Powieść ( brawo Gall , jesteś ssuper!!)

01.11.03, 03:58
POWIEŚĆ FORUM BYDGOSKIEGO!!!
Bo jak możemy robić zdanie to czemu nie powieść? KAŻDY ROBI DWA ZDANIA A
TRZECIE ZACZYNA iiiii...... już...... Jedno jeszcze nie musicie się mnie
słuchać aleee pamiętam jak płakałayśmy z przyjaciólką ze śmiechu czytając -
Trędowatą - więc moim zamierzeniem jest powieść jak najbardziej kiczowata z
wszystkimi firankami rzęs itd.........
Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz , meduzo ohydna ! Czemu nikczemna...
    • Gość: zonc Re: Powieść ( brawo Gall , jesteś ssuper!!) IP: *.awacom.pl 01.11.03, 10:32
      ... to zacznij. A tematyka to tylko życie forumowiczów??
      • Gość: elodia Re: Powieść ( brawo Gall , jesteś ssuper!!) IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.03, 11:24
        nie życie forumowiczów (zbieżność przypadkowa , choć gallileusz na cześć galla
        to fakt) ale zaczęłam... To może jeszcze raz
        • Gość: elodia Re: Powieść ( brawo Gall , jesteś ssuper!!) IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.03, 11:26
          Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz , meduzo ohydna ! Czemu nikczemna...

          • Gość: Gall Będą problemy ze sprzątaniem i dublowaniem IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 03.11.03, 08:51
            Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
            natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
            dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
            wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalsasz. Czemuż nie możesz
            być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na codzień taką, jaką
            bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ...
            • Gość: Déjá vu Re: Będą problemy ze sprzątaniem i dublowaniem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.03, 23:50
              Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
              natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
              dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
              wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalsasz. Czemuż nie możesz
              być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na codzień taką, jaką
              bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
              nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
              przewrotna?
              To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
              które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
              Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
              sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
              głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
              przez się słowem. Silenkowy nastrój tego poranka...

              • elodia Re: czemu straszysz? auć? 27.11.03, 06:05
                Gość portalu: Déjá vu napisał(a):

                Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalsasz. Czemuż nie możesz
                być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na codzień taką, jaką
                bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                przewrotna?
                To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                przez się słowem. Silenkowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                Janett zdawała sobie sprawę z tego co usyszała ale najbardziej ją denerwował
                wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedziała, że ona lubi SM. Lokaj
                wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                jednak przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                pomyślała, ja jej......
                • elodia Re: czemu straszysz? auć? 27.11.03, 06:10
                  elodia napisała:

                  Gość portalu: Déjá vu napisał(a):

                  Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa

                  natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                  dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                  wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalsasz. Czemuż nie możesz
                  być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na codzień taką, jaką
                  bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                  nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                  przewrotna?
                  To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                  które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                  Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                  sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                  głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                  przez się słowem. Silenkowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                  Janett zdawała sobie sprawę z tego co usyszała ale najbardziej ją denerwował
                  wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                  wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                  przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                  pomyślała, ja jej......
                  • Gość: Fore Re: czemu straszysz? auć? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 27.11.03, 13:12
                    Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna tw
                    > a
                    >
                    > natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                    >
                    > dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                    > wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalsasz. Czemuż nie możesz
                    > być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na codzień taką, jaką
                    > bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                    >
                    > nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                    > przewrotna?
                    > To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                    > które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                    > Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                    > sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                    >
                    > głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                    > przez się słowem. Silenkowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                    > Janett zdawała sobie sprawę z tego co usyszała ale najbardziej ją denerwował
                    > wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                    > wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                    >
                    > przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                    > pomyślała, ja jej

                    policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła skrywać uczuć, jej
                    alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie na kołach
                    podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo już
                    słychać perlisty głos Ciquitity.
                    "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                    wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                    jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                    stala w dzrzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                    gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne ramiona -
                    prawdziwa boginii. Gallileusz...
                    • qczi Re: czemu straszysz? auć? 27.11.03, 21:54
                      Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                      natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                      dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                      wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalsasz. Czemuż nie możesz
                      być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na codzień taką, jaką
                      bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                      nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                      przewrotna?
                      To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                      które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                      Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                      sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                      głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                      przez się słowem. Silenkowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                      Janett zdawała sobie sprawę z tego co usyszała ale najbardziej ją denerwował
                      wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                      wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                      przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                      pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                      skrywać uczuć, jej
                      alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie na kołach
                      podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo już
                      słychać perlisty głos Ciquitity.
                      "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                      wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                      jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                      stala w dzrzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                      gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne ramiona -
                      prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                      Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                      smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                      pomyslala, że...
                      • qczi Re: czemu straszysz? auć? 27.11.03, 21:56
                        hehe no coz, Almondia nie pomyslala o Beger ;))
                        Almondia brzmi lepiej, no nie?
                        od migdalow
                      • Gość: Ted® Re: czemu straszysz? auć? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 27.11.03, 22:43
                        Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                        natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                        dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                        wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                        być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                        bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                        nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                        przewrotna?
                        To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                        które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                        Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                        sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                        głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                        przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                        Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                        wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                        wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                        przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                        pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                        skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                        na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                        już słychać perlisty głos Ciquitity.
                        "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                        wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                        jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                        stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                        gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne ramiona -
                        prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                        Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                        smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                        pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                        lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                        przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i
                        • rhemek Re: czemu straszysz? auć? 27.11.03, 22:52
                          Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                          natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                          dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                          wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                          być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                          bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                          nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                          przewrotna?
                          To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                          które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                          Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                          sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                          głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                          przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                          Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                          wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                          wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                          przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                          pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                          skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                          na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                          już słychać perlisty głos Ciquitity.
                          "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                          wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                          jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                          stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                          gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                          ramiona -
                          prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                          Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                          smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                          pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                          lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                          przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                          pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                          Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                          sie i przeszedl ja dreszcz...
                          Tymczasem Janette nie zamierzala
                          • qczi Re: czemu straszysz? auć? 27.11.03, 23:24
                            Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                            natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                            dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                            wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                            być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                            bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                            nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                            przewrotna?
                            To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                            które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                            Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                            sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                            głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                            przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                            Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                            wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                            wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                            przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                            pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                            skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                            na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                            już słychać perlisty głos Ciquitity.
                            "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                            wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                            jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                            stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                            gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                            ramiona -
                            prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                            Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                            smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                            pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                            lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                            przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                            pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                            Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                            sie i przeszedl ja dreszcz...
                            Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                            poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                            Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                            pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                            jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                            nie spotka mezczyzny, ktory...
                            • rhemek Re: czemu straszysz? auć? 27.11.03, 23:31
                              Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                              natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                              dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                              wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                              być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                              bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                              nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                              przewrotna?
                              To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                              które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                              Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                              sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                              głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                              przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                              Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                              wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                              wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                              przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                              pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                              skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                              na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                              już słychać perlisty głos Ciquitity.
                              "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                              wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                              jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                              stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                              gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                              ramiona -
                              prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                              Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                              smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                              pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                              lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                              przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                              pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                              Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                              sie i przeszedl ja dreszcz...
                              Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                              poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                              Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                              pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                              jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                              nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                              ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                              na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                              darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                              chytrze....
                              • qczi Re: czemu straszysz? auć? 27.11.03, 23:39
                                Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                przewrotna?
                                To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                ramiona -
                                prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                sie i przeszedl ja dreszcz...
                                Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                przadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily:...
                                • rhemek Re: czemu straszysz? auć? 27.11.03, 23:44
                                  Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                  natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                  dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                  wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                  być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                  bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                  nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                  przewrotna?
                                  To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                  które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                  Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                  sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                  głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                  przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                  Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                  wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                  wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                  przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                  pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                  skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                  na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                  już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                  "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                  wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                  jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                  stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                  gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                  ramiona -
                                  prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                  Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                  smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                  pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                  lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                  przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                  pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                  Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                  sie i przeszedl ja dreszcz...
                                  Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                  poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                  Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                  pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                  jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                  nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                  ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                  na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                  darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                  chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                  przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                  bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                  chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                  wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                  calkowicie naga i sama i rozkoszowac sie nimi, pieszczac sie zapamietale i
                                  marzac, marzac odwaznie, a w mazreniach tych uzewnetrznialy sie jej wszytkie
                                  ukryte i niespelnione odwazne marzenia. Uwielbiala piescic...
                                  • rhemek Re: czemu straszysz? auć? 28.11.03, 00:16
                                    Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                    natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                    dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                    wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                    być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                    bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                    nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                    przewrotna?
                                    To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                    które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                    Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                    sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                    głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                    przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                    Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                    wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                    wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                    przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                    pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                    skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                    na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                    już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                    "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                    wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                    jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                    stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                    gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                    ramiona -
                                    prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                    Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                    smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                    pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                    lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                    przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                    pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                    Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                    sie i przeszedl ja dreszcz...
                                    Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                    poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                    Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                    pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                    jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                    nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                    ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                    na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                    darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                    chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                    przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                    bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                    chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                    wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                    calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                    marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                    wszystkie
                                    ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...
                                    • lokator Re: czemu straszysz? auć? 28.11.03, 01:09
                                      rhemek napisał:

