce), warto byłoby, aby obcokrajowiec mógł dogadać się z kims po angielsku.
    • znakomix Obcokrajowcy o nas: gościnni, ale nie znają jęz... 20.12.12, 03:38
      Z tym językiem to bym nie przesadzał.
      Prawdą jest natomiast że oznakowanie w mieście podstawowych obiektów, informacji transportowych i kierunków turystycznych w dwóch trzech językach plus proste ulotki informacyjne PKS, PKP, Lotnisko, Centrum miasta to władze miasto powinny zrobić dawno temu. Np w Łotwie pracownicy transportu i urzędnicy mają przypięte plakietki jakimi językami się posługują. To takie proste :)
      • red.bmx Re: Obcokrajowcy o nas: gościnni, ale nie znają j 20.12.12, 11:34
        Mówię biegle po ang. i niemiecku.
        Niejednokrotnie przy rozmowie w małej grupoe po angielsku, przechodziliśmy na niemiecki
        by zadufanemu w sobie Anglikowi "przytrzeć" nosa.
        • hassleader Re: Obcokrajowcy o nas: gościnni, ale nie znają j 21.12.12, 03:18
          red.bmx napisał:

          > Mówię biegle po ang. i niemiecku.

          Zadziwiasz mnie, kolego ;)

          Moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś przyjeżdża do innego kraju pracować, jego obowiązkiem jest nauczyć się chociaż kilku zwrotów w miejscowym języku. W dłuższej perspektywie wręcz wymagana znajomośc miejscowego narzecza. Natomiast wycieczki typu: przyjechał angol i nie dogadał się z miejscowymi w Zduńskiej Woli mnie rozbawia. Bo po pierwsze: Skoro jedzie do obcego kraju, o którym w UK krążą opinie, że to jest zaraz za pętlą wron i przystankiem dla smoków, to niech chociaż te trzy zwroty na krzyż opanuje, bo przecież tam jest pętla dla wron i nikt nie zna ludzkiego języka. Proste? Proste. Drugi argument:
          Nawet, jeśli ktoś szprecha po np. angielsku, to turysta musi być przygotowany na utrudnienia językowe, mimo nawet najszczerszych chęci pomocy ze strony personelu hotelu.
          Bo akurat personel był na szkoleniu z języka walijskiego i to nie ich wina, że wzbudzają paroksyzmy śmiechu wśród turystów z Anglii.
          Szkolenia językowe to jedno, a kultura turystów to drugie.
          Temat szeroki, aczkolwiek ja traktuję angielski jako język do porozumiewania się, a nie główny, europejski.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja