Gość: aniolek
IP: *.wshe.pl
18.03.05, 16:04
Akademia Uniwersytetem, koń by się uśmiał
Przecież to chyba najbardziej skorumpowana szkoła jaka być może.
Wystarczy tylko popatrzeć jakie nazwiska przewijają się w poszczególnych
instytutach.
Nepotyzm, koterie a wręcz rodzinne kliki opanowały ten bajzel.
Biorąc choćby pod uwagę wydział MTiNP gdzie niewydarzony synalek dziekana od
wielu lat puszy się jak paw a dziekan straszy od czasu do czasu wszystkich,
że w końcu zrobi doktorat.
Podobnie jest na matematyce. Na szczęście córki i kochanki noszą inne
nazwiska, wiec nie rzuca się to w oczy. Szkoda, że ostatnia komisja nie
badała tego problemu, oj mogliby ze zdziwienia nie wytrzymać - po
dziekanatach, rożnych biurach skrywają się rodzinne tabuny. Niestety
najczęściej sprzyja to nieróbstwu i rozkładowi, bo jak można córeczce ważnego
tatusia zwrócić uwagę, że powinna wziąć się do pracy.
Taki gnój jaki można tam spotkać możliwy jest chyba tylko w prywatnych
szkołach.To jest szkola dla znajomych krolika, gdzie jak przed laty mogli
robić po znajomości swoje dyplomy.
Poziom nauki jest żenująco niski, spora cześć wykładowców traktuje pobyt w
tej szkole jako dodatkowe zajęcie, nagminnie zaniżają poziom wymagalności.
Częstym językiem wykładowym jest bełkot polsko-rosyjsko-bialorusko-ukrainski.
Właściwie to można by było powiedzieć, że jest to szkoła europowschodnia, bo
obok całej masy obcokrajowców wzmacniają ja wykładowcy, którzy „kupili”
swoje doktoraty i habilitacje na wschodzie. Tajemnicą poliszynela jest fakt,
że dość pokaźna grupa pracowników uczelni ma charakterystycznie zbieżne
nazwiska z tymi co to pojawiły się na znanej liście. Sięgając pamięcią
wstecz, dopiero teraz stają się niektóre sprawy jasne.