mylady1
04.02.05, 09:42
skandal w schronisku-bezdomni budują dom dla szefa
Dziennikarskie śledztwo Radia PiK i "Gazety Pomorskiej" ujawniło skandal w
bydgoskim schronisku dla bezdomnych mężczyzn. ośrodka powiązani są ze sobą
więzami rodzinnymi. Pensjonariusze na czarno budowali dom jednemu z szefów.
Mężczyzn zmusza się do wpłacania darowizn. A na obiad dostają ciepłą zupę za
jeden złotych dziesięć groszy...
Gdy pan Kazio wokół opowiadał, jak wykorzystuje się bezdomnych, niewielu mu
uwierzyło. Bo i kto da wiarę tym ludziom? Bezdomnym. Często pijącym, ofiarom
losu i życiowym nieudacznikom, którzy musieli wylądować w schronisku.
Właściwie powinni być wdzięczni, że ktoś dał im ciepły kąt i jedzenie. Na
straży schroniska władze Bydgoszczy postawiły parę osób, które miały sprawić,
że przynajmniej niektórzy bezdomni staną się lepszymi ludźmi, znajdą dom i
pracę. Tymczasem "strażnicy" stworzyli system, w którym bezdomny jest nadal
człowiekiem drugiej kategorii.
- Nerwowy jestem i czasem wypiję, ale honor mam. Nie dam sobą pomiatać.
Przy budowie Huty Katowice pracowałem i na Bełchatowie. Tam się rozpiłem.
Rodzinę straciłem. I w schronisku wylądowałem. Ale człowiekiem nadal jestem -
mówi pan Kaziu. - W schronisku osiem lat byłem. Swoje widziałem. Czas to
skończyć.
Rodzinny interes
Po panu Kaziu zaczęli mówić inni. Tacy, którzy mieszkają w ośrodku i ci,
co wylądowali na ulicy lub w melinie.
- Tam pracuje mafia. Nikt nad nikim kontroli nie ma - skarżą się
bezdomni. - A jak rodzina rządzi, to każde oszustwo jest tuszowane.
Niczego złego w powiązaniach rodzinnych pracowników nie widzi Jan
Brzozowski, dyrektor Zakładu Pomocy Społecznej dla Bezdomnych w Bydgoszczy. -
To przypadek - kwituje.
Tyle tylko, że ten przypadek to kilka osób powiązanych ze sobą
pokrewieństwem. Ot, choćby Maciej Zabielski, kierownik schroniska, jest
siostrzeńcem dyrektora Brzozowskiego. Magazynierka i firmowy stolarz to
rodzeństwo. Natomiast żona stolarza jest kucharką.
Badamy dalej. Syn Ryszarda Majki, wicedyrektora zakładu ożenił się. Jego
teściowa pracuje w schronisku dla bezdomnych matek z dzieckiem, a teść
szczęśliwie znalazł pracę w schronisku dla bezdomnych mężczyzn. - Nie mógł mi
się zdarzyć lepszy elektryk - komentuje Brzozowski.
To nie wszystko. - Stolarz jest kuzynem Zabielskiego, księgowa kuzynką
Brzozowskiego... - wylicza pan Stefan.
Ludzie w schronisku to widzą. Obserwują i wcale im to się uczciwe nie
wydaje. - Przecież wiele z tych stanowisk mogliby nasi przejąć. I za darmo tu
pracować na rzecz schroniska. Mamy tu mechaników, hydraulików, stolarzy,
kucharzy... - mówią. - Nikt by niczego nie wynosił, gdyby nadzór był. A tak
nawet kradzieże są tolerowane.
- Dzwonili do mnie ludzie i mówili, że wynoszą ze schroniska mięso -
mówi Brzozowski - A to nieprawda. Przecież znam swoich pracowników.
Cudowna przemiana świni w kurę
W schronisku jest chlewnia. Hodują tam świnie. Niedużo. Siedemnaście. -
Z tych wieprzków tylko kaszankę widzieliśmy - mówi Władek, były
pensjonariusz. - Kiedyś zapytałem kucharkę, czy na obiad da nam wątrobę, bo
świniobicie było. Tylko się zaśmiała i powiedziała, że wszystkie chorowały na
marskość.
Bezdomni widzieli, jak świnie wyjeżdżały do ubojni, potem wracały w
kawałkach. - Wieczorami żeberka, schaby, szynki wychodziły ze schroniska w
torbach pracowników. A my ciągle zupki i zupki - mówią. - Na obiad zupki. Pół
litra. Na cały dzień.
Sprawdzamy jadłospis. Rzeczywiście. Głównie zupki. Tyle tylko, że nie na
wieprzowinie. W schronisku następuje cudowna przemiana świni w kurę, bo
wszysą gotowane na tzw. porcjach rosołowych.
- Nie wiem, o co im chodzi. Przecież zgodnie ze statutem musimy zapewnić
bezdomnym jeden ciepły posiłek dziennie. I to robimy - mówi Brzozowski. -
Zupy odpowiadają normom.
