Czy można się zakochać....

29.01.03, 20:40

wirtualnie?
    • letalin Re: Czy można się zakochać.... 29.01.03, 20:47
      Czy nie może się nam zdarzyć coś , co innym tyle razy się zdarzało...
      • cygne Re: Czy można się zakochać.... 29.01.03, 20:55
        letalin napisał:

        > Czy nie może się nam zdarzyć coś , co innym tyle razy się zdarzało...

        Czyli jednak może?
        W takim razie jak się tego pozbyć?! Czy sa może jakieś szczepionki
        uodparniajace, żeby nie wpaść niechcący w czyjes macki?
        • letalin Re: Czy można się zakochać.... 29.01.03, 21:10
          cygne napisała:

          > letalin napisał:
          >
          > > Czy nie może się nam zdarzyć coś , co innym tyle razy się zdarzało...
          >
          > Czyli jednak może?
          > W takim razie jak się tego pozbyć?! Czy sa może jakieś szczepionki
          > uodparniajace, żeby nie wpaść niechcący w czyjes macki?

          Najlepiej sprawdzić w realu...Ja się przejechałem ( przeleciałem) do Włoch,
          zobaczyłem kawałek świata, fajną dziewczynę, która po dwóch dniach powiedziała,
          że mnie nie kocha. Niczego nie żałuję, coś zawsze zostaje...
    • unsatisfied6 Re: Czy można się zakochać.... 29.01.03, 20:56
      cygne napisała:

      >
      > wirtualnie?
      nie , chyba że to będzie wirtualna miłość .
      • cygne Re: Czy można się zakochać.... 29.01.03, 20:59
        unsatisfied6 napisał:

        > cygne napisała:
        >
        > >
        > > wirtualnie?
        > nie , chyba że to będzie wirtualna miłość .


        "Czy to jest miłość, czy to jest kochanie..." śpiewa Grechuta
        Wirtualna miłośc bez zakochania , co to za twór?
        • Gość: #kasia Re: Czy można się zakochać.... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 21:31
          mozna
        • unsatisfied6 Re: Czy można się zakochać.... 29.01.03, 21:44
          cygne napisała:

          > unsatisfied6 napisał:
          >
          > > cygne napisała:
          > >
          > > >
          > > > wirtualnie?
          > > nie , chyba że to będzie wirtualna miłość .
          >
          >
          > "Czy to jest miłość, czy to jest kochanie..." śpiewa Grechuta
          > Wirtualna miłośc bez zakochania , co to za twór?

          Nie wiem
    • Gość: Gość z Łodzi. Re: Czy można się zakochać.... IP: 4.2.* / *.lodz.mm.pl 29.01.03, 23:14
      Można!!!
    • Gość: Fore Re: Czy można się zakochać.... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 30.01.03, 08:14
      Z zakochaniem to nie wiem,
      ale jak widać z niechęcia graniczącą nienawiści jest łatwo ;)
    • Gość: sfearus Re: Czy można się zakochać.... IP: *.dostep.pl 30.01.03, 08:34
      Nie!!! to już nie na moje siły, po przeczytaniu tych wszystkich wypowiedzi
      rozpadłem się na atomy lub jak kto woli na części pierwsze, i doszedłem do
      wniosku że świat w którym przyszło mi żyć całkiem się pomieszał...brak mi
      słów...
      • sdb Re: Czy można się zakochać.... 30.01.03, 09:24
        Dlatego ze mozna sie wirtualnie zakochac?
    • Gość: [B]B Re: Czy można się zakochać.... IP: *.avaya.com 30.01.03, 09:29
      NIE!
    • Gość: sfearus Re: Czy można się zakochać.... IP: *.dostep.pl 30.01.03, 09:53
      A właśnie że tak!!! bo nieczaje tego mój mózg niechce tago przyjąć do
      wiadomości jak można zakochać się w kimś kogo nie widzimy, z kim nie rozmawiamy
      w oko w oko, opis też niczego nie oddaje bo i tak Twój umysł ukształtuje Tą
      osobę na swoją modłę, czyli tak jak byśmy chcieli aby ona wyglądała... dzisiaj
      wirtualna miłość, a jutro co?... świat pędzi do przodu przez co zatracamy
      własne ja, rzeczywistość już się nieliczy...smutne ale co jeszcze gorsze
      prawdziwe...
      • Gość: Wiech Re: Czy można się zakochać.... IP: 217.97.134.* 30.01.03, 10:00
        Gość portalu: sfearus napisał(a):

