jotzet_byd
04.03.06, 22:09
Express Bydgoski
Rozbieranie Długiej historii
Długa 7. Tu stoi jedna z najstarszych bydgoskich kamienic. Dwa lata temu z
zagrożonego katastrofą budynku wykwaterowano mieszkańców. Rozbiórka
sąsiedniej kamienicy naruszyła konstrukcję, ściany pękały. Gdzie są winni?
Winnych nie ma. Konsekwencje ponosimy wszyscy. Gmina musiała znaleźć
mieszkania dla kilkunastu rodzin, poniosła koszty najmu i ewakuacji.
Zarządzający pustą kamienicą ADM nie jest w stanie jej ogrzać, upilnować.
Złodzieje wycinają rury, kable, kaloryfery. Bydgoszcz traci zabytek, pozbywa
się historii. Cennej, bo niewiele starówek przetrwało ostatnią wojnę.
Frontowe elementy budynku przy Długiej 7 pochodzą z 1771 roku. Był to ostatni
rok, przed podpisaniem traktatu rozbiorowego (5.08.1772), który przesądzał o
przynależności Bydgoszczy do Prus. Miasto liczyło wówczas kilkuset obywateli.
Katastrofa
Marzec 2004. Trwa rozbiórka kamienicy przy Długiej 9. Ciężki sprzęt powoduje
wibracje, narusza fundamenty. Mulisty grunt zaczyna osiadać, na ścianie
sąsiedniego budynku pojawiają się rysy, potem coraz większe pęknięcia.
Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego zarządza natychmiastową ewakuację 14
rodzin. Płacz, krzyki. Lokatorzy nie wiedzą, co spakować, jak uchronić
dobytek. Gmina szuka zastępczych lokali.
Kto zezwolił na rozbiórkę przy Długiej 9 bez zbadania jej wpływu na sąsiednie
budynki? 20.01.2004 roku takie pozwolenie wydał nowym właścicielom kamienicy,
Witoldowi i Ewie T., zastępca dyrektora Wydziału Administracji Budowlanej UM,
Maciej Głuszkowski. Zbagatelizował zarządzenie ministra infrastruktury z 2002
roku, obligujące do sporządzania ekspertyz. - Z uwagi na brak ingerencji w
posadowienie sąsiednich budynków, zatwierdzony projekt rozbiórki był
wystarczający - tłumaczył w prokuraturze. A ta nie dociekała, jak to możliwe,
że wydający decyzję zapomniał o całkiem świeżym przypadku z ul. Jezuickiej 3.
Tam także przy rozbiórce kamienicy zaczęła się walić sąsiednia „piątka”.
Wtedy wyszło na jaw, że w starej, zwartej zabudowie domów, zdarzają się
wspólne ściany. To miało być nauką na przyszłość. Nie było.
Miejscy urzędnicy zbagatelizowali ochronę zabytku, więc właściciel też się
tym nie przejął. Pozwolenie na rozbiórkę nie zezwalało naruszać fundamentów
kamienicy. Nakazywało pozostawienie piwnic i zakazywało używania na budowie
ciężkiego sprzętu. Tymczasem na Długą 9 wjechała koparka. Naruszono
fundamenty, a z piwnic zostawiono jedynie front.
Betonowa przykrywka
Jedna z lokatorek ma zdjęcia dokumentujące te fakty. Widać na nich, że z
ziemi wyciągnięto ogromne głazy. Potem dziury w podłożu szybko zalano
betonem. Jedni nazywają to dziś zażegnaniem katastrofy, inni zacieraniem
śladów. Bo nikt nie zerwie betonu, by udowodnić, że koparka zeszła poniżej
pochyłych fundamentów sąsiedniego domu, a piwnice niekoniecznie kończyły się
na froncie. - Zawinił kierownik budowy, który zdecydował o wprowadzeniu
koparki i naruszeniu fundamentów - twierdzi powiatowy inspektor nadzoru
budowlanego, Marek Jaworski. - Interweniowaliśmy, gdy ADM poinformowała o
pęknięciach. Po zalaniu betonem ławy fundamentowej i wzmocnieniu odsłoniętej
ściany przy Długiej 7, czyli 2 tygodnie po wyprowadzce, zagrożenie minęło.
Lokatorzy mogli tam wrócić.
Winnych nie ma
Lokatorzy nie wrócili. Dlaczego? Na to pytanie trudno uzyskać odpowiedź.
Prezydent nie zwrócił się do prokuratury o ustalenie winnych katastrofy, nie
zrobiła też tego ADM. - Takie doniesienie złożyła właścicielka jednego z
mieszkań w tej kamienicy, członkini wspólnoty mieszkaniowej - tłumaczy
Małgorzata Wójcik z ADM.
Fakt. Tylko Łucja S., schorowana emerytka, która przy Długiej 7 zostawiła
cały swój dorobek, postanowiła zawalczyć o sprawiedliwość. Przegrała z PZU.
Nie wypłacił jej odszkodowania. Fiaskiem zakończyła się jej walka o ukaranie
winnych katastrofy. Najpierw Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Południe
trzykrotnie umarzała dochodzenie w sprawie zagrożenia zdrowia i życia ludzi
przy rozbiórce bydynku przy Długiej. W styczniu tego roku postanowienie o
braku znamion przestępstwa przyklepał sąd. Czy to oznacza, że gmina (czyli
my, podatnicy) poniesie koszty ewakuacji mieszkańców. - Niekoniecznie -
wyjaśnia M. Wójcik z ADM. - Nasza kancelaria prowadzi w tej sprawie sądowy
spór z właścicielem posesji przy Długiej 9. Domagamy się zwrotu pewnych
kosztów.
- Nie będę się na ten temat wypowiadać - mówi Ewa T. - Mieliśmy dla ADM pewne
propozycje, ale ta przerwała rozmowy.
Fakt. Tuż po ewakuacji lokatorów z Długiej 7, państwo T. kierują do prezesa
ADM, Jarosława Urbańczyka, pismo: „Zwracamy się z propozycją zamiany 10
lokali mieszkalnych w nowo budowanym budynku przy Długiej 9 na całą
nieruchomość, zagrożoną katastrofą budowlaną, przy Długiej 7. Wartość rynkowa
mieszkań 1,5 mln zł”.
Zgody nie ma. Dlaczego? - Przy Długiej 7 mieszkało 14 rodzin, były tam też 3
lokale użytkowe - tłumaczy M. Wójcik. - 10 mieszkań, proponowanych przez T.
tego nie równoważyło.
A potem władze miejskie wcale nie interesowały się niszczejącą kamienicą przy
Długiej 7. Złodzieje rozkradli, co się dało. Ze świeżo wyremontowanego
mieszkania Łucji S. wynieśli konwektory, bojler, miedziane rury. Ona sama
żyje na walizkach. Wprawdzie przez rok ADM płaciła jej za wynajem mieszkania
przy Gołębiej, ale od kwietnia ub.r. wszystko ma opłacać sama - 600 zł
miesięcznie. - Z emerytury? - pyta. - Przecież miałam swoje mieszkanie. Nie
ja spowodowałam katastrofę. Przeciwnie, usiłowałam jej zapobiec.
Łucja S. ma na to dowody. W 1998 r. wystosowała skargę do dyrektora Wydziału
Urbanistyki, Architektury i Nadzoru Budowlanego, Michała Holki, a także do
samorządowego kolegium odwoławczego. Oprotestowała decyzję rozbiórki
sąsiedniej kamienicy, prorokując, że „bliskość ścian i fundamentów oraz
robienie wykopów doprowadzi do budowlanej katastrofy”. Wsparł ją ówczesny
wiceprezydent, Bronisław Baranowski. Sprawa ucichła. Ówcześni właściciele
budynku przy Długiej 9, państwo F., odstąpili od budowy.
Temat wrócił po 5 latach. Nowi już właściciele, Ewa i Witold T., dostali
zgodę na rozbiórkę bez odpowiednich ekspertyz i zabezpieczeń. Prorokowana
przez Łucję S. katastrofa stała się faktem. Za to ona sama została, w ocenie
paru osób i instytucji, mącicielką. Państwo T. zarzucali, że to oprotestowana
przez nią i z tego powodu przeciągająca się budowa nowej kamienicy
doprowadziła do katastrofy. Ich wersję przyjęła nawet prokuratura.
Rykoszet
Śledczy też najwyraźniej mieli dość jej skarg, bo nagle z osoby poszkodowanej
(w wyniku katastrofy) Łucja S. stała się oskarżoną.
- Pani prokurator - żali się kobieta - ta sama, która odmówiła mi włączenia
do materiału dowodowego zdjęć dokumentujących przyczyny katastrofy, oskarżyła
mnie o kradzież dokumentów. Mój adwokat zauważył brak w aktach pewnej
ekspertyzy. Powiadomił prokuraturę, a ta wszczęła śledztwo.
A kozłem ofiarnym, wobec wykluczenia pracowników prokuratury, została pani
Łucja. - Najśmieszniejsze jest to - komentuje pani S. - że zginęła podobno
ekspertyza, która wspierała moje wywody w sprawie przyczyn katastrofy.
Co będzie z kamienicą przy Długiej 7? Gmina właśnie zdecydowała się
zaoferować 4 właścicielom zostawionych tam mieszkań lokale zamienne. Teraz ma
100 proc. udziałów i może ogłosić przetarg. Czy nabywca zdecyduje się ratować
zabytek? A może cierpliwie zaczeka na atrakcyjny teren po rozbiórce?