Gość: Bromberg
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.10.05, 01:33
Mam nadzieję, że pełnoletni forumowicze pójdą w niedzielę do urn i postawią
krzyżyk przy pozycji „Lech Aleksander Kaczyński”. To jest JEDYNY właściwy
kandydat na prezydenta RP, którym nie jest na pewno Donald Tusk. A dlaczego?
Proszę poświęćcie chwilę czasu i przeczytajcie moje poniższe wywody. Warto,
bo to przecież my już w niedzielę będziemy decydować o przyszłości naszej
Ojczyzny.
Lech Kaczyński jest za koncepcją Polski solidarnej, a nie liberalnej
gloryfikowanej przez Donalda Tuska. Lech Kaczyński chce zbudować Polskę na
korzeniach Solidarności, Polskę solidarną, czyli solidaryzującą się z każdą
warstwą społeczną, a nie tylko najbogatszymi. Liberalizm jest niczym innym
jak tylko wywyższaniem warstw wyższych, gdzie mniejsi nic nie maja do
powiedzenia. Podatek liniowy 3x15 jest właśnie tego przykładem, gdyż jest
wspaniałym rozwiązaniem dla bogatych, rajem podatkowym, a dla warstw średnich
i niższych jest to już lekko mówiąc niekorzystne. Najbardziej poważany na
świecie finansowy tygodnik „Financial Times” wprost wyśmiał podatek liniowy.
W skrajnym przypadku wcielenie w życie 3x15 może doprowadzić do takiej
sytuacji jaka panuje w Rosji. Tam są wyłącznie same skrajności – albo wielkie
bogactwo, albo wielka bieda. W Rosji nie istnieje takie coś jak warstwa
średnia. Rosja jest w większości rządzona przez mafię. U nas już taka mafia
rządziła – SLD. Tak, istna mafia, co zresztą stwierdził kiedyś sam Lech
Kaczyński. I właśnie Tusk jest gwarantem kontynuacji podobnych rządów. Prawo
i Sprawiedliwość wraz z Lechem Kaczyńskim chce właśnie dać temu kres, uczynić
z Polski państwo sprawiedliwe, w którym ta sprawiedliwość będzie panować, a
przestępcy będą się bać. I już widać tego efekty poprzez wyniki pierwszej
tury w zakładach karnych, gdzie Tusk oczywiście wygrał, a Kaczyński zdobywał
po kilka głosów (zdarzały się także zakłady karne, gdzie Kaczyński nie zdobył
żadnego głosu). Za Lechem Kaczyńskim przemawia zwłaszcza doświadczenie. To
przecież Lech Kaczyński był prezesem NIKu, ministrem sprawiedliwości, a
aktualnie jest prezydentem miasta stołecznego Warszawy. Skutecznie zwalczał
korupcje i przestępczość czemu nikt nie może zaprzeczyć. To przecież za
ministra Kaczyńskiego do więzień trafili bossowie gangów wołomińskiego i
pruszkowkiego. Kaczyński wziął się ostro do roboty, za mocno poruszył pewne
sprawy, które zagrażały elicie rządzącej, za co został zdymisjonowany. No
dobrze, ale przejdźmy do Tuska – jakie on pełnił odpowiedzialne funkcje
publiczne? Żadne. Pełnił tylko funkcje reprezentacyjne – był vicemarszałkiem
Senatu i wicemarszałkiem Sejmu. Na tych funkcjach też zbytnio się nie
wykazał. Będąc vicemarszałkiem Senatu występował na trybunie bodajże tylko 4
razy. Nie był nawet chociażby wojewodą. I jak tu taki niedoświadczony
człowiek może zostać prezydentem państwa polskiego? Jeśli już jesteśmy przy
doświadczeniu to należy zaznaczyć, że Lech Kaczyński jest doktorem
habilitowanym, a Donald Tusk magistrem, choć i to już lepsze od poprzednich
prezydentów III RP. Lech Kaczyński jest człowiekiem o stałych poglądach,
które od kilkunastu lat pozostają niezmienne. Tego nie możemy powiedzieć o
Tusku, który zmienia swoje poglądy w zależności od koniunktury. Będąc
założycielem KLD wspierał wraz z nim walkę o prawo do aborcji oraz był
przeciwny religii w szkołach. Teraz jakby cudownie się nawrócił. Pokazuje się
z hierarchami Kościoła zabiegając o głosy ich jak i „podległych” im wiernych.