        > A właśnie że tak!!! bo nieczaje tego mój mózg niechce tago przyjąć do
        > wiadomości jak można zakochać się w kimś kogo nie widzimy, z kim nie
        rozmawiamy
        >
        > w oko w oko, opis też niczego nie oddaje bo i tak Twój umysł ukształtuje Tą
        > osobę na swoją modłę, czyli tak jak byśmy chcieli aby ona wyglądała...
        dzisiaj
        > wirtualna miłość, a jutro co?... świat pędzi do przodu przez co zatracamy
        > własne ja, rzeczywistość już się nieliczy...smutne ale co jeszcze gorsze
        > prawdziwe...

        pic na wodę fotomontaż!
        zakochasz sie co najwyżej w swoim wyobrażeniu, a nie w Tamtej Drugiej Stronie.
        a zresztą taka 'miłość' to tylko okaleczona namiastka - pisanie listów, postów,
        czy czego tam jeszcze nie zastąpi przebywania razem ze wszystkimi tego
        aspektami! Rozmowa, spojrzenie, dotyk i - nie ma co kryć - miłość w aspekcie
        fizjologicznym nijak nie dadzą się zastąpić klawiaturą i monitorem.
        • Gość: [B]B Re: Czy można się zakochać.... IP: *.avaya.com 30.01.03, 10:17
          To wszystko bylo w moim slowie "NIE!"
          Bravo!
        • cygne Re: Czy można się zakochać.... 30.01.03, 13:26
          Gość portalu: Wiech napisał(a):

          pic na wodę fotomontaż!
          > zakochasz sie co najwyżej w swoim wyobrażeniu, a nie w Tamtej Drugiej Stronie.
          > a zresztą taka 'miłość' to tylko okaleczona namiastka - pisanie listów,
          postów,
          >
          > czy czego tam jeszcze nie zastąpi przebywania razem ze wszystkimi tego
          > aspektami! Rozmowa, spojrzenie, dotyk i - nie ma co kryć - miłość w aspekcie
          > fizjologicznym nijak nie dadzą się zastąpić klawiaturą i monitorem.


          Jestem oczarowana pojęciem "miłośc w aspekcie fizjologicznym".
          Aspekt fizjologiczny często nie wymaga miłości w ogóle.





          Rozpoczynając ten wątek chciałam dać możliwość wypowiedzenia sie osobom, ktore
          tego rodzaju przeżyć doświadczyły albo też były tylko tego świadkami.
          Nie chodzilo mi o ścisłe zdefiniowanie czegoś co można nazwać "wirtualnym
          zakochaniem" . Oczywiście, ze nie można kochać przez internet.
          Nie miałam na myśli również poszukiwań nowych znajomości tą drogą, a więc
          pewnego rodzaju biura matrym. itp.

          Wraz z coraz łatwiejszym dostępem do internetu, kontakty miedzyludzkie tą drogą
          stały się bardzo popularne. Kryje się za tym wiele niebezpieczeństw,
          rozczarowań, które to są tematem wielu programów TV, filmów, itd.
          Dlaczego więc nie podyskutować o tym na forum ?
          Wasze kategoryczne "nie" moze zdołuje zupełnie jakąs rozdartą duszę? Może warto
          o tym mówic, żeby mniej było osób, które..."mimo woli zaplątały się, wpadły w
          swoją ,własną sieć?.."
          ( tylko piosenka, a jaka mądra)

          Pozdr.
          • Gość: Wiech Re: Czy można się zakochać.... IP: 217.97.134.* 30.01.03, 14:21
            cygne napisała:

            > Gość portalu: Wiech napisał(a):
            >
            >
            > Jestem oczarowana pojęciem "miłośc w aspekcie fizjologicznym".
            > Aspekt fizjologiczny często nie wymaga miłości w ogóle.
            >

            aspekt fizjologiczny w czystej postaci (bez wsparcia w emocjach - i nie mówię
            tu o zwyczajnym podnieceniu) jakoś tak słabo wypada w porównaniu z aspektem
            zaangażowanym. O wiele lepiej kiedy ciało i głowa trzymaja się 'razem'
            i 'mówią' jednym głosem.
            i nie mow, że TA 'działka' w związku się nie liczy i że można ją po prostu
            pominąć milczeniem...
            :)

