Krzysztof Wolsztyński - Bydgoszczanin Roku 2007

18.02.08, 22:24
Kto wymyślił tę kandydaturę ??!! Przecież to jakaś kpina (nie umniejszając
zasługom p. Wolsztyńskiego), żeby mieszkaniec BIAŁYCH BŁOT otrzymał tytuł
BYDGOSZCZANINA. No ale cóż widocznie dla Gazety Wyborczej obie nazwy oznaczają
to samo. GRATULACJE dla p. Krzysztofa, za ponadczasowe wyróżnienie, a gazecie
życzę nagrody za głupotę roku.
    • bydgosta Krzysztof Wolsztyński - Bydgoszczanin Roku 2007 20.02.08, 00:40
      Brawo Panie Krzysiu! Gratulacje!!! Ale, ....no właśnie? Panie Krzysiu!
      Zaskoczony Pan jest? Ludzie szanujący Pana i Pana działalność także, bo ktoś
      chyba niepotrzebnie coś spróbował zrobić za pana plecami. Zupełnie niepotrzebnie.
      Mimo wątpliwości, niech Pan Panie Krzysztofie nie spuszcza z tonu!
      Pozdrowienia dla małżonki.
      • vanbach To przekręty na walnym zebraniu już wyjaśnione? 20.02.08, 10:44
        Mam tylko pytanie, czy zostały już wyjaśnione rzekome oczywiście
        przekręty na walnym zebraniu okręgowego związku lekkoatletyki, na
        którym grupa działaczy zablokowała w bardzo twórczy sposób
        kandydaturę Sebastiana Chmary do władz związku.
        • mantyhora Zagadkowe gadki kioskarza Wojciecha 20.02.08, 21:30
          Wpadłem dziś do kiosku po Fakty i Mity, a kioskarz pyta: a o aferze
          ze szwagrem żeś pan słyszał?
          - Ze szwagrem? - pytam
          - Ano, ze szwagrem, czy kimś tam podobnym - z rodziny w każdym
          razie. Ja tam się nie znam - kierowcą podobno jest.
          - I co? Jaka to afera - pytam troszkę z grzeczności.
          - Eeeee, ja tam się nie znam, ale do niedawna był kierowcą jakiejś
          szychy podobno, publycznej osoby - tak mówią. Kupę forsy dostawał za
          dyskrecję, bo jeźdzyly z tym szefem w takie miejsca, że ho ho! A
          kogo wozily, panie! Płacily mu nawet za to, że służbowy samochód
          trzymał pod swym własnym domem.
          - Za trzymanie samochodu pod domem płacili? Przecież wóz powinien
          stać w garażu, w firmie.
          - No widzisz pan? - a jemu płacily. I cóż pan powiesz?
          - Nie chce mi się wierzyć. Z publicznych pieniędzy mu płacili?
          Niemożliwe, to jakies plotki.
          - Oj, mało się pan na życiu znasz... Ja się tam może nie znam, ale
          pan to już jak dziecko jesteś.
          - To mówi pan, że publiczna osoba tak trwoniła społeczny grosz?
          - Ano publyczna, jak najbardziej. A co, sądzisz pan, że (tu sciszył
          głos i wymienił funkcję i nazwisko Osoby) to nie publyczna szycha?
          - O kurczę!!! - zatkało mnie - To o TEGO (tu sciszyłem głos i
          wymieniłem nazwisko Osoby) chodzi? Nie myli się pan?
          - Ten teeen. Ten samiuśki. Widzisz pan, gdzie zaszedł?
          Pod okienko podszedł kolejny klient. Kioskarz zmienił ton na nieco
          sztucznie swobodny:
          - Będziesz pan za tydzień po nowe Fakty i Mity, to panu resztę
          dopowiem. Zniżył głos: - Gdzie jeździly, kogo wozily i kto się tym
          interesuje.
          - Ale... - zacząłem, bo chciałem jeszcze pogadać z kioskarzem
          chwilkę.
          - Słucham szanownego pana - te słowa były już do gościa, który stał
          za mną...
          - ZA TYDZIEŃ - szepnął jeszcze do mnie kioskarz ukradkiem i
          porozumiewawczo mrugnął okiem.
    • altstadt Krzysztof Wolsztyński - Bydgoszczanin Roku 2007 20.02.08, 21:08
      A ile glosow dostal ? 10? A moze 15?
Pełna wersja