Gość: Yaraz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.07.05, 17:22
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050702&id=my12.txt
W październiku 1991 roku doszło do publicznego ujawnienia sprawy przeszłości
ojca obecnego marszałka Sejmu i kandydata na prezydenta RP Włodzimierza
Cimoszewicza. Poseł OKP Jan Beszta-Borowski stwierdził wręcz, że ojciec
Włodzimierza Cimoszewicza był członkiem "organizacji przestępczej" -
Informacji Wojskowej.
Według Beszty-Borowskiego: "Szef Informacji Wojskowej w Wojskowej Akademii
Technicznej o nazwisku Cimoszewicz miał zwyczaj rozmawiania z ludźmi,
trzymając w ręku pistolet i obracając nim na palcu cynglowym. Znany jest fakt
śmierci jednego z podwładnych w wyniku takich rozmów" (cyt. za "Gazetą
Wyborczą" z 11 października 1991 r.). Oświadczenie posła Beszty-Borowskiego
wywołało gwałtowną publiczną ripostę ze strony Włodzimierza Cimoszewicza.
Nazwał Besztę-Borowskiego "załganym łobuzem", a w innym tekście (w "Gazecie
Współczesnej") stwierdził m.in.: "Rozumiem, że dla Borowskiego, jego szefów i
was, nierozumnych dziennikarzy, babrzących się w takich prowokacjach,
wybawcami byli naziści, skoro ci, którzy z nimi walczyli, zasługują na miano
oprawców. Po wojnie mój ojciec przez 30 lat służył w Wojsku Polskim, w tym
także w kontrwywiadzie, instytucji, jaka jest zawsze i w każdej armii. Wy,
którzy opluwacie Go dzisiaj, możecie powołać się tylko na fakt służby w tej
formacji. Nie przytaczacie, bo nie możecie przytoczyć żadnych prawdziwych
zarzutów, dotyczących Jego postępowania. 'Dowody' Borowskiego są łgarstwem"
(cyt. za: Piotr Jakucki "Pułkownik Cimoszewicz", "Gazeta Polska" z 4
listopada 1993 r.).
Oburzony stwierdzeniami W. Cimoszewicza poseł Beszta-Borowski skierował
przeciwko niemu skargę do sądu, przedstawiając dowody prawdziwości swych
zarzutów pod adresem ojca Cimoszewicza. W osobnym liście do "Gazety Lokalnej"
(por. nr 14-15 z 1992 roku) poseł Jan Beszta-Borowski przytoczył
uzupełniające dane na temat życiorysu ojca Cimoszewicza jeszcze przed
objęciem funkcji szefa Informacji Wojskowej na WAT. Pisał: "(...) Oto
przyszły pułkownik Cimoszewicz w czasie wybuchu wojny w 1939 roku, mając lat
22, nie uczestniczy w obronie Polski, nie jest żołnierzem Armii Polskiej
broniącej ojczyzny przed dwoma najeźdźcami. Przeciwnie - już w październiku
1939 r. jest poborcą dostaw obowiązkowych w wołkowyskim Rejnopolnamzakie.
Czyli jest na służbie jednego z zaborców - bolszewików. Rekwirował płody
rolne od polskich rolników na rzecz najeźdźcy". Jakucki w cytowanym wcześniej
artykule powoływał się na zeznania świadka Romualda U., który zapamiętał M.
Cimoszewicza jako "seksota" (tajnego agenta) komisarza kadr, ówczesnego
naczelnika kadr w dziale technicznym parowozowni w Białymstoku. W 1943 roku
Cimoszewicz skończył szkołę pracowników politycznych i do końca wojny był w
aparacie politycznym. Od kwietnia 1945 roku robi błyskawiczną karierę w
Informacji Wojskowej - w ciągu 3 lat zostaje komendantem w Głównym Zarządzie
Informacji, kontrolowanym wówczas przez dwóch sowieckich zbrodniarzy,
pułkowników NKWD w Polsce: Wozniesieńskiego i Skulbaszewskiego, a także
szefem Informacji Wojskowej na WAT. Robert Mazurek, autor interesująco
naszkicowanej sylwetki Włodzimierza Cimoszewicza ("Metamorfozy pana
C.", "Życie Warszawy" z 31 marca 1997 r.) pisał, że ojciec
Cimoszewicza "(...) w 1951 r. trafia do Wojskowej Akademii Technicznej. Tam
aresztuje komendanta uczelni gen. Floriana Grabczyńskiego. Z jego rozkazu
aresztowano też kilkunastu oficerów WAT, którzy wcześniej byli w AK".
Dokonując tej bezwzględnej czystki na wyższej uczelni, major Marian
Cimoszewicz był w tym czasie oficerem bez żadnego wykształcenia. Dopiero
kilka lat później - w 1957 roku, skończył liceum i zdał maturę (!).