            >
            >
            >
            >
            > Rozpoczynając ten wątek chciałam dać możliwość wypowiedzenia sie osobom,
            ktore
            > tego rodzaju przeżyć doświadczyły albo też były tylko tego świadkami.
            > Nie chodzilo mi o ścisłe zdefiniowanie czegoś co można nazwać "wirtualnym
            > zakochaniem" . Oczywiście, ze nie można kochać przez internet.
            > Nie miałam na myśli również poszukiwań nowych znajomości tą drogą, a więc
            > pewnego rodzaju biura matrym. itp.
            >
            > Wraz z coraz łatwiejszym dostępem do internetu, kontakty miedzyludzkie tą
            drogą
            >
            > stały się bardzo popularne. Kryje się za tym wiele niebezpieczeństw,
            > rozczarowań, które to są tematem wielu programów TV, filmów, itd.
            > Dlaczego więc nie podyskutować o tym na forum ?
            > Wasze kategoryczne "nie" moze zdołuje zupełnie jakąs rozdartą duszę? Może
            warto
            > o tym mówic, żeby mniej było osób, które..."mimo woli zaplątały się, wpadły w
            > swoją ,własną sieć?.."
            > ( tylko piosenka, a jaka mądra)
            >
            > Pozdr.

            wiesz, net może służyć co najwyżej nawiązywaniu kontaktu miedzy ludźmi, ale nie
            powininen być jakimś substytutem dla 'reala'. Sporo ludzi buszuje po sieci nie
            dla zabawy, ale dlatego, że są samotni, albo mają jakieś problemy, albo po
            prostu chowają się w bezimienności netu, żeby udawać kogoś innego. I siedzą tam
            zbyt dużo i zbyt dużo sobie obiecują. I traca kontakt z realnym światem. To
            jest choróbsko i tyle.
            Moim skromnym zdaniem zabawa z netem to nie jest przebywanie wśród ludzi, a
            samotne siedzenie przed kompem i jest po prostu niebezpieczne. Mozna to lubic,
            ale znac jednoczesnie umiar.

            Rzeczywiście, siec ułatwia kontakt międzyludzki, ale przy okazji cholernie go
            spłaszcza - plastikowy kwiat, to też kwiat, ale czy można go porównywac z
            prawdziwym?...

            a kategoryczne 'nie' padło, bo lepiej od razu nazywać rzeczy po imieniu, niż
            ściemniać i opowiadać bajduły, wmawiać sobie i innym rózne historie i nakręcać
            na coś 'wirtualnego'.
            Ja tam w plastik nie wierzę!
            :)

            pozdr.
            W.
            • cygne Re: Czy można się zakochać.... 30.01.03, 16:07
              Gość portalu: Wiech napisał(a):

              >> aspekt fizjologiczny w czystej postaci (bez wsparcia w emocjach - i nie
              mówię
              > tu o zwyczajnym podnieceniu) jakoś tak słabo wypada w porównaniu z aspektem
              > zaangażowanym. O wiele lepiej kiedy ciało i głowa trzymaja się 'razem'
              > i 'mówią' jednym głosem.
              > i nie mow, że TA 'działka' w związku się nie liczy i że można ją po prostu
              > pominąć milczeniem...

              Jak do ciała "dołożyleś" głowę to już lepiej.
              Przecież nie mówię , że TA dzialka się nie liczy. Powiem więcej, bez tego
              przecież miłość jest niemożliwa. Uczucia, emocje i ...aspekt fizjologicznie
              zaangażowany powinny stanowić jedno.
              Może pominęłam to milczeniem, ponieważ aż tak daleko nie zabrnęłam w tym co
              napisałam, bo i nie mogłam. W internecie z przyczyn technicznych wymienione
              przez Ciebie aspekty nia mają racji bytu.


              >

              wiesz, net może służyć co najwyżej nawiązywaniu kontaktu miedzy ludźmi, ale nie
              >
              > powininen być jakimś substytutem dla 'reala'. Sporo ludzi buszuje po sieci
              nie
              > dla zabawy, ale dlatego, że są samotni, albo mają jakieś problemy, albo po
              > prostu chowają się w bezimienności netu, żeby udawać kogoś innego. I siedzą
              tam
              >
              > zbyt dużo i zbyt dużo sobie obiecują. I traca kontakt z realnym światem. To
              > jest choróbsko i tyle.
              > Moim skromnym zdaniem zabawa z netem to nie jest przebywanie wśród ludzi, a
              > samotne siedzenie przed kompem i jest po prostu niebezpieczne. Mozna to
              lubic,
              > ale znac jednoczesnie umiar.


              Tu leży pies pogrzebany. Trzeba o tym mówć, mówić i mówić !!
              Własnie dlatego , że to jest jak choroba. Najgorsze jest to, że nie wiadomo
              kiedy, z jakiej strony i po co w ogóle, nieproszona przychodzi.
              Może się przydarzyć każdemu, zacznie się taka od niewinnych maili, bez których
              to dotychczasowe życie świetnie sobie radziło.
              Życie poukładane, spełnione, szczęśliwe. Okazuje się jednak, że jak każda
              choroba może zaatakować nawet najzdrowszy, najbardziej odporny organizm.

              Zgodnie z teorią - lepiej zapobiegać niż leczyć wątek niniejszy zaczęłam.



              >
              > Rzeczywiście, siec ułatwia kontakt międzyludzki, ale przy okazji cholernie go
              > spłaszcza - plastikowy kwiat, to też kwiat, ale czy można go porównywac z
              > prawdziwym?...
              >
              > a kategoryczne 'nie' padło, bo lepiej od razu nazywać rzeczy po imieniu, niż
              > ściemniać i opowiadać bajduły, wmawiać sobie i innym rózne historie i
              nakręcać
              > na coś 'wirtualnego'.
              > Ja tam w plastik nie wierzę!


              W plastik to ja też nie wierzę. Nie o ściemnianie mi chodzi i nakręcanie na coś
              wirtualnego, a wręcz przeciwnie !!!

              pozdr.
              • Gość: Wiech Re: Czy można się zakochać.... IP: 217.97.134.* 30.01.03, 16:25
                cygne napisała:

                > Przecież nie mówię , że TA dzialka się nie liczy. Powiem więcej, bez tego
                > przecież miłość jest niemożliwa.
                (...)
                W internecie z przyczyn technicznych wymienione
                > przez Ciebie aspekty nia mają racji bytu.
                >

                i jest to cząstkowa odpowiedź na zadane w temacie pytanie!...
                ;-P

                >
                > Zgodnie z teorią - lepiej zapobiegać niż leczyć wątek niniejszy zaczęłam.
                >

                oj, Dochtore! :)
                wymadrzamy sie w materii tej niebezbiecznej 'zabawki', a pewnie i Ty i ja
                nadużywamy troszku netu..
                ;)

                >
                > pozdr.

                i ja tysz :)
                • Gość: cygne Re: Czy można się zakochać.... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.01.03, 17:33
                  Gość portalu: Wiech napisał(a):

                  > cygne napisała:
                  >
                  > > Przecież nie mówię , że TA dzialka się nie liczy. Powiem więcej, bez tego
                  >
                  > > przecież miłość jest niemożliwa.
                  > (...)
                  > W internecie z przyczyn technicznych wymienione
                  > > przez Ciebie aspekty nia mają racji bytu.
                  > >
                  >
                  > i jest to cząstkowa odpowiedź na zadane w temacie pytanie!...
                  > ;-P
                  >

                  Pytanie w temacie mówi o zakochaniu, czyli w pewnym sensie o początkowym
                  stadium, po krórym należałoby zrobić następny krok. Niestety, nie zawsze się
                  chce , nie zawsze się może itd.
                  > >
                  >

                  > Zgodnie z teorią - lepiej zapobiegać niż leczyć wątek niniejszy zaczęłam.
                  > >
                  >
                  > oj, Dochtore! :)
                  > wymadrzamy sie w materii tej niebezbiecznej 'zabawki', a pewnie i Ty i ja
                  > nadużywamy troszku netu..
                  > ;)
                  >
                  > >
                  > > pozdr.
                  >
                  > i ja tysz :)

                  Ty się wymądrzałeś? Bo ja nie , dlatego , że właśnie mam świadomość powyższego.
                  Nie było to może złożenie komsomolskiej samokrytyki, ale zawsze było...
                  Niech inni się uczą na cudzych błędach.
                  • Gość: Wiech Re: Czy można się zakochać.... IP: 217.97.134.* 30.01.03, 17:53
                    Gość portalu: cygne napisał(a):


                    >
                    > Pytanie w temacie mówi o zakochaniu, czyli w pewnym sensie o początkowym
                    > stadium, po krórym należałoby zrobić następny krok. Niestety, nie zawsze się
                    > chce , nie zawsze się może itd.
                    > > >

                    ja bym powiedział tak: można się zaintrygować, zauroczyć drugą osobą na tyle
                    mocno, żeby dążyć do wspomnianego następnego kroku, ale w zakochanie w ładnie
                    piszącym nicku to niestety nie wierzę - to raczej byłby etap następny, mniej
                    wirtualny.



                    > Ty się wymądrzałeś? Bo ja nie , dlatego , że właśnie mam świadomość
                    powyższego
                    > .
                    > Nie było to może złożenie komsomolskiej samokrytyki, ale zawsze było...
                    > Niech inni się uczą na cudzych błędach.

                    mówiłem raczej, że mówię, że nie nalezy naduzywac, a z drugiej strony sam
                    dokonuję naduzyć... ;)
                    i tyle.
    • Gość: sfearus Re: Czy można się zakochać.... IP: *.dostep.pl 30.01.03, 10:08
      Duże brawa dla Wiecha KLASK KLASK KLASK przynajmniej on myśli tak jak ja i nie
      postradał zmysłów...
    • Gość: sfearus Re: Czy można się zakochać.... IP: *.dostep.pl 30.01.03, 10:21
      Nie ma jak to zwięzła lakoniczna i wyczerpująca odpowiedz:)Czyli jest już 3 na
      nie... jak za czasów socjalizmu HEHEHE 3XNIE tylko że wtedy było na odwrót 3XTAK
      • Gość: Wiech Re: Czy można się zakochać.... IP: 217.97.134.* 30.01.03, 10:25


        biorąc pod uwagę siłe moich przekonań w tej materii, spokojnie można mi
        przypisac 2xNIE!
        ;))))

        a swoją drogą cieszę się, że bronimy się przed 'wirtualizacją' tak waznej sfery
        ludzkiego żywota!
        :)
    • Gość: sfearus Re: Czy można się zakochać.... IP: *.dostep.pl 30.01.03, 10:38
      To jeszcze pikuś pomyśl sobie co by było jak by piwo trzeba było pić w sposób
      wirtualny!!! o zgrozo nawet wolę o tym nie myśleć;)
      • letalin Re: Czy można się zakochać.... 30.01.03, 17:31
        Swiat się zmienia i nic tego nie zatrzyma . Jeszcze niedawno homoseksualizm był
        postrzegany jako zbrodnia , karany śmiercią, potem więzieniem...a dzisiaj nie
        jest chorobą tylko odmianą normy i do tego w pewnym sensie chroniony prawem (
        bo nie można przecież nikogo z tego powodu dyskryminować).
        Wirtualne zakochanie nie jest ani lepsze ani gorsze niż takie zaczynajace się
        np. na wieczorku zapoznawczym na wczasach w góralskich lasach...
        I jest szansą dla ludzi, którzy nie posiadają walorów powszechnie uznawanych za
        wyznaczniki atrakcyjności dla płci przeciwnej. Mogę być np. małym , tłustawym
        jąkałą i jeździć zardzewiałym maluchem....Liczy się przecież gotowość do
        obdarzenia kogoś uczuciem z całym tym bagażem idealizowania potencjalnego
        partnera i gry wyobraźni , która w cyfrowej rzeczywistości jest dużo
        wyraźniejsza niż w analogowej...Emocje zawsze są prawdziwe. Czy to jest list
        pisany na papierze , czy elektroniczny to zawsze może spowodować mocniejsze
        bicie serca jeśli jest oczekiwany i niesie nadzieję .
        • cygne Re: Czy można się zakochać.... 30.01.03, 17:54
          letalin napisał:

          > Swiat się zmienia i nic tego nie zatrzyma . Jeszcze niedawno homoseksualizm
          był
          >
          > postrzegany jako zbrodnia , karany śmiercią, potem więzieniem...a dzisiaj nie
          > jest chorobą tylko odmianą normy i do tego w pewnym sensie chroniony prawem (
          > bo nie można przecież nikogo z tego powodu dyskryminować).
          > Wirtualne zakochanie nie jest ani lepsze ani gorsze niż takie zaczynajace się
          > np. na wieczorku zapoznawczym na wczasach w góralskich lasach...
          > I jest szansą dla ludzi, którzy nie posiadają walorów powszechnie uznawanych
          za
          >
          > wyznaczniki atrakcyjności dla płci przeciwnej. Mogę być np. małym , tłustawym
          > jąkałą i jeździć zardzewiałym maluchem....Liczy się przecież gotowość do
          > obdarzenia kogoś uczuciem z całym tym bagażem idealizowania potencjalnego
          > partnera i gry wyobraźni , która w cyfrowej rzeczywistości jest dużo
          > wyraźniejsza niż w analogowej...Emocje zawsze są prawdziwe. Czy to jest list
          > pisany na papierze , czy elektroniczny to zawsze może spowodować mocniejsze
          > bicie serca jeśli jest oczekiwany i niesie nadzieję .


          Bardzo ładnie to ująłeś. Tak właśnie jest. Opowiem Ci za to taką histoyryjkę:
          Wyobraźmy sobie inna sytuację. Na przykład jest ładna dziewczyna - kobieta,
          atrakcyjna, do tego niegłupia. Normalnie prawie zaden mężczyzna nie widzi w
          niej człowieka, który coś sobą przedstawia tylko ciało godne obrzucenia
          spojrzeniem, ba nawet pożądliwym. Jednak może ona nie oczekuje tego?
          Może dla niej liczą się najpierw podobne spojrzenie na życie, wspólne
          zainteresowania itp.
          Ktoś mądry kiedyś powiedział, że miłość to nie jest patrzenie na siebie , tylko
          w tę samą stronę.
          Tak, jak w Twojej wypowiedzi tłustawy jąkała cieszy się, że nie jest widziany,
          tak w mojej kobieta cieszy się, że nie jest tylko ciałem z przemijającą
          przeciez urodą, ale, ze ma coś więcej - jakis charakter, naturę, osobowość.
          W internecie jest możliwość wymiany myśli, poglądów i może powstać duża więź
          emocjonalna. Niestety po jakimś czasie to nie wystarcza i zaczynają się
          schody....
          Tak więc lepiej nie wchodzić w tego rodzaju znajomości ze świadomością, że na
          tym ona musi poprzestać.

          Pozdrawiam
        • Gość: molton Re: Czy można się zakochać.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.03, 18:09
          Nie rozumiem. Czym wówczas jest miłość? Drżeniem palców na klawiaturze, czy
          szemraniem wentylatora w skorupie peceta??? Wszak można kochać za to jak ona
          bije talerze podczas zmywania, za to jak się gniewa, za to jak się uśmiecha,
          jakie byki robi w listach, za to co o tobie myśli i jak reaguje na Ciebie. No i
          w końcu kochasz za to jak schyla się po mydło w wannie i jak puszcza bąki w
          nocy przez sen. Piszesz o emocjach, ja sam nigdy nie jestem pewien sowich
          emocji – czy gdy coś piszesz na pewno jesteś zawsze tak samo naturalny, szczery
          i autentyczny jak w tedy gdy coś mówisz czując na sobie te niepisane
          spojrzenia? Owszem internet ułatwia pierwszy kontakt. Ale miłość to nie tylko
          ckliwość i namiętność i emocje - to też te przysłowiowe bąki w nocy przez sen.
          molton.
          • Gość: cygne Poprostu pstryk...... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 18:33
            Gość portalu: molton napisał(a):

            > Nie rozumiem. Czym wówczas jest miłość? Drżeniem palców na klawiaturze, czy
            > szemraniem wentylatora w skorupie peceta??? Wszak można kochać za to jak ona
            > bije talerze podczas zmywania, za to jak się gniewa, za to jak się uśmiecha,
            > jakie byki robi w listach, za to co o tobie myśli i jak reaguje na Ciebie. No
            i
            >
            > w końcu kochasz za to jak schyla się po mydło w wannie i jak puszcza bąki w
            > nocy przez sen.


            Rozumiem o czym mówisz, o miłosci dwojga ludzi, uczuciu którym darzą się na
            codzień.
            Pomogę Ci nawet słowami Gałczyńskiego z "Rozmowy lirycznej" :

            ...."Kocham Cię w kapeluszu i w berecie
            W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie,
            W bzach i w brzozach, i w malinach i w klonach.
            I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
            I gdy jajko roztłukujesz ładnie,
            nawet wtedy gdy Ci łyżka spadnie...."


            Piszesz o emocjach, ja sam nigdy nie jestem pewien sowich
            > emocji – czy gdy coś piszesz na pewno jesteś zawsze tak samo naturalny, s
            > zczery
            > i autentyczny jak w tedy gdy coś mówisz czując na sobie te niepisane
            > spojrzenia? Owszem internet ułatwia pierwszy kontakt. Ale miłość to nie tylko
            > ckliwość i namiętność i emocje - to też te przysłowiowe bąki w nocy przez
            sen.
            > molton.

            Z zakochaniem, z miłością jest pewnie tak samo różnie, tak w życiu jak i w
            internecie jeśli już się komuś zdarzy. Wypowiadały się przeciez osoby, które
            doświadczyły takiego uczucia. Powiedziałabym, że pisząc możemy być bardziej
            autentyczni i szczerzy.
            Myślę, że można się bardzo zaangażować w takie uczucie tylko jest to bardzo
            trudne wtedy, gdy dwie osoby wkładaja w tą znajomość różną wartość i
            oczekiwania. Podczas , gdy jedna ofiarowuje tylko swój czas, który i tak do tej
            pory przeznaczała na internetową rozrywkę, druga poświęca się bez reszty,
            zaniedbując wszystko inne. Tak bywa i w "normalnym" świecie uczuć.
            Tylko, że tu wystarczy tylko nacisnac przycisk, wyłączyć komputer i...po
            kłopocie.
            Żadnych zobowiązań, pełna anonimowość. Oczywiście póżniej wszystko jest
            możliwe, każde wytłumaczenie, bo tak jak słusznie zauważyłeś Moltonie, nie
            widzimy nawet zażenowania w oczach drugiej osoby, choć wiemy , że kłamie.

