Gość: gość
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.07.05, 00:16
PROCES MACIEJA O. Świadek swoje, telefon swoje
Niewinny?
W chwili i miejscu, gdy wiceprezydent Bydgoszczy miał przyjąć łapówkę, mający
mu ją wręczyć przebywał gdzie indziej - wynika z dokumentów.
Przed toruńskim sądem trwa proces, podczas którego Maciej O., były
wojewódzki konserwator zabytków, odpowiada za rzekome przyjęcie 50 tysięcy
złotych łapówki. Miał je wziąć za niewpisanie do rejestru zabytków ruin
zakładów mięsnych "Tormięs" w Toruniu. To z kolei umożliwiało swobodne
dysponowanie gruntem, zlokalizowanym w samym centrum Torunia.
Maciej O. nigdy nie przyznał się do winy. Jego oskarżenie opiera się
głównie na zeznaniu Czesława S., bydgoskiego przedsiębiorcy. Poszedł on na
współpracę z prokuraturą i ujawnił kulisy korupcji. Powiedział, gdzie i kiedy
wręczył łapówkę. Zeznał, że 50 tysięcy złotych dał mu Jacek S. -
współwłaściciel "Tormięsu" - a on przekazał pieniądze urzędnikowi.
Obrońcy dysponują dokumentami z firmy telekomunikacyjnej, które
podważają tę wersję. Chodzi o zapisy z tzw. stacji bazowych telefonii
komórkowej. Każdy telefon "przemieszczający" się z jego właścicielem zostawia
ślad w systemie przechodząc z jednego przekaźnika do drugiego. W mieście
anteny ustawiane są bardzo gęsto, więc bez trudu można odtworzyć miejsce, w
którym jest posiadacz aparatu.
Tak się stało właśnie z Czesławem S. Policja w trakcie śledztwa
wyciągnęła zapisy od operatora jego komórki. Wynika z nich, że S. nie mógł
wręczyć łapówki w miejscu i czasie o których mówi, bowiem przebywał wtedy
gdzie indziej.
Na wczorajszej rozprawie adwokaci wnieśli o przesłuchanie policjanta
przygotowującego to zestawienie. Sąd przychylił się do tego wniosku.
Wersja, że z komórką Czesława S. poruszał się zupełnie ktoś inny,
odpada. Na bilingach są połączenia i czasy połączeń z osobami, które znał sam
właściciel aparatu.
Kamil Sakałus
29 Lipca 2005
www.pomorska.pl