Gość: kitiket
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.08.05, 11:47
Zycie Warszawy
PiS oszukuje wyborców
Aktorzy za pieniądze udają naszych zwolenników – przyznaje Jacek Kurski z
PiS. – To brudna manipulacja – ocenia ekspert.
Aktor, który w jednej reklamie wciela się w geja narzucającego się Kubie
Wojewódzkiemu, w innej namawia do poparcia PiS. Sam będzie głosował na
Platformę Obywatelską, bo jest jej członkiem.
W reklamówce prasowej PiS do głosowania na tę partię zachęca uśmiechnięty
trzydziestokilkulatek. „Pan Witek jest nauczycielem w szkole podstawowej.
Jego żona nie pracuje. Wspólnie wychowują dwójkę dzieci (...) Pan Witek
będzie głosował na PiS” – napisano w ogłoszeniu wyborczym. ŻW ustaliło
jednak, że żadna z wyliczonych informacji nie jest prawdą. „Pan Witek” to w
rzeczywistości Bartłomiej Morawski, aktor beż żony i dzieci. Powiedział nam,
że w wyborach parlamentarnych nie poprze PiS, tylko PO, której... jest
członkiem. – Miałem zapewnienie, że będę kandydatem Platformy do Sejmu, ale
ostatecznie nie znalazłem się na liście – ujawnia Morawski. – Od ponad roku
działa w partii. Zgłosiliśmy jego kandydaturę, ale nie zmieścił się na
liście – mówi Maciej Sonik, szef PO w powiecie krapkowickim.
Gej za Kaczyńskim
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w wyświetlanej obecnie w telewizji
reklamie sieci komórkowej Tak-Tak Morawski wciela się w geja, który
bezczelnie narzuca się Kubie Wojewódzkiemu. – Podczas kręcenia reklamy
wyjaśniłem Wojewódzkiemu, że jestem totalnie heteroseksualny. On powiedział,
że nie ma sprawy – tłumaczy lekko zawstydzony Morawski. Przypomnijmy, że Lech
Kaczyński stracił w sondażach po tym, jak jako prezydent miasta sprzeciwił
się paradzie gejów w Warszawie.
– Zdecydowaliśmy się na aktorów, bo oni są zawodowo najlepiej przygotowani do
grania w spotach reklamowych. Zdjęcia tych statystów znalazły się również w
reklamówkach prasowych, bo chcieliśmy utrzymać tożsamość z kampanią
telewizyjną – mówi Michał Kamiński, wiceszef sztabu PiS. Przyznaje, że
dopiero od reportera ŻW dowiedział się, że jeden z aktorów w innej reklamie
grał geja. – Może wybranie go było błędem. Z drugiej strony, każdy aktor ma w
dorobku różne role. Trudno nie podawać ręki Emilowi Karewiczowi, bo grał
Brunera – mówi Kamiński. Podkreśla, że nie zdarzy się, by ta sama osoba
wystąpiła w wyświetlanych po sobie spotach raz jako gej, a raz jako zwolennik
prezydenta Kaczyńskiego, bo reklamy polityczne chodzą w różnych blokach.
Odwaga i wiarygodność
Nic zdrożnego nie widzi w swoim postępowaniu sam Morawski. – To dla mnie
zwykła aktorska rola. Nie widzę konfliktu interesów, bo mam poglądy
prawicowe. W kampanii do Senatu PiS i PO zamierzają wystąpić wspólnie.
Podejrzewam, że nie ma partii, w której reklamach grają jej członkowie i
zwolennicy. Znam z castingów choćby statystów z reklamówek SDPL – mówi
Morawski.
– To nieprawda. U nas występują wyłącznie członkowie i sympatycy naszej
partii. Cieszę się, że nie musimy korzystać ze statystów. Zabieg polegający
na podaniu nieprawdziwej tożsamości osób zachęcających w reklamówkach do
głosowania na daną partię to nieelegancka manipulacja – ocenia Arkadiusz
Kasznia, rzecznik SDPL.
– Ten spot przedstawia konkretną sytuację hipotetycznego nauczyciela i
wyliczamy, ile traci na konkretnych projektach podatkowych – tłumaczy
Kamiński. Rzecz w tym, że Morawski w reklamówce PiS ostro krytykuje podatkowe
propozycje PO. „Liberalni ekonomiści proponują, aby 5 proc. najbogatszych
zapłaciło aż 10 mld zł mniej podatków kosztem reszty społeczeństwa” – mówi w
reklamówce „pan Witek”. – Model podatkowy proponowany przez PiS jest równie
prawdziwy, jak to, że na zdjęciu widzimy pana Witka – komentuje Maciej
Grabowski ze sztabu PO.
Za schizofrenię pod sąd
– To schizofrenia, że członek Platformy krytykuje propozycje podatkowe
własnej partii. Sprawą pana Morawskiego powinny się zająć wojewódzkie władze
PO i zapewne trafi ona do sądu koleżeńskiego – mówi Paweł Graś, szef sztabu
krajowego Platformy. Zaznacza, że z drugiej strony to dziwne, iż PiS musiał
podpierać swoje wyliczenia podatkowe ustami członka PO. – Mamy nadzieję,
że „pan Witek” zmieni zdanie, kiedy zapozna się z prawdziwymi propozycjami
PO – dodaje Graś