            Sama byłam świadkiem takiej wielkiej miłości intern (jeśli można użyć takiego
            określenia). Niestety, metaforycnie ujmując spaliła się własnym żarem.
            Nie wytrzymała próby niewiadomej rozłaki, lekceważenia niepokoju przez
            drugą osobę.

            Dlatego rozpoczęłam ten wątek - ku przestrodze innych. Nie wolno szafować
            uczuciami drugiej osoby, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że tam po drugiej
            stronie, to nie tylko litery, wyrazy, zdania. Tam jest czyjś umysł, wrażliwość,
            tam jest człowiek.

            I co ? Można tak poprostu pstryk
            ...i nic więcej?

            POzdrawiam.
            • letalin Re: Poprostu pstryk...... 02.02.03, 21:22
              Gość portalu: cygne napisał(a):

              > Rozumiem o czym mówisz, o miłosci dwojga ludzi, uczuciu którym darzą się na
              > codzień.
              > Pomogę Ci nawet słowami Gałczyńskiego z "Rozmowy lirycznej" :
              >
              > ...."Kocham Cię w kapeluszu i w berecie
              > W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie,
              > W bzach i w brzozach, i w malinach i w klonach.
              > I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
              > I gdy jajko roztłukujesz ładnie,
              > nawet wtedy gdy Ci łyżka spadnie...."

              O tu jest właśnie przewaga miłości internetowej! Ile czasu na dobranie słów!
              Można sięgnąć po książkę i dokładnie zacytować...W codziennym życiu problemem
              jest potem znalezienie chęci na takie działania. Zwykle coś jest ważniejszego
              co mamy obowiązek gonić. Na miłość w sieci "cierpią" ludzie chyba o
              specyficznej konstrukcji. To nie dotyczy tych , którym trzeba ciała, raczej
              tylko takich co wierzą , że słowo jest ciałem.

              > Z zakochaniem, z miłością jest pewnie tak samo różnie, tak w życiu jak i w
              > internecie jeśli już się komuś zdarzy. Wypowiadały się przeciez osoby, które
              > doświadczyły takiego uczucia. Powiedziałabym, że pisząc możemy być bardziej
              > autentyczni i szczerzy.

              Może to nie jest do końca prawdą z tą szczerością? Są tylko inne środki jej
              wyrażania. Technika i mechanika inna...Zdolność do szczerości , a raczej
              proporcja między nią a małymi krętactwami i przemilczeniami wydaje mi się
              constans...Z moich doświadzczeń to wyliczam.

              > Myślę, że można się bardzo zaangażować w takie uczucie tylko jest to bardzo
              > trudne wtedy, gdy dwie osoby wkładaja w tą znajomość różną wartość i
              > oczekiwania. Podczas , gdy jedna ofiarowuje tylko swój czas, który i tak do
              tej

              Bardziej się angażuje ten, którego pustka jest większa i pragnienie silniejsze.
              Tak jak w zwykłym np. biurowym romansie. A symetria w związku M:K jest
              podstawą , kiedy jej brak to szanse maleją na szcżęśliwe przetrwaie



              >
              > Dlatego rozpoczęłam ten wątek - ku przestrodze innych.

              To jeden z niewielu wątków , które są ważne dla mnie na tym forum. Nie
              przestroga w nim dla mnie ważna , ale spotkanie z kimś kto przeżywa podobnie,
              dzięki czemu pustka i przerażenie nią nie jest tak dotkliwe.

              > Nie wolno szafować uczuciami drugiej osoby,

              Sądzę , że nie do końca możemy odpowiadać za to co się dzieje z uczuciami
              drugiej osoby. Lepiej raczej pozostać uczciwym wobec siebie i przestroga moja
              to taka: Nie udawajcie miłości...To podobno jest grzech najcięższy.



              > I co ? Można tak poprostu pstryk
              > ...i nic więcej?