                                      > Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                      > natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                      > dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                      > wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                      > być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                      > bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                      > nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                      > przewrotna?
                                      > To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                      > które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                      > Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                      > sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                      > głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                      > przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                      > Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                      > wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                      > wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                      > przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                      > pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                      > skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                      > na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                      > już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                      > "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                      > wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                      > jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                      > stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                      > gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                      > ramiona -
                                      > prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                      > Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                      > smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                      > pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                      > lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                      > przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                      > pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                      > Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                      > sie i przeszedl ja dreszcz...
                                      > Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak
                                      wielu
                                      > poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                      > Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                      > pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                      > jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu,
                                      az
                                      > nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem,
                                      pod
                                      > ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo
                                      zadnego
                                      > na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                      > darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                      > chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                      > przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                      > bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                      > chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                      > wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                      > calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                      > marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                      > wszystkie
                                      > ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...

                                      Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                      -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                      -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                      -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                      [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]
                                      • qczi nie psuj chociaz formy 28.11.03, 01:30
                                        Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                        natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                        dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                        wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                        być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                        bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                        nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                        przewrotna?
                                        To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                        które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                        Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                        sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                        głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                        przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                        Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                        wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                        wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                        przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                        pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                        skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                        na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                        już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                        "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                        wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                        jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                        stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                        gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                        ramiona -
                                        prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                        Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                        smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                        pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                        lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                        przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                        pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                        Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                        sie i przeszedl ja dreszcz...
                                        Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                        poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                        Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                        pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                        jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                        nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                        ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                        na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                        darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                        chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                        przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                        bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                        chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                        wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                        calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                        marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                        wszystkie
                                        ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...


                                        Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                        -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                        -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                        -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                        [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]


                                        pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...

                                        ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...
                                        • lokator Re: nie psuj chociaz formy 28.11.03, 02:25
                                          qczi napisała:

                                          > Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                          > natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                          > dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                          > wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                          > być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                          > bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                          > nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                          > przewrotna?
                                          > To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                          > które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                          > Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                          > sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                          > głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                          > przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                          > Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                          > wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                          > wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                          > przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                          > pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                          > skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                          > na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                          > już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                          > "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                          > wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                          > jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                          > stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                          > gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                          > ramiona -
                                          > prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                          > Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                          > smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                          > pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                          > lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                          > przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                          > pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                          > Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                          > sie i przeszedl ja dreszcz...
                                          > Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak
                                          wielu
                                          > poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                          > Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                          > pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                          > jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu,
                                          az
                                          > nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem,
                                          pod
                                          > ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo
                                          zadnego
                                          > na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                          > darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                          > chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                          > przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                          > bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                          > chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                          > wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                          > calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                          > marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                          > wszystkie
                                          > ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...
                                          >
                                          >
                                          > Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                          > -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                          > -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                          > -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                          > [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]
                                          >
                                          >
                                          > pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...
                                          >
                                          > ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...
                                          >

                                          Neo wzdrygnął się.
                                          -Deja vu. Znowu jesteśmy w Matriksie. Ten horror nigdy się nie skończy.
                                          Trinity spojrzała zdziwiona.
                                          -Jak to się stało?
                                          • ivica wnioski zaspanego ivicy 28.11.03, 08:18
                                            Gallileusz

                                            żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity

                                            Pojde do swej kurtyzany, Almodii

                                            spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna

                                            hehe ale szpileczki, prosze prosze jak mozna ladnie kogos opisac :)))))
                                        • Gość: Fore Re: nie psuj chociaz formy IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.11.03, 09:07
                                          > Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                          > natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                          > dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                          > wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                          > być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                          > bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                          > nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                          > przewrotna?
                                          > To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                          > które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                          > Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                          > sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                          > głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                          > przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                          > Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                          > wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                          > wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                          > przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                          > pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                          > skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                          > na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                          > już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                          > "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                          > wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                          > jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                          > stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                          > gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                          > ramiona -
                                          > prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                          > Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                          > smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                          > pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                          > lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                          > przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                          > pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                          > Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                          > sie i przeszedl ja dreszcz...
                                          > Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak
                                          wielu
                                          > poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                          > Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                          > pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                          > jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu,
                                          az
                                          > nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem,
                                          pod
                                          > ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo
                                          zadnego
                                          > na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                          > darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                          > chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                          > przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                          > bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                          > chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                          > wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                          > calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                          > marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                          > wszystkie
                                          > ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...
                                          >
                                          >
                                          > Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                          > -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                          > -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                          > -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                          > [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]
                                          >
                                          >
                                          > pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...
                                          >
                                          > ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki i
                                          juz miałay nakłdać jabłka na wyłożone na blasze ciasto, gdy z ogrodu dobiegł
                                          kaznodziejski głos, wyjrzały przez okni, na klombie stal gość, odziany w
                                          sędziowska togę, który mówił cos o PRAWDZIE NAJWYŻSZEJ i BLIŹNICH. Co
                                          dziwniejsze, wokół klombu przemykał co chwila długi , chudy osobnik, o bladej
                                          twarzy, kładł sie na zielonej trawie, robił zdjęcia i notatki i syczał co
                                          chwila: my precioussssssssss. Janette...
                                          • rhemek Re: nie psuj chociaz formy 28.11.03, 09:22
                                    • rhemek po usunieciu glupich wstawek kontynuujemy... 28.11.03, 09:04

                                      • qczi PROSZE KURFA NIE PSUC STRUKTURY!!!!!! 28.11.03, 10:59


                                        Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                        natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                        dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                        wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                        być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                        bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                        nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                        przewrotna?
                                        To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                        które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                        Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                        sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                        głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                        przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                        Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                        wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                        wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                        przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                        pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                        skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                        na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                        już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                        "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                        wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                        jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                        stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                        gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                        ramiona -
                                        prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                        Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                        smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                        pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                        lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                        przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                        pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                        Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                        sie i przeszedl ja dreszcz...
                                        Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                        poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                        Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                        pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                        jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                        nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                        ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                        na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                        darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                        chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                        przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                        bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                        chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                        wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                        calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                        marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                        wszystkie
                                        ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...


                                        Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                        -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                        -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                        -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                        [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]


                                        pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...

                                        ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...


                                        Neo wzdrygnął się.
                                        -Deja vu. Znowu jesteśmy w Matriksie. Ten horror nigdy się nie skończy.
                                        Trinity spojrzała zdziwiona.
                                        -Jak to się stało?

                                        /po wyslaniu lokatora ze śmieciami, po zakupy i zlote runo.../

                                        pstryk!


                                        ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki i
                                        juz miałay nakłdać jabłka na wyłożone na blasze ciasto, gdy z ogrodu dobiegł
                                        kaznodziejski głos, wyjrzały przez okni, na klombie stal gość, odziany w
                                        sędziowska togę, który mówił cos o PRAWDZIE NAJWYŻSZEJ i BLIŹNICH. Co
                                        dziwniejsze, wokół klombu przemykał co chwila długi , chudy osobnik, o bladej
                                        twarzy, kładł sie na zielonej trawie, robił zdjęcia i notatki i syczał co
                                        chwila: my precioussssssssss. Janette tymczasem poszla ubrac sie w swoja
                                        piekna suknie przywieziona prosto z Japoni z glebokim dekoltem odslaniajacym
                                        jej piekne opalone i jedrne piersi. Zabije go, pomyslala, i poczula jak radosc
                                        zaczyna przepelniac jej serce. Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony
                                        currara...



                                        /DVD MODE...??/

                                        ....pieszczac zapamietale i
                                        marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                        wszystkie
                                        ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie, tak jak
                                        codziennie kiedy on byl z nia.
                                        Dlaczego musze to znosic, myslala, dlaczego mi to robi, skoro wie, ze moje
                                        serce peka, ze sprawia mi dziki bol, jakby wbijal szpile prosto w moje serce,
                                        czyzby ci mezczyzni juz tacy byli, slodzili , gdy czego spotrzebuja, a
                                        zdradzali przy pierwszej okazji- chyba doznaje deja-vu, pomyslala....
                                        Tymczasem od strony podworza do okna zakradal sie tajemniczy mezczyna...

                                        /DVD MOFE OFF/


                                        Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony currara i pomyslala: "chyba
                                        zaciukam tego Gollmuma, bo mi cus do bajki nie pasuje". Zawinela kiecke, ktora
                                        nieco jej sie odwinela i pobiegla do ogrodu, uprzednio wlozywszy czapke
                                        niewidke. Ciquitita w miedzyczasie jak zwykle pozostala na lodzie, z pogarda
                                        jednak spogladala na chinskie zabawki. 'Piepszona tania sila robocza' -
                                        pomyslala. Skupila sie, wokol iej zaczely falowac promienie energii - Ciqlitita
                                        magicznym sposobem przebrala sie w piekna suknie, w ktorej miala mala, tajna
                                        skrytke. Wyciagnela z niej papierosa...
                                        • rhemek Re: PROSZE KURFA NIE PSUC STRUKTURY!!!!!! 28.11.03, 11:07
                                          Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                          natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                          dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                          wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                          być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                          bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                          nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                          przewrotna?
                                          To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                          które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                          Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                          sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                          głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                          przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                          Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                          wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                          wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                          przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                          pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                          skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                          na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                          już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                          "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                          wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                          jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                          stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                          gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                          ramiona -
                                          prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                          Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                          smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                          pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                          lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                          przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                          pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                          Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                          sie i przeszedl ja dreszcz...
                                          Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                          poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                          Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                          pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                          jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                          nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                          ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                          na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                          darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                          chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                          przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                          bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                          chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                          wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                          calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                          marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                          wszystkie
                                          ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...


                                          Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                          -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                          -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                          -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                          [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]


                                          pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...

                                          ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...


                                          Neo wzdrygnął się.
                                          -Deja vu. Znowu jesteśmy w Matriksie. Ten horror nigdy się nie skończy.
                                          Trinity spojrzała zdziwiona.
                                          -Jak to się stało?

                                          /po wyslaniu lokatora ze śmieciami, po zakupy i zlote runo.../

                                          pstryk!


                                          ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki i
                                          juz miałay nakłdać jabłka na wyłożone na blasze ciasto, gdy z ogrodu dobiegł
                                          kaznodziejski głos, wyjrzały przez okni, na klombie stal gość, odziany w
                                          sędziowska togę, który mówił cos o PRAWDZIE NAJWYŻSZEJ i BLIŹNICH. Co
                                          dziwniejsze, wokół klombu przemykał co chwila długi , chudy osobnik, o bladej
                                          twarzy, kładł sie na zielonej trawie, robił zdjęcia i notatki i syczał co
                                          chwila: my precioussssssssss. Janette tymczasem poszla ubrac sie w swoja
                                          piekna suknie przywieziona prosto z Japoni z glebokim dekoltem odslaniajacym
                                          jej piekne opalone i jedrne piersi. Zabije go, pomyslala, i poczula jak radosc
                                          zaczyna przepelniac jej serce. Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony
                                          currara...



                                          /DVD MODE...??/

                                          ....pieszczac zapamietale i
                                          marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                          wszystkie
                                          ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie, tak jak
                                          codziennie kiedy on byl z nia.
                                          Dlaczego musze to znosic, myslala, dlaczego mi to robi, skoro wie, ze moje
                                          serce peka, ze sprawia mi dziki bol, jakby wbijal szpile prosto w moje serce,
                                          czyzby ci mezczyzni juz tacy byli, slodzili , gdy czego spotrzebuja, a
                                          zdradzali przy pierwszej okazji- chyba doznaje deja-vu, pomyslala....
                                          Tymczasem od strony podworza do okna zakradal sie tajemniczy mezczyna...

                                          /DVD MOFE OFF/


                                          Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony currara i pomyslala: "chyba
                                          zaciukam tego Gollmuma, bo mi cus do bajki nie pasuje". Zawinela kiecke, ktora
                                          nieco jej sie odwinela i pobiegla do ogrodu, uprzednio wlozywszy czapke
                                          niewidke. Ciquitita w miedzyczasie jak zwykle pozostala na lodzie, z pogarda
                                          jednak spogladala na chinskie zabawki. 'Piepszona tania sila robocza' -
                                          pomyslala. Skupila sie, wokol iej zaczely falowac promienie energii -
                                          Ciqlitita
                                          magicznym sposobem przebrala sie w piekna suknie, w ktorej miala mala, tajna
                                          skrytke. Wyciagnela z niej papierosa marki avinion z domieszka najlepszej
                                          trawki, ktora to przywozili dla niej specjalnie z tej nowej koloni angielskiej
                                          i zaciagnela sie gleboko, rozkladajac szeroko na wygodnym fotelu. Jakze ja
                                          prawdziwych facetow, niechcze mi ktorys wpadnie dzisiaj w moje rece, zamecze
                                          na smierc, pomyslala z szelmowskim usmieszkiem ciagle niezaspokojenogo i coraz
                                          bardziej rozpalonego ciala, ktore zaczynalo falowac z podniecenia. ledwie
                                          zdazyla to pomyslec gdy zobaczyla ...
                                        • qczi Re: PROSZE KURFA NIE PSUC STRUKTURY!!!!!! 28.11.03, 11:16

                                          • qczi przepraszam, cos nawalilam, ale naprawiam!!! 28.11.03, 11:22
                                            Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                            natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                            dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                            wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                            być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                            bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                            nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                            przewrotna?
                                            To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                            które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                            Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                            sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                            głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                            przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                            Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                            wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                            wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                            przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                            pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                            skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                            na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                            już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                            "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                            wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                            jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                            stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                            gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                            ramiona -
                                            prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                            Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                            smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                            pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                            lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                            przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                            pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                            Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                            sie i przeszedl ja dreszcz...
                                            Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                            poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                            Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                            pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                            jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                            nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                            ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                            na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                            darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                            chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                            przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                            bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                            chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                            wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                            calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                            marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                            wszystkie
                                            ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...


                                            Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                            -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                            -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                            -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                            [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]


                                            pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...

                                            ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...


                                            Neo wzdrygnął się.
                                            -Deja vu. Znowu jesteśmy w Matriksie. Ten horror nigdy się nie skończy.
                                            Trinity spojrzała zdziwiona.
                                            -Jak to się stało?

                                            /po wyslaniu lokatora ze śmieciami, po zakupy i zlote runo.../

                                            pstryk!


                                            ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki i
                                            juz miałay nakłdać jabłka na wyłożone na blasze ciasto, gdy z ogrodu dobiegł
                                            kaznodziejski głos, wyjrzały przez okni, na klombie stal gość, odziany w
                                            sędziowska togę, który mówił cos o PRAWDZIE NAJWYŻSZEJ i BLIŹNICH. Co
                                            dziwniejsze, wokół klombu przemykał co chwila długi , chudy osobnik, o bladej
                                            twarzy, kładł sie na zielonej trawie, robił zdjęcia i notatki i syczał co
                                            chwila: my precioussssssssss. Janette tymczasem poszla ubrac sie w swoja
                                            piekna suknie przywieziona prosto z Japoni z glebokim dekoltem odslaniajacym
                                            jej piekne opalone i jedrne piersi. Zabije go, pomyslala, i poczula jak radosc
                                            zaczyna przepelniac jej serce. Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony
                                            currara...



                                            /DVD MODE...??/

                                            ....pieszczac zapamietale i
                                            marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                            wszystkie
                                            ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie, tak jak
                                            codziennie kiedy on byl z nia.
                                            Dlaczego musze to znosic, myslala, dlaczego mi to robi, skoro wie, ze moje
                                            serce peka, ze sprawia mi dziki bol, jakby wbijal szpile prosto w moje serce,
                                            czyzby ci mezczyzni juz tacy byli, slodzili , gdy czego spotrzebuja, a
                                            zdradzali przy pierwszej okazji- chyba doznaje deja-vu, pomyslala....
                                            Tymczasem od strony podworza do okna zakradal sie tajemniczy mezczyna...

