czesiu47
16.01.13, 12:07
Biografia
Opisuję swoją prawdziwą historię jaka mnie i moją rodzinę, przez 11 lat spotykała ze strony niesprawiedliwych, skorumpowanych kłamców i fałszerzy, urzędników Urzędu Miasta Bydgoszczy i Urzędu Wojewody Kujawsko – Pomorskiego. Dotyczy to również bydgoskich sędziów i ich zakłamanych, niesprawiedliwych wyroków,w których mnie osądzali, wyszukując paragrafy i artykuły niezgodne z prowadzonymi sprawami.
To był wstęp do mojego opisu. A mianowicie: 8 listopada 1979 roku moim rodzicom zostało zabrane gospodarstwo rolne o powierzchni 4,52 ha, pod budowę osiedla Nowy Fordon. W latach 80 i 90 zaczęto budowę tego osiedla. Rodzina nie miała nic przeciwko tej budowie. Po 18 latach 21 sierpnia 1997 roku wyszła ustawa o oddawaniu niezagospodarowanych terenów zabranych przez Komunę. Dowiedziałem się, że tereny, które państwo nie zagospodarowało mamy prawo odzyskać, więc w Święta Bożego Narodzenia 2001 roku spotkałem się z rodzeństwem omawiając sprawę, że napiszę do Urzędu Miasta Bydgoszczy Wydział Mienia i Geodezji o zwrot niezagospodarowanych terenów przy ulicy Teski, Szumana, Twardzickiego i Tychoniewicza. W styczniu 2002r złożyłem wniosek o zwrot wywłaszczonych gruntów w Urzędzie Miasta Bydgoszczy. W lutym 2002 roku SR w Bydgoszczy wydał postanowienie o nabyciu spadku po rodzicach i postanowienie to także złożyłem w Urzędzie Mienia i Geodezji w Bydgoszczy przy ul. Grudziądzkiej, mając pełnomocnictwo od mojej rodziny, wypisane adresy wszystkich spadkobierców rodziców z moim podpisem. Pytając się urzędnika prowadzącego tę sprawę, czy to wystarczy, odpowiedział, że tak i zacznie działać. Dnia 6.02.2002 spotkał się ze mną, na umówionym miejscu, przy ulicy Korfantego przywożąc ze sobą aparat fotograficzny bez baterii. Ja kupiłem baterie w kiosku Ruchu, a prowadzący sprawę pan Bogdan Chęs włożył baterie do aparatu i wykonał zdjęcia z datą 6.02.2002, które to zdjęcia zostały załączone do akt sprawy i które ja osobiscie widziałem. Później zdjęcia te zostały przez urzędników usunięte, ponieważ nie pasowały do koncepcji Urzędu, aby nasz wniosek załatwić odmownie. Odbyły się także dwie wizje lokalne w obecności naszego adwokata – pani Krzyżańskiej i sporządzono protokół podpisany przez nas i przez adwokata, który również nie znalazł się w dokumentacji. Moje złożone pismo o zwrot niezagospodarowanych terenów zostało zlekceważone, a następnie błyskawicznie w dniu 22.02.2002 sprzedano grunt o powierzchni 287 m2 państwu Alicji i Tomaszowi Jareckim, pomimo prawnego zakazu zbywania spornego terenu do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Ja o tym nic nie wiedziałem, trzymano to w tajemnicy aż do czasu, gdy w kwietniu 2002 roku przejeżdżając dojrzałem paliki powbijane na tym terenie. Tego samego dnia dotarłem do pana Chęsego i kierownika Marka Guth pytając, co to ma wszystko znaczyć, jakim prawem ośmielili się wejść na teren przygotowany do zwrotu. Padło kilka ostrych słów z mojej strony, czemu nie zaprzeczam, gdyż piszę prawdę. Panowie urzędnicy Chęsy i Guth nie mieli nic do powiedzenia i od tego czasu zaczynają się schody, niesmak i pogarda z mojej strony do urzędników Urzędu Miasta. Ci urzędnicy narobili bałaganu i zeszli ze sceny.
W 2003 roku Urząd Miasta Bydgoszczy obejmuje nowa władza, pod kierownictwem prezydenta Konstantego Dombrowicza, zacząłem działać od nowa, myśląc, że sprawa zostanie wznowiona. Pomyliłem się jednak, gdyż urzędnicy ci byli tacy sami jak poprzednicy, jeżeli nie gorsi. 19.10.2004 pani Maria Jankowska bez powiadamiania nas, wiedząc, że toczy się sprawa o zwrot i lekceważąc przepisy z 1998 roku o powiadamianiu spadkobierców i o prawie do pierwokupu, sprzedała działkę 80 m2, nr 138/21 dołączając do działki nr 138/22 i w ten sposób łamiąc przepisy. Czy tacy urzędnicy powinni pracować na poważnych stanowiskach? Za kadencji prezydenta Dombrowicza działy się cuda, a mianowicie pani Jankowska przeprowadziła w przeciągu 2 lat 4 wizje lokalne z nami oraz panią adwokat Krzyżańską, wykonując zdjęcia i pisząc protokoły. W dokumentacji został tylko 1 protokół i 2 zdjęcia z tych wizji. Ciekawe gdzie jest reszta i komu nie były one na rękę?
Jest rok 2004. Odwołuję się do Wojewody Kujawsko – Pomorskiego na popełnione przestępstwo, jakiego dopuściła się świta Dombrowicza. Wojewoda Romuald Kosieniak podejmuje decyzję i część sprawy zwrotu gruntów Skarbu Państwa przekazuje do rozpatrzenia Staroście Mogileńskiemu. Starosta mogileński przekazuje sprawę swoim podwładnym, którzy dokonują, przy powiadomieniu nas, oględzin i wizji lokalnych. W przeciągu pół roku odzyskaliśmy 3899 m2 gruntu przy ul. Twardzickiego. Przez kilkunastoletnią rewaloryzację z wyceny gruntu okazało się, że należy się ok. 23 tys. zł na rzecz Urzędu Miasta Bydgoszczy z tytułu waloryzacji. Złośliwość urzędników miasta Bydgoszcz polegała na tym, że nie powiadomiono nas o zwrocie pieniędzy, jakie zostały wyliczone wskutek waloryzacji przez starostwo w Mogilnie. Urzędnicy bydgoscy nie powiadomili nas o terminie wpłaty tych pieniędzy, dowiadując się w ostatnim dniu terminu wpłaty, która została dokonana. W ten sposób chcieli nas ukarać, żeby sprawę przedawnić. W tym zajściu palce maczała pani Maria Jankowska, która w obecności nas i adwokata powiedziała, ze my tego nie odzyskamy. Takich skorumpowanych urzędników mamy. Ponieważ nadal walczyliśmy z rodzeństwem o sprawiedliwość sprawa trafiła na sądową wokandę do Sądu W.S.A. w Bydgoszczy, przy ul. Jana Kazimierza 5. Przewodniczącym składu był Wojciech Jarzębski, sędzią Wiesław Czerwiński, a asesorem Anna Klotz. Podczas sprawy w II wydziale, 10.10.2006 r. w tym sądzie odbywa się cyrk. Pół godziny przed wokandą wchodzą dwie wysztafirowane damy-pełnomocniczki Urzędu Miasta, my z niecierpliwości przyszliśmy wcześniej i to widzieliśmy. Moja pani adwokat dowiedziała się w piśmie powiadamiającym o wokandzie, kto będzie uczestniczył i odmówiła prowadzenia sprawy, gdyż powiedziała, że z tym sędzią nie chce mieć nic wspólnego. W ostatniej chwili poszukaliśmy adwokata Pawła Szafranka. Jednak on, nie będąc wtajemniczony w całą sprawę, okazał się beznadziejny, zawalając całą sprawę i nie odwołując się do Sądu Najwyższego. Pomińmy to i wróćmy do meritum sprawy. Zapytuję się Was, czytelnicy, czy zostały zachowanie tu procedury, żeby przed wokandą weszły panie z Urzędu Miasta i Wojewody, czy tak powinna być prowadzona sprawa, sędzia z długoletnią praktyka w prawie karnym prowadził sprawy gruntowe, czy sędzia Wiesław Czerwiński w trakcie mego zeznawania mógł przerwać moją wypowiedź ze słowami „kończmy już !”? Sędzia Jarzębski zapytał się pań, czy mają jakieś pytania do mnie, a one odpowiedziały, że nie bo po co. Przecież to było już z góry ustalone przed sprawą. W mowie końcowej sędziego Wojciecha Jarzębskiego padły słowa, że niedopatrzenie urzędnika o powiadomieniu nas o sprzedaży to znikoma szkodliwość społeczna. Ta znikoma szkodliwość, na tamte czasy to było 100 tys. zł. To już można się dopatrzeć, że żadnego powiadomienia o sprzedaży gruntu przez Urząd Miasta nie otrzymałem, jak to nastąpi w dalszych opisach. Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie nie zgadza się z wyrokiem Sądu, cytuję wyjątek z tekstu wyroku N.S.A.: „Ponadto Wojewódzki Sąd Administracyjny pominął fakt, ze skarżący w ogóle nie zostali poinformowani o możliwości nabycia przedmiotowej nieruchomości i to jest istotą wadliwości decyzji wydanej przez Wojewodę Kujawsko – Pomorskiego. Gdyby obowiązek ten został zrealizowany skarżący mieliby czas na dochodzenie swoich roszczeń i ich zaspokojenie. Należy pamiętać, że obowiązek pisemnego poinformowania stron na piśmie nie tylko wynika z ustawy z dnia 21.08.1997, ale także znajduje potwierdzenie w orzeczeniu Sądu Najwyższego w wyroku z 8.08.2001 r. (sygn. KCN 1102/98) i wyroku SN z 10.08.2005 roku (sygn. ICK 130/05). Również błędnym założeniem Sądu było uznanie, iż kwestia spadkobrania po poprzednich właścicielach gruntu sama w sobie nie tworzy po stronie skarżących interesu prawnego w postępowaniu o