Gość: Eugene Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.awacom.pl 30.08.03, 12:34 Słowo sklep oznaczał - piwnicę, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fred Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: 161.90.178.* 01.09.03, 16:35 Alesmy sie naszlabrotali na tym forum, no nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fred Re: KLAFCI IP: 213.77.96.* 04.09.03, 16:42 pewnie to samo co szlabrotac (choc pewnie o bardziej plotkarskim charakterze) Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: KLAFCI 04.09.03, 17:25 Gość portalu: fred napisał(a): > pewnie to samo co szlabrotac (choc pewnie o bardziej plotkarskim charakterze) - nie,nie - nie o plotkarskim charakterze :) " klafcic" - to oznaczalo ( przynajmniej ja tak rozumialem), ze spotykaly sie ze soba osoby ( bardziej kobiety ) - by sobie pobajdurzyc :) pogawedzic, a raczej " poklafcic troszeczke " ot ... takie sobie pogaduszki - jak juz sie pobrabialy i nie mialy co robic. " kumoszki sobie poklafcily nieraz przy zapiecku " :) noooo, ale i ploteczki - tez przy okazji sie przekazywalo lub uslyszalo :) pozdrowienia radca ps. a i mlyko sie nieraz na kregach przypalilo i trza bylo sola posypywac :) Odpowiedz Link Zgłoś
radca WEGIEL 06.09.03, 21:21 chodzi oczywiscie o nazwe i z kreska - nie czarny lub drzewny wegiel. nazwa miekko wymiawiana :) radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: €uropejka Re: WEGIEL IP: *.dip.t-dialin.net 06.09.03, 22:12 radca napisał: > chodzi oczywiscie o nazwe i z kreska - nie czarny lub drzewny wegiel. > nazwa miekko wymiawiana :) > > radca np. kukać zza węgła? węgieł to chyba narożnik domu, czyż tak? Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: WEGIEL 06.09.03, 22:34 Gość portalu: €uropejka napisał(a): > radca napisał: > > > chodzi oczywiscie o nazwe i z kreska - nie czarny lub drzewny wegiel. > > nazwa miekko wymiawiana :) > > > > radca > > np. kukać zza węgła? > węgieł to chyba narożnik domu, czyż tak? - BINGO :))) wykukiwac zza wegla, rowniez robilo sie takie wegielki przy oknach czyli cos w rodzaju naroznika lub tzw. uskoku w murze pzdr. radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: puro Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 00:05 Jako chłopiec chodziłem do sklepu powegiel i kartofle ( nie ziemniaki), a do składu Pani Weglikowskiej na rogu Zduny i Sienkiewicza po chleb i kanoldy. Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. 21.09.03, 16:43 Gość portalu: puro napisał(a): > Jako chłopiec chodziłem do sklepu powegiel i kartofle ( nie ziemniaki), a do > składu Pani Weglikowskiej na rogu Zduny i Sienkiewicza po chleb i kanoldy. - tak, kartofle mowilismy wtedy zamiast ziemniaki :) ech... te kanoldy, albo landrynki lub takie duze okragle lizaki w kolorze czerwonym w takim Skladzie, to bylo w czym wybierac :) pozdrowienie radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: simonides Re: KWYRLAC IP: *.dip.t-dialin.net 25.09.03, 00:14 :-)) Odkrylem ten watek dopiero dzisiaj... Kwyrlac - to chyba mieszac, miksowac albo ucierac, jezeli dobrze pamietam... Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: KWYRLAC 25.09.03, 00:18 Gość portalu: simonides napisał(a): > :-)) > Odkrylem ten watek dopiero dzisiaj... > Kwyrlac - to chyba mieszac, miksowac albo ucierac, jezeli dobrze pamietam... - tak,zgadza sie :))) byl taki kwyrlok i sie tym kwyrlokiem kwyrlowalo - czyli mieszalo lub jak kto woli - miksowalo. np. pudynk wsypany do mleka pozdrowienia radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: simonides Re: KWYRLAC IP: *.dip.t-dialin.net 25.09.03, 00:24 ? Taka szybka odpowiedz o tak poznej porze... A co znaczylo slowo "berlinka" ? A slowa "wej" i "rychtych" ? ;-)))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: KWYRLAC 25.09.03, 00:30 Gość portalu: simonides napisał(a): > ? Taka szybka odpowiedz o tak poznej porze... > A co znaczylo slowo "berlinka" ? > A slowa "wej" i "rychtych" ? > ;-)))))))) - berlinka ? to byla chyba barka rzeczna wej ? " o wej, paczta jaki geroj " - :))) to cos w rodzaju, wejrzyjta sie rychtyk ? " ale zes to rychtyk,aby zrobil " ? czyli czy dokladnie ? pozdr. radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: simonides Re: KWYRLAC IP: *.dip.t-dialin.net 25.09.03, 00:37 Berlinka to faktycznie barka rzeczna, wej - uwazaj (w sensie pogrozenia palcem), lub - slusznie!