Dodajmy do tego informacje o wcześniejszej roli Mariana Cimoszewicza w
likwidowaniu oddziałów AK - sam się chwalił podczas spotkania z oficerami
akademii, że w 1944 r. zlikwidował oddział AK. Według innych źródeł, w 1946
r. jako oficer IW kierował grupą likwidującą "bandę" Bohuna (za: P. Jakucki,
op. cit.). Cimoszewiczowie zamieszkali w domu na Boernerowie (Bemowo),
odebranym prawowitym właścicielom, których przymusowo wysiedlono z Boernerowa
na początku lat 50. jako "element politycznie niepewny" ("Gazeta Lokalna" nr
2/104 z lutego 1996 r.). Żona majora M. Cimoszewicza zaczęła pracę w
bibliotece WAT na miejscu poprzedniej pracowniczki tej biblioteki Ewy Cecetki-
Cymerman, zwolnionej nagle bez uzasadnienia w sposób bardzo ordynarny przez
M. Cimoszewicza ("Gazeta Lokalna" z 27 czerwca 1992 r., nr 12-13/42-43).
Porównajmy opisane wyżej fakty z gwałtownym zarzucaniem Beszcie-Borowskiemu
łgarstwa przez W. Cimoszewicza i pokrzykiwaniem o tym, że dla takich jak
on "wybawcami byli naziści".
Włodzimierz Cimoszewicz, występując z taką furią przeciw przypominaniu
przeszłości ojca, jako motto do swej książki wybrał stwierdzenie Anny
Uchlig: "Kto przekreśla PRL, ten przekreśla cały mój życiorys". Trzeba
przyznać, że swoją publiczną identyfikację z PRL-em zaczął bardzo wcześnie.
Już jako maturzysta w 1968 roku kategorycznie przeciwstawił się napiętnowaniu
ówczesnych rządów gomułkowskich jako "dyktatury ciemniaków" i uzyskał
wydrukowanie proreżimowego tekstu swego wypracowania maturalnego na
łamach "Życia Warszawy" (por. W. Cimoszewicz "Czas odwetu", Białystok 1993
r., s. 40). Wielu jego rówieśników było w tym czasie "pałowanych" na
rozkaz "ciemniaków". On w pełni utożsamiał się z totalitarną dyktaturą.
Jakżeby mógł inaczej, wychowany pod "opiekuńczymi skrzydłami" pułkownika
Cimoszewicza! Od jesieni 1968 roku studiuje na Wydziale Prawa w Warszawie i
staje się działaczem uczelnianej organizacji Związku Młodzieży
Socjalistycznej. W 1971 roku wstępuje do PZPR, a w 1972 r. zostaje
przewodniczącym ZMS na Uniwersytecie Warszawskim. Wchodzi do władz Komitetu
Uczelnianego PZPR. Nawet swą błyskawiczną karierę w ZMS tłumaczył później
jako swoisty przykład niezależności, twierdząc, że: "Przynależność do ZMS
mogła nawet przeszkadzać" (!!!) (W. Cimoszewicz "Czas odwetu", s. 43) - był
bowiem dużo częściej odpytywany na zajęciach. Kiedy doszło do połączenia -
pomimo protestu wielu studentów - trzech organizacji studenckich w jeden
Socjalistyczny Związek Studentów Polskich (SZSP), należał do zdecydowanych
zwolenników tego połączenia, narzuconego studentom przez partyjną biurokrację
i został... komisarycznym szefem SZSP na UW. Józef Oleksy wspominał
Cimoszewicza z owych czasów jako wręcz zwracającego uwagę swoją
pryncypialnością. Pisał, że wionęło pryncypialnością, gdy tylko Cimoszewicz
wchodził na trybunę. Miał zaledwie dwadzieścia kilka lat, gdy uzyskał kolejny
błyskawiczny awans - został sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR, akurat w
czasie pogłębiającego się kryzysu politycznego późnego Gierka, w okresie
aktywizacji opozycji. O dokonanej przez Gierka zmianie konstytucji
serwilistycznie uzależniającej Polskę od ZSRS wspominał: "Wszyscy mieliśmy
skłonność do usprawiedliwiania miękkiej postawy wobec Związku Radzieckiego,
byliśmy przekonani, że inne zachowania mogłyby być groźne dla Polski". W
sprawie innego posunięcia ówczesnych władz PZPR - zapisania w konstytucji
kierowniczej roli PZPR - szczerze przyznawał: "Nas jako członków PZPR ani to
ziębiło, ani grzało. Nie popadaliśmy przez to w jakiś konflikt sami ze sobą"
(W. Cimoszewicz, op. cit., s. 53). Poczucie bycia członkiem kierowniczej
siły, jak widać, wzmacniało dobre samopoczucie szybko awansującego działacza
partyjnego.
W 1980 roku został wysłany na
3 miesiące do pracy w konsulacie w Malmö. We wrześniu tego roku zaś wyjechał
na stypendium Fulbrighta do USA dzięki decyzji władz PRL, że jego konkurent
do stypendium, Lamentowicz, powinien się wycofać (op. cit., s. 55). Pozostał
wierny PZPR-owi w czasach "Solidarn