Po 27 latach pożycia w niesakramentalnym związku, nagle bierze ślub kościelny
i to miesiąc przed wyborami. Tusk nie umie dyskutować na argumenty, co
pokazały dotychczasowe debaty telewizyjne. Przypomina raczej reklamę jakiegoś
produktu dopracowaną przez specjalistów od PR niż szczerego człowieka, który
mówi to co myśli, a nie to co go wyuczono. Wszystkie prawdziwe argumenty
obraca w ogólniki. Wg mnie Lech Kaczyński wygrywał dotychczasowej debaty
telewizyjne, przytaczał konkretne argumenty, a Tuska tylko atakował,
nietrzymał się pytań, wyszedł na śliniącego się chamskiego pyskacza. Mówi, że
stał się ofiarą czarnej kampanii, oj biedny Donaldzik, a przecież sam ostro
atakuje i to z dużą częstotliwością. „Zapomniał” o chwycie Gronkiewicz-Waltz
z hospicjami. Gronkiewicz-Waltz w specjalnie zwołanej konferencji prasowej w
jednym z warszawskich hospicjów zaatakowała Lecha Kaczyńskiego, że jako
prezydent Warszawy niedotuje stołecznych hospicjów. Przecież to jest istne
kłamstwo. UM Warszawy w 2004 r. przekazała na hospicja 560 tys. zł, w 2005r.
już 600 tys. zł, a np. taki Gdańsk czy Poznań, gdzie rządzą koledzy Tuska z
PO, przekazują na hospicja o wiele mniej, nie mówiąc już o Bydgoszczy (moim
mieście), gdzie prezydent na hospicja przekazuje całe 0 zł (słownie zero
złotych). I tutaj wychodzi czym kieruje się „człowiek z zasadami” – kłamstwem
i do tego wykorzystaniem nieszczęścia innych do swoich niecnych celów. Jeśli
już jesteśmy przy kłamstwach Tuska to należy wspomnieć także o jego
najświeższych kłamstwach w sprawie służbie jego dziadka w Wermachcie.
Rzeczywiście Jacek Kurski nie zachował się odpowiednio ujawniając nowinę o
służbie dziadka Tuska w Wermachcie, jednak należy tu zaznaczyć iż podkreślił,
że mówią o tym „poważne pomorskie źródła”, a nie jest to jego teza. Mimo
wszystko sąd partyjny Prawa i Sprawiedliwości uznał, że Kurski naruszył
statut partii, więc został usunięty. Kaczyńscy byli i są konsekwentni, w
odróżnienia do Tuska, który składał obietnice, iż jeśli okaże się, że któraś
z gazet postawi jakikolwiek zarzut któremuś z jego współpracowników, to
zostanie on zawieszony w prawach członka partii aż do wyjaśnienia sprawy. I
tak Grzegorzowi Schetynie, sekretarzowi PO i bliskiemu współpracownikowi
Tuska, poważany tygodnik „Newsweek” postawił najpoważniejszy z zarzutów,
który można postawić politykowi – zarzut korupcji. I co na to Donald?
Oznajmił spokojnie, iż poczeka na rozwinięcie sprawy. Sam Schetyna nie dość,
że jest nadal członkiem PO, to na domiar tego jest jedną z najważniejszych
postaci w sztabie Tuska. Ale wróćmy jeszcze do sprawy służby dziadka Tuska.
Po wystąpieniu Kurskiego, Tusk oznajmił iż jego dziadek nigdy nie służył w
Wermachcie. W piątek media ogłosiły, że dziadek Tuska służył jednak w
Wermachcie i nawet nie ma na to papieru iż został tam wcielony siłą.
Donaldowi po raz kolejny kłamstwo nie wyszło na dobre. Dziadek służył w
Wermachcie, nie chodzi tu o to czy dobrowolnie czy nie, a o sam fakt, bo
przecież Tusk zapewniał, że jego dziadek w Wermachcie nie służył. Teraz
wykręcał się tym, że nie znał tego faktu historii jego dziadka. Hmm, czyżby
nie dziwne?! Mgr historii Donald Tusk napisał książkę o Gdańsku („Był sobie
Gdańsk”) w której pisał m.in. o swoim dziadku o którym wspomina także w
jednym ze swoich spotów telewizyjnych („(…) dziadka aresztowało gestapo
(…)”). Czyżby dziadek nie opowiedział swemu wnuczkowi historykowi o epizodzie
służby w Wermachcie? No nie bądźmy śmieszni. Wszyscy widzimy jaka jest prawda.
„Prezydent Tusk” jest bezimienny. Po prostu wstydzi się swego imienia.
Wszędzie tylko „prezydent Tusk” i Pan Tusk. Lech Kaczyński i jego sztab lubią
się zwracać do swego oponenta – „Szanowny DONALDZIE”, co działa na Tuska i
jego sztab jak płachta na byka. Donald odziedziczył swe imię od ojca. Jego
siostra ma też dość egzotyczne imię – Sonia. Heh, śmieszny koleś.
Niestety Lech Kaczyński musi gonić Donalda, który ma po swojej stronie
niesamowity oręż – większość mass mediów. Gazeta Wyborcza i TVP1 to jedne z
wielu podmiotów ewidentnie popierających liberalnego „chemika” („człowieka z
zasadami, solami i kwasami”). Oczywiście nie jes