Dodaj do ulubionych

Wypowiedz na konkurs: Bydgoski Marzec 1981r PartI

10.02.08, 14:04
Dr Christopher R Robak

10 February 2008

Moj bydgoski Marzec 1981r (wypowiedz na konkurs)

Rozmawialem kiedys z glownym protagonista pamietnych wydarzen w Bydgoszczy.
Sprawa obrosla juz ponoc w piorka, sesje naukowe sie odbywaja a teraz nawet
ktos sie doktoryzowal z "Zeba Rulewskiego". Prosze, prosze- odparlem
ironicznie- a ty, czy tez byles na rozprawie doktorskiej? Bylem- dostaje
odpowiedz- i nawet profesor jakis czepial sie doktoranta, ze powiela stare
komunistyczne teksty z gazet, nie wnosi nic nowego.- Aha, rozumiem, no ale tez
co nowego mozna do tej sprawy wniesc dzisiaj, po tylu latach? No, chyba gdybym
ja byl na tej sali pelnej medrcow i specjalistow od dzielenia wlosa na czworo.
-zapalilem sie do tematu- Bylbym wstal i zapytal, ot tak zwyczajnie: Panie
Doktorze in spe,
a co Pan wiesz o reprezentacji bydgoskiej Solidarnosci za granica?- Chociaz
nie, nie bylbym az tak okrutny, nie zadalbym takiego pytania bo bylby to
koniec pracy doktorskiej. Jestem przekonany, ze facet nie ma o tym zadnego
pojecia.- Rulewski wyraznie zmieszany zbodiczkowal dyskusje na boczny tor. On
juz sobie zbudowal wokol siebie mur legend i z faktami zapewne nie zawsze mu
po drodze.

A przeciez jest niewatpliwym faktem, ze ja w tej wlasnie chwili i czasie
trzymam w reku fotokopie dokumentu. I ze jest tam pieczec bydgoskiej "S"-ki,
podpisy Rulewskiego, Tokarczuka, Gotowskiego. I ze dokument ow upowaznia mnie
do wystepowania na terenie Wielkiej Brytanii jako ich rzecznik prasowy. Co
robilem w miare sil i posiadanych srodkow,
az do zlozenia tej honorowej funkcji przezd I Zjazdem Solidarnosci.

Nie jest tu moim celem sieganie do starych szpargalow- a mam ich cala teczke.
Byl czas walki gdy trzeba sie bylo samemu okreslic i ja to zrobilem.
Wygralismy, ja w tym zwyciestwie w swoim malutkim zakresie pomoglem i to jest
wazne. Mamil mnie przed laty wspomniany wyzej Rulewski suta nagroda: otoz
mialem byc wpisany na liste Czlonkow Zalozycieli Bydgoskiej "S"-ki i z tej
racji obdarzony jakims medalem. Przyjemnie by bylo zawiesic ten medal obok
pamiatek rodzinnych, siegajacych Sybiru i Powstania W-skiego.
No, ale coz,w latach walki przyszla rewizja i ubecy podobno zabrali. Podobno
pudelko po takim medalu ktos sprzedawal dla korzysci majatkowej na lokalnym
pchlim targu., niewazne.
"In silentio pro Patria laborem" to ponoc motto mojej rodziny. Pracuj w
milczeniu dla Ojczyzny- powiada. Teraz pewnie moj tatus, czlonek starej
szlachty kresowej, zza grobu mnie przeklnie. Co do mamuski, to sam nie wiem bo
sprawa jest rozwojowa. To znaczy ja wystapilem dwa i pol roku temu o dostep do
jej papierow w bydgoskim oddziale IPN.
Otrzymalem jakas belkotliwa odpowiedz z ktorej wynika co jedynie, ze beda sie
ze mna kontaktowac inni ludzie, z Warszawy. Nie musze dodawac chyba, ze tego
do tej pory nikt nie uczynil.

Rozumiem klopot tych ludzi: mamy nowego Bohatera Narodowego, Pana Senatora,
Przyczynek bydgoski do Historii Polski a dokumenty krzycza zapewne, ze to
Cudowne Dziecko Kiszczaka a tow.Anna Robak z Listy Wildsteina(akta oznaczone
klauzula najwyzszego zaszeregowania) to jego przybrana mamuska! Pamietam, ze
Marek, przyjaciel obu domow, zakrztusil sie swoim papierosem gdy ja mu teorie
moja wyluszczylem pol roku temu, siedzac w domu podejrzanego, w bydgoskiej
Zatoce Czerwonych Swin. Marek pracowal kiedys dla Gazety Pomorskiej, juz
pewnie liczyl "w rozumie" ile zarobi za wierszowke. Niestety,drogi Marku,
teoria jest nieco "far fetched" jak sie mowi w jezyku Barda a po polsku
zwyczajnie bunkum. Chyba ze sie da dowod na to, ze jest inaczej.

