Polonia jakiej nie znacie.

29.05.08, 16:55
Edmund Szyc w Bydgoszczy pojawił się gdy nasze miasto odzyskało
niepodległość spod zaboru pruskiego, przyjechał z Poznania, został
przydzielony jako dyrektor administracyjny przy zakładach ceramiki.
Był zagorzałym fanem sportu, działaczem, dziennikarzem sportowym,
także sędzią piłkarskim. W 1912 roku w Lesznie, założył klub Polonia
(barwy biało-czerwone), w tym samym roku z grupą innych działaczy
założył w Poznaniu Wartę (barwy biało-zielone, w tym czasie już
istniał w Poznaniu klub z barwami biało-czerwonymi, była to
Posnania). W Bydgoszczy Szyc odczuł ogromną potrzebę powstania
mocnego miejskiego klubu piłki nożnej, istniał już w tym czasie
klub "Terminator" (późniejsza Gwiazda), ale miał on zasięg
dzielnicowy, grali w nim głównie robotnicy, proletariat zarówno
niemiecki jak i polski. Niemcy posiadali w mieście swoje kluby, w
tym również piłkarski SportBruder. Założycielskie zebranie Polonii
miało miejsce dnia 14 maja 1920 w budynku dzisiejszego Urzędu
Wojewódzkiego. Szyc z Bydgoszczy wyjechał jeszcze w 1920 r. Rok
później w grudniu 1921 r. był obecny na pierwszym międzypaństwowym
meczu reprezentacji Polski w Budapeszcie, w latach dwudzistych był
aktywnym działaczem PZPN. Do końca życia (zmarł w latach 80tych XX
wieku) pozostał wierny Poznaniowi i Warcie). Sentyment do Polonii
jednak pozostał. Biało-czerwoni z doświadczeń sportowców Warty,
dzięki min. Szycowi, korzystali przez pierwsze 20 lat istnienia klubu

Bernard Golc - Związany z Polonią od jej powstania. Wraz min. z
bratem Edmundem był na założycielskim zebraniu 14 maja 1920. Już
wcześniej w 1919 założył w Bydgoszczy z kolegami Koło Sportowe
Młodzieży Polskiej. To głównie działacze wspomnianego koła wraz z
Szycem w maju 1920 r. założyli Polonię. Uprawiał także wioślarstwo w
Bydgoskim Towarzystwie Wioślarskim (zdobył mistrzostwo Polski w
czwórce BTW 1921-22). Był świetnym piłkarzem, póżniej trenerem,
wychowawcom młodzieży piłkarskiej. Bezgranicznie oddany Polonii.
Pracował jak wielu Polonistów przed II wojną w Okręgowym Związku
Piłki Nożnej. Po wojnie gdy milicyjna Gwardia przejęła biało-
czerwoną Polonię, skupił się glównie na pracy w OZPN, był w latach
pięćdziesiątych prezesem OZPN Bydgoszcz. Opiekiował się także
drużynami mlodzieżowymi. Jego syn był także piłkarzem Polonii.

Zygmunt Kochański - Pojawił się w Bydgoszczy w połowie lat
dwudziestych. Przyjechał z Poznania, tam w latach zaborów był
najpierw harcerzem, następnie członkiem Polskiej Organizacji
Zbrojnej, powstańcem wielkopolskim, uczestnikiem wojny polsko -
bolszewickiej, równocześnie uprawiał sport, grał w Unii Poznań,
drużynie,która w 1919 r. zdobyła nieoficjalny tytuł mistrza
Wielkopolski. W latach dwudziestych był prezesem Polonii. Zakochany
w futbolu i motoryzacji. Zreformował Okręgowy Związek Piłki Nożnej,
jego siedzibę w 1927r. przeniósł z Torunia do Bydgoszczy. To
pogorszyło i tak nie najlepsze stosunki z rywalami zza miedzy.
Prezesem OZPN był przez 13 lat. (1926-39). Walczył w kampanii
wrześniowej jako oficer Wojska Polskiego. Trafił do obozu
jenieckiego dla oficerów Woldenberg II Oflag C (dziś Dobiegniew
niedaleko Gorzowa). Sławił się tam organizowaniem rozgrywek piłki
nożnej między polskimi żołnierzami. Po II wojnie światowej
zaangażowany był, jako miłośnik motoryzacji w tworzenie sekcji
żużlowej w Polonii. Ponownie obrano go prezesem OZPN. Funkcję tę
sprawował do 1953 r. Po przejęciu Polonii przez milicyjną Gwardię ów
wybitny działacz poszedł w klubie do odstawki. Pracował w bydgoskim
oddziale Polskiego Związku Motorowego którego to oddziału został
prezesem. Nosił tytuł honorowego prezesa Pomorskiego Okręgowego
Związku Piłki Nożnej. Siła przedwojennej piłki nożnej w Polonii to w
dużej mierze jego zasługa.

    • kp_polonia Re: Polonia jakiej nie znacie. 29.05.08, 16:58
      Władysław Przybysz - Urodzony w 1900 r. w Wielkopolsce. Gracz
      najpierw Posnanii, następnie Warty (mistrz Polski 1929 r.), wicekról
      strzelców (1929 r.), dwukrotny reprezentant Polski. W 1933 r.
      przenosi się do Bydgoszczy, obejmuje posadę trenera pierwszej
      drużyny Polonii. Najprawdopodobniej został do Bydgoszczy sprowadzony
      przez ówczesnego prezesa BKS Polonia, dyrektora Banku Polskiego
      Stanisława Wodę, by pomóc piłkarzom w awansie do I Ligi.
