ivica
30.10.03, 10:04
tygodnik.onet.pl/1563,5829,1137869,tematy.html
"Krwawa niedziela" w Bydgoszczy oczami niemieckiego dziennikarza
Hitler miał rację. Jego decyzja o rozpoczęciu 1 września 1939 r. wojny z Polską była koniecznością, gdyż ocaliła tysiące polskich obywateli narodowości niemieckiej od niechybnej śmierci z rąk polskich sąsiadów. Choć i tak wszystkich nie udało się uratować, na przykład w Bydgoszczy, gdzie Polacy masowo mordowali Niemców...
Wojciech Pięciak / 2003-10-26
?To albo nazizm, albo głupota? - takimi słowami nieżyjący już redaktor naczelny tygodnika ?Der Spiegel?, Rudolf Augstein, skomentował zarysowany wyżej tok myślenia. Bynajmniej nie teoretyczny: tak o ?krwawej niedzieli? w Bydgoszczy pisał w 1987 r. Ernst Nolte, kontrowersyjny niemiecki historyk, w książce ?Europejska wojna domowa 1917-1945? (Nolte w oryginale: ?Wydaje się wątpliwe, czy mniejszość niemiecka przeżyłaby, gdyby w 1939 r. wojna trwała dłużej niż trzy tygodnie?).
Komentarz Augsteina ukazał się w styczniu 1988, gdy w RFN trwała jeszcze emocjonalna debata, nazwana potem ?sporem historyków? (Historikerstreit). Wywołał ją latem 1986 r. właśnie Nolte, formułując na łamach dziennika ?Frankfurter Allgemeine Zeitung? tezę, iż narodowy socjalizm i jego zbrodnie były ?tylko? (przesadną, to prawda, ale usprawiedliwioną) odpowiedzią na bolszewizm. Dla Noltego narodowy socjalizm nie byłby taki zły, gdyby nie przesadził, a przesadą był sposób, w jaki potraktowano Żydów. Choć okolicznością łagodzącą miało być to, że naziści działali ?w obronie koniecznej? - albo przynajmniej byli o tym przekonani.
Teza Noltego o ?wtórności Auschwitz? została wówczas powszechnie odrzucona - na płaszczyźnie naukowej i moralnej - i nie byłoby sensu przypominać jej tutaj, gdyby nie fakt, że chodzi nie tylko o kontrowersyjne poglądy, ale i o instrumentalne posługiwanie się nimi w celach nie naukowych, lecz przed-politycznych. Nolte nawiązywał do tej szkoły historycznej, wedle której historia ma być instrumentem - np. budowania pozytywnej tożsamości narodowej czy poprawiania narodowego samopoczucia.
A taką właśnie rolę w niemieckiej samoświadomości historycznej odgrywał przez minione kilkadziesiąt lat - i odgrywa do dziś, nie tylko dla pokolenia pamiętającego wojnę - przypadek ?krwawej niedzieli? w Bydgoszczy na początku września 1939 r. Także i w Polsce historia ?krwawej niedzieli? była instrumentalizowana. Na temat tego, co stało się wtedy w Bydgoszczy, powstały dwie odrębne legendy - polska i niemiecka - a każdą z nich wspierały relacje świadków i prace historyków. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że nie ma drugiego wydarzenia w polsko-niemieckiej historii najnowszej, co do którego istniałyby tak nie przystające do siebie wersje nie tylko na płaszczyźnie interpretacji, ale także faktów.
Co się więc w Bydgoszczy stało? Według Polaków w niedzielę 3 września 1939 r., w różnych miejscach Bydgoszczy grupy niemieckich dywersantów otworzyły ogień do cofających się wojsk polskich, zabijając kilkadziesiąt osób. W ciągu dnia, a także w poniedziałek 4 września, grupy te zostały zlikwidowane przez wojsko, wspierane przez cywilów-ochotników; ujętych z bronią Niemców (w ubraniach cywilnych) rozstrzeliwano, zgodnie z prawem wojennym. Kiedy następnego dnia do Bydgoszczy wkroczył Wehrmacht, rozpoczął się krwawy odwet: egzekucje, sądy doraźne, aresztowania; w sumie w wyniku niemieckiego terroru zginęło lub zmarło w kacetach do 20 tys. Polaków z Bydgoszczy (14 proc. mieszkańców miasta!).
Według Niemców było zupełnie inaczej: nie było żadnej dywersji, do polskich żołnierzy nikt nie strzelał. To Polacy - w akcie zemsty za napaść na Polskę i klęski na froncie, a także pod wpływem plotek o ?V kolumnie? - zaczęli mordować bydgoskich Niemców, zabijając kilkaset osób, gwałcąc kobiety i rabując (nazistowska propaganda mówiła o kilku tysiącach ofiar).
Niemcy do dziś obstają przy tej wersji zdarzeń. Z jednym wyjątkiem: w polskim tłumaczeniu ukazała się właśnie książka, wydana w Niemczech 14 lat temu: praca dziennikarza Güntera Schuberta ?Bydgoska krwawa niedziela. Śmierć legendy?.
Dlaczego Schubert - rocznik 1929, dziennikarz telewizyjny, w latach 1976-86 warszawski korespondent II programu niemieckiej telewizji publicznej (ZDF) - zainteresował się tym tematem? Przyczyna była niejako ?biograficzna?: Schubert urodził się 3 września, tamtej niedzieli w 1939 r. obchodził 10. urodziny. Pisze: ?Kilka dni później poznałem znaczenie słów ?bydgoska krwawa niedziela?. Fakt, że część mojej rodziny pochodziła z Prus Zachodnich [niemieckie określenie Pomorza Gdańskiego i regionu Kujaw - red.] i w roku 1920 opowiedziała się za Niemcami, bardzo się do tego przyczynił. Fakt, że Polacy napadli na bezbronnych, niewinnych Niemców i ich w ślepym gniewie wymordowali, był wyobrażeniem, z powodu którego za każdym razem trząsłem się z gniewu. (...) ?Krwawa niedziela? miała w mojej historyczno-politycznej świadomości stałe miejsce?.
Aż do pewnego dnia w 1978 r., gdy w łódzkiej kawiarni, w czasie przerwy między zdjęciami, jego polscy pracownicy z ekipy telewizyjnej zaczęli rozmowę o ?krwawej niedzieli? - w tonie, który burzył wyobrażenia Schuberta. Dziennikarz zaczął więc pytać i badać, analizować dostępne źródła, niemieckie i polskie. Punktem zwrotnym była dla niego lektura dokumentów w wojskowym archiwum w Rembertowie, co do których autentyczności nie mogło być wątpliwości: raportów dziennych polskiej 15. Dywizji Piechoty, pisanych na gorąco, w których mowa była o dywersji.
A że niemiecka telewizja nie była wówczas zainteresowana propozycją Schuberta, by zrobić film dokumentalny o ?śmierci (niemieckiej) legendy?, więc powstała książka. I choć w Polsce ukazuje się ona dopiero dziś, jest aktualna: w sierpniu w Polsce wybuchła nowa dyskusja, gdy prof. Włodzimierz Jastrzębski - historyk i autor prac o ?krwawej niedzieli? - nagle ogłosił na łamach ?Gazety Wyborczej?, że... przestał wierzyć w wersję o niemieckiej dywersji. Jego wystąpienie i późniejsze polemiki zachęciły do kolejnych badań. Dziennikarze bydgoskiego dodatku ?Wyborczej? zdążyli ustalić, że w miejskich księgach parafialnych z tamtych dni znajdują się wpisy o zgonach osób narodowości polskiej, co zdaje się potwierdzać, że zanim zginęli Niemcy, była i dywersja, i jej polskie ofiary.
W Niemczech natomiast nie zmienia się nic: jeśli temat ?krwawej niedzieli? pojawia od czasu do czasu - w jakimś liście do redakcji albo w tekstach neo-rewizjonistów (bo nie o rewizję granic już chodzi, ale obrazu historii), np. Helgi Hirsch, to w starej wersji: ?Polacy mordowali niewinnych Niemców?.
Skoro przez kilkadziesiąt lat tak wielu badaczy w Polsce i w Niemczech zajmowało się ?krwawą niedzielą?, dochodząc do tak odmiennych wniosków - to czy jest szansa, że ponad pół wieku po wojnie znajdą się jeszcze jakieś nowe dokumenty? Mimo wszystko należy próbować. Jest IPN, są archiwa rosyjskie. Może potwierdzi się interpretacja, którą proponuje - po, trzeba przyznać, solidnej analizie dostępnych źródeł - Schubert?
A interpretacja ta lokuje się mniej więcej w połowie drogi między obecną wersją niemiecką i polską: twierdzi on, że w Bydgoszczy faktycznie doszło - jak twierdzi strona polska - do ataku niemieckich dywersantów na cofające się polskie oddziały (choć raczej nie byli to Niemcy z samej Bydgoszczy, lecz ludzie z okolicy, zorganizowani i kierowani przez Służbę Bezpieczeństwa SS). I że w trakcie walk z dywersantami i później, kiedy dywersantów już nie było, bo niemal w całości zostali wybici przez wojsko, faktycznie doszło - jak twierdzi strona niemiecka - do kilkuset mordów na niewinnych Niemcach z Bydgoszczy, czego sprawcami byli Polacy. Choć więc Schubert pisał tę książkę dla czytelnika niemieckiego, w istocie mowa jest w niej o śmierci dwóch legend: i niemieckiej, i polskiej.