radca
14.06.03, 00:47
www.superexpress.pl/iso/Dzisiaj/Wiadomosci/Kraj/kraj_5.shtml
" Molestował, ale nie tknął
Neurochirurg z Bydgoszczy stanie przed sądem za... onanizowanie się przy
pacjentce. Pan doktor wciąż pracuje w klinice, bo ordynator nie widzi podstaw
do karania medyka.
34-letnia Katarzyna K. trafiła do Szpitala Akademii Medycznej po tym, jak
upadła na chodnik. Miała poważną ranę głowy. Dzień po przyjęciu odwiedziła ją
koleżanka Magdalena R., razem spacerowały po korytarzu.
- Zatrzymał mnie neurochirurg Abu S. Al. D. i spytał, czy miałam już robione
USG głowy - wspomina Katarzyna K. - Kazał mi iść za sobą do gabinetu. Trochę
się zdziwiłam.
Pani Kasia jest atrakcyjną blondynką. O "badaniu" opowiada nie kryjąc
skrępowania. Lekarz kazał jej się położyć, zdjąć szlafrok. Została w piżamce.
Lekarz zakleił kobiecie oczy wacikami.
- Tego też nie rozumiałam, przecież USG nie polega na naświetlaniu. Doktor
włożył mi w ręce przyrządy do badań, miałam sama jeździć nimi wokół głowy -
mówi pacjentka. Lekarz, według relacji pani Kasi, stanął za jej głową.
Kobieta wykonywała polecenia. Nagle uświadomiła sobie, że lekarz się...
onanizuje. - Zerwałam plastry z oczu. On skulił się za łóżkiem, przycisnął
moją głowę, zaczął poprawiać spodnie - twierdzi kobieta. - Potem uciekłam z
gabinetu.
- Wypadła zapłakana. Myślałam, że USG wykryło u niej guza mózgu - relacjonuje
Magdalena R.
Za pacjentką wybiegł lekarz. Uspokajał. Wezwanego lekarza dyżurnego usiłował
przekonać, że pacjentka... jest pijana.
Już następnego dnia policjanci przyszli wyjaśniać sprawę.
- Skierowaliśmy do sądu grodzkiego wniosek o ukaranie lekarza za spowodowanie
zgorszenia w miejscu publicznym. Nie mogliśmy postawić poważniejszego
zarzutu: lekarz nie dotknął pacjentki, robił "to" sam ze sobą - twierdzi Ewa
Przybylińska z bydgoskiej policji.
Abu S. Al. D. nadal pracuje. Twierdzi, że nie zna sprawy, nie zna Katarzyny
K. Odsyła do swojego zwierzchnika. Ordynator neurochirurgii też nie jest
skory do rozmów.
- Proszę nie siadać. Nie mam czasu - kwituje obcesowo.
Początkowo też twierdzi, że nie zna sprawy swojego lekarza. Zmienia zdanie na
widok kopii policyjnych dokumentów. O wszystkim dowiedział się od policji,
ale nie widzi podstaw do karania neurochirurga. Czy nie zmieni zdania po
skazującym wyroku sądowym?
- Czy panu jest znane pojęcie ochrony dóbr osobistych? - odpowiada pytaniem,
wyrzucając jednocześnie naszego reportera z gabinetu.
Inni pracownicy oddziału unikają wypowiedzi. Jedna z pielęgniarek uśmiecha
się znacząco pod nosem.
- Cóż, temperament południowca - kwituje.
Lekarz złamał wszelkie zasady etyki
- mówi Agnieszka Gołąbek, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia:
- Ta sprawa jest bulwersująca, przerażająca. Jeżeli te fakty są prawdziwe, to
trudno znaleźć określenie na zachowanie tego lekarza. "Wysoce naganne" to
chyba za słabo powiedziane.
Zawód lekarza łączy się nierozerwalnie z zaufaniem. Ktoś, kto wykorzystuje to
zaufanie, postępuje wbrew wszelkim standardom, łamie wszelkie kanony etyki
zawodowej lekarzy.
Bydgoszcz | Grzegorz Dudziński "