      Równocześnie jest działaczem Okręgowego Związku Piłki Nożnej,
      odpowiada za sędziowanie. W czasie II wojny Światowej odmawia mimo
      gróźb pracy trenerskiej z młodzieżą niemiecką, wręcz odwrotnie z
      narażeniem życia prowadził w bydgoskim lasku gdańskim "tajne zajęcia
      z piłki nożnej dla młodzieży polskiej". Po II światowej wojnie
      ponownie opiekował się przez krótki czas drużyną biało-czerwonych.
      Był pierwszym i jak narazie jedynym sędzią z Bydgoszczy mającym
      status sędziego międzynarodowego. Sędzia główny finału Pucharu
      Polski 1951 Ruch-Wisła Kraków. Zmarł w 1973r.


      Mieczysław Robiński - Razem z min. Bernardem Golcem w 1919 r.
      założyli w będącej jeszcze pod zaborami Bydgoszczy Koło Sportowe
      Młodzieży Polskiej. Ekipa ta jeszcze przed założeniem Polonii
      rozgrywała swoje mecze, min. z Sokołem Toruń czy też Francuską Misją
      Wojskową. Robiński był filarem KSMP. Gdy Edmund Szyc przybył w 1920
      r. do Bydgoszczy oprócz pracy popołudniami grywał w piłkę i czynił
      to z młodymi z KSMP. Z nimi postanowił założyć "klub z prawdziwego
      zdarzenia". Robiński był na spotkaniu założycielskim Polonii, był
      zawodnikiem pierwszej jedenastki. Po miesiącu gry on jak i
      kilkunastu innych Polonistów zaciągnęło się do wojska i poszło na
      wojnę bić się z Bolszewikami, którzy w tym czasie byli już pod
      Warszawą. Mieczysław Robiński miał duszę podobną do Zygmunta
      Kochańskiego. W jednej ręce trzymałby piłkę, a w drugiej szabelkę,
      był z niego oddany patriota i żołnierz. Gdy we wrześniu 1939 r.
      Niemcy wkraczali do Bydgoszczy, Robiński był dowódcą 2 Kompani
      Bydgoskiego Batalionu Obrony Narodowej, gotowy był na wszystko.
      Zupełnie tak jakby był w 100% wierny słowom hymnu Polonii "Gdy
      przyjdzie z wrogami się zmierzyć, poznacie Polonię czym jest". Po
      kampanii wrześniowej nie złożył broni. Jako żołnierz podziemia,
      pracował w Komórce Wywiadu Armii Krajowej. Z narażeniem życia wraz z
      kolegami przyczynił się do zszyfrowania miejsca, w którym Niemcy
      pracowali nad swoją tajną super bombą V-1. Nie są nam znane
      powojenne losy Mieczysława Robińskiego.

      Klemens Biniakowski - Najwybitniejszy lekkoatleta przedwojennej
      Bydgoszczy, jeden z najlepszych lekkoatletów w Polsce w tamtym
      okresie w ogóle. Pochodził z Nakła, (urodzony 1902 r.) tam rozpoczął
      swoją karierę sportową. Od 1925 r. w biało-czerwonej Polonii.
      Startując w jej barwach w 1928 r. zdobył złoty medal Mistrzostw
      Polski w swojej koronnej konkurencji - biegu na 400 m. Ogólnie
      Biniakowski 22 razy zdobywał tytuł MISTRZA POLSKI !!! W tym samym
      roku reprezentował Polskę na Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie
      bez sukcesów, odpadł w eliminacjach,. W 1929 r zasilił sekcję
      lekkiej atletyki w Warcie Poznań. Z reguły bywało tak, iż Poznań, z
      Warta na czele Polonii użyczał swoich sportowców. W przypadku
      Biniakowskiego było odwrotnie. Pomimo faktu, iż Klemens Biniakowski
      występował w barwach Warty, nie przestał charytatywnie pracować w
      Polonii. W okresie zimowym prowadził "gimnastyczną zaprawę" czy to z
      młodymi lekkoatletami, piłkarzami czy przedstawicielami innych
      dyscyplin. Żołnierz września 1939, dostał się do niewoli. Był w
      obozie dla żołnierzy na Litwie. Z obozu tego dokonał brawurowej
      ucieczki, próbował dostać się na jedną z wysp szwedzkich. Złapany
      przez Niemców trafił do obozu koncentracyjnego. Po II wojnie
      światowej Klemens Biniakowski powrócił do Nakła. W Polonii pojawił
      się pod koniec lat pięćdziesiątych by ratować upadającą w klubie
      sekcję LA, trenował młodzież. Wśród starych sportowców "gwardyjskiej
      Polonii" znany jest fakt, że gdy w latach siedemdziesiątych XX wieku
      Biniakowski podupadł na zdrowiu i zwrócił się wówczas do milicyjnych
      włodarzy klubu, z prośbą o pomoc, został przez nich potraktowany,
      delikatnie mówiąc niepoważnie. Następnie zwrócił się o pomoc do
      Warty Poznań i ci pomni jego startów w tym klubie nie odmówili,
      udzielili mu należytej pomocy. Klemens Biniakowski zmarł w 1985 r. w
      Nakle gdzie jest też jego grób.

    • kp_polonia Re: Polonia jakiej nie znacie. 29.05.08, 16:59
      Stanisław Iżela - Perła wśród biało-czerwonych, człowiek renesansu.
      Śpiewak Operowy (tenor), dyrektor Opery Bydgoskiej.
      Człowiek "pierwszych salonów artystycznych" Pomorza i Kujaw, a
      zarazem entuzjasta piłki nożnej. Wywodził się z Krakowa. Tam grał w
      innym biało-czerwonym klubie Cracovii. Do Bydgoszczy przyprowadziła
      go miłość. W czasie wojny na froncie poznał tę jedyną, a że
      mieszkała ona w Bydgoszczy... Po przyjeździe nad Brdę już w 1945 r.
      miał miejsce w pierwszej drużynie biało-czerwonej Polonii. Grał min.
      w historycznym meczu Polonii przeciwko Ruchowi Chorzów, a w jej
      barwach przeciwko Wodarzowi, Cieślikowi, Bromowi, gwiazdom polskiej
      piłki nożnej z okazji 25-lecia Polonii. Stanisław Iżela stanął
      szybko przed wyborem. Jego pracodawca z Opery zaprosił go na rozmowę
      i wytłumaczył, że piłkarzem nie można być wiecznie, a kariera
      śpiewaka stoi przed nim otworem, z tym że czym dłużej będzie kopał w
      następstwie coraz gorzej będzie mu szło na scenie. Iżeli pomógł
      fakt, iż Polonię w 1949 r. rozwiązano. Od tej chwili związany był ze
      sportem tylko jako gość na ważnych imprezach sportowych na Polonii,
      aczkolwiek bywało i tak, że przypominano sobie o nim dopiero przy
      okazji ważnych imprez jubileuszowych, aby wyciągnąć od niego
      materiały archiwalne. Stanisław Iżela był dżentelmenem w każdym
      calu, zakochany bezgranicznie w bydgoskiej Operze. Można by pisać o
      nim wiele. Zmarł w 2002 r.

      Kazimerz Dydyński - Podobnie jak Bogdan Masłowski należał do
      młodszego grona biało-czerwonych Polonistów. Członkiem klubu został
      w latach trzydziestych. Po II wojnie światowej był wiceprezesem BKS-
      u. Dydyński odegrał bardzo ważną rolę w historii Polonii w 1956 r. W
      latach 1945-49 był wiceprezesem biało-czerwonych. Po rozwiązaniu
      Polonii, był on "nie mundurowym" działaczem Gwardii. W 1956 r. gdy w
      całej Polsce po latach stalinowskiego terroru przyszedł czas na
      chociażby prowizoryczną odwilż, kluby sportowe wracały do dawnych
      nazw, w Bydgoszczy postanowiono, że zrezygnuje się też z nazwy
      Gwardia. I tu zaczyna się ważna rola Dydyńskiego. Gwardia to był
      dziwny twór, by mogła ona istnieć jako potężny klub w 1949 r.
      rozwiązano kilka klubów milicyjnych, min. WMKS Partyzant, MKS Burzę
      oraz kluby cywilne Polonię, HKS Bydgoszcz. Dzięki Dydyńskiemu,
      również dzięki Alfredowi Labenzowi po fakcie, jak z mapy Bydgoszczy
      zniknęła nazwa Gwardia, powróciła nazwa Polonia. Był ogromny nacisk
      ze strony władz milicyjnych by klub nazywał się Partyzant, ale że
      był w owym 1956 r krótki czas, że milicja miała mniej do powiedzenia
      cywilni działacze "skompromitowanej" Gwardii, "uratowali" nazwę
      Polonia. Niestety nie uratowali biało-czerwonych barw i faktu, iż
      klub ponownie będzie cywilny. Polonia cywilna jest od 1990 r. barwy
      nadal ma te nadane Gwardii w 1949 r.

      Edmund Świątkowski urodzony w Bydgoszczy w 1907 r. Od 1921 r.
      piłkarz biało-czerwonej drużyny. W Polonii grywał również w hokeja
      na lodzie. Od 1931 r. grający trener. Fachu trenerskiego uczył go w
      Krakowie sam Józef Kałuża, były piłkarz Cracovii, najlepszy
      szkoleniowiec Polski okresu międzywojennego. Do 1939 r. gra i
      trenuje młodzież w Polonii, w jej barwach oraz w reprezentacji
      Pomorza przez 18 lat Edmund Świątkowski rozegrał około 700 meczów!
      Po wojnie wraca do macierzystego klubu, trenuje biało-czerwonych,
      sporadycznie grywa w meczach pokazowych. Najprawdopodobniej z uwagi
      na rozwiązanie Polonii w 1949 r. i zagarnięcie klubu przez Gwardię,
      przenosi się do pracy w Brdzie Bydgoszcz, a także w Zawiszy, z
      którym jako szkoleniowiec w 1952 r. zdobył mistrza II ligi. W tym
      czasie Świątkowski jest także mocno zaangażowany w budowę mocnego
      hokeja w Polonii, bardzo aktywnie działa w OZPN, gdzie sprawował
      wiele funkcji, min. jako trener - koordynator, a także w PZPN. W
      latach sześćdziesiątych ponownie przejął ster trenera wówczas
      drugoligowej piłkarskiej Polonii, walczącej nieskutecznie o powrót
      do najlepszych. Edmund Świątkowski zmarł jako emerytowany trener w
      Bydgoszczy w 1988 r. To jedna z najwybitniejszych, o ile nie
      najwybitniejsza postać bydgoskiej piłki nożnej XX wieku.


    • kp_polonia Re: Polonia jakiej nie znacie. 29.05.08, 16:59
      Kolejną postacią którą prezentujemy, jest postać wyjątkowo -
      wyjątkowa. Bohater naszego wspomnienia Władysław Kotlarek z Polonią
      Bydgoszcz związany był przeszło uwaga 60 lat. Przez wiele lat był
      żywą historią klubu. Przedstawmy jego historię. Urodzony 1 lipca
      1906 r. w Bydgoszczy. Od 1921 roku, gdy to w klubie powstała
      piłkarska drużyna juniorów, związany z biało-czerwonymi. Po latach
      Kotlarek tak wspominał pierwsze lata w klubie: "Początki były
      ciężkie, sami kupowaliśmy stroje, buty piłkarskie, opłacaliśmy
      bilety na przejazd na mecze, nieraz kolega wykładał na przejazd za
      kolegę. Sami żywiliśmy się. Do torby brało się kawałek chleba, a
      popijało się to wodą z pompy. Pod pompą też myliśmy się po meczach.