- podziwu; rychtych - prawidlowo, poprawnie, dobrze... ;-)) Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: KWYRLAC 25.09.03, 00:41 Gość portalu: simonides napisał(a): > Berlinka to faktycznie barka rzeczna, wej - uwazaj (w sensie pogrozenia > palcem), lub - slusznie!- podziwu; rychtych - prawidlowo, poprawnie, dobrze.. - wej rowniez oznaczal cos w rodzaju + przyjrzyj sie + po pogrozeniu palcem mowilo sie: ino mi sie przyjzyj - czyli + o wej + :) radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: simonides Re: KWYRLAC IP: *.dip.t-dialin.net 25.09.03, 00:53 Tak mowiono na kawalerzystow, ktorzy wtedy czesto cwiczyli jazde konna na polu ulanskim - dzisiejszym Bloniu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: simonides Re: KWYRLAC IP: *.dip.t-dialin.net 25.09.03, 00:33 ... Jeszcze jedno slowo z przedwojennej Bydgoszczy, ktore z cala pewnoscia nie pochodzi z niemieckiego: "hejheje". Czy ktos wie, co to w latach 20- tych i 30- stych oznaczalo ? Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: KWYRLAC 25.09.03, 00:42 Gość portalu: simonides napisał(a): > ... Jeszcze jedno slowo z przedwojennej Bydgoszczy, ktore z cala pewnoscia nie > pochodzi z niemieckiego: "hejheje". Czy ktos wie, co to w latach 20- tych i 30- > > stych oznaczalo ? - tego nie wiem i nie slyszalem radca Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: KWYRLAC 25.09.03, 00:44 Gość portalu: simonides napisał(a): > ... Jeszcze jedno slowo z przedwojennej Bydgoszczy, ktore z cala pewnoscia nie > pochodzi z niemieckiego: "hejheje". Czy ktos wie, co to w latach 20- tych i 30- > > stych oznaczalo ? - moze oznaczalo to - jak sie chcialo kogos pogonic ,ze juz jest czas do wyjscia ? radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: grzelgrz Kacerki IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 21:13 Zimno już aż kacerki pozamarzały Nie chciało mi sie przeglądać czy to już było, ale co to znaczy KTO WIE? Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: Kacerki 27.10.03, 15:34 Gość portalu: grzelgrz napisał(a): > Zimno już aż kacerki pozamarzały > Nie chciało mi sie przeglądać czy to już było, ale co to znaczy KTO WIE? - kacerki ? nie moge sobie z niczym skojarzyc i nie pamietam - bym cos takiego slyszal chyba,ze ma to cos z niemieckiej wymowy i chodziloby o kotki ? radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: grzelgrz Re: Kacerki IP: 62.244.137.* 29.10.03, 17:41 Kacerki to takie małe kałuże które najszybciej zamarzają. Tak znam to z mojego domu rodzinnego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gzgzgzzz Re: gzik vs. gzic IP: *.ipt.aol.com 21.11.03, 03:21 Gzik to rzeczownik. Gzic sie = tyle co chedozyc, tylko wyrazone oglednie. Z filmu z glosem pokutnika, pradziada przesladujacego Pogorzelskiego: "Panie Pgorzelski, pan sie na sianie z podwika gzisz, a ja gore!" Odpowiedz Link Zgłoś
wchodzi Re: gzik vs. gzic 03.03.04, 21:57 gzik to twaróg + śmietana + szczypiorek + kartofle w mundurkach . Jadłem to także w Niemczech "miam-miam" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kajtek Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: 153.19.107.* 07.02.04, 13:43 piwnica Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jurek Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.delecta.pl 03.03.04, 07:44 Sklep to po prostu - piwnica Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.04, 20:40 sklep to sklep, jaka tam piwnica ewa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fordoniak Hiszpanizmy, germanizmy, latynizmy, rusycyzmy... IP: *.248.nwc.net 09.04.04, 22:38 Wyrazy hiszpańskie, lub ich rdzenie w języku polskim wywodzą się przeważnie z łaciny, stąd dylemat: Które latynizmy przeszły do języka polskiego: 1. z łaciny bezpośrednio, 2. z łaciny p o p r z e z hiszpański? Przykłady: acelerar - pośpieszyć adaptar adversario - przeciwnik alimento arrendar - dzierżawić arresto - areszt artista plástico - plastyk atractivo balance - równowaga banana banquet batalla - batalia, bitwa bohemia bombonera - bomboniera cadete - kadet carabina cárcel - więzienie, areszt caritativo carroza - powóz casacion - kasacja catalogo colonia - kolonia colorado - kolorowy comandante comisario complemento - dopełnienie complete - completny complicar - komplikować compota - kompot comunal - komunalny conspirar - konspirować construir - konstruować convaleciente conversación - pogawędka critico - przełomowy damas - damka (warcaby) débito decisión - decyzja declamación decreto defecto - defekt definicion definitivo deformacion deformacion defraudacion degenerado - degenerat delegacion delicado - delikatny demarcación demarcar departación depósito depósito desaprobación desaprobar desideratum desorganizacion desorientar - dezorientowac destilación destinación destructivo determinación detonacion devoción diagnosis dialecto diamante dignatario disinfection documento dogma - dogmat estrado - estrada examen excremento exhibición experto - ekspert, biegły, rzeczoznawca explosión - eksplozja fabricación fabricante - fabrykant, wytwórca fisioterapia frotar - przecierać fundamento - podwalina funkcjonario - urzędnik garantizar - poręczać general - generał gusto - smak, gust, upodobanie hermético - hermetyczny impetuoso, impulsivo - porywczy inclinación informar, instruir - poinformować inteligente - pojętny invasion Które wyrazy polskie są z łaciny, a które z hiszpańskiego? lámpara - lampa legal, legitimo - prawowity lucrativo - lukratywny, intratny lustre - połysk malcontento mediación monstruo - potwór negociaciones numerador - licznik w ulamku observacion - obserwacja observer ocasión ojo - oko, uszko orador ordinal - porzadkowy ostentación oval ovalo pagano - poganin palpitar parada parlamento pasta penetrar pensión - pensjonat perdón - przebaczenie periódico perla personal - personel pesimismo piloto pistola - pistolet plataforma - platforma plebiscito poema - poemat pomposo - pompatyczny popular - popularny poro - por (w skórze) portamonedas - portmonetka portero - portier posición postulado presentar presidente - prezes privado problema - problem proceso prociesión producción profiláctico prolongar - przedłużać promitivo prostitución protesta, protestación protocolo prototipo provocación prólogo - przedmowa prótesis psocólogo publico - publiczność, publiczny pulsar puntual - punktualny púrpura quiosco - kiosk racionalización reclamación refectorio - refektarz (jadalnia) regenerar - regenerować regimento regional rehabilitación renovación repatriación representación represión reputacion residir - przebywać resignar - rezygnować resolutión respeto - poszanowanie resultado revelación - rewelacja revolución - rewolucja romanticismo - romantyzm sacrificio - poświęcenie sátira selecto situación sublime - wzniosły súplica - suplika, prośba tabaquera tabla taburete tactico talle - talia tarifa tensión termos terror texto tipico torta - tort, ciasto nadziewane tradición transformación transportar - przewozić transporte tromba - trąba morska trombón tumulto - tumult turbine universal - uniwersalny vacaciones - wczasy vagar - wałęsać się valeroso - waleczny versión - wersja vestibulo voluntario - dobrowolny yo - ja Dyskusja latynizmów i germanizmów. Na język hiszpański złożyły się przeważnie wyrazy łacińskie. Czy zatem hiszpański to gwara powstała z łaciny? Czy należy mówić o latynizmach w hiszpańskim tak jak w polskim? Po klęsce Niemiec w II Wojnie Światowej Żydzi w PRL-u, jak matka Adama Michnika, Szechterowa, rozpętali rugowanie „germanizmów” z języka polskiego i zastąpienia ich nowotworami „polskimi”, np. szlafrok - podomka, nie pomni, że domus w proponowanym nowotworze jest latynizmem. Latynizmy pochodzą od kultury Rzymian, ale Rzymianie porywali Słowian na niewolników. Zatem, również mszcząc się oko za oko, winniśmy byli rugować latynizmy, czyli - nie podomka, ale: pochałupka? A w hiszpańskim? Hiszpanie też byli uciskani. Przez Rzymian, więc winni zemścić się zastąpieniem latynizmów nowotworami hiszpańskimi, zamieniając np. lengua materna (język ojczysty) na, powiedzmy, hablamento? Też nie, bo -ento to sufiks łaciński. Co by tu innego? . . . „Latynizmy” stanowią około 90% procent słownictwa hiszpańskiego. Gdyby je wyrugowano, to prawie cały język hiszpański wyrzuconoby do kubla. Czy nie lepiej byłoby zastąpić tylko niektóre wyrazy obce, na przykład: usurero (lichwiarz) na: dawajdinero, judio (żyd) na: gewautprofitor? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Byla Bydgoszczanka Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.04.04, 19:54 Moze piwnica? Czyli pomieszczenie pod budynkiem? Byla Bydgoszczanka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rynkowo Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.proxy.aol.com 11.04.04, 07:37 a co to ma do rzeczy jak kto mowi?najwazniejsze,ze sie wzajemnie ludzie rozumieja i wiadomo o co chodzi.czy ktos uzywa slowa jak,szajs,bajzel,kartofel, to nie ma w tym nic zlego.liczy sie tylko milosc pomiedzy ludzka i to nie zaleznie od wydarzen przeszlosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rynkowo Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.proxy.aol.com 12.04.04, 07:42 rowniez jak uzywa slowa moltych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fordoniak Re: Slownik "gwary" Sulimy-Kaminskiego IP: *.248.nwc.net 20.04.04, 22:35 GW zamieszczała słownik “gwary bydgoskiej” Sulimy-Kamińskiego. Słownik germanizmów bydgoskich Jak juz wspomnialem, byłoby grubą przesadą nazwać gwarą bydgoską to, co było regionalnym zabrudzaniem języka polskiego germanizmami bydgoskimi. W książce Sulimy-Kamińskiego: “Most Królowej Jadwigi” ponoć nawklejane są dialogi mające ilustrować rzekomą „gwarę”. Nie wiem, nie czytałem, ale przejrzałem słownik „gwary bydgoskiej” zestawiony przez Sulimę-Kamińskiego. Ilość germanizmów bydgoskich jest zbyt mała, by kolokwialny język w Bydgoszczy zawierający kilkaset wyrazów obcych - nowotworów wtrącanych do codziennego języka polskiego, częsciowo humorystycznie, można nazwać gwarą. O wiele więcej jest w polskim słów hiszpańskich, a nie nazywa się go gwarą hiszpańską. Również więcej jest słów żywcem wniesionych do użytku codziennego z łaciny, a nikt nie nazywa języka polskiego gwarą łacińską. Co do słownika: Zestaw wyrazów obcych pod nazwą “Most Królowej Jadwigi” jest nazwany słownikiem bezpodstawnie. Sulima-Kamiński, który go zestawił, chciał może nadać szwung sprzedaży jego książki, a zarazem wyjść na polskiego pisarza nie mającego nic wspólnego z instytucjami upadłego komunistycznego reżimu i PZPR-u. Moje najważniejsze zastrzeżenia: Wszystkie bez wyjątków słowa podano w formach zasadniczych - czasowniki jako bezokoliczniki; rzeczowniki w liczbie pojedyńczej i w pierwszym przypadku, jakkolwiek wiele z nich wcale nie używano w formach podstawowych, a tylko w różnych przypadkach, liczbie, rodzaju, osobie i to wyłącznie w specyficznym kontekście. Należało więc nie wprowadzać czytelnika