Moj dowod? Janek byl niewatpliwie diamentem, twardy i nieociosany. Mial
wlasnych rodzicow, niepismiennego murarza i chlopke. Musial byc jednak w
zasiegu uwagi Organow MSW od czasu gdysmy obaj opuscili gomulkowskie
wiezienie. I tutaj wkracza moja wlasna mamuska, eminence grise w miescie nad
Brda, nominalnie radca prawny tutejszej Delegatury Najwyzszej Izby Kontroli.
Sprawujac nadzor nad obu podejrzanymi ptaszkami, synem i przyjacielem syna,
prowadzi z nami calonocne dysputy. Szlifuje ten nieociosany diament. Brylant
wlasnorecznie buduje. Piszac zapewne za naszymi plecami raporty. Nie trzeba
wcale wielkiej wyobrazni by sobie wyobrazic polskiego odpowiednika owego
genialnego policmajstra epoki napoleonskiej, Jozefa Fouche, jak taki raport
czyta i podejmuje decyzje: obserwowac, promowac, prowadzic na dlugiej smyczy,
tak by sie figurant nawet nie domyslal, ze chcemy go uzyc do naszych wyzszych
celow. Jakich celow?

Naiwni co nie znaja mechanizmow historii, mysla zazwyczaj ze panstwo rozpada
sie rownomiernie od srodka. Nieprawda! Pobiezne nawet studia procesow
rewolucyjnych w swiecie udowadniaja, ze ostatnia pada w systemie wladzy na
posterunku tajna policja. Malo tego, tajna policja moze byc nawet kreatorem
przemian, na czym nie zawsze sama dobrze wychodzi. Przyklad: Lawrentij Beria,
jego projekt de-kolchozowania Sowietow po smierci Stalina i przykry koniec
jako tarcza strzelnicza, przywiazany do deski, na sposob mongolski.
Warto pamietac aksjomat systemu komunistycznego: KGB i satelickie odpowiedniki
tej organizacji pracowaly zawsze najlepiej. Malo tego, niektorzy obserwatorzy
twierdza nawet, ze to jedyne organizacje systemu jakie pracowaly dobrze. Tak
wiec nie jest mi trudno wyobrazic sobie, ze polski Fouche -czyli nasz kochany
general Czeslaw Kiszczak- chcial dobrze, promowal zmiany i ludzi co ten system
zmienia. A ze wyszlo, jak zawsze to przeciez nie jego to przeciez wina.

Wracajac do meritum sprawy, owych pieciu minut dla miasta Bydgoszczy, ktore
zatrzesly Polska w Marcu 1981 r, sprawily ze sam wielki Lech Walesa musial tu
sciagnac a cala Polska dech zaparla pytajac: wejda Sowieci czy nie wejda? -
musze przyznac, ze niewiele mam tu do powiedzenia. Zadzwonilem do Szpitala
Wojewodzkiego gdzie Jasiu, niczym nabab jakis rezydowal otoczony zwiazkowa
straza. Rozmawialem z Wielkim Pobitym i przekonalem sie, ze zyje, calkiem nie
uszkodzony na umysle. To mi wystarczylo, zreszta wokol wydarzen weszyli juz
prawdziwi zawodowcy z prasy Zachodu. Nie pamietam abym wtedy dawal jakies
komunikaty do prasy. To juz minelo, posady komentatorow polskojezycznych w
mediach juz byly opanowane przez "naszych". Okres gdy mnie pytano o zdanie w
jakies lokalnej gazecie, juz minal. Kryzys spowodowany wypadkami bydgoskimi
przeminal nadzwyczaj szybko, zreszta w tamtym czasie Polska niczym okret
pijany w filmie Rejs, zataczala sie od zakretu do zakretu. Jesli odczulem cos
niepisanego, w raportach z linii polskiego frontu w the Times oraz innych
powaznych gazetach to pewna nutka zalu, ze ci Polacy nie wyciagneli niczym
przyslowiowa malpa z bajki , goracych kasztanow z ognia ktore my pozniej
moglibysmy tu schrupac.

Prawde powiedziawszy, w chwili tych waszych najwyzszych emocji, ja odczuwalem
pewna ulge. Ze jestem daleko, ze nie jestem tam z wami. Zastanawiam sie dzis
co bylbym wtedy zrobil? Bylbym oczywiscie u boku Janka, tez wzialbym po ryju
od ubecji. To byloby nieuniknione. No dobrze ale co potem? Otoz, po
przeanalizowaniu sytuacji, po zadaniu sobie zasadniczego pytania- Co bardziej
wazne? Zab Rulewskiego czy Polska? - ja mysle, tak z reka na sercu, ze pewnie
poszedlbym do UB i zdradzil.

Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka