Tu nie ma miejsc dla seniorów

25.11.08, 16:47
Dziwne, że nie ma prywatnych ośrodków. Na pewno miejsca w takich miejscach są
drogie. Może lepiej jak miasto zamiast opłacania izby wytrzeźwień dało by
trochę kasy na tego typu zakłady, tym bardziej że popyt będzie rósł.
    • mmm58 Tu nie ma miejsc dla seniorów 25.11.08, 22:35
      Dziś pochowałam starsza panią, całkowiecie samotną siostrę mojej
      babci.
      Miała 93 lata i mieszkała sama w budynku, z którego z czasem zrobił
      się biurowiec, więc na weekendy i święta tylko Ona zostawała w tym
      budynku sama.
      Na poddaszu, na 3 piętrze.
      Była dzielna i samodzielna przez całe życie, ale do czasu.
      Najpierw przestała zimą sama wychodzić z domu po zakupy.
      Potem coraz mniej sama gotowała dla siebie.
      Artykuły spożywcze i leki sami Jej donosiliśmy - początkowo sie
      nieśmiało opierała.. ale z czasem tak zostało.
      Nie chorowała w ogóle, jeśli nie liczyć wysokiego ciśnienia i innych
      dolegliwości związanych z wiekiem.
      Pod koniec upalnego lipca upadła w mieszkaniu.. akurat w weekend,
      była sama, do telefonu nie sięgnęła (zresztą od kilku dni był
      niesprawny) - znależliśmy Ją w poniedziałek rano.
      Ile dni przeleżała na podłodze, bez picia i jedzenia, w temperaturze
      mieszkania, 32 stopnie C..? Tego i Ona sama nie wiedziała.
      Zgłoszenie na pogotowie, karetka i decyzja: zabieramy na badania do
      szpitala.
      O 21 (!!!) ponownie transport do domu!! (lekarze szpitala wojskowego
      w Bydgoszczy wiedzieli, że starsza pani zamieszkuje praktycznie
      pusty budynek sama) a mimo to, w "stanie ogólnie dobrym" wypisali i
      wysłali o 21-ej do domu. Dowiedziałam się o tym , gdy trwał własnie
      przejazd ze szpitala do domu, więc wróciłam tam i pozwoliłam na
      transport chorej do mieszkania.
      Potem nastały dla nas ciężkie dni.
      Od tego czasu.. pozostała w łóżku.
      Ja przed pracą (dzięki Bogu,że szef na to przymykał oko), córka po
      pracy a wieczorem obie.. biegałyśmy do cioci... ze śniadaniem,
      obiadem, wieczorną toaletą i kolacją, przy okazji przebierając i
      zabierając do domu pościel.
      Zaczęły sie pameprsy i itd. i przez cały ten czas.. ani razu nie
      odezwała się pielęgniarka środowiskowa z przychodni..
      Zmęczone tym bieganiem same z córką załatwiłyśmy pomoc (1 godz.
      dziennie) do cioci z Pomocy Społecznej.
      I jakoś dawałyśmy radę - do czasu, gdy ciocia któregoś ranka nie
      mogła się dobudzić na śniadanie.
      Znowu pogotowie, badanie i decyzja: zabieramy do szpitala.
      Tam sie okazuje,że ciocia przeszła udar mózgu, niedokrwienny.
      Pozostaje w szpitalu 13 dni.. a potem szpital Jurasza, bez
      porozumienia z rodziną wysyła pacjentkę do szpitala miejskiego.
      Dowiadujemy się o tym fakcie w przykry sposób.
      W miejskim pozostaje kolejne 13 dni a następnie zostaje przekazana
      do szpitala w Nakle na oddział opieki długoterminowej.
      Nie mogłam w tym czasie zabrać Jej do domu (wszyscy pracujemy na I
      zmianie, a ja dodatkowo w tym czasie byłam jedyna w firmie).
      Miałam zamiar po obiecanym pobycie 30-dniowym w Nakle, zabrać ciocię
      do domu..(mając nadzieję,że w tym czasie i w pracy sytuacja się
      jakoś wyklaruje i będę miała pomoc w pracy).
      Jednak za namową pracownika socjalnego ze szpitala Jurasza ( nota
      bene osobą wyjątkową)rozpoczęłam prodecurę załatwiania jakiejś
      całodobowej pomocy w opiece nad chorą.
      Pani z ogłoszenia zażyczyła sobie za 4-5 godzin opieki.. 700 zł. a
      tyle właśnie emerytury miałą moja cioca.
      A gdzie koszty czynszu, papmersów,leków i jedzenia?
      Miała w Nakle pozostać 30 dni.. a tymczasem po 20 dniach otrzymuję
      około południa telefon,że przekazują pacjentkę do Zakładu Opiekuńczo-
      Pielęgniarskiego w Łasinie.
      Gdy zaczęłam oponować ( tego dnia po pracy wybierałam się w
      odwiedziny) uslyszałam,że już minął miesiąc i nic nie można zrobić..
      a w dalszej części rozmowy usłyszłama,że tak naprawdę to ciocia już
      tam wyjechała karetką!!! i że po co w takim razie załatwiałam ten
      Łasin (tak jak gdyby można to było załatwić w jeden dzień!! ) i że
      pretensje moge zglaszać właśnie do Łasina.
      Zadzwoniłam do Łasina a tam usłyszałam,że właśnie pacjentka
      zajechała..i że jesli chodzi o pretensje, to mam je zgłaszać do
      Szpitala w Nakle, bo to Oni nalegali na Łasin,żeby przyjeli
      pacjentkę, bo potrzebowali miejsca.
      W Łasinie ciocia była 18 dni ( pobyt za odpłatnością) - zdążyłam Ją
      odwiedzić 2 razy ( to prawie 100 km od Bydgoszczy)
      We wtorek zadzwoniłam tam i pytałam o Jej stan (bez zmian) a w
      czwartek rano odebrałam telefon o jej śmierci.
      Dziś Ją pochowałam na miejscu Jej własnego dziecka.
      Refleksja: Polska to nie jest kraj dla starych ludzi. Traktowani są
      jak worek ziemniaków, który można sobie podrzucać i przerzucać jak
      się chce i to bez konsultacji z rodziną. Jak któremu szpitalowi było
      wygodnie a o tym,że była opcja taka, że po pobycie w Nakle ja
      zadecyduję, czy wraca do domu, do mnie, czy przekazuję Ją do
      Łasina.. wszyscy zapomnieli..!!!
      Dwa razy zostałam postawiona przed faktem dokonanym.
      Raz przez szpital na Jurasza, drugi raz szpital w Nakle.
      Kobieta ta nigdy nie chorowała i do końca nie jestem przekonana czy
      musiała umierać poza domem, bez bliskich i samotnie... gdy
      zwiastunem śmierci jest telefon ze szpitala.



      Mogłabym sie w całości podpisac pod listem poprzedniczki, ale..
      z jednym wyjątkiem.
      Otóż moja krewna spędziła w szpitalu całe 64 dni, a raczej w
      szpitalach.
Pełna wersja