WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory!!!

IP: *.ztpnet.pl 09.07.05, 23:33
    • Gość: muma Pięknie załatwił chamów-w białych rękawiczkach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 00:28
      Miny tych zaślinionych darmozjadów były warte każdych pieniędzy. W końcu znalazł
      się ktoś, kto pokazałtym nierobom że prawo to prawo, a nie prywatny folwark
      końskiej głowy i spółki. A na łamaniu prawa to oni się znają, w końcu czynią to
      prawie codziennie.
    • Gość: Kaczorek Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 14:24
      A ja wolę Prawo i Sprawiedliwość od łajdactwa i czerwonej mafii.Już niedługo
      porządzi w Naszej Polsce!!!
      • Gość: LPR Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 14:28
        Awww.se.com.pl/se/index.jsp?
        place=subLead&news_cat_id=1586&news_id=63762&scroll_article_id=63762&scroll_gall
        ery_aid=63762&layout=1&page=text&list_position=1
      • Gość: muma Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 15:38
        Szczególnie lubisz tego waszego skazanego wyrokiem kolejnego już sądu kandydata,
        prawda?
        • Gość: Karol Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.net / *.net 10.07.05, 16:43
          Aco robileś interesy z Wachowskim zbuku?
          • Gość: Maks Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.ztpnet.pl 10.07.05, 22:05
            Wszyscy się bali czerwonego prokuratora Wasermana i prawnika Gertycha aż
            wreszcie znawca prawa pokazał im miejsce w szyku.Gertych bał się przyjść do
            niedzielnej audycji radia zet.
            • Gość: do Maksa Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 22:12
              Nie bał się ,tylko nie chciał i olał.Mała,ale istotna różnica!!!
          • Gość: muma Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 23:02
            nie prostaku
      • Gość: gość Zybi. Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: 213.199.214.* 10.07.05, 22:12
        Zebys czasami sie ni przeliczył. W Bydgoszczy na I miejscu ma być Markowski-
        pogromca Pracowniczych Ogrodów Działkowych w Polsce to jest armia ludzi i
        jak nie zagłosuja na PiS to jak bedziesz wglądał. Lepiej zmień opcję.
        • Gość: sledczy Postkomunista zaklada posty? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 22:53
          Czy to nie jakis postkomunista zakłada posty?Ten sam wątek jest na wielu forach
          regionalnych roznych miast.Czyzby towarzysze działają?
          • Gość: jaca Re: Postkomunista zaklada posty? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 23:04
            Stary, a nie powinieneś w niedzielę odpoczywać? Chyba że pisuary płacą ci za
            nadgodziny.
            • Gość: antysld Re: Postkomunista zaklada posty? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 23:08
              Ciekawy artykuł o tow.Cimoszewiczu

              www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050702&id=my12.txt
              • Gość: Znajomy Re: Postkomunista zaklada posty? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 23:11
                Jerzy Robert Nowak -b.Sekretarz Centralnego Komitetu Stronnictwa
                Demokratycznego/satelity PZPR/.Odpokutowuje winy opluwaniem.
              • Gość: jaca Re: Postkomunista zaklada posty? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 23:32
                Jakie miłe źródło wiedzy sobie znalazłeś, gratuluję. A brązowe ubranko już na
                wieszaku czy jeszcze nosisz?
                • Gość: kamrat czym się rozni ND od GW? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 08:35
                  ten sam poziom propagandy choć inny jej cel
                  jedni chcą państwa narodowo-katolickiego a drudzy dążą do wspólnej rzeszy
                  europejskiej
                  • Gość: Myszowaty Jedyny co dał popalić sługusom ojca tadeusza. IP: *.ztpnet.pl 11.07.05, 21:36
                    Zna prawo i robi z nego użytek.Umie mówić a nie bełkotać.Jak się go zobaczy to
                    nie trzeba zmieniac kanału.
                    • Gość: robert Re: Jedyny co dał popalić sługusom ojca tadeusza. IP: 212.122.214.* 11.07.05, 23:17
                      Gość portalu: Myszowaty napisał(a):

                      > Zna prawo i robi z nego użytek.Umie mówić a nie bełkotać.Jak się go zobaczy
                      to
                      > nie trzeba zmieniac kanału.

                      skoro masz tylko jeden kanał.....
          • Gość: jaca Re: Postkomunista zaklada posty? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.05, 22:31
            I mają na ciebie teczkę.
      • Gość: jaca Prawe i Sprawiedliwe oskubanie Telegrafu, Fundacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 23:45
        Solidarności, przejęcie bydynków w Warszawce-to są twoi czyści idole, acha,
        jeszcze FOZZ, spółka Srebrna, itp. buhaha aż mi zajady popękały.
    • Gość: on Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 23:42
      KAŻDY kandydat jest lepszy od komunistycznego scierwa.
      • Gość: jaca Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.05, 22:30
        Każdy kandydat jest dobry, byleby nie był prawicową padliną.
        • Gość: Rober Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.net / *.net 17.07.05, 11:32
          Twoja lewicowa padlina zblednie przed K.S.z glupim usmiechem na ustach.
          • Gość: jaca WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 00:06
            Bądź uprzejmy wrócić do cerowania swojego moherowego beretu, Robercik, bo co się
            odezwiesz to głupio.
    • Gość: ja Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.tvk.torun.pl / 217.173.176.* 17.07.05, 13:00
      Do Maxa i jemu podobnych
      Czy Cimoszewicz jest bezpartyjnym kandydatem?
      Czy nalezy do SLD, czyli bandy ktora rzadzila krajem przez 4 lata?
      Jak ta partia rządziła?
      Czy ktos kto sie skompromitowal jest dobrym kandydatem?

      • Gość: ANTY SLD SYN OFICERA INFORMACJI WOJSKOWEJ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 00:16
        Czerwone życiorysy
        Cimoszewicz - syn oficera stalinowskiej Informacji





        W październiku 1991 roku doszło do publicznego ujawnienia sprawy przeszłości
        ojca obecnego marszałka Sejmu i kandydata na prezydenta RP Włodzimierza
        Cimoszewicza. Poseł OKP Jan Beszta-Borowski stwierdził wręcz, że ojciec
        Włodzimierza Cimoszewicza był członkiem "organizacji przestępczej" - Informacji
        Wojskowej.
        Według Beszty-Borowskiego: "Szef Informacji Wojskowej w Wojskowej Akademii
        Technicznej o nazwisku Cimoszewicz miał zwyczaj rozmawiania z ludźmi, trzymając
        w ręku pistolet i obracając nim na palcu cynglowym. Znany jest fakt śmierci
        jednego z podwładnych w wyniku takich rozmów" (cyt. za "Gazetą Wyborczą" z 11
        października 1991 r.). Oświadczenie posła Beszty-Borowskiego wywołało gwałtowną
        publiczną ripostę ze strony Włodzimierza Cimoszewicza. Nazwał Besztę-
        Borowskiego "załganym łobuzem", a w innym tekście (w "Gazecie Współczesnej")
        stwierdził m.in.: "Rozumiem, że dla Borowskiego, jego szefów i was,
        nierozumnych dziennikarzy, babrzących się w takich prowokacjach, wybawcami byli
        naziści, skoro ci, którzy z nimi walczyli, zasługują na miano oprawców. Po
        wojnie mój ojciec przez 30 lat służył w Wojsku Polskim, w tym także w
        kontrwywiadzie, instytucji, jaka jest zawsze i w każdej armii. Wy, którzy
        opluwacie Go dzisiaj, możecie powołać się tylko na fakt służby w tej formacji.
        Nie przytaczacie, bo nie możecie przytoczyć żadnych prawdziwych zarzutów,
        dotyczących Jego postępowania. 'Dowody' Borowskiego są łgarstwem" (cyt. za:
        Piotr Jakucki "Pułkownik Cimoszewicz", "Gazeta Polska" z 4 listopada 1993 r.).