                                            /DVD MOFE OFF/


                                            Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony currara i pomyslala: "chyba
                                            zaciukam tego Gollmuma, bo mi cus do bajki nie pasuje". Zawinela kiecke, ktora
                                            nieco jej sie odwinela i pobiegla do ogrodu, uprzednio wlozywszy czapke
                                            niewidke. Ciquitita w miedzyczasie jak zwykle pozostala na lodzie, z pogarda
                                            jednak spogladala na chinskie zabawki. 'Piepszona tania sila robocza' -
                                            pomyslala. Skupila sie, wokol iej zaczely falowac promienie energii - Ciqlitita
                                            magicznym sposobem przebrala sie w piekna suknie, w ktorej miala mala, tajna
                                            skrytke. Wyciagnela z niej papierosa...
                                            • rhemek Qczi namieszlas:) prawidlowa wersja;) 28.11.03, 11:31
                                              Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                              natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                              dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                              wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                              być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                              bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                              nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                              przewrotna?
                                              To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                              które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                              Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                              sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                              głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                              przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                              Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                              wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                              wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                              przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                              pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                              skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                              na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                              już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                              "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                              wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                              jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                              stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                              gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                              ramiona -
                                              prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                              Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                              smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                              pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                              lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                              przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                              pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                              Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                              sie i przeszedl ja dreszcz...
                                              Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                              poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                              Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                              pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                              jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                              nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                              ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                              na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                              darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                              chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                              przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                              bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                              chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                              wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                              calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                              marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                              wszystkie
                                              ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...


                                              Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                              -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                              -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                              -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                              [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]


                                              pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...

                                              ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...


                                              Neo wzdrygnął się.
                                              -Deja vu. Znowu jesteśmy w Matriksie. Ten horror nigdy się nie skończy.
                                              Trinity spojrzała zdziwiona.
                                              -Jak to się stało?

                                              /po wyslaniu lokatora ze śmieciami, po zakupy i zlote runo.../

                                              pstryk!


                                              ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki i
                                              juz miałay nakłdać jabłka na wyłożone na blasze ciasto, gdy z ogrodu dobiegł
                                              kaznodziejski głos, wyjrzały przez okni, na klombie stal gość, odziany w
                                              sędziowska togę, który mówił cos o PRAWDZIE NAJWYŻSZEJ i BLIŹNICH. Co
                                              dziwniejsze, wokół klombu przemykał co chwila długi , chudy osobnik, o bladej
                                              twarzy, kładł sie na zielonej trawie, robił zdjęcia i notatki i syczał co
                                              chwila: my precioussssssssss. Janette tymczasem poszla ubrac sie w swoja
                                              piekna suknie przywieziona prosto z Japoni z glebokim dekoltem odslaniajacym
                                              jej piekne opalone i jedrne piersi. Zabije go, pomyslala, i poczula jak radosc
                                              zaczyna przepelniac jej serce. Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony
                                              currara...



                                              /DVD MODE...??/

                                              ....pieszczac zapamietale i
                                              marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                              wszystkie
                                              ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie, tak jak
                                              codziennie kiedy on byl z nia.
                                              Dlaczego musze to znosic, myslala, dlaczego mi to robi, skoro wie, ze moje
                                              serce peka, ze sprawia mi dziki bol, jakby wbijal szpile prosto w moje serce,
                                              czyzby ci mezczyzni juz tacy byli, slodzili , gdy czego spotrzebuja, a
                                              zdradzali przy pierwszej okazji- chyba doznaje deja-vu, pomyslala....
                                              Tymczasem od strony podworza do okna zakradal sie tajemniczy mezczyna...

                                              /DVD MOFE OFF/


                                              Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony currara i pomyslala: "chyba
                                              zaciukam tego Gollmuma, bo mi cus do bajki nie pasuje". Zawinela kiecke, ktora
                                              nieco jej sie odwinela i pobiegla do ogrodu, uprzednio wlozywszy czapke
                                              niewidke. Ciquitita w miedzyczasie jak zwykle pozostala na lodzie, z pogarda
                                              jednak spogladala na chinskie zabawki. 'Piepszona tania sila robocza' -
                                              pomyslala. Skupila sie, wokol iej zaczely falowac promienie energii -
                                              Ciqlitita
                                              magicznym sposobem przebrala sie w piekna suknie, w ktorej miala mala, tajna
                                              skrytke. Wyciagnela z niej papierosa marki avinion z domieszka najlepszej
                                              trawki, ktora to przywozili dla niej specjalnie z tej nowej koloni angielskiej
                                              i zaciagnela sie gleboko, rozkladajac szeroko na wygodnym fotelu. Jakze ja
                                              prawdziwych facetow, niechcze mi ktorys wpadnie dzisiaj w moje rece, zamecze
                                              na smierc, pomyslala z szelmowskim usmieszkiem ciagle niezaspokojenogo i coraz
                                              bardziej rozpalonego ciala, ktore zaczynalo falowac z podniecenia. ledwie
                                              zdazyla to pomyslec gdy zobaczyla ...
                                            • qczi sorki 28.11.03, 11:32
                                              Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                              natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                              dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                              wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                              być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                              bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                              nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                              przewrotna?
                                              To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                              które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                              Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                              sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                              głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                              przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                              Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                              wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                              wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                              przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                              pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                              skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                              na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                              już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                              "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                              wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                              jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                              stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                              gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                              ramiona -
                                              prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                              Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                              smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                              pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                              lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                              przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                              pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                              Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                              sie i przeszedl ja dreszcz...
                                              Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                              poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                              Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                              pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                              jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                              nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                              ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                              na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                              darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                              chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                              przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                              bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                              chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                              wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                              calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                              marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                              wszystkie
                                              ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...


                                              Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                              -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                              -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                              -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                              [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]


                                              pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...

                                              ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...


                                              Neo wzdrygnął się.
                                              -Deja vu. Znowu jesteśmy w Matriksie. Ten horror nigdy się nie skończy.
                                              Trinity spojrzała zdziwiona.
                                              -Jak to się stało?

                                              /po wyslaniu lokatora ze śmieciami, po zakupy i zlote runo.../

                                              pstryk!


                                              ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki i
                                              juz miałay nakłdać jabłka na wyłożone na blasze ciasto, gdy z ogrodu dobiegł
                                              kaznodziejski głos, wyjrzały przez okni, na klombie stal gość, odziany w
                                              sędziowska togę, który mówił cos o PRAWDZIE NAJWYŻSZEJ i BLIŹNICH. Co
                                              dziwniejsze, wokół klombu przemykał co chwila długi , chudy osobnik, o bladej
                                              twarzy, kładł sie na zielonej trawie, robił zdjęcia i notatki i syczał co
                                              chwila: my precioussssssssss. Janette tymczasem poszla ubrac sie w swoja
                                              piekna suknie przywieziona prosto z Japoni z glebokim dekoltem odslaniajacym
                                              jej piekne opalone i jedrne piersi. Zabije go, pomyslala, i poczula jak radosc
                                              zaczyna przepelniac jej serce. Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony
                                              currara...



                                              /DVD MODE...??/

                                              ....pieszczac zapamietale i
                                              marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                              wszystkie
                                              ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie, tak jak
                                              codziennie kiedy on byl z nia.
                                              Dlaczego musze to znosic, myslala, dlaczego mi to robi, skoro wie, ze moje
                                              serce peka, ze sprawia mi dziki bol, jakby wbijal szpile prosto w moje serce,
                                              czyzby ci mezczyzni juz tacy byli, slodzili , gdy czego spotrzebuja, a
                                              zdradzali przy pierwszej okazji- chyba doznaje deja-vu, pomyslala....
                                              Tymczasem od strony podworza do okna zakradal sie tajemniczy mezczyna...