Ile kosztuje wyżywienie jednego bezdomnego w schronisku? 1,10 zł! Dziwi
tylko, że miasto wydaje na utrzymanie jednej osoby prawie 600 złotych
miesięcznie. Na co idzie reszta? Najwięcej na utrzymanie kadry i opłaty
energetyczne. Dla Brzozowskiego jest to powód do chwały. - W innych
schroniskach utrzymanie kosztuje 1800 złotych! A u nas proszę - oszczędnie!
Dobrowolna danina
Niektórzy wybrańcy dostają w schronisku śniadania i kolacje. To przede
wszystkim ci, którzy wpłacają na rzecz zakładu darowizny. - Nic nie jest
dobrowolne. Niech pani popatrzy na odcinki z kasy. Sto, pięćdziesiąt złotych,
okrągłe sumy ludzie dają. Dają, bo... muszą - mówi Paweł. - Kiedyś nie mogłem
dać całej stówy, bo okulary sobie kupiłem. Od razu był u mnie kierownik i
pytał, kiedy dam pieniądze. Oj, duże nieprzyjemności miałem...
Zdaniem dyrektora Brzozowskiego problemu nie ma. Ludzie dają, bo mają i
chcą dawać. - Oni sami idą do dyrektora i proszą o pismo, że nie mogą dać, bo
mieli inne wydatki - tłumaczy Za
Jeśli jednak było konieczne usprawiedliwienie od dyrektora, znaczy, że
darowizny nie były dobrowolne. Logiczne to.
Dyrektor Brzozowski ma na ten temat inne zdanie. - Nie każdy dostaje
jedzenie poza obiadem, bo przecież oni mają dochody i sami się żywią. Nie
możemy ich demoralizować. Lepiej jak nam dadzą darowiznę, niż mieliby
wszystko przepić.
Dyrektor Brzozowski upiera się, że wpłaty na rzecz zakładu są
dobrowolne. - A śniadania i kolacje dostają ci, którzy biorą udział w naszych
zadaniach albo nie mają dochodów. Ale jak który przyjdzie, poprosi o chleb,
to też dostanie.
Resocjalizacja
- Oni powinni sami wychodzić z bezrobocia. Szukać pracy na własną rękę -
przekonuje Brzozowski. - Ale wiem, że mają małe szanse - nie mają adresu.
Dlatego staramy się ich aktywizować. Na przykład pracują w naszej chlewni.
Bezdomni dbają o świnie schroniskowe. Dwóch mężczyzn na okrągło ich
dogląda. Wszystko za darmo. - I co im z tej pracy? Tyle tylko, że dobrze z
władzą żyją - mówi Adam. - Bo mięsa z tej świni nawet nie powąchają.
Inni pracują w inspektach. Też za darmo. - Przecież mogą wziąć sobie
pomidory, marchewkę i inne warzywa - mówią szefowie schroniska.
Może bezdomni nie dostają pieniędzy za pracę, ale mają... uznanie
kierownictwa. - Dostają prezenty i osobiste podziękowania. Doceniamy ich i
dajemy im odczuć, że są bardziej wartościowi - rozpływa się dyrektor
schroniska. - Za dobrą pracę: paczka żywnościowa i kawa!
Budujemy domy
- Panie dyrektorze, czy pana dom budowali bezdomni?
- Tak, dałem im pracę - odpowiada wicedyrektor Ryszard Majka
- Jak im pan płacił? Mówią, że papierosami i jedzeniem.
- Dawałem 3 złote za godzinę.
- Na czarno pracowali?
- Nie, prywatnie.
- Czyli bez rachunków i umowy? Na czarno.
- No tak, na czarno.
Bezdomni często byli wykorzystani do różnych prac przez różnych ludzi.
Kilku z nich budowało dom wicedyrektora Majki. Inni byli zatrudniani, też na
czarno, na budowie domu syna dyrektora Brzozowskiego. Ale to dla szefa
zakładu nie był problem. - Dobrze, że im dał pracę, a nie innym.
Były też oficjalne zajęcia. W ciągu ostatnich czterech lat bezdomni ze
schroniska pracowali przy rozbiórkach zlecanych przez ADM. Schronisko
zarobiło na tym 200 tysięcy złotych. - Nie dawali nam ani kasków, ani odzieży
ochronnej. Płacili po 270 złotych za dwa miesiące pracy. Ciuchy do pracy
zbieraliśmy po śmietnikach - mówi Mariusz. - Kiedyś na jednego zawaliła się
ściana. Złamał sobie obojczyk, ale podpisał oświadczenie, że do nikogo żalu
nie ma, bo chciał nadal mieszkać w schronisku. Nie miał siły wrócić na
melinę.
- Pomagamy bezdomnym w zatrudnieniu. Dajemy pracę przy rozbiórkach.
Zarabiają 350 - 500 zł miesięcznie - wyjaśnia Brzozowski. - Pan Majka ma
uprawnienia inspektora nadzoru budowlanego i trzyma nad nimi pieczę. A oni
ledwo wypłatę dostaną i już w Polskę na meliny idą.
- Chłopaki poje