unsatisfied6
21.02.06, 21:00
uczłem się wtedy angieslkiego na SDSU .
było tam wiele obcokrajwoców z ciekawym pochodzeniem społecznym .
zaskoczyło mnie wielkie zainteresowanie Japonek pewnym Japończykiem -
latały za nim jak pszczoły za miodem . nie wyróżniał się od innych ,
chyba że swoją brzydotą i miernymi postępami w nauce angielskiego .
jego ubiór nie wskazywał na jego pozycję ( reszta studetów też
się ubierała jak pozostali ) . wkrótce jedna Japonka powiedziała
mi , kim ten wielki człowiek jest - to był ich jakby ksiądz czy
mnich .
miałem przyjemność pogadania z nim przy kilku okazjach - chciałem
poznać jego filozofię życia .
niegdyś siedzi i po dłuższej kontemplacji mówi - "mi się nie
opłaca uczyć psychologii - ile taki zarabia ? 100 $ na godzinę .
ja robię paszczę lwa ( to takie ich złożenie rąk do kontemplacji )
i za pogrzeb biorę 20 000 $ " .
zapytałem się go czy wierzy i odpowiedział - "Marek - mój
ojciec był mnichem , mój dziadek był mnichem - kim ja
mam zostać ? ja nie potrafię inaczej żyć . "