                                              /DVD MOFE OFF/


                                              Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony currara i pomyslala: "chyba
                                              zaciukam tego Gollmuma, bo mi cus do bajki nie pasuje". Zawinela kiecke, ktora
                                              nieco jej sie odwinela i pobiegla do ogrodu, uprzednio wlozywszy czapke
                                              niewidke. Ciquitita w miedzyczasie jak zwykle pozostala na lodzie, z pogarda
                                              jednak spogladala na chinskie zabawki. 'Piepszona tania sila robocza' -
                                              pomyslala. Skupila sie, wokol iej zaczely falowac promienie energii - Ciqlitita
                                              magicznym sposobem przebrala sie w piekna suknie, w ktorej miala mala, tajna
                                              skrytke. Wyciagnela z niej papierosa marki avinion z domieszka najlepszej
                                              trawki, ktora to przywozili dla niej specjalnie z tej nowej koloni angielskiej
                                              i zaciagnela sie gleboko, rozkladajac szeroko na wygodnym fotelu. Jakze ja
                                              prawdziwych facetow, niechcze mi ktorys wpadnie dzisiaj w moje rece, zamecze
                                              na smierc, pomyslala z szelmowskim usmieszkiem ciagle niezaspokojenogo i coraz
                                              bardziej rozpalonego ciala, ktore zaczynalo falowac z podniecenia. ledwie
                                              zdazyla to pomyslec gdy zobaczyla, ktora jak pozna jest juz godzina. - 'Ojej,
                                              musze pedzic! Krolowa mnie kaze sciac! - zawolala, pstryknela palcami i
                                              zniknela.
                                              Tymczasem, kilka zamkow dalej, w swej komnacie siedzial Altomso, ze znuzeniem
                                              spogladajac w lustro. - Trzeba bylo jednak zostac Adminem - wyrzucal sobie
                                              przygnebiony widokiem mezczyzna. Wstal i...
                                              • rhemek Re: sorki 28.11.03, 11:37
                                                Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                                natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                                dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                                wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                                być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                                bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                                nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                                przewrotna?
                                                To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                                które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                                Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                                sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                                głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                                przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                                Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                                wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                                wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                                przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                                pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                                skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                                na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                                już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                                "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                                wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                                jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                                stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                                gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                                ramiona -
                                                prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                                Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                                smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                                pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                                lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                                przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                                pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                                Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                                sie i przeszedl ja dreszcz...
                                                Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                                poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                                Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                                pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                                jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                                nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                                ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                                na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                                darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                                chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                                przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                                bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                                chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                                wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                                calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                                marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                                wszystkie
                                                ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...


                                                Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                                -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                                -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                                -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                                [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]


                                                pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...

                                                ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...


                                                Neo wzdrygnął się.
                                                -Deja vu. Znowu jesteśmy w Matriksie. Ten horror nigdy się nie skończy.
                                                Trinity spojrzała zdziwiona.
                                                -Jak to się stało?

                                                /po wyslaniu lokatora ze śmieciami, po zakupy i zlote runo.../

                                                pstryk!


                                                ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki i
                                                juz miałay nakłdać jabłka na wyłożone na blasze ciasto, gdy z ogrodu dobiegł
                                                kaznodziejski głos, wyjrzały przez okni, na klombie stal gość, odziany w
                                                sędziowska togę, który mówił cos o PRAWDZIE NAJWYŻSZEJ i BLIŹNICH. Co
                                                dziwniejsze, wokół klombu przemykał co chwila długi , chudy osobnik, o bladej
                                                twarzy, kładł sie na zielonej trawie, robił zdjęcia i notatki i syczał co
                                                chwila: my precioussssssssss. Janette tymczasem poszla ubrac sie w swoja
                                                piekna suknie przywieziona prosto z Japoni z glebokim dekoltem odslaniajacym
                                                jej piekne opalone i jedrne piersi. Zabije go, pomyslala, i poczula jak radosc
                                                zaczyna przepelniac jej serce. Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony
                                                currara...



                                                /DVD MODE...??/

                                                ....pieszczac zapamietale i
                                                marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                                wszystkie
                                                ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie, tak jak
                                                codziennie kiedy on byl z nia.
                                                Dlaczego musze to znosic, myslala, dlaczego mi to robi, skoro wie, ze moje
                                                serce peka, ze sprawia mi dziki bol, jakby wbijal szpile prosto w moje serce,
                                                czyzby ci mezczyzni juz tacy byli, slodzili , gdy czego spotrzebuja, a
                                                zdradzali przy pierwszej okazji- chyba doznaje deja-vu, pomyslala....
                                                Tymczasem od strony podworza do okna zakradal sie tajemniczy mezczyna...

                                                /DVD MOFE OFF/


                                                Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony currara i pomyslala: "chyba
                                                zaciukam tego Gollmuma, bo mi cus do bajki nie pasuje". Zawinela kiecke, ktora
                                                nieco jej sie odwinela i pobiegla do ogrodu, uprzednio wlozywszy czapke
                                                niewidke. Ciquitita w miedzyczasie jak zwykle pozostala na lodzie, z pogarda
                                                jednak spogladala na chinskie zabawki. 'Piepszona tania sila robocza' -
                                                pomyslala. Skupila sie, wokol iej zaczely falowac promienie energii -
                                                Ciqlitita
                                                magicznym sposobem przebrala sie w piekna suknie, w ktorej miala mala, tajna
                                                skrytke. Wyciagnela z niej papierosa marki avinion z domieszka najlepszej
                                                trawki, ktora to przywozili dla niej specjalnie z tej nowej koloni angielskiej
                                                i zaciagnela sie gleboko, rozkladajac szeroko na wygodnym fotelu. Jakze ja
                                                prawdziwych facetow, niechcze mi ktorys wpadnie dzisiaj w moje rece, zamecze
                                                na smierc, pomyslala z szelmowskim usmieszkiem ciagle niezaspokojenogo i coraz
                                                bardziej rozpalonego ciala, ktore zaczynalo falowac z podniecenia. ledwie
                                                zdazyla to pomyslec gdy zobaczyla, ktora jak pozna jest juz godzina. - 'Ojej,
                                                musze pedzic! Krolowa mnie kaze sciac! - zawolala, pstryknela palcami i
                                                zniknela.
                                                Tymczasem, kilka zamkow dalej, w swej komnacie siedzial Altomso, ze znuzeniem
                                                spogladajac w lustro. - Trzeba bylo jednak zostac Adminem - wyrzucal sobie
                                                przygnebiony widokiem mezczyzna. Wstal i przeciagnal sie ospale wyrzucaja w
                                                gore swe ksztaltne rece. Jestem tylko ksieciem, moge miec kazda kobiete, zadna
                                                mi nie odmowi a pozadam ja Ciqlitite, tylko o niej mysle majac w ramionach te
                                                piersiaste sluzace i gorace mieszki ktore oddaja mi sie co godzine. Nie bede
                                                dluzej czekal na jej laske...
                                                • Gość: oni Re: sorki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.03, 11:54
                                                  .Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                                  natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                                  dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                                  wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                                  być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                                  bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                                  nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                                  przewrotna?
                                                  To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                                  które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                                  Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                                  sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                                  głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                                  przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                                  Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                                  wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                                  wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                                  przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                                  pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                                  skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                                  na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                                  już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                                  "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                                  wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                                  jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                                  stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                                  gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                                  ramiona -
                                                  prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                                  Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                                  smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                                  pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                                  lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                                  przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                                  pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                                  Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                                  sie i przeszedl ja dreszcz...
                                                  Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                                  poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                                  Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                                  pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                                  jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                                  nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                                  ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                                  na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                                  darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                                  chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                                  przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                                  bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                                  chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                                  wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                                  calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                                  marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                                  wszystkie
                                                  ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...


                                                  Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                                  -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                                  -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                                  -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                                  [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]


                                                  pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...

                                                  ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...


                                                  Neo wzdrygnął się.
                                                  -Deja vu. Znowu jesteśmy w Matriksie. Ten horror nigdy się nie skończy.
                                                  Trinity spojrzała zdziwiona.
                                                  -Jak to się stało?

                                                  /po wyslaniu lokatora ze śmieciami, po zakupy i zlote runo.../

                                                  pstryk!


                                                  ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki i
                                                  juz miałay nakłdać jabłka na wyłożone na blasze ciasto, gdy z ogrodu dobiegł
                                                  kaznodziejski głos, wyjrzały przez okni, na klombie stal gość, odziany w
                                                  sędziowska togę, który mówił cos o PRAWDZIE NAJWYŻSZEJ i BLIŹNICH. Co
                                                  dziwniejsze, wokół klombu przemykał co chwila długi , chudy osobnik, o bladej
                                                  twarzy, kładł sie na zielonej trawie, robił zdjęcia i notatki i syczał co
                                                  chwila: my precioussssssssss. Janette tymczasem poszla ubrac sie w swoja
                                                  piekna suknie przywieziona prosto z Japoni z glebokim dekoltem odslaniajacym
                                                  jej piekne opalone i jedrne piersi. Zabije go, pomyslala, i poczula jak radosc
                                                  zaczyna przepelniac jej serce. Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony
                                                  currara...



                                                  /DVD MODE...??/

                                                  ....pieszczac zapamietale i
                                                  marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                                  wszystkie
                                                  ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie, tak jak
                                                  codziennie kiedy on byl z nia.
                                                  Dlaczego musze to znosic, myslala, dlaczego mi to robi, skoro wie, ze moje
                                                  serce peka, ze sprawia mi dziki bol, jakby wbijal szpile prosto w moje serce,
                                                  czyzby ci mezczyzni juz tacy byli, slodzili , gdy czego spotrzebuja, a
                                                  zdradzali przy pierwszej okazji- chyba doznaje deja-vu, pomyslala....
                                                  Tymczasem od strony podworza do okna zakradal sie tajemniczy mezczyna...