      Bywało, że nieraz musieliśmy przenosić bramki, graliśmy z drużyną na
      osiedlu, gdzie nie było bramek, przywoziliśmy na wózku własne.
      Braliśmy ze sobą słupki, łopaty, a za poprzeczkę bywało służyła
      linka. Generalnie w pierwszych latach klub nie mógł sobie pozwolić
      na wydatki związane z meczami, na początku sytuacja finansowa klubu
      była opłakana. Ówczesne trudne warunki wymagały wiele ofiarności od
      nas - zawodników, powodowały naturalną selekcję, przy klubie
      zostawali naprawdę najwierniejsi, a trzeba wiedzieć, że sport w
      latach dwudziestych w Bydgoszczy w ogóle nie był rozpowszechniony,
      patrzono na nas jak na ludzi zbzikowanych, co nie mają co z czasem
      robić, śmiano się z nas. W Polonii przed wojną dlatego byli
      autentyczni zapaleńcy. Do tego interesu trzeba było jeszcze
      dokładać." Wladysław Kotlarek był filarem juniorskiej drużyny
      Polonii, bezkonkurencyjnej na Pomorzu. Grał na "lewym skrzydle",
      koledzy w drużynie szybko zauważyli ,że Władziu jest nie tylko
      bardzo szybki, ale też wytrzymały. Gdy w Polonii pojawili się
      zapaleńcy, którzy stworzyli sekcję Lekkiej Atletyki (1922 r.)
      zaproponowali, by oprócz futbolu zajął się biegami. Władysław
      Kotlarek był trzykrotnym zwycięzcą (w drużynie) w ulicznym biegu
      Dziennika Bydgoskiego (1926,27,28), był także Mistrzem Pomorza i
      Bydgoszczy. W 1932 r. gdy ożenił się, zawiesił buty na kołku,
      rozpoczął pracę działacza w klubie. W biało-czerwonej Polonii
      piastował wiele funkcji, był wiceprezesem do spraw sportowych,
      długoletnim skarbnikiem klubu, przewodniczącym komisji rewizyjnej.
      Był odpowiedzialnym za finanse podczas budowy stadionu miejskiego
      (dzisiejszy stadion Polonii). Wszystkie te funkcje pełnił
      charytatywnie, jako społecznik. Dziś nie do pomyślenia. Za swoją
      ofiarną pracę jako działacz w międzywojennej Polonii, Kotlarek
      został zaproszony przez Polski Komitet Olimpijski na Olimpiadę, jako
      gość PKOL. Odmawiał dwukrotnie, bowiem uważał, że to za drogi
      prezent. Znany był też wielkim przedwojennej piłki nożnej. Wśród
      bliskich do dziś zachowało się zdjęcie Ernesta Wilimowskiego,
      najlepszego gracza Polski w okresie międzywojennym z dedykacją dla
      Kotlarka. Na co dzień był pracownikiem Komunalnej Kasy Oszczędności,
      następnie pracował w Narodowym Banku Polskim przy ulicy
      Jagiellońskiej. Warte podkreślenia jest, że wszystkie zebrania
      klubowe, związane z finansami biało-czerwonej Polonii odbywały się u
      niego w domu przy ulicy Siemieradzkiego na Okolu. Po II wojnie
      światowej Władysław Kotlarek pracował dalej w Polonii, a następnie w
      Gwardii. Nigdy jednak, co z dumą podkreśla jego rodzina, choć był
      nakłaniany wielokrotnie nie wstąpił do PZPR. Z Polonią Bydgoszcz był
      związany ponad 60 lat, gdy był już na emeryturze, udzielał się w
      klubie społecznie, za wykonywaną pracę od milicyjnych władz klubu
      nie brał ani grosza, choć miał wiele odznaczeń państwowych. Był
      także działaczem Okręgowego Związku Piłki Nożnej, działaczem PZPN.
      Odznaczony kilkakrotnie złotą odznaką związku. Gdy w pamiętnym 1970
      r Polonia obchodziła złoty jubileusz 50lecia, głównie dziennikarze
      pamiętali o Kotlarku. Był jedynym Polonistą, który nie licząc kilku
      początkowych miesięcy pamiętał cały okres, całe 50 lat Polonii.
      Medale, gratulacje w tym czasie odbierali partyjni i milicyjni
      włodarze Polonii. Gdy odchodził z klubu z uwagi na stan zdrowia po
      przeszło 60 latach zaangażowania, nie pamiętano o nim, władz klubu
      nie było stać na to by go godnie pożegnać. Gdy Władysław Kotlarek
      zmarł (miało to miejsce 1 kwietnia 1992 r.), a nadmieńmy Polonia
      była już miejskim, niemilicyjnym klubem, córka pana Kotlarka pani
      Urszula Kapłońska, żona wybitnego bydgoskiego rzeźbiarza, pamiętając
      fakt, że dla ojca Polonia była całym jego życiem, udała się do
      ówczesnych władz klubu, zapraszając na pogrzeb, to działacze dla
      człowieka, który poświęcił 60 lat społecznej pracy dla Polonii, nie
      znaleźli czasu, by oddać mu ostatni hołd. Na pogrzebie nie było
      oficjalnie - wspomina Janusz Bławat, były piłkarz Polonii, trener w
      tym klubie, prywatnie za młodu sąsiad Kotlarka z jednej kamienicy -
      przedstawicieli Polonii, zabrakło sztandaru klubowego, wieńca itd.
      Piszący te słowa także mam swój dług do spłacenia Władysławowi
      Kotlarkowi. Gdy tworzyłem rozdział o biało-czerwonej Polonii do
      Monografii 80 lat BKS Polonia o człowieku, który z Polonią związany
      był jak nikt inny poświęciłem dwa zdania... Dziś pragnę dzięki
      stronie internetowej kibiców Polonii przybliżyć czytelnikom tego
      wybitnego biało-czerwonego Polonistę. Dziękuje rodzinie pana
      Kotlarka za udzielenie mi informacji, ofiarowanie fotografii,
      ugoszczenie mnie w domu gdzie zapadały wszystkie najważniejsze
      przedwojenne finansowe decyzje klubu.
    • kp_polonia Re: Polonia jakiej nie znacie. 29.05.08, 17:00
      Jan Szarmach- tego sportowca Polonii potraktujmy jako wielką
      ciekawostkę. Właściwie koło osoby Szarmacha przeszlibyśmy bez
      przysłowiowych "ochów i achów" gdyby nie jego przesławny syn, jeden
      z najlepszych piłkarzy w historii polskiej piłki nożnej Andrzej
      Szarmach, gwiazda Mistrzostw Świata w Niemczech 1974, gwiazda
      Igrzysk Olimpijskich w Montrealu - król strzelców tej imprezy,
      gwiazda meczu o trzecie miejsce podczas mistrzostw świata w
      Hiszpanii 1982 r. Nie wiemy skąd rodzina Szarmachów wzięła się w
      Bydgoszczy, natomiast wiemy, iż ten młodziutki Jan Szarmach świetnie
      pływał. Ale tak naprawdę mogło się zdarzyć tak, iż nie wyszło by na
      światło dzienne to, że ojciec jednego z najlepszych biało-czerwonych
      futbolistów był zawodnikiem Polonii. Jak zwykle wszystkim rządził
      tzw. przypadek. W latach 70-tych XX wieku w lokalnej bydgoskiej
      prasie - Dzienniku Wieczornym rodziny byłych sportowców przynosiły
      do redakcji, stare fotografie, ukazywały się one następnie w
      gazecie. Równocześnie proszono czytelników aby, jeśli znają miejsce
      i okoliczności zrobienia zdjęcia, niech opiszą wydarzenie. W gazecie
      ukazało się zdjęcie, którego nieumiejętną reprodukcję prezentujemy
      na stronie. W odpowiedzi na zamieszczenie zdjęcia w redakcji D.W.
      pojawił się przedwojenny Polonista Aleksy Grabowski i to on
      opowiedział m.in. o swojej przyjaźni z Janem Szarmachem.
      Ojciec "Diabła" (przydomek Andrzeja Szarmacha) wraz z rodzicami
      mieszkał w grodzie nad Brdą. W Polonii na pewno występował od
      minimum 1925 r. do roku 1929. Był zawodnikiem sekcji pływackiej
      ówczesnego KSP, należącej oficjalnie do Pomorskiego Związku
      Pływackiego. Najlepszym pływakiem wśród biało-czerwonych był
      Białkowski (imienia niestety nie znamy). Jan Szarmach był podporą
      drużyny Poloni, która dnia 3 czerwca 1927 r. - jak wspomina Aleksy
      Grabowski zdobyła Mistrzostwo Pomorza w sztafecie 5 x 50 metrów. Z
      drużyny mistrzowskiej Aleksy Grabowski pamięta Jana Szarmacha,
      Konrada Rosta, Białkowskiego, piątego zawodnika nie potrafił sobie
      pan Aleksy przypomnieć, niewykluczone że był to Zakryś, o którym w
      latach 20tych w prasie pisano regularnie, gdy wzmiankowamno o
      zawodach pływackich. Nazwisko Szarmach w bydgoskiej przedwojennej
      prasie spotykamy tylko dwa razy i właściwie dopiero informacja
      Grabowskiego naświetla ów temat. Opowiadał on na łamach D.W. Skoro
      już mowa o Szarmachu, to jest on ojcem sławnego obecnie piłkarza,
      reprezentanta Polski. Z Szarmachem dobrze znałem się w latach
      dwudziestych. pamiętam że już w 1925 r. mieszkał w Bydgoszczy, był
      czynnym sportowcem Polonii. Potem, było to rok najprawdopodobniej
      1929 r. wyjechał do Gdańska, gdzie uprawiał sport w klubie Gedania.
      Dla zamknięcia tematu nadmieńmy, że jego syn Andrzej wielka karierę
      rozpoczął w klubie Arka Gdynia. W roku 1972 był królem strzelców w
      II lidze w barwach Arki. Tyle o Janie Szarmachu i jego słynnym synu.

      Marian Norkowski, pseudonim w drużynie "Mala" urodził się w 1935
      roku w Toruniu, był wychowankiem Pomorzanina Toruń. Był już w
      Toruniu świetnie zapowiadającym się graczem. Tego wówczas 16-17
      letniego piłkarza w "grodzie Kopernika" wypatrzył szkoleniowiec
      Konrad Kamiński. Poszła wieść w sąsiedniej Bydgoszczy, że w Toruniu
      kopie w piłkę chłopak o ogromnym talencie. W 1952 roku otrzymał od
      działaczy wówczas drugoligowej Gwardii Bydgoszcz propozycję gry w
      tymże klubie. Wówczas takie propozycje, składane przez milicyjnych
      działaczy były propozycjami nie do odrzucenia. Marianowi łatwiej
      było przenieść się do Bydgoszczy, bowiem w Gwardii od roku grał jego
      starszy brat Henryk, w drużynie Gwardii przezywany "tatą". W grodzie
      nad Brdą mieszkała także ich matka. Norkowscy osiedlili się w
      centrum Bydgoszczy, zamieszkali przy ówczesnej ulicy Aleje 1 maja 68
      (dziś ulica Gdańska). Charakterystycznym rozpoznawczym punktem tego
      miejsca była mieszcząca się pod mieszkaniem Norkowskich restauracja
      Słowianka, gdzie zresztą w latach późniejszych Marian Norkowski
      poznał swoją przyszłą żonę (była kelnerką w restauracji). Marian
      Norkowski grał w Polonii 18 lat, w tym 7 sezonów I lidze, w której
      rywalom strzelił 91 bramek. W tym czasie sześciokrotnie wystąpił w
      barwach reprezentacji Polski. Olimpijczyk z Rzymu (1960), tam jednak
      nie zagrał ani jednej minuty. W sezonie 1960 król strzelców
      ekstraklasy. Po zakończeniu kariery, miało to miejsce w 1970 r.
      przez pół roku trenował drużynę seniorów Polonii, miał on trenera II
      klasy, stopień nadany za zasługi dla piłkarstwa w Polsce i na
      Pomorzu i Kujawach. Po nieudanej trenerce pierwszego zespołu
      Polonii, przez kilka lat prowadził pracę szkoleniową z grupami
      młodszymi, ale generalnie w roli trenera "Mala" nie sprawdził się.
      Pracował społecznie w Bydgoskim Okręgowym Związku Piłki Nożnej. W
      latach dziewięćdziesiątych gdy Marian Norkowski przeszedł na
      emeryturę pracował jako portier na Wyższej Szkole Pedagogicznej,
      dziś Uniwersytet Kazimierza Wielkiego. Zmarł w 2001 r.
      • Gość: kazik Re: Polonia jakiej nie znacie. IP: 67.60.67.* 29.05.08, 18:18
        klub ma naprawde mila historie.slyszalem tez,ze gral pilkarz o
        nazwisku Fifielski,ale nie pamietam,czy w Polonii,czy tez w innym z
        miejskich klubow.nadal tez twierdze,ze w tym miescie nigdy nie
        bedzie silnej pilki,dopuki sie nie zrozumie,by powstal tylko jeden
        silny klub pilkarski[historia miasta zawsze traktowala pilke raczej
        po macoszemu]np.pod nazwa Bydgostia.
        • Gość: kp_polonia Re: Polonia jakiej nie znacie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.08, 15:06
          Piłkarskie początki biało-czerwonych.
          Zanim opiszemy ów mecze kilka słów wstępu. Po powstaniu klubu, a tym
          samym drużyny piłki nożnej Polonia należała wg okręgów do
          Poznańskiego Okręgowego Związku Piłki nożnej. Grała wówczas w B-
          klasie. Nie należy przyrównywać tego do dzisiejszej B klasy, a
          raczej do dzisiejszej III ligi. W tym czasie Poloniści regularnie
          grywali z drugoplanowymi drużynami Wielkopolski min. z Posnanią,
          Stellą Gniezno, KS Chodzież, Goplanią Inowrocław. W najbliższym
          regionie biało-czerwoni grywali z lokalnymi jedenastkami Gwiazdy,
          Sokoła, Cresovii, tudzież drużynami jednostek wojskowych, Szkoły
          Podchorążych, Szkoły Lotników. Najbardziej zaciekłe jednak mecze
          rozgrywali z lokalną drużnyną niemiecką FC SportsBruder. Rywale
          biało-czerwonych Polonistów oprócz meczów w Bydgoszczy, wyjeżdżali
          na "bratnie" potyczki do Niemiec. Gdy przyszedł rok 1923 i Poloniści
          z Poznańskiego OZPN przenieśli się do wówczas Toruńskiego OZPN,
          okazało się, że w tym nowym regionie jeszcze żadna polska drużyna
          nie wyjechała na mecz piłkarski poza granicę Polski. Wiązało się to
          z ogromnymi uprzedzeniami na lini polsko-niemieckiej. Biało-czerwoni
          postanowili wyjść na przeciw uprzedzeniom i wyjechać niedaleko za
          granicę, bo tylko kilka kilometrów, ale zawsze i na "obcym terenie"
          promować klub, miasto i kraj.

          1923 r. Pierwszy mecz Polonii poza granicami kraju.
          Victoria Schneidemuhl : POLONIA BYDGOSZCZ 2:1
          Przed 1945 rokiem Piła nazywała się Schneidemuhl i leżała w obrębie
          rzeszy niemieckiej. W mieście tym były min. dwa kluby piłkarskie
          Victoria i Hertha. Jako pierwszego za przeciwników, w tym
          historycznym pierwszym meczu polskiej drużyny rodem z Pomorza i
          Kujaw poza granicami kraju, Poloniści obrali sobie drużynę Victorii.
          Mecz rozegrano 20 maja 1923 r. Poloniści do Piły wyjechali już dzień
          wcześniej. Taki wyjazd to było nie tylko kopanie w piłkę. Po
          przyjeździe na miejsce, bydgoszczan przywitał polski konsul,
          działacze Victorii oraz miejscowi Polacy. Dnia następnego zanim
          rozegrano mecz Poloniści pojawili się w miejscowym katolickim
          kościele i wraz z licznie zebranymi Polakami uczestniczyli w mszy
          świętej. Po meczu wraz z Polakami udali się na spotkanie. Victoria
          była bardzo pewna siebie. Od trzech lat była niepokonana w swoim
          okręgu. Mecz, jego początek jakby potwierdzał klasę Niemców. Objęli
          oni szybko prowadzenie 2:0. Jednak w II połowie Polonia uwierzyła w
          siebie. W 18 minucie po przerwie biało-czerwoni zdobyli kontaktowego
          gola, a następnie mieli wiele sytuacji na poprawę wyniku. Ten jednak
          nie uległ zmianie.
          • Gość: kp_polonia Re: Polonia jakiej nie znacie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.08, 15:08
            POLONIA BYDGOSZCZ : Torkves Budapeszt 0:6
            W czerwcu 1924 r. do Polski na kilka meczów przyjechała silna
            drużyna z Węgier Torkves Budapeszt, mięli oni swoje mecze m.in. w
            Warszawie, a także w sąsiednim Toruniu z lokalnym TKS-em. Bydgoszcz
            jakby dotknął fakt, iż Węgrzy zagrają w Toruniu, a nie będzie ich w
            grodzie nad Brdą, postanowili to zmienić. Ale pojawił się problem.
            Przyjazd Węgrów do Bydgoszczy to był pokaźny wydatek finansowy.
            Budapesztanie to była firma, oni pojawili się w Polsce by promować
            piłkę na wysokim poziomie, byli dla Polaków w tamtym czasie wzorem,
            za grę ze sobą żądali niemałych pieniędzy. Działacze, piłkarze,
            kibice Polonii pokazali charakter, dobrą organizację, ogromny hart
            ducha. Zrobili w swoim kręgu zrzutę, opłacili przyjazd Węgrów do
            Bydgoszczy, dopięli swego Torkves pojawił się nad Brdą. Mecz
            rozegrano 11 czerwca 1924 r. Areną wydarzenia było boisko Szkoły
            Podchorążych (dziś nie istniejące) w miejscu gdzie obecnie mieści
            się ulica Dwernickiego (Osiedle Leśne). W tamtym okresie nie istniał
            jeszcze stadion na Sportowej, boisko "podchorążówki" było po prostu
            najwieksze. Zawody były fatalnie zareklamowane, informacja o meczu
            ukazała się w dniu meczu, ale nie mogło być inaczej bowiem do końca
            nie było wiadomo czy Poloniści sprostają wymaganiom Madziarów
            (uzbierają wystarczającą ilość pieniędzy). Na spotkaniu pojawiło się
            około 800 kibiców, stali oni wokół boiska. Węgrzy przewyższali biało-
            czerwonych pod każdym względem. Polonia nadrabiała ambicją,
            walecznością, ofiarnością. Na niewiele się to zdało. Goście
            zwyciężyli 6:0. Na osłodę warto nadmienić, iż podobny przebieg meczu
            miał miejsce w Toruniu (5:1 dla Torkves), także reprezentacja
            Warszawy nie sprostała budapesztanom (przegrali 0:2). Działacze
            Polonii na meczu z Węgrami stracili niemałe pieniądze. Wówczas w
            Polsce operowano inną walutą - markami polskimi. Poloniści przyjazd
            Torkves zamknęli stratą uwaga... półtora miliarda marek. Dla
            zrozumienia wielkości tej kwoty podamy, iż ówczesna gazeta
            codzienna "Dziennik Bydgoski" kosztował 200 tysięcy marek trudno nam
            ocenić czy dla bydgoszczan była to duża suma, czy też stać ich było
            na takie wydatki. Jedno jest pewne, biało-czerwonych ten fakt nie
            zraził. Poloniści w dalszym ciągu promowali w Bydgoszczy dobrą
            piłkę.
            • Gość: kp_polonia Re: Polonia jakiej nie znacie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.08, 12:51
              POLONIA BYDGOSZCZ : Victoria Schneidemuhl 4:1 oraz 5:1.
              Gdy w Niemczech Adolf Hitler doszedł do władzy ze swym polakożerczym
              nastawieniem, kontakty drużyn znad granicy nabrały nowego wymiaru.
              Faszystowskie Niemcy szybko chciały odzyskać stracony po I wojnie
              światowej teren, sport wykorzystywali m.in. do propagowania swoich
              zaborczych projektów. Na dzień 1 oraz 2 kwietnia do Bydgoszczy
              zjechała drużyna Victorii Schneidemuhl (Piła). Miały spotkać się dwa
              kluby z pogranicza, Poloniści promowali, podtrzymywali polskość w
              Pile, Złotowie oraz w wielu okolicznych miejscowościach, a Victoria
              chciała pobudzić ducha w bydgoskich Niemcach. Mecze zapowiadały się
              arcyciekawie. Bydgoska prasa nauczona faktem słabej promocji
              wcześniejszych spotkań drużyny biało-czerwonych, biorąc pod uwagę
              fakt, iż pierwszy mecz będzie odbywał się dnia 1 kwietnia w prasie
              zamieściła sensacyjny artykuł w którym pisano "na mecz zapowiada się
              2 tysiące kibiców niemieckich, a przewodzić im ma sam minister
              hitlerowskiej propagandy Goebbels, wraz z piłkarzami przyjedzie
              reprezentacyjna berlińska orkiestra formacji SS, by w Bydgoszczy na
              stadionie zagrać hymn niemiecki". Ów nazwijmy to blef zrobił na
              bydgoszczanach ogromne wrażenie, efekt był piorunujący. Młodzież
              polska z Bydgoszczy dała się nabrać na ogłoszenia prasowe,
              postanowiono, że nie można dopuścić do tego by Niemcy na Polonii
              mięli lepszy doping niż nasi biało-czerwoni. Każda ulica, kamienica
              ze Śródmieścia, Szwederowa, Londynku, Bielawek wystawiała swoją
              delegację kibiców na mecz. W szkołach , na podwórkach mówiono tylko
              o tym by dnia 1 kwietnia pojawić się na stadionie Miejskim i
              przekrzyczeć Niemców. Około 5 tysięcy głównie młodzieży, często z
              biało-czerwonymi flagami w dłoniach pojawiło się w kwietniowe
              popołudnie przy ulicy Sportowej. Takiej atmosfery nigdy wcześniej
              nie było. Bydgoszczanie pokazali polskość swojego miasta, na
              stadionie pojawili się, jeśli chodzi o Niemców głównie lokalni,
              miejscowi kibice, którzy notabene byli po części za Polonią oraz
              skromna delegacja z Piły. Mazurek Dąbrowskiego zabrzmiał tego dnia
              wyjątkowo uroczyście. Niemcy przy swoim hymnie demonstracyjnie
              podnieśli prawe dłonie do góry. Pomimo atmosfery
              polskości "mieszczańska Bydgoszcz" godnie, ciepło przyjęła Victorię.
              Polonia tego i następnego dnia grała przy wyjątkowej owacji.
              Przyniosło to piorunujący efekt. W pierwszym meczu biało-czerwoni
              wygrali 4:1, a w drugim 5:1.
              • kp_polonia Re: Polonia jakiej nie znacie. 12.06.08, 07:15
                W 1923 r piłkarze Polonii przenieśli się z Poznańskiego Okręgowego
                Związku Piłki Nożnej do nowo powstałego, działacze Polonii byli
                współzałożycielami Toruńskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej.
                Bydgoszczanie grę w TOZPN zaczęli od tzw. B-klasy (dzisiejsza umowna
                III liga) i w rozgrywkach tych w roku 1923 zwyciężyli. W 1924 r. w
                pierwszym sezonie w A-klasie Polonia plasuje się na 4 miejscu (grało
                5 zespołów). W 1925 r. rozgrywki w klasie A, nie odbyły się. W 1926
                r. biało-czerwoni zajmują 3 miejsce za TKS-em Toruń i Bałtykiem
                Toruń. W 1927 r. prezes Polonii Bydgoszcz, wyśmienity znawca
                futbolu, Zygmunt Kochański, widząc nieudolność pracy TOZPN, jako
                wiceprezes tegoż związku, zwołuje w Bydgoszczy zebranie wszystkich
                pomorskich klubów, podczas jego trwania działacze zmieniają nazwę z
                Toruński OZPN na Pomorski OZPN. Był to sygnał, że w Polonijnej piłce
                coś mocniej drgnęło. W 1928 r. gdy drużyna TKS Toruń grała w
                ówczesnej ekstraklasie, Polonia w Pomorskiej A-klasie zajmuje 2
                miejsce, za rezerwami TKS, ale z uwagi na Fakt, iż TKS grał we
                wspomnianej wyższej lidze, Polonię okrzyknięto Mistrzem Pomorza.
                Biało-czerwoni po raz pierwszy przystąpili do baraży o ekstraklasę.
                W turnieju tym Poloniści zajmują 2 miejsce za ŁTSG Łódź, a przed
                Pogonią Poznań i Ruchem Warszawa. Nie awansują do I ligi. W 1929 r.
                Polonia po raz drugi zdobywa Mistrzostwo Pomorza pokonując m.in.
                Gryf i TKS Toruń (spadł z ekstraklasy). Kolejny turniej barażowy o I
                ligę kończy się fiaskiem, biało-czerwoni potykając się ponownie z
                ŁTSG, Legią Poznań i Marymontem Warszawa zajmują ostatnie miejsce
                przegrywając wszystkie mecze. W 1930 w mistrzostwach Pomorza,
                bydgoszczanie zajęli drugą lokatę zostali wicemistrzami Pomorza (za
                TKSem). Rok 1931 - nie jest nam znane miejsce biało-czerwonych w
                mistrzostwach Pomorza, mistrzem został Gryf Toruń. Rok 1932 -
                Polonia znowu w złotej koronie, ale ponownie w barażach o
                ekstraklasę dostaje baty, zajmuje ostatnie miejsce za Legią Poznań,
                ŁTSG Łódź oraz Gwiazdą Warszawa. W styczniu 1933 r. w Polonii
                pojawia się Władyslaw Przybysz, gracz Warty Poznań, reprezentant
                Polski, on jako trener ma w końcu wprowadzić już wówczas BKS do I
                ligi. Polonia zdobywa bezapelacyjnie Mistrzostwo Pomorza. Baraże o
                ekstraklasę to ponowna klęska, ostatnie miejsce, za Polonią
                Warszawa, Legią Poznań oraz Turystami Łódź. Rok 1934 Polonia zdobywa
                wicemistrzostwo Pomorza za Gryfem Toruń. Rok 1935 - bydgoszczanie
                ponownie najlepsi. W pokonanym polu zostawiają TKS i Gryf Toruń. Był
                to piąty tytuł Mistrza Pomorza biało-czerwonych, piąte podejście -
                walka o I ligę, kończy się piątym niepowodzeniem. Czwarte miejsce za
                Legią Poznań, "niemieckim" Union Touring Łódź oraz Skodą Warszawa.
                Przed II wojną światową bydgoszczanie już nie wygrywają w Pomorskiej
                A - klasie, z roku na rok idzie im coraz gorzej. Wiosną 1936 r.
                zajmują 3 miejsce, jesienią 2 lokatę. W 1937 r. zajmują 3 miejsce.
                Wiosną 1938 - 6 lokata, jesienią 1938 r - 5 lokata. Wiosną 1939 r.
                zajmują 6 lokatę. Po II wojnie światowej, w rozgrywkach o
                mistrzostwo Pomorza w 1946 r. biało-czerwoni zdobywają
                wicemistrzostwo Okręgu (za Pomorzaninem Toruń). W 1947 ponownie są
                najlepsi. Szósty tytuł Mistrzów Pomorza. W barażach Polonia grała z
                Lechią Gdańsk, Milicyjnym KS Szczecin oraz HCP Poznań, szósty baraż
                zakończył się niepowodzeniem. Wiosną 1948 r. w Polonii zarysowuje
                się od strony piłkarskiej poważny kryzys, wynikający z sytuacji
                politycznej. Biało-czerwoni zajęli przedostatnie miejsce w A-
                klasie, cudem uratowali się przed spadkiem. Jesienią sytuacja jest
                podobna, na półmetku sezonu Polonia była na jednym z ostatnich
                miejsc w tabeli. W lutym 1949 r. klub , jak wiemy nie mający
                perspektyw na dalszą pracę sportową dokonał samorozwiązania.
Pełna wersja