w błąd, a przy hasłach załączyć uwagę, że forma podstawowa nie była używana, albo rzadko, a zamieszczono ją tylko dla alfabetycznej inwentaryzacji dla wygody autora będącego ignorantem lingwistycznym i nie zainteresowanym językiem polskim poza sprzedażą własnej książki. Dla jasności należałoby podać formę używaną z przykładami jej użycia w zdaniu, czy kontekście tekstowym, lub sytuacyjnym, zwłaszcza tam, gdzie nie ma bliskoznacznego odpowiednika polskiego. Formy podstawowe z reguły używano tam, gdzie germanizmy wypełniały luki, np. braki polskich nazw dla narzędzi. Zapis wymowy alfabetem łacińskim, a nie fonetyczną transkrypcją, np. Jonesa, jest niechlujną dystorcją. Młodemu pomorzaninowi, nie znającemu przykładów z praktyki słyszenia, podsuwa to wymowę zafałszowaną. Są też ignoranckie błędy fonetyczne, np. gdzie samogłoska winna zawierać się w fonemie “y” podano “i”. Ogólnie mówiąc, z tych wymienionych powyżej powodów i innych “słownik” ma wartość inwentarza, lub raczej, niekompletnego zresztą, spisu alfabetycznego, który można uważać za rezultat niesystematycznego, pseudonaukowego ad hoc “brain stormu” hałturszczyka. Zestawienie to może posłużyć dla przypomnienia Pomorzaninowi urodzonemu najpóźniej około roku 1936, który słyszał “gwarę” bydgoską lub nią się posługiwał. “Słownik” na niewiele się zda pisarzowi spoza regionu bydgoskiego, pragnącemu napisać utwór literacki z germanizmami bydgoskimi. Taka „prusczyzna” wystawiłaby go na śmieszność wobec rodowitych Pomorzan. Summa summarum - kto zna “gwarę” bydgoską nie potrzebuje tego “słownika”. Zaś kto jej nie zna, ten może przy jego pomocy otrzymać tylko wątpliwą pociechę poznawczą. Pokolenie, znające “gwarę” przeniosło się prawie kompletnie na cmentarz. Do tego pokolenia należał np. Andrzej Szwalbe, dyrektor filharmonii, czy Konrad Pałubicki, kompozytor hejnału. Krótko mówiąc, autor odstawił hałturę dla wkupienia się w środowisko bydgoskie za pomocą GW o wiadomej reputacji. Przypuszczalnie dla kontynuowania kariery zarobkowej na bydgoskiej ziemi. Gdyby autentyczny językoznawca, znający zarazem język niemiecki, zabrał się natychmiast do pracy, to może jeszcze by zachował coś niecoś z naszej pomorskiej kultury niemiecko-polskiej, z której jesteśmy dumni z czystym sumieniem Polaków. “Żydokomuna” niszczyła ślady po kulturze niemieckiej zastępując ją np. “Iskierkami” Wandy Wasilewskiej (KPP). Robili to konkretni ludzie. Oni dzisiaj żyją w Polsce, wybielając się na różne sposoby. Urząd Kontroli Prasy, Radia, Telewizji, Publikacji, Widowisk i Prasy, mający biuro przy ul. Paderewskiego 10 spalił tysiące książek w języku niemieckim wyrzuconych na stos z Biblioteki Miejskiej. W tym białe kruki. Nadzorował temu pracownik Urzędu, Frankista, niejaki Jerzy hrabia Niesiobędzki. Staraniem Zastępcy Sekretarza Komitetu Miejskiego PZPR do spraw Specjalnych, Żyda z Sowietów, zamieszkałego przy ul. Paderewskiego (w ceglastym budynku przed rogiem ul. Chodkiewicza) “ekshumowano” zwłoki Bydgoszczan niemieckich z cmentarza przy ul. Jagiellońskiej naprzeciwko Ogrodu Jagiełły (koło Gazowni) i założono tam park. Nazywano go Parkiem Sztywnych za “żydokomuny” tak i dziś wciąż, zamiast cmentarzem, skoro leżą tam wciąż tysiące nieekshumowanych zwłok. Część zwłok wyrzucono na śmietnik, a nagrobki... Kto wie co stało się z nagrobkami? Byly przeważnie z czarnego marmuru. Znajdowali się tam ludzie nie mniej zasłużeni dla miasta i regionu niż dyrektor Szwalbe, profesor Pałubicki, czy tysiące murzarzy, cieśli, hydraulików, elektryków itd. Oni finansowali i zbudowali większość miasta własnymi rękami i staraniem z pietyzmem, który przetrwa nas i następne pokolenia. Zobaczysz niektórych z nich na zachowanym zdjęciu z zebrania miejscowej society na parowcu kursującym do Brdyujścia, na podkładzie którego wystawiono krzesła z