                                                  /DVD MOFE OFF/


                                                  Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony currara i pomyslala: "chyba
                                                  zaciukam tego Gollmuma, bo mi cus do bajki nie pasuje". Zawinela kiecke, ktora
                                                  nieco jej sie odwinela i pobiegla do ogrodu, uprzednio wlozywszy czapke
                                                  niewidke. Ciquitita w miedzyczasie jak zwykle pozostala na lodzie, z pogarda
                                                  jednak spogladala na chinskie zabawki. 'Piepszona tania sila robocza' -
                                                  pomyslala. Skupila sie, wokol iej zaczely falowac promienie energii -
                                                  Ciqlitita
                                                  magicznym sposobem przebrala sie w piekna suknie, w ktorej miala mala, tajna
                                                  skrytke. Wyciagnela z niej papierosa marki avinion z domieszka najlepszej
                                                  trawki, ktora to przywozili dla niej specjalnie z tej nowej koloni angielskiej
                                                  i zaciagnela sie gleboko, rozkladajac szeroko na wygodnym fotelu. Jakze ja
                                                  prawdziwych facetow, niechcze mi ktorys wpadnie dzisiaj w moje rece, zamecze
                                                  na smierc, pomyslala z szelmowskim usmieszkiem ciagle niezaspokojenogo i coraz
                                                  bardziej rozpalonego ciala, ktore zaczynalo falowac z podniecenia. ledwie
                                                  zdazyla to pomyslec gdy zobaczyla, ktora jak pozna jest juz godzina. - 'Ojej,
                                                  musze pedzic! Krolowa mnie kaze sciac! - zawolala, pstryknela palcami i
                                                  zniknela.
                                                  Tymczasem, kilka zamkow dalej, w swej komnacie siedzial Altomso, ze znuzeniem
                                                  spogladajac w lustro. - Trzeba bylo jednak zostac Adminem - wyrzucal sobie
                                                  przygnebiony widokiem mezczyzna. Wstal i przeciagnal sie ospale wyrzucaja w
                                                  gore swe ksztaltne rece. Jestem tylko ksieciem, moge miec kazda kobiete, zadna
                                                  mi nie odmowi a pozadam ja Ciqlitite, tylko o niej mysle majac w ramionach te
                                                  piersiaste sluzace i gorace mieszki ktore oddaja mi sie co godzine. Nie bede
                                                  dluzej czekal na jej laske, wezme ja sila pomyslal ze zlosliwym usmieszkiem na
                                                  twarzy. Przeciez dzis ma mnie odwiedzic - i mial racje, nieswiadoma niczego
                                                  nasza glowna bochaterka ubrana tylko w kusa sukienke na golym ciele bez
                                                  bielizny konno zblizala sie do bram zapuszczonej i obmierzlej jego twierdzy
                                                  zbojeckiej noszacej miano fordhon. Zesk
                                                  • rhemek Re: sorki 28.11.03, 12:00
                                                    ..Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna
                                                    twa
                                                    natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                                    dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                                    wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                                    być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                                    bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                                    nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                                    przewrotna?
                                                    To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                                    które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                                    Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                                    sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                                    głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                                    przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                                    Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                                    wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                                    wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                                    przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                                    pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                                    skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęla jak żywa pochodnia. Ślizgając sie
                                                    na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni bylo
                                                    już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                                    "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                                    wzroku nie będzei mógl oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                                    jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                                    stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                                    gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                                    ramiona -
                                                    prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslal: "Jak ja moge wytrzymac z ta kobieta?.
                                                    Potrzebuje troche rozrywki. Pojde do swej kurtyzany, Almodii o melodyjnym
                                                    smiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zas w tym samym momencie
                                                    pomyslala, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to pieniędzy. A
                                                    lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za niezapomniane
                                                    przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypujac namietnymi
                                                    pocalunkami po calym ciele doprowadzil do niezieskiej rozkoszy.
                                                    Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej ksztaltne i szczuple cialo naprezylo
                                                    sie i przeszedl ja dreszcz...
                                                    Tymczasem Janette nie zamierzala spedzic samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                                    poprzednich. Tesknila za meskim cialem, ktore dorowadziloby ja do rozkoszy.
                                                    Rozbudzona wyobraznia podsuwala jej coraz smielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                                    pieknej Janette pozostawala niewzruszona. Goraca owa kobieta zbyt niesmialą
                                                    jednak bedac wiedzialam, ze jej marzenia pozostana niespelnione do momentu, az
                                                    nie spotka mezczyzny, ktory bedzie potrafil rozbudzc ja samym spojrzeniem, pod
                                                    ktorego wzrokiem bedzie doznawala spelnienia. Na razie jednak nie bylo zadnego
                                                    na widoku, i biedna musiala zadowalac sie swoimi zabawkami, ktore otrzymala w
                                                    darze od ukochanego, a ktore pochodzily z dalekich chin. Umiechnela sie
                                                    chytrze na mysl o swojej malej chinskiej tajemnicy, w ktorej sklad oprocz
                                                    przyrzadow do przyrzadzania szarlotki wchodzily: trzy male kuleczki z drewna
                                                    bambusa polaczone liana, ktore wchodzac do gniazdka rozkoszy rozbudzaly jej
                                                    chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie najwieksza rozkosz
                                                    wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiala zaszywac sie na swym wielkim lozu
                                                    calkowicie naga i sama , rozkoszujac sie nimi, pieszczac zapamietale i
                                                    marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                                    wszystkie
                                                    ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie...


                                                    Neo obudził się gwałtownie. To Trinity szarpała go za ramię.
                                                    -Śniło mi się, że byłem w kinie...
                                                    -Później opowiesz, Smith nadchodzi.
                                                    -Piękno jest już tylko w naszych umysłach.... Jakie to okrutne. Zabiję go.
                                                    [Www zwozwolnionymmmm temmmmpiee od-la-tu-ją]


                                                    pilot pstryk! - wracamy na Romantice, gdzie...

                                                    ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki...


                                                    Neo wzdrygnął się.
                                                    -Deja vu. Znowu jesteśmy w Matriksie. Ten horror nigdy się nie skończy.
                                                    Trinity spojrzała zdziwiona.
                                                    -Jak to się stało?

                                                    /po wyslaniu lokatora ze śmieciami, po zakupy i zlote runo.../

                                                    pstryk!


                                                    ... Janette wspolnie z Ciquititą zabraly sie wlasnie do pieczenia szarlotki i
                                                    juz miałay nakłdać jabłka na wyłożone na blasze ciasto, gdy z ogrodu dobiegł
                                                    kaznodziejski głos, wyjrzały przez okni, na klombie stal gość, odziany w
                                                    sędziowska togę, który mówił cos o PRAWDZIE NAJWYŻSZEJ i BLIŹNICH. Co
                                                    dziwniejsze, wokół klombu przemykał co chwila długi , chudy osobnik, o bladej
                                                    twarzy, kładł sie na zielonej trawie, robił zdjęcia i notatki i syczał co
                                                    chwila: my precioussssssssss. Janette tymczasem poszla ubrac sie w swoja
                                                    piekna suknie przywieziona prosto z Japoni z glebokim dekoltem odslaniajacym
                                                    jej piekne opalone i jedrne piersi. Zabije go, pomyslala, i poczula jak radosc
                                                    zaczyna przepelniac jej serce. Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony
                                                    currara...



                                                    /DVD MODE...??/

                                                    ....pieszczac zapamietale i
                                                    marzac, marzac odwaznie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrznialy sie jej
                                                    wszystkie
                                                    ukryte i niespelnione dzikie zadze. Piescila sie delikatnie, tak jak
                                                    codziennie kiedy on byl z nia.
                                                    Dlaczego musze to znosic, myslala, dlaczego mi to robi, skoro wie, ze moje
                                                    serce peka, ze sprawia mi dziki bol, jakby wbijal szpile prosto w moje serce,
                                                    czyzby ci mezczyzni juz tacy byli, slodzili , gdy czego spotrzebuja, a
                                                    zdradzali przy pierwszej okazji- chyba doznaje deja-vu, pomyslala....
                                                    Tymczasem od strony podworza do okna zakradal sie tajemniczy mezczyna...

