elodia
01.09.03, 06:15
Weszłam znowu na blog Krystyny Jandy i szczęka mi opadła gdy przeczytałam :
Wychowałam się w domu babci, wśród dorosłych, i politykę pieniężną kobiet, w
naszej rozległej rodzinie, bardzo charakterystyczną, można powiedzieć
niezłomne zasady postępowania na ten temat, wobec mężczyzn, panów i żywicieli
tych rodzin, poznałam jakby w sposób naturalny, a wyjaśnienia dodatkowe
udzielane mi przez babcię, mające mnie ochronić w życiu przed kłopotami,
zostały mi przekazane celowo, systematycznie, rzeczowo i bez emocji a raczej
ze ślepej miłości babci do mnie. I jako jedynie słuszne i obowiązkowe.
Po pierwsze - Psu, koniowi i mężczyźnie nie można wierzyć nigdy.
Po drugie - Mężczyzna pracuje, to jest jego obowiązek i duma, że może
utrzymać rodzinę i w tym go należy upewniać.
Po trzecie - Kobieta daje Mu się utrzymywać i to jest Jego wielkie szczęście,
bo On na nią, na tę kobietę, tak wspaniałą, właściwie nie zasługuje.
Po czwarte - Kobieta pracuje w domu i przy dzieciach trzy razy tyle, co On.
Po piąte - Mężczyzna jest głupszy w sprawach życiowych i w sprawach
zarządzania życiem i domem, więc to naturalne, że zajmuje się tym Ona.
Po szóste - Ma pokazać "pasek" wypłaty, żeby wszystko było jasne i nie było
niedomówień.
Po siódme - Ma oddać pieniądze, co do ostatniego grosika, a potem dopiero
poprosić o drobne na przyjemność taką jak piwo czy ulubione cukierki.
Po ósme - Mężczyźni nie muszą jeść ani cukierków, ani słodyczy, ani pić piwa
czy wina, i w ogóle wstydziliby się nawet o tym wspominać. Desery przy
obiadach i ciasto w sobotę wystarczy.
Po dziewiąte - Nigdy nie mówić mężczyźnie prawdy o kosztach prowadzenia domu.
Żeby darł na pasy, nie wiadomo co robił, kłamać, dla zasady i na wszelki
wypadek. Choćby po to, żeby Go zmylić, zdezorientować.
Po dziesiąte - Każda rzecz kupiona dla kobiety kosztuje grosze, każda kupiona
dla Niego - majątek. Rzeczy kupowane dla dzieci generalnie są drogie, z
zasady, żeby wiedział, że utrzymać i wychować dziecko nie jest łatwo i to
wielki Jego obowiązek.
Po jedenaste - Nigdy przed nim nie zdradzić prawdziwej ceny niczego. Dla
zasady.
Po dwunaste - Odkładać pieniądze zaoszczędzone systematycznie na bok, nie
zdradziwszy się z tym pod żadnym pozorem.
Po trzynaste - Nie bać się niczego, kłamać dla dobra domu i rodziny, on nie
jest w stanie zauważyć czy odkryć nawet najgrubszymi nićmi szytego łgarstwa.
Po czternaste - Rzeczy kupione dla siebie, chować, wyjmować po kolei,
stopniowo, i wmawiać, że się je ma od dawna, a w wypadku pytania na temat
takiej "nowej" rzeczy, zaatakować pretensjami i wymówkami o to, że tylko On
takich spraw nie zauważa, bo na kobietę nie patrzy.
Po piętnaste - Mówić zawsze, o każdej porze i w każdej sytuacji, że pieniędzy
może zabraknąć, przedstawiać kolejne potrzeby wykorzystując święta,
uroczystości, etapy życiowe rodziny i tym samym utrzymywać mężczyznę w
wiecznej gotowości do walki i forsować go do większego wysiłku.
Po szesnaste - Podstawowe potrzeby mężczyzny muszą być zaspokojone w sposób
perfekcyjny. Musi mieć poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że jest osobą
specjalnej troski, a jego wygoda i spokój, celem godnym wszelkich wysiłków.
Nawet, jeśli tak nie jest, musi być pewien, że to on i jego dobro jest
najważniejsze.
Po siedemnaste - Dowartościowywać i chwalić. Nigdy, pod żadnym pozorem nie
mówić tak zwanej prawdy, a nie daj Boże gorzkiej, bo po co?
Po osiemnaste - .....Mogłabym tak pisać godzinami, ale to niepotrzebne, bo
system postępowania odkrywa się i staje się czytelny po trzech pierwszych
punktach.
Wszystkie kobiety w mojej rodzinie, stosując się do tych zasad, prowadziły
wzorowo gospodarstwa, nigdy tam niczego nie brakowało, były mistrzyniami
oszczędności, gospodarności i świętego małego kłamstwa, dla dobra rodziny.
Każdej udawało się uskładać pokaźne sumy, które wypływały na wierzch w
momentach kryzysów, chorób, śmierci czy potrzeb niecodziennych. Wszyscy
mężczyźni byli w tej rodzinie generalnie zadowoleni, spokojni i
usatysfakcjonowani i co więcej wszyscy naprawdę kochali swoje żony a one ich.
Mimo że One myślały o Nich i traktowały Ich jak osobniki lekko
niedorozwinięte, ale za to z czułością. I tak się też o Nich wyrażały, nawet
wobec nas, dzieci.
Obserwuję dziś często sama siebie z rozbawieniem i śmieję się sama z
siebie, kiedy przyłapię się na tym jak sama, często zupełnie nieświadomie,
niepotrzebnie, ale za to w naturalny sposób, przestrzegam tych wpojonych
zasad, mimo że jestem w zupełnie innej sytuacji niż wszystkie te kobiety z
mojej rodzimy, o których pisałam wyżej.
Nigdy nie mówię mężowi ile co kosztowało, nie wiem dlaczego, podaję zawsze
cenę o połowę mniejszą, po prostu dla zasady, wiele rzeczy chowam i upycham
byle gdzie, po to, aby ich w ogóle nie zobaczył, bo są kupione bez żadnego
sensu, a do błędu się nie przyznam za nic, mam pochowane pieniądze po
wszystkich zakamarkach tak, jakby ktoś chciał mi je zabrać lub na nie czyhał,
po czym zapominam o nich bardzo często, nie zauważając ich nieobecności w
moim życiu, znajduję je najczęściej niespodziewanie w zdumiewających
miejscach, które samą mnie wprawiają w osłupienie. Lubię mieć sumę, o której
On nie wie. Zaskórniak pod ręką. Odkryte przypadkowo zakupy, a szczególnie
rzeczy dla mnie, określam zawsze jako prezenty od Niego na okazję, jaka mi
właśnie wpadnie do głowy, tłumaczę, że kupiłam to za Niego dla siebie, żeby
miał prezent z głowy i żeby Mu oszczędzić kłopotów, po co tak kłamię, nie
wiem, sama mnie to śmieszy. Itd. itd. itd... W torebce tak jak wszystkie
kobiety w mojej rodznie miały i mają, noszę świętego Antoniego z Padwy, i
rybią łuskę z wigilijnego karpia, na szczęście i dla powodzenia w finansach.
Na wszelki wypadek wierzę, że swędzenie lewej ręki oznacza przypływ
pieniędzy, stłuczenie talerzyka wydatek, a czarny kot w domu to dostatek.
Zginięcie psa - kradzież. Koronkowe serwetki - drobne problemy finansowe.
Pióra luzem w domu to bankructwo, a pożyczenie komuś lub od kogoś pieniędzy
to zła wróżba na przyszłość, jeśli wiążemy z tym kimś przyszłość. Itd. itd.
itd