Po co ta dyskusja o Unii

27.01.03, 19:28
Marnowanie czasu . Kto pójdzie głosować ?
Ludzie tak biedni , że dzieciaków na ferie
nie wyslali , a my tu wielkie debaty .

Za rok jak się rząd zajmie tylko propagnadą
pro unijną , to nie wiem czy komuś
starczy na rachunek za tv , żeby
sie tą propagandą ładować .
    • Gość: eh Re: Po co ta dyskusja o Unii IP: *.sympatico.ca 28.01.03, 13:23
      Sciaga do egzaminu


      -czyli bedzie lepiej, ale gorzej


      Surrealistyczny swiat

      --------------------------------------------------------------------------------

      Po szczycie w Kopenhadze wicepremier wyliczał, że każdy rolnik, który ma ponad
      hektar ziemi rolnej, dostanie rocznie po około 400 złotych na jeden hektar.
      Teraz Bruksela nalega na zmianę tych zasad, co oznaczałoby, że nasze rolnictwo
      otrzyma znacznie mniej pieniędzy. Jednocześnie Polska musiałaby zbudować dwa
      kosztowne systemy IACS do zarządzania dopłatami - informuje "Gazeta Wyborcza".

      Bruksela podważa też inny sukces z Kopenhagi - wysoką hurtową kwotę mleczną -
      ilość mleka, jaką będą mogły od rolników skupować mleczarnie. Wywalczone przez
      nas osiem i pół miliona ton to znacznie więcej, niż skupują teraz - czyli
      szansa na rozwój. Bruksela chciałaby jednak tę kwotę zmniejszyć na podstawie
      wielkości skupu z 2003 roku

      info.onet.pl/636419,11,item.html

      a swoja droga, czy ktos, moze po za zwolennikami Millera wierzył, ze UE
      dotrzyma zobowiązań?
      Przeciez to chore- od kiedy to socjalisci i inna euro-lewica dotrzymuja slowa?
      _________________
      "Kiedy pierwszy raz wejdę w jakieś zgromadzenie
      Patrząc na ludzi, badam pierwsze ich spojrzenie
      Mądrzy spojrzą najpierw na mą nogę prawą
      Głupi najpierw na lewą, którą mam kulawą"
      Adam Mickiewicz
      umieszczono tam ciekawe zdania:

      "Z kolei polscy negocjatorzy tłumaczą, że nic nie wiedzieli. Choć od września
      prosili o wyjaśnienie tej kwestii, Komisja milczała...................W
      Kopenhadze - w ferworze negocjacji - o tym ważnym elemencie zapomniano ."



      Moze i faktycznie nie wiedzieli. Wszak w w Kopenhadze po angielsku rozmawiac
      trzeba było, a nasi negocjatorzy raczej rosyjskim biegle władają :))

      A propos jezyków to na "innych stronach integracji" zauważono słusznie , iz
      polscy negocjatorzy poczytywali sobie za sukces, iż j. polski po wejsciu do UE
      zostanie uznany za jeden z 80-ciu urzędowych.
      Tymczasem- to norma, ze jezyk kraju czlonkowskiego staje sie urzedowym... zaden
      sukces:)
      --------------------------------------------------------------------------------

      Alez nie mowmy to o jezyku rosyjskim, tylko o absurdzie zwanym "integracja" i
      ile bedzie on nas i nasza gospodarke kosztowal. Poniewaz dla wielu to
      kompletnie nie dociera, nie bede juz nawet mowil, ze UE to koniec naszej
      suwerennosci. Dla was dla ktorych kasa jest najwieksza wartoscia dodam jednak,
      ze i tak drakonskie podatki beda jeszcze wyzsze w euro-raju. W kuluarach
      Brukselskich nie od dzis mowi sie o "uniformizacji" stawki PIT-u na poziomie 30
      proc. liniowego. Dodam do tego np. limity produkcyjne, czyli sztuczne
      krepowanie tak kochanego "wolnego rynku" (co na to euro-liberalowie ?) oraz
      wszelkiej masci regulacje. Przypmne takze, ze tak samo Prodi jak i Huebnerowa
      potwierdzili, ze po "wejsciu" do UE, "konieczne" bedzie zatrudnienie kolejnych
      100,000 (STU TYSIECY !) urzednikow do administrowania euro-systemem, a p.
      Michaele Schreyer sama przyznala, ze Polska bedzie do Bruskelskiej kasy
      doplacac po 2,5 mld euro rocznie. Zapytam - skad na to pieniadze i czy warto je
      wydac ?