              Może to skłania do uogólnień o sensie wszelkich naszych usiłowań, taki obraz
              ostatecznego "pstryknięcia" i ciemny ekran w ciemnym pokoju, w którym zacznie
              się robić coraz zimniej...
              >
              > POzdrawiam.
              ...........
              • Gość: cygne Re: Poprostu pstryk...... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 23:29
                letalin napisał:

                >
                > O tu jest właśnie przewaga miłości internetowej! Ile czasu na dobranie słów!
                > Można sięgnąć po książkę i dokładnie zacytować...W codziennym życiu problemem
                > jest potem znalezienie chęci na takie działania. Zwykle coś jest ważniejszego
                > co mamy obowiązek gonić. Na miłość w sieci "cierpią" ludzie chyba o
                > specyficznej konstrukcji. To nie dotyczy tych , którym trzeba ciała, raczej
                > tylko takich co wierzą , że słowo jest ciałem.
                >

                Tu nie za bzrdzo się z Toba zgadzam. Używając med. nomenklatury ludzie w wieku
                hormonalnie czynnym potrzebują ciała, jak wszyscy, ale są tez ludzie o
                specyficznej konstr. którym na równi potrzeba czegoś więcej.



                Bardziej się angażuje ten, którego pustka jest większa i pragnienie silniejsze.
                >
                > Tak jak w zwykłym np. biurowym romansie. A symetria w związku M:K jest
                > podstawą , kiedy jej brak to szanse maleją na szcżęśliwe przetrwaie
                >
                >

                Nie wiem, czy można mówic o pustce w kazdym przypadku. Myślę, że może to dopaść
                osoby, w których życiu wszystko było w porządku. Wtedy właśnie gdy pojawia się
                silne uczucie, obojętnie jakby go nie nazwać burzy dotychczasowy ład, doznane
                szczęście, nie pozwala wrócić do normalności, bez niechęci.
                >
                > >
                > > Dlatego rozpoczęłam ten wątek - ku przestrodze innych.
                >
                > To jeden z niewielu wątków , które są ważne dla mnie na tym forum. Nie
                > przestroga w nim dla mnie ważna , ale spotkanie z kimś kto przeżywa podobnie,
                > dzięki czemu pustka i przerażenie nią nie jest tak dotkliwe.
                >

                To jest chyba w pewnym sensie przerażenie na własne zyczenie, bo czyż nie
                łatwiej byłoby zrezygnować ze zbyt wygórowanych wymagań w sferze uczuć?
                Cieszę się, że akutar ten wątek jest jeszcze dla kogoś ważny i żaluję, ze muszę
                go właśnie z powodu wyjazdu niejako "opuścić". No, ale za jakiś tydzień , dwa
                może pojawi się jakiś ciekawszy, wtedy będziemy mieli okazję podyskutować.

                >
                Sądzę , że nie do końca możemy odpowiadać za to co się dzieje z uczuciami
                > drugiej osoby. Lepiej raczej pozostać uczciwym wobec siebie i przestroga moja
                > to taka: Nie udawajcie miłości...To podobno jest grzech najcięższy.
                >

                >No, własnie udawanie miłości, to szafowanie czymiś uczuciami. Jednak nie do
                końca to miałam na myśli. Nawet kochając można kogoś ranić , każdy inaczej
                odczuwa , to, co dla jednej osoby jest błahostką, dla drugiej prawie tragedią.
                Dlatego mając świadomość tego co druga strona czuje, nie można jej lekceważyć.
                >

                > > I co ? Można tak poprostu pstryk
                > > ...i nic więcej?
                >
                > Może to skłania do uogólnień o sensie wszelkich naszych usiłowań, taki obraz
                > ostatecznego "pstryknięcia" i ciemny ekran w ciemnym pokoju, w którym zacznie
                > się robić coraz zimniej...
                >

                Tak myślę, co tu napisać, zeby jednak trochę ocieplić atmosferę, bo osoby
                wrażliwe na słowo, już pewnie rozglądają się za ciepłym swetrem.
                Tymbardziej, że .." w ciemnościach waga słów jest podwójna"- Canetti.


                > > POzdrawiam.
                > ...........
              • tse-tse Zakochałam sie, jestem zakochana... 04.02.03, 08:36
                Spotkaliśmy sie na chacie, pewnej bezsennej nocy, czulam sie samotnie, wiec
                postanowilam z kims pogadac. Rozmowa zaczęła przybierać taki obrot, ze
                przegadalismy całą noc...Widzieliśmy swoję zdjęcia, mejlujemy do siebie czesto,
                wysyłamy gorące listy, parę razy rozmawialiśmy telefonicznie. Nie wiem, jak mam
                sobie z tym poradzić, chcę sie z nim jak najszybciej spotkać, być może nastapi
                to w przyszłym tygodniu. Chcę, by to uczucie umarło, jesli bedzie odwrotnie,
                boję się, ze moj swiat legnie w gruzach- jestem mężatką.
Pełna wersja