lokator
12.07.04, 08:40
Pewnie już to czytaliście....
==========================================================
Mój przyjaciel Saddam
W swojej książce Timmerman pokazuje też obraz wyjątkowych stosunków, jakie
łączyły Francję z Irakiem. Szczegółowo opisuje ich początek, tj. wizytę
Saddama we Francji w 1975 r., wówczas jeszcze jako wiceprezydenta Iraku
goszczonego przez ówczesnego premiera... Jacques'a Chiraca. Chirac nie
wypowiadał się o Saddamie inaczej niż "mój osobisty przyjaciel". Zabrał go do
średniowiecznego zamku, gdzie przyjęcie wyprawił najlepszy francuski kucharz,
a na ulicach miasteczka zorganizowano gonitwę byków. Francuzi obiecali, że w
proponowane Saddamowi myśliwce Mirage w walce okażą się lepsze od wersji
sprzedanej kilka lat wcześniej Izraelowi. W ośrodku nuklearnym Cadarache
zawarto porozumienie na sprzedaż Irakowi dwóch reaktorów do produkcji plutonu
oraz paliwa na tyle wzbogaconego, że można je było stosować tylko do
produkcji broni jądrowej. Bez zmrużenia okiem Francuzi przyjęli klauzulę, że
przy projekcie z ich strony nie może pracować żadna osoba pochodzenia
żydowskiego. Gdyby nie dwa ataki izraelskie - najpierw sabotaż w porcie w
Tulonie, gdzie wysadzono dwa przygotowane do załadowania reaktory, a potem
zbombardowanie ośrodka nuklearnego pod Bagdadem - Saddam już w 1985 r.
uzyskałby dzięki Francuzom broń atomową.
Choć interesy z rządzonym przez Saddama Irakiem robili w latach 70., 80. i
90. prawie wszyscy, łącznie z USA, to nikt nie czynił tego na taką skalę jak
Francja. W sumie kontrakty te były warte prawie 100 mld dol. Timmerman
sugeruje, że ludzie władzy po obu stronach otrzymywali od tych kontraktów
wysokie "prowizje". A wojna w 2003 r. kosztowała ich utratę umów wartych
ponad 10 mld dol.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2174691.html