      To wszystko moze sie wydawac nieznaczne, ale jezeli dodamy te wszystkie koszta
      razem, to otrzymujemy wyraznie ujemny bilans "naszege wejscia" do UE. Czy nadal
      sie oplaca ? Moim zdaniem - NIE.
      _________________
      "Jestem Polakiem, wiec mam Polskie obowiazki" - Roman Dmowski

      "Wymysl glupote, a lewica wprowadzi ja w zycie."



      Jeśli chodzi o dopłaty w systemie uproszczonym to dziś już się mówi o 323 zł
      (tzn. TVP Pr I z 27.01 br.). Natomiast jeśli KE się uprze to będzie mniej, gdyż
      wg najnowszych wiadomości tylko część (owe osławione 25%) ma być wypłacane w
      systemie uproszczonym, zaś kwoty ponad tą stawkę mają wynikać z dopłat do
      produkcji - tylko na te produkty, które są dotowane dziś w UE.
      I gdyby tak zostało wyjdą zapewne nici z dopłat do produkcji - jak wspominał
      RAAK-u - nie jesteśmy w stanie zbudować podwójnego systemu informatycznego do
      maja 2004. Zresztą to i tak jest pic na wodę gdyż kwota ponad 25% ma iść z
      funduszy strukturalnych - czyli przesunięcie z kieszeni do kieszeni pieniędzy,
      jakie i tak mieliśmy dostać na rozwój terenów wiejskich. Drugie źródło
      finasowania ponad 25% to budżet - czyli z podatnicy polscy będą dotowac polskie
      rolnictwo. Przy okazji tego rodzi się pytanie: czy po to mamy wejść do UE
      abyśmy mogli sobie dofinansować rolników z naszych podatników pieniędzy?


      Mlodzi maja glos

      politicus.win.pl


      No tak, moi Panstwo. Zimno jest gorace.
      • Gość: ochman Re: Po co ta dyskusja o Unii IP: 194.203.162.* 28.01.03, 13:30
        problem z murzynkiem
        Autor: mala_veroniczka@NOSPAM.gazeta.pl
        Data: 14-10-2002 11:18
        + odpowiedz na list

        + odpowiedz cytując


        Sprawa dotyczy naduzycia seksualnego i jak sobie z tym
        poradzic
        psychologicznie i dlatego prosze o porade wlasnie na tym
        forum. Wszystko
        wydarzylo sie w ostatnim tygodniu ale dreczy mnie do
        dzis. Jestesmy mlodym
        malzenstwem bez dzieci z zaledwie polrocznym starzem ale
        znamy sie ponad 2
        lata. Moj maz ma lekiego fiola na punkcie seksu ale dotad
        wszystko bylo w
        normie, no w kazdym razie do zaakceptowania.
        Urozmaicalismy sobie zycie w
        rozny sposobi raz bylo lepiej raz gorzej ale nie tak zle.
        Problem wynika w
        zasadzie z jednego – nie lubie robic mu loda. Rakiete
        owszem ale branie do
        ust jego czlonka mnie jakos odrzuca. On nie bardzo
        rozumie dlaczego i
        wypytuje mnie caly czas a ja po prostu nie wiem dlaczego.
        Czasami po pijaku
        nawet nie mam oporow ale ze nie pije to zdarza mi sie
        rzadko, ze najdzie mnie
        ochota na loda.
        Tydzien temu zdarzylo sie cos co zachwialo naszym
        malzenstem. Zeby przyblizyc
        problem napisze troche na wstepie. Czasami robimy cos ze
        soba co widzielismy
        wczesniej na przyklad na jakims filmie. Po obejrzeniu ‘9
        i pol tygodnia’
        polewalismy sie sokiem i potem lizalismy ten sok ze
        skory, albo on smarowal
        mi pepek drzemem a potem wylizywal – nawet fajne uczucie
        choc nie wylizywal
        do konca i potem troche nasze brzuchy sie kleily. Ale to
        szczegol. No i
        wlasnie poprzedniej soboty jak wrocilismy z kanjpy i on
        byl troche na muszce
        a ja nie to stalo sie to glupie zdarzenie. Ja juz lezalam
        w lozku a on
        poszedl do kuchni i wrocil z murzynkiem na czlonku.
        Murzynek to taka kremowka
        na wafelku oblana czekolada. Tlumacze dla tych co moze
        mysle, ze murzynek to
        jakies czarne dziecko. On zdjal ten wafelek i nasadzil
        sobie tego murzynka na
        czlonka i podszedl do mnie prowokujaco i stanal przy
        lozku. Ja akurat
        zupelnie nie mialam ochoty na seks szczegolnie ze jak on
        jest pod muszka to
        wszystko trwa kilka sekund i tylko jemu dobrze.
        Oczywiscie, wyczulam dobrze
        jego aluzje ale o lodzie nie moglo byc mowy. Wiec zdjelam
        mu tego murzynka z
        czlonka i rozplaszczylam na jego brzuchu. Tak niby zartem
        i smiejac sie bo
        nie chcialam go urazic ale on sie wsciekl. No moze nie
        tak calkiem ale
        polozyl sie ostentacyjnie na lozku z tym rozmazanym
        murzynkiem na brzuchu i
        pokremowanym czlonkiem i tak lezal nieprzykryty i
        nadasany jak nie wiem co. A
        ja nic i udalam, ze ide spac i tyle tego bylo. Rano cale
        lozko bylo ubabrane
        tym murzynkiem bo on sie oczywiscie nie poszedl umyc
        tylko jak mowil czekal
        na moja akcje i reakcje. No to sobie czekal. Ale ja nie
        bede robila loda
        pijanemu facetowi nawet jezeli jest moim mezem.
        W poniedzialek sprawa sie pogorszyla bo okazalo sie, ze
        po tym murzynku on
        dostal jakiejsc infeksji wewnetrznej. Bardzo go bolalo
        jak sikal i nawyzywal
        na caly swiat, ze pewnie dostal salmonelli i ze wszystko
        przez mnie.
        Powiedzialam, ze zamiast narzekac na caly swiat niech
        lepiej pojdzie do
        lekarza ale on nawet slyszec nie chcial. Troche zreszta
        go rozumiem no bo jak
        mialby powiedziec o tym murzynku? Cala przychodnia by sie
        potem z niego
        smiala a i po miescie moglo by sie rozniesc.
        We wtorek przyszedl z pracy calkiem obolaly i blady. Ale
        najgorsze bylo to,
        ze jego kolega, ktoremu sie zwierzyl powiedzial, ze na
        takie cos najlepszym
        lekarstwem jest jak mu ktos obciagnie. To znaczy, ze
        zrobi wlasnie tego loda.
        No i on glupi uwierzyl i przyszedl do mnie wprawdzie
        grzecznie ale
        opowiedzial wszystko i ze ja mam mu niby tego loda
        leczniczo zrobic. Ja na
        to, ze nawet niech nie marzy bo co on sobie w ogole
        mysli, ze ja mam potem
        zlapac ta jego salmonelle po tym starym murzynku?! On
        troche mi przyznal
        racje ale powiedzial, ze jest to sprawdzony indianski
        sposob i ze ja moge
        potem wszystko wypluc i na pewno sie nie zaraze. Ja mu na
        to powiedzialam, ze
        na pewno to ja mu tego loda nie zrobie. Ale sprawa sie na
        tym nie skonczyla.
        On powiedzial, ze jak nie to nie ale on sprawe juz tam
        jakos zalatwi.
        Oczywiscie, on nie jest taki wygimnastykowany, ze moglby
        to zrobic samemu
        wiec zapytalam go, czy pojdzie z tym do lekarza. A na to
        on powiedzial, ze on
        juz znajdzie lekarke na ten bol. No i to oczywiscie byla
        aluzja, ze on moze
        pojsc do burdelu i zaplacic za to obciagniecie.
        Powiedzialam, ze jak to zrobi
        to koniec z nami a on mowil, ze sama jestem sobie winna
        bo nie chce a on
        widzi tylko jedyny ratunek w tym obciagniecie. No to sie
        zgodzilam i na
        koniec mimo wszystko tylko w celach leczniczych to nawet
        chcialam mu zrobic.
        Ale nic z tego nie wyszlo bo go tak strasznie bolalo, ze
        przeszla mu od razu
        jakakolwiek ochota na tego loda. Mnie zreszta takze
        odrzucalo bo caly czas
        myslalam o tej salmonelli.
        Potem bylo troche lepiej z dnia na dzien i jakos mu ten
        bol przechodzil. No i
        w ostatnia sobote calkiem mu przeszlo i bylismy znowu w
        knajpie i po tej
        knajpie on znowu zrobil ten sam numer! Tym razem to juz
        bylo calkowite
        przegiecie bo te murzynki mimo, ze z lodowki to po
        tygodniu byly juz naprawde
        stare i jezeli jest w nich salmonella to co to moglo
        znaczyc? On sie
        zwyczajnie nade mna znecal. Powiedzialam mu, ze zdrunial
        do reszty ale jak tu
        z pijanym rozmawiac. Poza tym nie mialam ochoty znowu
        prac przescieradla i
        poszewki. Powiedzialam, ze zrobie mu w lazience ale tam
        wzielam tego murzynka
        i wyrzucilam do kibla o jemu tylko umylam i powiedzialam
        by sobie poszedl
        spac. Byl zmeczony i usluchal ale ja nie moglam zasnac i
        przewracala sie na
        lozku cala noc. No bo jak tak ma byc caly czas, ze on
        bedzie przychodzil z
        tym murzynkiem do lozka to ja nie wytrzymam, nawet jezeli
        to bedzie tylko po
        pijaku. Pomozcie cos, ratunku!
        • unsatisfied6 Re: Po co ta dyskusja o Unii 28.01.03, 20:14
          No wlasnie . Po co o wejściu do Uni ?
          • Gość: eh Re: Po co ta dyskusja o Unii IP: *.sympatico.ca 28.01.03, 21:48
            Kobiety czesto pisza madrze, mezczyzni czasami !



            Panie Grzegorzu, niestety nie ustrzegł się Pan argumentów powszechnie wbijanych
            do głowy przez media i chyba nawet nie zastanowił się Pan, czy te argumenty
            mają sens.

            Polska jako żywo nie jest podobna do Portugalii (czy choćby Hiszpanii, jak by
            tego chciały euro-entuzjastyczne media), gdyż w jej dochodzie narodowym, na
            który się Pan powołuje, sporą część stanowią wpływy z turystyki. Nawet nie
            próbuję porównywać, jakie dochoty na tym obszarze ma Polska.
            Powinien Pan też wiedzieć, że "biedniejsze kraje Unii", do których często się
            przyrównuje Polskę, miały o wiele korzystniejsze warunki przystąpienia do UE -
            pełne dopłaty, wyższe fundusze strukturalne, okresy przejściowe na zniesienie
            ceł, itp. Były również w stanie w o wiele większym stopniu wykorzystać
            fundusze, bo miały we własnej kasie pieniądze na wymagany własny wkład w unijne
            inwestycje.

            Pana argument o tym, że nie traci się w Unii tożsamości narodowej, jest prosty
            jak grzbiet złożonej Gazety Wyborczej. Tak, tak... Irlandczycy sa
            Irlandczykami, Włosi Włochami, itd. Ale może wziąłby Pan łaskawie pod uwagę
            unijną zasadę swobodnego przepływu ludności i osiedlania się, gloryfikowanie
            praw mniejszości narodowych ponad prawa większości, a wreszcie federalne
            superpaństwo z jednym rządem, parlamentem, konstytucją, walutą, armią, policją,
            itd., w stronę którego wyraźnie zmierza Unia. Wszystko zmierza ku
            centralizacji, ku jednej "unijnej" polityce, w której głosy społeczności
            narodowych przestają się liczyć. Przecież to wszystko pracuje na rzecz Wielkiej
            Idei Stanów Zjednoczonych Europy z jednym "europejskim narodem", w którym nie
            ma miejsca na tradycyjnie pojmowaną narodowość, bo będzie ona zaledwie lokalnym
            kolorytem. Przeciez efekt takich działań daje się wyraźnie przewidzieć,
            mieliśmy na to przykład w innym Wspaniałym Sojuzie, po którym niekóre nacje
            byłego ZSRR do dzis nie mogą się otrząsnąć z mentalnego sowietyzmu. Ja
            osobiście takiego eksperymentu w Polsce sobie nie życzę, ale euro-entuzjastom
            zdaje się wszystko jedno, czy ich dzieci będa się czuły najpierw Polakami czy
            Europejczykami.

            To, że 20% obywateli krajów unijnych nie wie, że ich kraj jest członkiem UE,
            dowodzi tylko tyle, że nic ich nie obchodzi, co dzieje się z ich ojczyzną. A
            więc dla mnie argument ten - jako wysuwany pod adresem przeciwników UE - jest
            zupełnie chybiony, bo nas jak najbardziej obchodzi, co się będzie działo z
            Polską. Sorry, ale to, co myślą obywatele UE w tej kwestii, jest dla mnie
            kiepskim punktem odniesienia.

            Co do Norwegii chyba się zgadzamy, że mieli olej w głowie odmawiając
            członkostwa. Ale czy nie przyszło Panu do głowy, że Polska ze swoimi bogactwami
            naturalnymi i położeniem w Europie mogłaby osiągnąć całkiem niezłą pozycję (nie
            twierdzę, że identyczną, jak Norwegia), gdyby jej elity troszczyły się najpierw
            o interes narodowy, a nie o interes innych państw? Przecież na wejściu do UE
            tracimy nie tylko w wymiarze bilansu "dostaniemy-wpłacimy", do tego dochodzi
            cała masa innych strat. Długo by je tu opisywać, ale można je skwitować trzema
            wyrazami: wrogie przejęcie Polski, całkiem na podobieństwo przejmowania
            przedsiębiorstw. Gdyby się Panu i innym Panu podobnym tak nie spieszyło do
            Euroraju, to Polska miałaby szansę wzmocnić swoją pozycję, a wtedy karty byłyby
            inaczej rozdawane.

            Wybaczy Pan, ale cierpi Pan na jakiś bzdurny kompleks narodowej niższości, od
            którego przeciwnicy UE w Polsce są kompletnie wolni... i chyba dlatego się nie
            rozumiemy.

            To, że Niemcy wykupią spory płat Polski jest chyba oczywiste jak wschód słońca
            po nocy - nie wiem, dlaczego Pan twierdzi: "wiem że nie bedzie to zjawisko na
            skale masową"... Przecież u nas ziemia jest wielokrotnie tańsza, Niemcy nie
            wyzbyli się ciągot do "swoich pruskich ziem", niejedni mają jeszcze
            przedwojenne akta własności, podczas gdy Polacy mają tylko wieczystą dzierżawę,
            którą wyśmieje każdy trybunał europejski zanim lekką ręką przyzna zwrot ziemi i
            nieruchomości "prawowitym właścicielom". Przepraszam, ale to jest tak
            oczywiste, że nie chce mi się wchodzić w szczegóły. Czy Pan nigdy nie uczył się
            historii i nie dostrzega, do czego zawsze dążyły Niemcy? A może sądzi Pan, że
            czasy się zmieniły, i teraz już jest cacy? To przeciez Niemcom najbardziej
            zależy na naszym szybkim wejściu do UE, bo oni przy tej okazji chcą jak
            najszybciej w pełni realizować swoje interesy.

            Pana przykład z USA chyba tylko pokazuje, gdzie przeciętny Polak upatruje
            swojego "raju". Ciekawe, że używa Pan przykładu USA, żeby pokazać, do czego
            może dojść UE jako Stany Zjednoczone... Naprawdę Pan w to wierzy? Przecież USA
            nie powstały na przestrzeni kilkudziesięciu lat za pomocą paru traktatów i
            zlepku socjalistycznych dyrektyw kierowanych do państw i narodów szczycących
            się własną historią i tradycją. Czy Pan nie widzi, że polityka wewnątrz Unii
            polega na zabezpieczaniu własnych interesów przez poszczególne państwa? Każdy
            chce najlepiej dla siebie, co jest w pełni zrozumiałe, skoro na głównych
            włodarzy Unii próbują się kreować Niemcy i Francja. Unia ma "zrobić dobrze"
            głównie Niemcom i Francji, więc niech mi Pan tu nie prawi banałów, że tylko
            jako Stany Europy osiągniemy pozycję równoważną pozycji USA. Tam PKB jest
            wyższy, a tu jest niższy i od lat stoi w miejscu. To se ne da, Panie
            Havranek...

            Pan: **Unia Europejska gwarantuje też brak wojen na naszym kontynencie które
            rujnowały Europe przez setki lat, **

            A na jakiej podstawie raczy Pan łaskawie to twierdzić? Bezpieczeństwo militarne
            mamy ponoć obstalowane dzięki NATO, więc po co tu UE? I owszem, Unia pracuje
            nad własną policją i armią, ale skąd Pan wie, czy nie po to, żeby mieć sposób
            na trzymanie nieposłusznych tubylców "za mordę"? Czy i tutaj wypróżni Pan w
            naszą stronę jakiś piękny ogólnik?

            Pan: **Można więc powiedzieć iż osoby przeciwne Unii, są nacjonalistami....a to
            się źle kojarzy... **

            No, to wytoczył Pan argument godny GazWyb, TVP, Polityki, Newsweeka, Wprost i
            kogo tam jeszcze, razem wziętych. To naprawdę żałosne, że dał się Pan tak
            otumanić, skoro uważa Pan, że obrona interesu Polski to "źle kojarzący się
            nacjonalizm". Proszę jeszcze oskarżyć nas o ksenofobię, antysemityzm,
            oszołomstwo, populizm, a może nawet i faszyzm, a wtedy usłyszymy dobrze nam
            znany komplet epitetów. I Pan twierdzi, że używa własnych argumentów, a nie
            zasłyszanych w mediach?

            Prosze powiedzieć, czy np. rodzina ma prawo troszczyć się przede wszystkim o
            własne dobro, a nie dobro całego bloku czy osiedla? Czy odmawia Pan narodowi
            prawa do dbania przede wszystkim o własny interes i dobro swojej Ojczyzny?

            Niech Pan przestanie smęcić, że poparcie dla UE to przejaw patriotyzmu, bo Pan
            po prostu nie wie, o czym Pan mówi, Waćpanku... aż dziw, że to słowo przeszło
            Panu przez klawiaturę!

            Zdrowego myślenia życzę,

            Goska K.
            • Gość: ochman Re: Po co ta dyskusja o Unii IP: 81.5.147.* 28.01.03, 21:51
              KUCHNIA JAPOŃSKA
              Autor: isis!@NOSPAM.gazeta.pl
              Data: 29-11-2002 00:39 + odpowiedz na list

              + odpowiedz cytując


              --------------------------------------------------------------------------------
              W sierpniu dane mi było pobyć w Hiroshimie. Jeśli ktoś jest zainteresowany -
              wklejam obserwacje stamtąd. Od razu zaznaczam, że wtedy były to dla mnie
              niesłychane nowości, nie wiedziałam nic dosłownie o tej kuchni, oprócz tego,
              że żrą sushi. Nie zniechęcajcie się więc słowami laika (wtedy!) i czekajcie
              na jeszcze.

              Eksperymenty z jedzeniem
              Autor: isis!@NOSPAM.gazeta.pl
              Data: 23-08-2002 03:07
              ------------------------------------------------------------------------------
              Zaczelam probowac dziwnych potraw. Wczoraj kupilismy sobie cos dziwnego do
              picia - wiekszosc Japonczykow to brala. Butelka plastikowa, a na niej jakies
              zielone rysunki zboz. No i same krzaczki - brak napisow w jez. angielskim.
              Ale zaryzykowalismy. Fuuuuuuu!!!!! Ziolka jakies, ale cuchnace jak gnojowka.
              Poniewaz bylo zimne, wypilismy. Ale smak czulam jeszcze po dwoch godzinach.
              I mialam wrazenie, ze opary sie unosza wokol mnie.
              Potem wzielam w bufecie konferencyjnym bulke. Bulka jak bulka. Slodka, nawet
              dobra, az doszlam do wnetrza. W srodku byla czerowna fasola. Fuuu.
              Wieczorem Takayuki Kumada zaprowadzil nas na kolacje. Wzielam
              zupke i lososia pieczonego w folii. Zupka to nie tyle zupka, co bar zupkowy.
              Dostaje sie miseczke i mozna podchodzic ile razy sie chce, probujac
              wszystkich mozliwych rodzajow. Skorzystalam z tej mozliwosci, ale zostawilam
              troche miejsca na lososia. Wszystkie zupki byly OK, ale najlepsza kurczakowa
              z grzybkami i morska. Losos byl rewelacyjny! Nie pachnial ryba, dostalam duze
              dwa kawaly plywajace w brazowym sosie (w misce zakrytej folia). Na wierzchu
              mial jakies grzybki, ale nie wiem jakie. W smaku przypominal nasze sledzie
              opiekane - taki troche slodko-kwasny. Pycha. Do tego 2 gorace buleczki i woda
              z lodem bez ograniczen. Maz zamiast zupki mial bar salatkowy, a zamiast
              losia - kurczaka na ostro. Wygladal jak kaczka. Sake jeszcze nie pilam, bo
              Takayuki nie jest bogaty, a on zapraszal. Nie chcielismy wiec go naciagac.
              W hotelu zjedlismy jeszcze deser - takie kokosowe cos z plywajacymi w srodku
              przezroczystymi galaretkami. Mniam!
              Rano na sniadanie oprocz potraw europejskich, wzielam sobie marynowane
              warzywa i owoce i zupke MISO. Dobra, ale nie moglam okreslic smaku... Na dnie
              byly jakies glony...
              Maz wzial rybki (niektore ponoc surowe, brrr...) i czarne glony. Fu.
              Odrzucilo go.
              Troche mi sie w brzuchu kotluje po tych eksperymentach, ale dzielnie bede
              probowac nastepnych nieznanych rzeczy. W granicach rozsadku, oczywiscie.

              Re: Eksperymenty z jedzeniem
              Autor: Gość: Lolek IP: *.imr.tohoku.ac.jp
              Data: 23-08-2002 03:22

              Zupka miso jest robiona z pasty miso (pasty z fermentowanej soi), wywaru z
              ryby (tzw. dashi, czyt. "dasi"), glonow i czesto kawalkow tofu. Czasem
              Japonczycy dodaja do niej rozne roznosci - grzybki, kawalek kapusty,
              etc. Ja to bardzo lubie...

              Bankiet
              Autor: isis!@NOSPAM.gazeta.pl
              Data: 25-08-2002 02:52
              ------------------------------------------------------------------------------
              To byl juz drugi, bo pierwsze bylo przyjecie powitalne.
              Nauczeni wczesniejszym doswiadczeniem, ustawilismy sie blisko `centrum
              kelnerow`, bo tam byla whisky, a na stolach tylko piwo i soczek. Ale o ile na
              pierwszym przyjeciu mozna sie bylo najesc i jeszcze duzo zostalo, o tyle na
              tym zaobserwowac mozna bylo `nalot szaranczy`. Kazde wylozenie przez
              skosne panienki na stolach kolejnego dania to byl kolejny atak wyglodnialych
              konferencjowiczow. Doszlo do tego, ze niektorzy (zwlaszcza Ruscy), biegali ze
              swoim talerzem i widelcem za kelnerami z taca. Amerykanie (w wiekszosci po
              lunchu) mieli niezly ubaw. Najpierw podano sushi (lepsze niz za pierwszym
              razem), potem krewetki, salatke ziemniaczana i kurczaka w kawalkach (do niego
              rozne sosy), nastepnie kurczaka w sosie i ziemniaki w skorkach i
              aromatycznych ziolach, potem makaron typu spaghetti z boczkiem i grzybkami
              (nigdy nie przyszloby mi do glowy, ze na `stojacym` przyjeciu mozna podac
              makaron... A tu nikt sie nie upapral i nie zostaly szczatki makaronu na
              scianach, hehe), a na koniec koreczki serowo-winogronowe (z tym, ze winogrona
              maja ogromne). Przyjecie wydala firma z Oxfordu, wiec w trakcie puszczano
              jakies filmy na ekranie, ale nikt nie patrzyl na ekrany - oczy wszystkich
              utkwione byly w zawartosci talerzy. Z luznych obserwacji wspomne jeszcze, ze
              byl kelner, ktory bez przewy poprawial sobie `klejnoty`, Gruzin podrywal
              kelnerke w celu zrobienia sobie z nia zdjecia, Czeszka poderwala Niemca, a
              Holendra trzeba bylo wynosic. Znajomy Rusek chodzil dla mnie po kolejne
              szklaneczki whisky, proszac o czyste, bez lodu (czyt. nierozcienczone, bo
              oprocz lodu dodawano jeszcze wody), tak, ze w sumie bylo baaaardzo fajnie.

              cdn...

              • unsatisfied6 Re: Po co ta dyskusja o Unii 28.01.03, 21:58
                ????
                • Gość: Ted® Re: Po co ta dyskusja o Unii IP: proxy / 209.88.59.* 29.01.03, 14:38
                  www.ukie.gov.pl/14powodow/makro/stereo.pdf
Pełna wersja