        Oburzony stwierdzeniami W. Cimoszewicza poseł Beszta-Borowski skierował
        przeciwko niemu skargę do sądu, przedstawiając dowody prawdziwości swych
        zarzutów pod adresem ojca Cimoszewicza. W osobnym liście do "Gazety Lokalnej"
        (por. nr 14-15 z 1992 roku) poseł Jan Beszta-Borowski przytoczył uzupełniające
        dane na temat życiorysu ojca Cimoszewicza jeszcze przed objęciem funkcji szefa
        Informacji Wojskowej na WAT. Pisał: "(...) Oto przyszły pułkownik Cimoszewicz w
        czasie wybuchu wojny w 1939 roku, mając lat 22, nie uczestniczy w obronie
        Polski, nie jest żołnierzem Armii Polskiej broniącej ojczyzny przed dwoma
        najeźdźcami. Przeciwnie - już w październiku 1939 r. jest poborcą dostaw
        obowiązkowych w wołkowyskim Rejnopolnamzakie. Czyli jest na służbie jednego z
        zaborców - bolszewików. Rekwirował płody rolne od polskich rolników na rzecz
        najeźdźcy". Jakucki w cytowanym wcześniej artykule powoływał się na zeznania
        świadka Romualda U., który zapamiętał M. Cimoszewicza jako "seksota" (tajnego
        agenta) komisarza kadr, ówczesnego naczelnika kadr w dziale technicznym
        parowozowni w Białymstoku. W 1943 roku Cimoszewicz skończył szkołę pracowników
        politycznych i do końca wojny był w aparacie politycznym. Od kwietnia 1945 roku
        robi błyskawiczną karierę w Informacji Wojskowej - w ciągu 3 lat zostaje
        komendantem w Głównym Zarządzie Informacji, kontrolowanym wówczas przez dwóch
        sowieckich zbrodniarzy, pułkowników NKWD w Polsce: Wozniesieńskiego i
        Skulbaszewskiego, a także szefem Informacji Wojskowej na WAT. Robert Mazurek,
        autor interesująco naszkicowanej sylwetki Włodzimierza Cimoszewicza
        ("Metamorfozy pana C.", "Życie Warszawy" z 31 marca 1997 r.) pisał, że ojciec
        Cimoszewicza "(...) w 1951 r. trafia do Wojskowej Akademii Technicznej. Tam
        aresztuje komendanta uczelni gen. Floriana Grabczyńskiego. Z jego rozkazu
        aresztowano też kilkunastu oficerów WAT, którzy wcześniej byli w AK". Dokonując
        tej bezwzględnej czystki na wyższej uczelni, major Marian Cimoszewicz był w tym
        czasie oficerem bez żadnego wykształcenia. Dopiero kilka lat później - w 1957
        roku, skończył liceum i zdał maturę (!).
        Dodajmy do tego informacje o wcześniejszej roli Mariana Cimoszewicza w
        likwidowaniu oddziałów AK - sam się chwalił podczas spotkania z oficerami
        akademii, że w 1944 r. zlikwidował oddział AK. Według innych źródeł, w 1946 r.
        jako oficer IW kierował grupą likwidującą "bandę" Bohuna (za: P. Jakucki, op.
        cit.). Cimoszewiczowie zamieszkali w domu na Boernerowie (Bemowo), odebranym
        prawowitym właścicielom, których przymusowo wysiedlono z Boernerowa na początku
        lat 50. jako "element politycznie niepewny" ("Gazeta Lokalna" nr 2/104 z lutego
        1996 r.). Żona majora M. Cimoszewicza zaczęła pracę w bibliotece WAT na miejscu
        poprzedniej pracowniczki tej biblioteki Ewy Cecetki-Cymerman, zwolnionej nagle
        bez uzasadnienia w sposób bardzo ordynarny przez M. Cimoszewicza ("Gazeta
        Lokalna" z 27 czerwca 1992 r., nr 12-13/42-43). Porównajmy opisane wyżej fakty
        z gwałtownym zarzucaniem Beszcie-Borowskiemu łgarstwa przez W. Cimoszewicza i
        pokrzykiwaniem o tym, że dla takich jak on "wybawcami byli naziści".