jadalni, widac, o porze jesiennej, bo wszyscy są ubrani w płaszcze. Szkoda, że większość zajęta rozmową stoi odwrócona od fotografa. http://bydzia.pl/pocztowki/kartka.php?id=132 www.bydzia.pl/pocztowki Kto wie gdzie można znaleźć więcej fotografii starej gwardii? W Archiwum Państwowym przy ul. Dworcowej 65? W Bibliotece Miejskiej? Kto ma w domu? Zastępca Sekretarza KM PZPR d/s Specjalnych przy ul. Jagiellońskiej, Żyd, zadbał o to, by spalono w kotłowni koszarów WOP przy ul. Warszawskiej książki i archiwa „poniemieckie“. Wykonawcą jego inicjatywy był Jerzy hrabia Niesiobędzki z Urzędu Kontroli Widowisk, Publikacji i Prasy przy ul. Paderewskiego 10. Barbarzyństwo żydokomunistów nie miało granic. Także “gwara” wskutek barbarzyńskiej polityki poszła w zapomnienie. Uwaga co do Sulimy-Kamińskiego (barbarzyńcy): O ile to jest ten, który prowadzil klub czy zrzeszenie ateistów przy Starym Rynku, jak przypuszczam, to muszę powiedzieć, że to było kawał kanalii. On zapisał się do jednoosobowego związku ateistów w Bydgoszczy, który sam założył. “Ateistów” w mieście może było prócz niego kilku i oni byli pacjentami dra Napoleona Baniewicza, praktykującego przy ul. Dworcowej, nr bodaj 60. Przy Wojewódzkiej Radzie Narodowej Szmidta istniał Referat d/s Wyznań, prowadzony przez Pana Kierownika (jak on się nazywał?) i jedną gramotną wieśniaczkę zam. przy ul Pomorskiej po prawej stronie dwa domy za Świętojańską, na parterze, potem przy ul. Śniadeckich vis a vis Straży Pożarnej, która chciała luksusów miejskich w wymiarach PRL-u, ale rozbiła się samochodem i stała się “niepełnosprawną”. To przecież był ten Kamiński vel Stein, co choć nie miał wiernych niewierców (ateistów) dostał przydzielony lokal przy Starym Rynku na piętrze domu na skos od Biblioteki, róg Madalińskiego. Przez cały okres żydokomuny on nie wyprodukował ani jednego współwyznawcy w wierze antyboskiej, urągającego naszemu Bogu. Ale gazety nieraz przytaczały opinię związku ateistów. Na parterze, pod “biurem”, była drogeria, czy skle Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fordoniak Re: Slownik "gwary" Sulimy-Kaminskiego IP: *.248.nwc.net 20.04.04, 22:36 Na parterze, pod “biurem”, była drogeria, czy sklep tekstyliów. Tam on “urzędował”, jednosobowy związek, sam jeden bez sekretarki, tylko z tablicą i nazwą na niej wypisaną urzędową czcionką. Co on tam robił całymi dniami? Głównie siedział i gapił się przez okno na ratusz naprzeciwko. Także pisał i pisał i pił kawę. Kto wie co on pisał? Przypominam sobie, że widziałem w Gazecie Pomorskiej (PZPR-u) jego “ateistyczny” artykuł. Kiedyś poszedłem do niego do “biura”. On tam wciąż siedział sam. Zaproponowałem mu pewną pracę do napisania. On patrzał na nią jak wół na malowane wrota. Odmówił, bo to był kompletny jołop. Jak on przeszedł przez różne egzaminy w szkołach? To mi wyjaśniało dlaczego on został “ateistą” na wikcie WRN-u. Moja propozycja była złośliwością, bo wiedziałem jaki to tuman. Ale miałem satysfakcję, że jemu to wykazałem. Napomknąlem o jego zarobkach, to on wyczuł, że będzie mowa o aspekcie moralnym i natychmiast zboczył z tematu, a miał w tym wprawę. On miał ładną żonę. Za swój ateizmu on dostawał nadzwyczajnie dużo pieniędzy, więc ona nie musiała pracować. To ją przywiązywało. Około południa ona ciagnęła ich synka Mostową za rączkę i szła “do męża na obiad”. Praca, ciężka praca. Ateiści mieli jeszcze lokal po sklepie na parterze rogu Podolskiej i Pomorskiej. Zbierali się cichcem za nieprzejszystymi firankami i wchodzili tam chyłkiem jak żonaci do burdelu. Było ich tam może 3-4. Na cotygodniowe zebrania nie mogli zgonić większego od nich tłumu. Dawniej lokal mieścił sklep. Na wielkiej powierzchni stało tam biurko i kilka krzeseł przez cały okres “żydokomuny”. Smutne postacie. Kamiński vel Stein tam nie bywał. Ale to musiała być jego filia. To chyba o nim mówię. Jeżeli tak, to to był wyjątkowy szuja i... prośba: napluj na jego grób za mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: starzec Re: Slownik "gwary" Sulimy-Kaminskiego IP: *.bp.com.pl 23.08.04, 13:41 żałosne.... skąd tyle zawiści i jadu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jakub Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.man.bydgoszcz.pl 03.06.04, 11:54 Sklep to piwnica. Czytajcie " Pamietnik Gapia. Bydgoszcz jaką pamietam 1933-1945", pana Zbigniewa Raszewskiego. Cześc Jakub Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lalok PODNOSZĘ TEN WATEK POŚRÓD NĘDZY INNYCH JEST ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.04, 23:15 piękny Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mix Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: 62.244.143.* 05.06.04, 12:13 no własnie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.04, 18:16 Jest fantastyczny. Mieszkalam kiedyś w Bydgoszczy, i teraz czytając wątek przypominam sobie piękne chwile. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: adas Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: 195.150.233.* 25.06.04, 18:43 moja ciotka na miotelke do ubran mowila handfygerek baniarz to byl chyba motorniczy, albo kolejarz Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. 30.06.04, 10:05 Gość portalu: adas napisał(a): > moja ciotka na miotelke do ubran mowila handfygerek > baniarz to byl chyba motorniczy, albo kolejarz - taaak radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kosiara Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.07.04, 14:29 Sklep to była piwnica Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. 25.07.04, 23:07 Gość portalu: kosiara napisał(a): > Sklep to była piwnica - tak moze to nazwa od sklepienia ? radca Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. 26.07.04, 13:52 " kolonialka" ? radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Baton Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.psi-net.pl 26.07.04, 23:13 > " kolonialka" ? Hej! Przypominam o sobie.... ;-))) A co do Twojego radco pytania..... No mam pewne watpliwosci.... Na pewno byl to sklep pewnego rodzaju, ale dokladnie jakiego nie jestem pewien. Zdaje sie, ze byly tam sprzedawane takie towary jak kawa, herbata, przyprawy, etc., ogolnie mozna powiedziec zamorskie czyli z kolonii i stad zdaje sie byla nazwa.... :-))) Mam racje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lachi Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.impuls.net.pl 11.08.04, 08:54 kolonialka, czyli sklep kolonialny, czyli masz rację Baton :) P.S. Wątek świetny - teraz dopiero na to trafiłem, ale gratuluję pomysłu Panu radcy :) Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. 11.08.04, 15:39 Gość portalu: lachi napisał(a): > Wątek świetny - teraz dopiero na to trafiłem, ale gratuluję pomysłu Panu > radcy :) - oj.... to nie ja bylem tworca tego watku :) powstal on dzieki Batonowi :) ja sie tylko wlaczylem do pisania - jak wiekszosc tu obecnych a teraz moze pytanie ; " majatek " ? na co sie tak potocznie mowilo w bydgoskim ? radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: torunianka Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: *.petrus.com.pl 12.01.05, 23:23 czy to już wszystkie znane przedwojenne słowa? Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. 13.05.05, 19:36 Gość portalu: torunianka napisał(a): > czy to już wszystkie znane przedwojenne słowa? - chyba nie wszystkie :} radca Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: re: Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. IP: 130.60.44.* 13.05.05, 19:39 Stoj Kliencie Lub Ewentualnie Popros ? Odpowiedz Link Zgłoś
grazasal Re: Co w przedwojennej Bydgoszczy znaczylo slowo. 06.12.15, 21:05 to piwnica Odpowiedz Link Zgłoś