gil123
20.03.07, 09:10
Andrzej Szmak
Do przyjaciół w Bydgoszczy
Drodzy Bydgoszczanie! Przepraszam z góry za szczerość, ale coś jest chyba nie
tak, gdy prawie 400-tysięczne, wielkie miasto wystawia się na największych
targach turystycznych w Europie, a może i na świecie, na stoisku wielkości
znaczka pocztowego. A byłoby ono jeszcze mniejsze i bardziej ukryte, gdyby
nie pomoc mojej ekipy, bo Polska Organizacja Turystyczna, gospodarz pawilonu
polskiego w sposób mocno dowolny potraktowała umowy o wykupionej powierzchni
stoisk. Toruniowi brakowało sporo do zarezerwowanych 12 metrów kwadratowych,
a Wasze osiem metrów trafiło do kąta przy zapleczu socjalnym i zmniejszyło
się do wymiarów jednoosobowej celi więziennej. I tylko dzięki moim dzielnym
Paniom, które walczyły jak lwice przez cały wieczór poprzedzający otwarcie
targów w Berlinie, udało się wyrwać POT-owi z gardła prawie wszystko, co
nasze, a przy okazji podnieść nieco standard stoiska bydgoskiego. O
bezczelnym i aroganckim zachowaniu przedstawicielki POT-u odpowiedzialnej za
logistykę polskiego pawilonu nie chcę tutaj pisać. Podobnie, jak nie uważam
za stosowne, aby arbitrem w tej i innych sprawach dotyczących obyczajów
reprezentacji kujawsko-pomorskiej na Targach był aktualny Prezes POT, bo to
naprawdę nie jest wzór do naśladowania i cytowania nawet, jeśli wygłasza
swoje refleksje na Florydzie. Jestem pewien, że oceną jego manier i
standardów do których jest widać mocno przywiązany zajmie się doradca
premiera RP do spraw turystyki obecny na bankiecie w hotelu "Wspinacz" w
Berlinie ( bo tak chyba należałoby tłumaczyć niemiecką
nazwę "Steigenberger"). W każdym razie, jeśli nawet pan Prezes gdzieś się
zaczął wspinać, to wygląda na to, że utknął na pierwszej półce nad peerelem.
Niezależnie od zastrzeżeń, jakie można mieć pod adresem organizatora i
gospodarza polskiego pawilonu ( m.in. brak dostępu do internetu, fatalne menu
w Klubie Polskim) za mocno naciągane należy uznać wyjaśnienia pani Ewy
Słowińskiej, wicedyrektor wydziału kultury z Bydgoszczy tłumaczącej się w
prasie z bardzo skromnego, jeśli nie żałosnego wyglądu bydgoskiego stoiska.
To nie jest tak, że nic nie można było zrobić, bo wygląd stoisk narzucił POT
w ramach ogólnej koncepcji plastycznej polskiego pawilonu. Można było, Drodzy
Bydgoszczanie, po pierwsze wykupić większą powierzchnię wystawienniczą. Jeśli
nas było stać na 12 metrów za 19 tysięcy zł, to Wasze stoisko powinno być
przynajmniej dwa razy większe tak zresztą, jak to było w przypadku wielu
innych dużych polskich miast. Oczywiście, z tak eksponowanym stoiskiem,
trzeba coś zrobić, aby wyglądało oryginalnie i atrakcyjnie. Z całą pewnością
nie mogą go obsługiwać panienki w krótkich spodenkach i getrach, bo to
konwencja plażowa, a nie zauważyłem, aby na ladzie robiły babki z piasku. Nie
należy też do dobrego tonu zajadanie się w takim miejscu daniami barowymi czy
popijanie wódeczki pół na pół z colą z plastikowych kubków ( ale ta uwaga
dotyczy naszych sąsiadów z drugiej strony, czyli Włocławka, który od lat
uporczywie trzyma się sprawdzonej w peerelu konwencji: "wieś tańczy i
śpiewa"). Przy okazji dementuję doniesienia bydgoskiej prasy, jakoby na
stoisku toruńskim też podawano mocne alkohole. Nic z tego, pani Redaktor,
najmocniejszy trunek to 15 proc. "Nalewka Babuni". Chociaż i taką nalewką
można się uwalić, jak ktoś się uprze.
Najtrafniej wygląd bydgoskiego stoiska podsumował internauta na
forum "Expressu Bydgoskiego" pisząc: "z tym landszaftem nie podbilibyśmy
nawet Rynarzewa, a my chcieliśmy Berlin."
Wygląda na to, że prezydent Dombrowicz zrobił jednak błąd, wyrzucając poza
struktury urzędu informację i promocje turystyczną. Utrzymanie naszego
Ośrodka Informacji Turystycznej kosztuje wprawdzie rocznie prawie 300 tysięcy
złotych, ale to się naprawdę opłaca tym bardziej, że w roku ubiegłym został
uznany za najlepszy w Polsce. Nie mielibyśmy też problemu w moim zespole z
atrakcyjną aranżacją nawet największej powierzchni wystawienniczej, ale to
już sprawa doświadczenia , a przede wszystkim mówiąc po pomorsku sznytu. Ale
zawsze chętnie, Drodzy Bydgoszczanie, służymy pomocą, może za wyjątkiem
tegorocznej obsługi naszego stoiska, bo to skarb, którego nie wypożyczamy.
Zamiast zatem dochodzić, Drodzy Żurnaliści bydgoscy, w ilu łóżkach sypiałem w
Berlinie z moją żoną i pod jaką kołderką, skupcie się raczej na znalezieniu
odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że Bydgoszcz na targach w Berlinie
wypadła nader skromnie i czy przypadkiem na ten wizerunek nie mieli także
wpływu poruszający się krokiem łyżwowym wysocy przedstawiciele naszego regionu