        Włodzimierz Cimoszewicz, występując z taką furią przeciw przypominaniu
        przeszłości ojca, jako motto do swej książki wybrał stwierdzenie Anny
        Uchlig: "Kto przekreśla PRL, ten przekreśla cały mój życiorys". Trzeba
        przyznać, że swoją publiczną identyfikację z PRL-em zaczął bardzo wcześnie. Już
        jako maturzysta w 1968 roku kategorycznie przeciwstawił się napiętnowaniu
        ówczesnych rządów gomułkowskich jako "dyktatury ciemniaków" i uzyskał
        wydrukowanie proreżimowego tekstu swego wypracowania maturalnego na
        łamach "Życia Warszawy" (por. W. Cimoszewicz "Czas odwetu", Białystok 1993 r.,
        s. 40). Wielu jego rówieśników było w tym czasie "pałowanych" na
        rozkaz "ciemniaków". On w pełni utożsamiał się z totalitarną dyktaturą. Jakżeby
        mógł inaczej, wychowany pod "opiekuńczymi skrzydłami" pułkownika Cimoszewicza!
        Od jesieni 1968 roku studiuje na Wydziale Prawa w Warszawie i staje się
        działaczem uczelnianej organizacji Związku Młodzieży Socjalistycznej. W 1971
        roku wstępuje do PZPR, a w 1972 r. zostaje przewodniczącym ZMS na Uniwersytecie
        Warszawskim. Wchodzi do władz Komitetu Uczelnianego PZPR. Nawet swą
        błyskawiczną karierę w ZMS tłumaczył później jako swoisty przykład
        niezależności, twierdząc, że: "Przynależność do ZMS mogła nawet przeszkadzać"
        (!!!) (W. Cimoszewicz "Czas odwetu", s. 43) - był bowiem dużo częściej
        odpytywany na zajęciach. Kiedy doszło do połączenia - pomimo protestu wielu
        studentów - trzech organizacji studenckich w jeden Socjalistyczny Związek
        Studentów Polskich (SZSP), należał do zdecydowanych zwolenników tego
        połączenia, narzuconego studentom przez partyjną biurokrację i został...
        komisarycznym szefem SZSP na UW. Józef Oleksy wspominał Cimoszewicza z owych
        czasów jako wręcz zwracającego uwagę swoją pryncypialnością. Pisał, że wionęło
        pryncypialnością, gdy tylko Cimoszewicz wchodził na trybunę. Miał zaledwie
        dwadzieścia kilka lat, gdy uzyskał kolejny błyskawiczny awans - został
        sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR, akurat w czasie pogłębiającego się
        kryzysu politycznego późnego Gierka, w okresie aktywizacji opozycji. O
        dokonanej przez Gierka zmianie konstytucji serwilistycznie uzależniającej
        Polskę od ZSRS wspominał: "Wszyscy mieliśmy skłonność do usprawiedliwiania
        miękkiej postawy wobec Związku Radzieckiego, byliśmy przekonani, że inne
        zachowania mogłyby być groźne dla Polski". W sprawie innego posunięcia
        ówczesnych władz PZPR - zapisania w konstytucji kierowniczej roli PZPR -
        szczerze przyznawał: "Nas jako członków PZPR ani to ziębiło, ani grzało. Nie
        popadaliśmy przez to w jakiś konflikt sami ze sobą" (W. Cimoszewicz, op. cit.,
        s. 53). Poczucie bycia członkiem kierowniczej siły, jak widać, wzmacniało dobre
        samopoczucie szybko awansującego działacza partyjnego.
        W 1980 roku został wysłany na
        3 miesiące do pracy w konsulacie w Malmö. We wrześniu tego roku zaś wyjechał na
        stypendium Fulbrighta do USA dzięki decyzji władz PRL, że jego konkurent do
        stypendium, Lamentowicz, powinien się wycofać (op. cit., s. 55). Pozostał
        wierny PZPR-owi w czasach "Solidarności" i po ogłoszeniu stanu wojennego.
        Podczas pobytu na Uniwersytecie Columbia n
        • Gość: antySLD Re: SYN OFICERA INFORMACJI WOJSKOWEJ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 00:17
          Podczas pobytu na Uniwersytecie Columbia należał do organizacji PZPR przy
          konsulacie w Nowym Jorku. W lutym 1982 roku powrócił do pracy na warszawską
          uczelnię.
          Według informacji z listy Macierewicza, Cimoszewicz w 1980 roku pod
          pseudonimem "Carex" został współpracownikiem wywiadu.
          Ustosunkowując się do tej sprawy w swej biografii "Czas odwetu", stwierdzał
          m.in.: "Z wypowiedzi Czesława Kiszczaka wiedziałem, że w Ministerstwie Spraw
          Wewnętrznych istniały możliwości preparowania dokumentów, mających cechy
          autentyczności dokumentów antydatowanych. Obawiałem się, że kierownictwo MSW
          może zdecydować się nawet na taką awanturę, jak fabrykowanie archiwaliów. Nie
          wykluczałem więc, że mogę znaleźć się na liście Macierewicza. Kiedy Olek
          Kwaśniewski przedstawił mi dokumenty, z dużym zaskoczeniem zauważyłem, że byłem
          odnotowany w aktach polskiego wywiadu (...). Byłem zaskoczony, ponieważ okazało
          się, że kontakt, jaki w 1980 roku nawiązał ze mną przed wyjazdem na stypendium
          Fundacji Fulbrighta przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych, został w
          tych dokumentach przedstawiony jako kontakt z wywiadem (...)" (op. cit., s. 25-
          26).

          Alergia na polskość
          Po likwidacji PZPR w styczniu 1990 roku Cimoszewicz nie wstąpił do SdRP. Fakt
          ten próbowano później częstokroć eksponować jako dowód niezależności
          Cimoszewicza i jego opowiedzenie się po stronie prawdziwie reformatorskiej
          lewicy. Rację mają jednak raczej ci, którzy sądzą, że Cimoszewicz nie doceniał
          wówczas prawdziwej siły postkomunistów z SdRP i nie chciał zostać wraz z nimi
          zmarginalizowany.
          W czasie kampanii prezydenckiej 1990 roku właśnie Cimoszewicz został kandydatem
          postkomunistów na prezydenta. Podobno dlatego, że sam Kwaśniewski obawiał się
          wówczas całkowitej kompromitacji wyborczej, jakichś trzech procent. W tej
          sytuacji wynik uzyskany przez Cimoszewicza był traktowany jako duże
          zaskoczenie - dostał 9 procent głosów, plasując się na czwartym miejscu za
          Wałęsą, Tymińskim i Mazowieckim. W latach 1991-1993 nadal przewodniczył
          Parlamentarnemu Klubowi Lewicy Demokratycznej. Po sukcesie wyborczym SLD w 1993
          roku Cimoszewicz został wicepremierem i ministrem sprawiedliwości w rządzie
          Pawlaka. Jako minister sprawiedliwości zasłynął głównie akcją "Czyste ręce". W
          jej ramach ujawnił nazwiska wysokich urzędników państwowych, którzy biorą
          równocześnie pieniądze za zasiadanie w radach nadzorczych firm państwowych.
          Akcja w rzeczywistości nie zaszkodziła osobom skrytykowanym przez Cimoszewicza.
          Mógł jednak odtąd chodzić w nimbie nieprzekupnego tropiciela gospodarczych
          patologii.
          Resort Cimoszewicza nie mógł się pochwalić żadnymi większymi osiągnięciami;
          powszechnie narzekano na fatalne funkcjonowanie sądów i prokuratury.
          Cimoszewicz miał na to szczególne wytłumaczenie - twierdził, że podczas
          weryfikacji rzekomo wyrzucono najlepszych specjalistów. Po dymisji rządu
          Pawlaka nie wszedł do rządu Oleksego. Urażony, że nie zaproponowano mu
          wicepremierostwa, nie chciał przyjąć wyłącznie teki szefa resortu
          sprawiedliwości. Został wówczas wicemarszałkiem Sejmu.
          W nowej sytuacji tym mocniej rozwijał stosunki z lewicowymi środowiskami z
          kręgu dawnej tzw. opozycji laickiej, zwłaszcza z Michnikiem, Geremkiem i
          Bujakiem. Nieprzypadkowo właśnie "różowi" tzw. Europejczycy stanowili
          najbliższych rozmówców Cimoszewicza spoza SLD i SdRP. Głównym efektem tych
          zacieśniających się kontaktów stał się głośny artykuł Cimoszewicza i Michnika,
          wspólnie apelujących o zakończenie wszelkich rozliczeń PRL-owskiej przeszłości.
          Cimoszewicz, podobnie jak Kwaśniewski i inni liczni politycy SLD, stanowi typ
          człowieka uodpornionego na takie pojęcia jak polskość, polski patriotyzm,
          poczucie polskiego interesu narodowego. Tym, którzy chcieliby polemizować z
          moimi tak kategorycznymi sądami w tej sprawie, polecam uważną lekturę "Czasu
          odwetu". W tej książce widać aż nadto wyraźnie, że Cimoszewicz nie mógł się
          przełamać do napisania jakichś cieplejszych słów o Ojczyźnie, patriotyzmie,
          uczuciach narodowych, nie mówiąc już o trosce z powodu występujących dziś
          zagrożeń dla Polski i polskości. Więcej tam za to ataków na wszystko, co się z
          polskimi uczuciami narodowymi kojarzy, czy gwałtownego piętnowania rzekomej
          siły antyżydowskości w Polsce. Na s. 39 "Czasu odwetu" pisze: "Nie będąc Żydem
          poznałem, co to znaczy być nim w Polsce". Na s. 192 insynuuje, iż: "Prawdą jest
          niestety, że w naszym społeczeństwie, i to od lewicy do prawicy, nieustannie
          można spotkać się z przejawami endemicznego antysemityzmu".
          W książce z pasją atakował "niepodległościowe slogany" (s. 13), "narodową
          tromtadrację", oczywiście idącą w parze z "zoologicznym antykomunizmem" (s.
          270), "polską ksenofobię" (s. 273) etc.
          Po dojściu do władzy jak mógł dawał wyraz napadom skrajnego filosemityzmu.
          Wystąpienie Cimoszewicza jako premiera RP podczas uroczystości w Kielcach, w
          lipcu 1996 r., ku czci ofiar kieleckiej prowokacji z 1946 roku przyniosło
          jaskrawy dowód tego, jak bardzo nieważna dla niego jest prawda o historii i
          godność własnego kraju. W sprawach stosunków polsko-żydowskich, tak
          skomplikowanych i złożonych, po dziesięcioleciach przemilczeń i niedomówień,
          postkomunistyczny premier pozwolił sobie na publiczne, obelżywe dla Polaków
          stwierdzenia, jednostronnie obciążające ich winą za wszystkie problemy w
          stosunkach z Żydami.
          prof. Jerzy Robert Nowak

          Fragment książki "Czerwone dynastie", Wydawnictwo MaRoN 2004


          >> Na początek <<
          • Gość: jaca Re: SYN OFICERA INFORMACJI WOJSKOWEJ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 00:20
            ale ty nudny jesteś. może sam coś wymyślisz?
        • Gość: jaca Re: SYN OFICERA INFORMACJI WOJSKOWEJ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 00:18
          LEpiej być synem oficera niż proboszcza
    • Gość: :-) Re: WolęCimoszewicza niż obleśne, spocone kaczory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 11:23
      :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja