zinekk , jesteś to pomóż

24.08.06, 20:17
ty znasz temat , a mi brak słów

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=54&w=47354506&a=47428939
    • zinekk Zgadza się 24.08.06, 23:26
      Nauczanie w Polsce przypomina zwykłe rutyniarstwo. Bardzo często ważniejsze
      staja sie statystyki, oceny koncowe i masa papierów, a zapomina sie o człowieku.


      W Szkołach Muizycznych pojawia sie taki oto problem. Szkoła Muzyczna z założenia
      ma kształcic wybitnych muzyków. Trzeba przerobić okreslony program, zdać pewna
      ilość egzaminów, sprawdzac sie w grupie, co pół roku. Doprowadza to do tego, że
      niektórzy uczniowie nie wytrzymuja tempa pracy i maja dwie opcje do wyboru:
      pozostac i wlec sie w szarym ogonie, lub ze szkoły zrezygnowac. Niektórzy
      zostają i co pół roku wpadaja w kompleksy-bo mieli kilka punktów mniej, bo się
      pomylili. I narasta poczucie klęski i nieuzasadnionego niedowartościowania.


      Z drugiej strony szkoła ma dzieci umuzykalniać, uwrazliwiac na sztukę. Niestety,
      materiał do przerobienia jest tak wielki, ze bardzo często... nie ma na to
      czasu. Owszem, nauczyciele staraja się mówic o sztuce, kształtować tzw
      charaktery, ale zawsze czas goni, kolejny egzamin, kolejny materiał do
      przerobienia. W tym zawodzie trzeba miec stalowe nerwy, duzą odporność psychiczną.


      Niektórzy rezygnuja, bo nie o takiej szkole marzyli. Nie chca wyscigu szczurów,
      chca pograc, pobawic sie muzyką. wtedy mówi sie im o odejsciu do jakiegos Domu
      Kultury itd.

      Jest duzo nauczycieli, którzy staraja sie te sztuke dzieciom przyblizać,
      kształtować te młode charaktery, ale czesto przez to zawalaja linie programu, na
      rzecz tzw umuzykalniania.


      Co roku Szkoły Muzyczne wypuszczaja mase abiturientów. Nieliczni z nich pracuja
      w swoim zawodzie, nie mówiąc juz o jakims koncertowaniu. Znam wielu muzyków,
      którzy do "Sto Lat" , albo " O sole mio" potrzebuja nut, bo inaczej nie są w
      stanie zagrać.


      Wielu postawiło na jedna kartę. Potem złamali reke, palec. Straszny koniec- bo
      poza ćwiczeniem nie mieli nic innego... Koniec marzen o graniu, sławie itd.


      To strasznie trudny problem.


      Pozdrawiam.
      • unsatisfied6 pamiętam pewne incydenty 25.08.06, 09:39
        zinekk napisał:

        > Nauczanie w Polsce przypomina zwykłe rutyniarstwo. Bardzo często ważniejsze
        > staja sie statystyki, oceny koncowe i masa papierów, a zapomina sie o
        człowieku
        > .
        >
        >
        > W Szkołach Muizycznych pojawia sie taki oto problem. Szkoła Muzyczna z
        założeni
        > a
        > ma kształcic wybitnych muzyków. Trzeba przerobić okreslony program, zdać pewna
        > ilość egzaminów, sprawdzac sie w grupie, co pół roku. Doprowadza to do tego,
        że
        > niektórzy uczniowie nie wytrzymuja tempa pracy i maja dwie opcje do wyboru:
        > pozostac i wlec sie w szarym ogonie, lub ze szkoły zrezygnowac. Niektórzy
        > zostają i co pół roku wpadaja w kompleksy-bo mieli kilka punktów mniej, bo się
        > pomylili. I narasta poczucie klęski i nieuzasadnionego niedowartościowania.
        >
        >
        > Z drugiej strony szkoła ma dzieci umuzykalniać, uwrazliwiac na sztukę.
        Niestety
        > ,
        > materiał do przerobienia jest tak wielki, ze bardzo często... nie ma na to
        > czasu. Owszem, nauczyciele staraja się mówic o sztuce, kształtować tzw
        > charaktery, ale zawsze czas goni, kolejny egzamin, kolejny materiał do
        > przerobienia. W tym zawodzie trzeba miec stalowe nerwy, duzą odporność
        psychicz
        > ną.
        >
        >
        > Niektórzy rezygnuja, bo nie o takiej szkole marzyli. Nie chca wyscigu
        szczurów,
        > chca pograc, pobawic sie muzyką. wtedy mówi sie im o odejsciu do jakiegos Domu
        > Kultury itd.
        >
        > Jest duzo nauczycieli, którzy staraja sie te sztuke dzieciom przyblizać,
        > kształtować te młode charaktery, ale czesto przez to zawalaja linie programu,
        n
        > a
        > rzecz tzw umuzykalniania.
        >
        >
        > Co roku Szkoły Muzyczne wypuszczaja mase abiturientów. Nieliczni z nich
        pracuja
        > w swoim zawodzie, nie mówiąc juz o jakims koncertowaniu. Znam wielu muzyków,
        > którzy do "Sto Lat" , albo " O sole mio" potrzebuja nut, bo inaczej nie są w
        > stanie zagrać.
        >
        >
        > Wielu postawiło na jedna kartę. Potem złamali reke, palec. Straszny koniec- bo
        > poza ćwiczeniem nie mieli nic innego... Koniec marzen o graniu, sławie itd.
        >
        >
        > To strasznie trudny problem.
        >
        >
        > Pozdrawiam.

        zostało nas dwóch na skrzypcach - ja i Krzysiek . byliśmy dobrymi kolegami
        ( i ciągle jesteśmy ) . był koncert - paraliż . słyszałem swój fałsz od
        pierwszej nuty . nie byłem w stanie tego poprawić . wiedziałem , że to
        koniec kariery . po skończonym występie Krzysiek podszedł do mnie
        i mówi "gratuluję ci" .

        nie mam do niego pretensji - zresztą niewiele przykładałem się do ćwiczeń .
        nie miałem śladów na szyi od trzymania skrzypiec jak Krzysiek . on zdecydowanie
        bardziej zasługiwał na laury .

        dostałem puzon - niezwyle łatwo mi przychodziło zaliczać ten instrument ,
        mimo że wstydziłem się go brać do domu i ćwiczyć w domu . ćwiczyłem tuż przed
        lekcją . wydaje mi się , że lubiłem ten instrument , ale się go wstydziłem -
        był jakby dowodem mojej porażki .

        w klasie wielu uczniów było dziećmi prominentów - taka była moja
        klasa , ale nie w każdej klasie tak było ( populacja prominentów nie
        była tak wielka , by w każdej klasie wsadzić dzieci kilku z nich ).

        na początka miałem same piąteczki - mój ojciec stracił stanowisko i
        sytuacja diametralnie się zmieniła . nagle średnia było koło 3 .
        nawet z matematyki miałem 3 . nie miałem zielonego pojęcia , że
        to sytuacja ojca miała taki wpływ na oceny . oczywiście na żadne
        kółko matematyczne wówczas nie uczęszczałem - byli kilku lepszych .
        być może matka zbyt wiele razy wdawała się w dyskusję z nauczycielką
        matematyki , a ja nie miałem zielonego pojęcia , że coś faktycznie
        potrafię , bo skąd mogłem wiedzieć .

        stałem się bardziej agersywny i nieufny . nauczyciele stracili we
        mnie zaufanie . była kradzież jakiegoś zegarka - byłem przesłuchiwany
        przez swojego wychowawcę jakbym był bandytą . jak ja tej szkoły nienawidziłem .
        wychowawca nie przeprosił , gdy okazało się , że woźna zegarek sama
        pod poduchę gdzieś wepchnęła .

        przyznam się szczerze - raz ukradłem ojcu gdy miałem pięć lat . nie
        wiem ile , jakiś banknot . kupiłem za to strzelbę . ojcie nigdy
        mnie nie bił , teraz też nie dostałem . ale dał mi nauczkę , która
        bolała więcej niż lanie pasem . kazał pójść do sprzedawcy ( nie do
        kościoła do spowiedzi ) i bym mu wytłmaczył , że strzelbę kupiłem
        za kradzione pieniądze , żeby mi zwrócił , bo to nie moje . jak
        ja się wstydziłem - tej lekcji nie zapomnę do końca życia .

        lubiłem przedmioty ścisłe - nie odzwierciedlało się to w moich ocenach .
        był taki belfer , który uczył fizyki i chemii . kolejny raz dostałem
        dwa ze sprawdzianu - belfer tłumaczy , że ściągałem . wtedy już nie
        wytrzymałem i mówię "ślepy jesteś baranie czy głupi" . udawał , że
        nie słyszy ? owszem , większość ściągała , a ten od którego rzekomo
        ja ściągałem , ściągał ode mnie - nie mogłem nie dać ściągać , nawet
        by mi przez myśl nie przeszło - to była zwyczajna "koleżeńska pomoc" .
        siedzieliśmy w pierwszej ławce tuż przy biurku nauczyciela - ja
        najgorszy uczeń jego klasy z najlepszym - trochę nietypowo .

        byłem przeznaczony na zawodówkę i nie miałbym żadnych szans na
        ogólniak , gdyby nie przypadek - jakiś nauczyciel spoza szkoły
        muzycznej organizował kółko dla zdolnych uczniów szkół miasta .
        przyszedł by przetestować naszą klasę również - napisałem jego
        test w ciągu kilku minut . nauczycielka z matematyki sprzeciwiła
        się jego wyborowi tłumacząc , że to przypadek i niemożliwe .

        w kilka dni później zadania przygotowawcze do konkursu matematycznego
        ( było około miesiąca do zrobienia , ja zrobiłem jeszcze tego samego
        dnia po lekcjach ) referowałem innym uczestnikom kółka matematycznego .

        blefer , który przeprowadzał ten test , stał się w przyszłości moim
        najlepszym przyjacielem - jego syn chyba mnie za to znienawidził .

        ileż później tej i zawiści i nienawiści doświadczyłem w szkole średniej
        i na studiach w Polsce - miałem dosyć tej edukacji . gdy emigrowałem
        do USA , nie planowałem dalszego kształcenia - edukacja to było to
        co doświadczyłem w Polsce i nie wiedziałem , że może być zupełnie ina .
      • unsatisfied6 co najwyżej 30% czwórek 25.08.06, 23:22
        zinekk napisał:

        > Nauczanie w Polsce przypomina zwykłe rutyniarstwo. Bardzo często ważniejsze
        > staja sie statystyki, oceny koncowe i masa papierów, a zapomina sie o
        człowieku
        > .

        dyrektor zawołał mnie na dywanik - teraz po latach przypuszczam , że to
        dzięki przysłudze koleżanki rusycystki uczącej angielskiego , bo przed jej
        przyjściem do szkoły jakoś się tych ocen nie czepiał . sam zauważył , że
        uczniowie tych klas mowią po angielsku .

        powiedział , że za dużo dobrych ocen stawiam . ja mu na to , czy młodzież
        nie zasługuje na to ? a on na to , że ma być tyle % piątek , tyle % czwórek ,
        trochę niższych ocen , a u mnie dużo szóstek i tylko jedna trója .

        ja tej trójki nie postawiłem , tłumaczę ....

        nie chciałem , żeby uczyli się ze strachu przed złą oceną - chciałem , żeby
        się po prostu nauczyli , żeby umieli . tłumaczyłem mu , każdy wiedział kiedy
        będzi i z czego będzi pytany i zawsze mógł poprawić - gdy przedtem miał dwa ,
        może dwa poprawić na 6 .... dyrektor tłumaczy mi , że to niedopuszczalne i... a
        ja wiem swoje i jak się z nim dogadać . zapewne nigdy by do tej rozmowy
        między mną a nim nie doszło - koleżanka po fachu pomogła . byłem coraz
        częściej wzywany na dywanik - książka nie taka , za mało gramatyki , za wysoki
        poziom itd itd ...
        • zinekk Re: co najwyżej 30% czwórek 26.08.06, 09:25
          unsatisfied6 napisał:

          > zinekk napisał:
          >
          > > Nauczanie w Polsce przypomina zwykłe rutyniarstwo. Bardzo często ważniejs
          > ze
          > > staja sie statystyki, oceny koncowe i masa papierów, a zapomina sie o
          > człowieku
          > > .
          >
          > dyrektor zawołał mnie na dywanik - teraz po latach przypuszczam , że to
          > dzięki przysłudze koleżanki rusycystki uczącej angielskiego , bo przed jej
          > przyjściem do szkoły jakoś się tych ocen nie czepiał . sam zauważył , że
          > uczniowie tych klas mowią po angielsku .
          >
          > powiedział , że za dużo dobrych ocen stawiam . ja mu na to , czy młodzież
          > nie zasługuje na to ? a on na to , że ma być tyle % piątek , tyle % czwórek ,
          > trochę niższych ocen , a u mnie dużo szóstek i tylko jedna trója .
          >
          > ja tej trójki nie postawiłem , tłumaczę ....
          >
          > nie chciałem , żeby uczyli się ze strachu przed złą oceną - chciałem , żeby
          > się po prostu nauczyli , żeby umieli . tłumaczyłem mu , każdy wiedział kiedy
          > będzi i z czego będzi pytany i zawsze mógł poprawić - gdy przedtem miał dwa ,
          > może dwa poprawić na 6 .... dyrektor tłumaczy mi , że to niedopuszczalne i... a
          >
          > ja wiem swoje i jak się z nim dogadać . zapewne nigdy by do tej rozmowy
          > między mną a nim nie doszło - koleżanka po fachu pomogła . byłem coraz
          > częściej wzywany na dywanik - książka nie taka , za mało gramatyki , za wysoki
          > poziom itd itd ...
          >
          >




          Problemem jest to, czy zachęcimy ich do nauki i samodzielnego myślenia - czy tez
          nauczymy wkuwać, bezmyslnie klepac dla zwykłego zaliczenia, program, który im z
          głów wyleci juz po tygodniu.


          Podejscie nauczyciela mechaniczne, wobec kazdego ucznia, traktowanie wszystkich
          przez szablon - jest dowodem bezsilnosci takiego nauczyciela i pojsciem na
          latwizne. Nie wiedzialem, ze cwiczyles na skrzypcach i puzonie. Zaskoczenie.


          Pozdrawiam
          • unsatisfied6 wstyd się przyznać 26.08.06, 12:03
            zinekk napisał:

            > Nie wiedzialem, ze cwiczyles na skrzypcach i puzonie. Zaskoczenie.
            >
            >
            > Pozdrawiam

            nie jestem , jak zapewne wiesz , wyjątkiem - nic nie potrafię zagrać na obu
            instrumentach . wstyd mi było w USA przynać się , ze chodziłem do szkoły
            muzycznej , bo tam wiele dzieciaków lub ich rodziców potrafiło coś
            zagrać lub zupełnie przyzwoicie zaśpiewać a do szkoły muzycznej nie chodzili .

            wykształcenie muzyczne w szkołach ogólnych praktycznie nie istnieje - coś
            o historii muzyki , jakiś utówr średniowiecza do zaśpiewania , miniumm
            przyjemności z obcowania z muzyką .

            dobrze uczona muzyka to przedmiot bardzo ważny - rozwija wrażliwość , ćwiczy
            pamięć , wzmacnia efektywność myślenia w innych przedmiotach na podobnej
            zasadzie jak ćwiczenia ogólno rozwojowe fizyczne zwiększają efektywność
            sportowców w każdej dyscyplinie .

            na przykładzie przedmiotów muzyki , plastyki i języków obcych możemy
            zaobserwować mierną pragmatykę nauczania w szkołach - dużo i jak najdalej
            od praktyki poznania i doświadczenia . najgorszym przedmiotem na studiach
            w Polsce były dla mnie laborki - nic nigdy nikomu nie wychodziło tak
            jak miało wyjść i trzeba było kłamać w sprawozdaniach podając wyniki
            przeprowadzonego doświadczenia ( a często nie dało się go po prostu
            przeprowadzić )- to był koszmar .

            zaczynam rozumieć sens naszej edukacji - stowrzyć 1% ludzi którzy wiedzą
            to , co reszta populacji nie wie , resztę uczyć wszystkiego ale nie tego co
            ten 1% wie i potrafi ewentualnie zrobić . nie uczyć śpiewać w szkołach
            muzycznych ( ewentualnie chór , orkiestra ) i zniechęcać do pop muzyki ,
            bo na scenę wtedy mogą wejść "ich troje" lub inne talenty , które faktycznie
            nie mają żadnej konkurencji - 90% przypuszczam dzieciaków ze szkół muzycznych
            gdyby kształcić u nich wokal estradowy ( co jest znacznie chyba łatwiejszym
            od ciężkich ćwiczeń gry na instrumenci w muzyce klasycznej ) potrafiłoby
            zaśpiewać znacznie lepiej niż "talenty" , które często nie musiały przejść
            przez ciężki reżim szkoły muzycznej .

            prominenci tego systemu będą zawsze przeciwni pluralizacji edukacji - czerpią
            korzyści z centralnego systemu nauczania mogąc ksztłtować realia na
            fundamencie szerokiej niewiedzy społeczeństwa ( jeden program dla wszystkich
            szkół i połebkowość gwarantuje im szeroką niewiedzę społeczenstwa ) .
    • zonc Re: zinekk , jesteś to pomóż 25.08.06, 01:09
      a teraz za co blokada? :(
Pełna wersja