                                                    /DVD MOFE OFF/


                                                    Wyjela z tajemnej szuflady sztylet namoczony currara i pomyslala: "chyba
                                                    zaciukam tego Gollmuma, bo mi cus do bajki nie pasuje". Zawinela kiecke, ktora
                                                    nieco jej sie odwinela i pobiegla do ogrodu, uprzednio wlozywszy czapke
                                                    niewidke. Ciquitita w miedzyczasie jak zwykle pozostala na lodzie, z pogarda
                                                    jednak spogladala na chinskie zabawki. 'Piepszona tania sila robocza' -
                                                    pomyslala. Skupila sie, wokol iej zaczely falowac promienie energii -
                                                    Ciqlitita
                                                    magicznym sposobem przebrala sie w piekna suknie, w ktorej miala mala, tajna
                                                    skrytke. Wyciagnela z niej papierosa marki avinion z domieszka najlepszej
                                                    trawki, ktora to przywozili dla niej specjalnie z tej nowej koloni angielskiej
                                                    i zaciagnela sie gleboko, rozkladajac szeroko na wygodnym fotelu. Jakze ja
                                                    prawdziwych facetow, niechcze mi ktorys wpadnie dzisiaj w moje rece, zamecze
                                                    na smierc, pomyslala z szelmowskim usmieszkiem ciagle niezaspokojenogo i coraz
                                                    bardziej rozpalonego ciala, ktore zaczynalo falowac z podniecenia. ledwie
                                                    zdazyla to pomyslec gdy zobaczyla, ktora jak pozna jest juz godzina. - 'Ojej,
                                                    musze pedzic! Krolowa mnie kaze sciac! - zawolala, pstryknela palcami i
                                                    zniknela.
                                                    Tymczasem, kilka zamkow dalej, w swej komnacie siedzial Altomso, ze znuzeniem
                                                    spogladajac w lustro. - Trzeba bylo jednak zostac Adminem - wyrzucal sobie
                                                    przygnebiony widokiem mezczyzna. Wstal i przeciagnal sie ospale wyrzucaja w
                                                    gore swe ksztaltne rece. Jestem tylko ksieciem, moge miec kazda kobiete, zadna
                                                    mi nie odmowi a pozadam ja Ciqlitite, tylko o niej mysle majac w ramionach te
                                                    piersiaste sluzace i gorace mieszki ktore oddaja mi sie co godzine. Nie bede
                                                    dluzej czekal na jej laske, wezme ja sila pomyslal ze zlosliwym usmieszkiem na
                                                    twarzy. Przeciez dzis ma mnie odwiedzic - i mial racje, nieswiadoma niczego
                                                    nasza glowna bochaterka ubrana tylko w kusa sukienke na golym ciele bez
                                                    bielizny konno zblizala sie do bram zapuszczonej i obmierzlej jego twierdzy
                                                    zbojeckiej noszacej miano fordhon. Z
                                                  • qczi TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGMENT 28.11.03, 12:51
                                                    Przeciez dzis ma mnie odwiedzic - i mial racje, nieswiadoma niczego
                                                    nasza glowna bochaterka ubrana tylko w kusa sukienke na golym ciele bez
                                                    bielizny konno zblizala sie do bram zapuszczonej i obmierzlej jego twierdzy
                                                    zbojeckiej noszacej miano fordhon. Zamyslilasie przez chwile: 'Co ja bede bez
                                                    bielizny w powiesci paradowac?' - po czym sobie tylko znanym sposobem na jej
                                                    ciele znalazly sie gatki itp. Wiedziala, gdzie jedzie. Jej oczy skrzyly sie
                                                    mściwymi gwiazdkami.
                                                    Tymczasem Teddy...
                                                  • rhemek Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM 28.11.03, 13:01
                                                    Zamyslilasie przez chwile: 'Co ja bede bez
                                                    bielizny w powiesci paradowac?' - po czym sobie tylko znanym sposobem na jej
                                                    ciele znalazly sie gatki itp. Wiedziala, gdzie jedzie. Jej oczy skrzyly sie
                                                    mściwymi gwiazdkami.
                                                    Tymczasem Teddy prezyl swe muskularne cialo masowane wlasnie przez 2
                                                    ciemnoskore sluzace , ktore lasily sie pod jego wzrokiem niby kotki. Ciekawe
                                                    co porabia moj kochany alfonso - ktory to o czym nie wiedzal nasz bohater
                                                    zwojem grubej liny zwiazal nadgarstki q gdy tylko zeskoczyla z konia na
                                                    brudnym dziedzincu, wczesniej zdzierajc z niej cala bielizne, oprocz
                                                    koronkowego staniczka. Jestes moja, usmiechnal sie zlosliwie...
                                                  • Gość: Ted® Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.11.03, 13:01
                                                    Przeciez dzis ma mnie odwiedzic - i mial racje, nieswiadoma niczego
                                                    nasza glowna bochaterka ubrana tylko w kusa sukienke na golym ciele bez
                                                    bielizny konno zblizala sie do bram zapuszczonej i obmierzlej jego twierdzy
                                                    zbojeckiej noszacej miano fordhon. Zamyslilasie przez chwile: 'Co ja bede bez
                                                    bielizny w powiesci paradowac?' - po czym sobie tylko znanym sposobem na jej
                                                    ciele znalazly sie gatki itp. Wiedziala, gdzie jedzie. Jej oczy skrzyly sie
                                                    mściwymi gwiazdkami.
                                                    Tymczasem Teddy jak zwykle o tej porze rozparł się wygodnie w fotelu, popijając
                                                    ulubioną markę herbaty z Thorn. Trzymane w ręku oryginalne cygaro, ręcznie
                                                    zwijane na udanych cyganskich pieknosci, kojarzyło mu się z
                                                  • rhemek Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM 28.11.03, 13:10
                                                    bielizny w powiesci paradowac?' - po czym sobie tylko znanym sposobem na jej
                                                    ciele znalazly sie gatki itp. Wiedziala, gdzie jedzie. Jej oczy skrzyly sie
                                                    mściwymi gwiazdkami.zlosliwieTymczasem Teddy jak zwykle o tej porze rozparł
                                                    się wygodnie w fotelu, popijając
                                                    ulubioną markę herbaty z Thorn. Trzymane w ręku oryginalne cygaro, ręcznie
                                                    zwijane na udanych cyganskich pieknosci, kojarzyło mu się z rozkosza dlatego
                                                    prezyl swe muskularne cialo masowane wlasnie przez 2
                                                    ciemnoskore sluzace , ktore lasily sie pod jego wzrokiem niby kotki. Ciekawe
                                                    co porabia moj kochany alfonso - ktory to o czym nie wiedzal nasz bohater
                                                    zwojem grubej liny zwiazal nadgarstki q gdy tylko zeskoczyla z konia na
                                                    brudnym dziedzincu, wczesniej zdzierajc z niej cala bielizne, oprocz
                                                    koronkowego staniczka. Jestes moja, usmiechnal sie
                                                  • qczi Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM 28.11.03, 13:28
                                                    Teddy jak zwykle o tej porze rozparł się wygodnie w fotelu, preząć swe
                                                    muskularne cialo masowane wlasnie przez 2
                                                    ciemnoskore sluzace , ktore lasily sie pod jego wzrokiem niby kotki. Popijając
                                                    ulubioną markę herbaty z Thorn Teddy trzymal w ręku oryginalne cygaro, ręcznie
                                                    zwijane na udanych cyganskich pieknosci. Cygaro kojarzyło mu się z... ale
                                                    ale... Ciekawe
                                                    co porabia moj kochany alfonso - ktory to o czym nie wiedzal nasz bohater
                                                    zwojem grubej liny zwiazal nadgarstki q gdy tylko zeskoczyla z konia na
                                                    brudnym dziedzincu, wczesniej zdzierajc z niej cala bielizne, oprocz
                                                    koronkowego staniczka. Jestes moja, usmiechnal sie zlosliwie nie wiedzac, ze
                                                    Ciquitita rzuca na niego wlasnie zaklecie, majace zmienic go w labedzia.
                                                    Ciquitita szeptala wlasnie ostatnie sylaby uroku, gdy...
                                                  • rhemek Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM 28.11.03, 13:37
                                                    co porabia moj kochany alfonso - ktory to o czym nie wiedzal nasz bohater
                                                    zwojem grubej liny zwiazal nadgarstki q gdy tylko zeskoczyla z konia na
                                                    brudnym dziedzincu, wczesniej zdzierajc z niej cala bielizne, oprocz
                                                    koronkowego staniczka. Jestes moja, usmiechnal sie zlosliwie nie wiedzac, ze
                                                    Ciquitita rzuca na niego wlasnie zaklecie, majace zmienic go w labedzia.
                                                    Ciquitita szeptala wlasnie ostatnie sylaby uroku, gdy od tylu zaszedl ja
                                                    sluzacy i delikatnie obezwladnil walac w piekna glowke grubym sosnowym
                                                    dragiem. Alfonso usmiechnal, nie ze mna takie stuczki, ja jestem uodporniony
                                                    na labedzie, teraz jestes moja na wieki, bede robil z toba ciekawe rzeczy,
                                                    mowiac slina pociekla mu po dziurawym zebie. Podszedl i z nieprzytomnej
                                                    ciquititu zdarl koronkowy staniczek i stanal nad jej pieknym nagim blyszczacym
                                                    ciele...
                                                  • qczi Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM 28.11.03, 13:35
                                                    zlosliwie nie wiedzac, ze Ciquitita rzuca na niego wlasnie zaklecie, majace
                                                    zmienic go w labedzia. Ciquitita szeptala wlasnie ostatnie sylaby uroku, gdy...
                                                  • rhemek Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM 28.11.03, 13:38
                                                    Ciquitita rzuca na niego wlasnie zaklecie, majace zmienic go w labedzia.
                                                    Ciquitita szeptala wlasnie ostatnie sylaby uroku, gdy od tylu zaszedl ja
                                                    sluzacy i delikatnie obezwladnil walac w piekna glowke grubym sosnowym
                                                    dragiem. Alfonso usmiechnal, nie ze mna takie stuczki, ja jestem uodporniony
                                                    na labedzie, teraz jestes moja na wieki, bede robil z toba ciekawe rzeczy,
                                                    mowiac slina pociekla mu po dziurawym zebie. Podszedl i z nieprzytomnej
                                                    ciquititu zdarl koronkowy staniczek i stanal nad jej pieknym nagim blyszczacym
                                                    ciele...
                                                  • qczi Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM 28.11.03, 13:47
                                                    Podszedl i z nieprzytomnej
                                                    ciquititu zdarl koronkowy staniczek i stanal nad jej pieknym nagim blyszczacym
                                                    ciele. Na jego nieszczescie zaklecie zadzialalo, a ze niedokonczone, Altomso
                                                    zmienil sie w labadka tylko od polowicznie. Na tyle jednak, by zrezygnowac
                                                    musial z powodu niedomaga fizycznych z proby, ktora prawdopodobnie byl sklonny
                                                    poczynic. Zmyl sie wiec jak niepyszny, nie wiedzac, ze w 3 sekundy po jego
                                                    odejsciu Ciqutitia zniknela.
                                                    Teddy zas...
                                                  • rhemek Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM 28.11.03, 13:52
                                                    Podszedl i z nieprzytomnej
                                                    ciquititu zdarl koronkowy staniczek i stanal nad jej pieknym nagim blyszczacym
                                                    cielem, o ktorym marzyl od wiekow. Gdy tylko zblyl sie do niej i dotknal jej
                                                    wydepilowanego lona odruchowy skurcz jej nogi trafil go prosto we wrazliwe
                                                    miejsce i zwalil sie z dzikim jekiem na podloge, ktora litosciwe przyjela jego
                                                    obolale cialo. Tymczasem Zabojca wszedl do domu, napotykajac sluzaca, ktorej
                                                    wbil w serce cienki sztylet, i zalewajac sie krwia zwalila sie na stol.
                                                    Ukrywajac jej cialo w szafie zamykanej na klucz. Na jego nieszczescie zaklecie
                                                    zadzialalo, a ze niedokonczone, Altomso
                                                    zmienil sie w labadka tylko od polowicznie. Na tyle jednak, by zrezygnowac
                                                    musial z powodu niedomaga fizycznych z proby, ktora prawdopodobnie byl sklonny
                                                    poczynic. Zmyl sie wiec jak niepyszny, nie wiedzac, ze w 3 sekundy po jego
                                                    odejsciu Ciqutitia zniknela.
                                                    Teddy zas pojajac 10 browar rozmyslal o swej pierwszej przygodzie milosnej,
                                                    kiedy doprowadzil do rozkoszy jako 9-cio latek swa kuzynke. niewiedzial ze w
                                                    domu czai sie bezlitosny zawodowiec. Nagle cos zwrocilo jego uwage...
                                                  • Gość: piki Re: TERAZ WKLEJAMY TYLKO OSTATNI AKAPIT LUB FRAGM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.03, 13:48
                                                    Alfonso usmiechnal, nie ze mna takie stuczki, ja jestem uodporniony
                                                    na labedzie, teraz jestes moja na wieki, bede robil z toba ciekawe rzeczy,
                                                    mowiac slina pociekla mu po dziurawym zebie. Podszedl i z nieprzytomnej
                                                    ciquititu zdarl koronkowy staniczek i stanal nad jej pieknym nagim blyszczacym
                                                    cielem, o ktorym marzyl od wiekow. Gdy tylko zblyl sie do niej i dotknal jej
                                                    wydepilowanego lona odruchowy skurcz jej nogi trafil go prosto we wrazliwe
                                                    miejsce i zwalil sie z dzikim jekiem na podloge, ktora litosciwe przyjela jego
                                                    obolale cialo. Tymczasem Zabojca wszedl do domu, napotykajac sluzaca, ktorej
                                                    wbil w serce cienki sztylet, i zalewajac sie krwia zwalila sie na stol.
                                                    Ukrywajac jej cialo w szafie...
                                                  • rhemek to Ostatni fragment powiesci przepraszamy za balag 28.11.03, 13:55
                                                    Podszedl i z nieprzytomnej
                                                    ciquititu zdarl koronkowy staniczek i stanal nad jej pieknym nagim blyszczacym
                                                    cielem, o ktorym marzyl od wiekow. Gdy tylko zblyl sie do niej i dotknal jej
                                                    wydepilowanego lona odruchowy skurcz jej nogi trafil go prosto we wrazliwe
                                                    miejsce i zwalil sie z dzikim jekiem na podloge, ktora litosciwe przyjela jego
                                                    obolale cialo. Tymczasem Zabojca wszedl do domu, napotykajac sluzaca, ktorej
                                                    wbil w serce cienki sztylet, i zalewajac sie krwia zwalila sie na stol.
                                                    Ukrywajac jej cialo w szafie zamykanej na klucz. Na jego nieszczescie zaklecie
                                                    zadzialalo, a ze niedokonczone, Altomso
                                                    zmienil sie w labadka tylko od polowicznie. Na tyle jednak, by zrezygnowac
                                                    musial z powodu niedomaga fizycznych z proby, ktora prawdopodobnie byl sklonny
                                                    poczynic. Zmyl sie wiec jak niepyszny, nie wiedzac, ze w 3 sekundy po jego
                                                    odejsciu Ciqutitia zniknela.
                                                    Teddy zas pojajac 10 browar rozmyslal o swej pierwszej przygodzie milosnej,
                                                    kiedy doprowadzil do rozkoszy jako 9-cio latek swa kuzynke. niewiedzial ze w
                                                    domu czai sie bezlitosny zawodowiec. Nagle cos zwrocilo jego uwage...
                                                  • qczi Re: to Ostatni fragment powiesci przepraszamy za 28.11.03, 15:58
                                                    ... to Ciqutita teleportowala sie do jego zamku i zemdlona upadla u jego stop.
                                                    Zaskoczony jej nagoscia Teddy...
                                                  • rhemek Re: to Ostatni fragment powiesci przepraszamy za 28.11.03, 16:04
                                                    to Ciqutita teleportowala sie do jego zamku i zemdlona upadla u jego stop.
                                                    Zaskoczony jej nagoscia Teddy podniosl sie z fotela dokladnie wtedy, gdy kula
                                                    uderzyla w oparcie. Szybkim ciosem kung_fu Teddy pozbawil napstnika
                                                    przyrodzenia. Napastnik z bolu wyskoczyl przez okno i tyle go widzieli. Teddy
                                                    przytulil naga Ciquitte do swojej mocarnej piersi. Och westchnela...
                                                  • Gość: Ted® Re: to Ostatni fragment powiesci przepraszamy za IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.11.03, 16:15
                                                    .. to Ciqutita teleportowala sie do jego zamku i zemdlona upadla u jego stop.
                                                    Zaskoczony jej nagoscia Teddy upuścił z wrażenia cygaro a filizanka herbaty
                                                    upadajac z hukiem tak przestraszyla zamachowca, że ten postrzelił się
                                                    nieszczęśliwie w nogę, przewracając sie oddał drugi strzał w okolice swej
                                                    męskości a upuszczony pistolet dokonał reszty raniąc go trzykrotnie w głowę.
                                                    Teddy zafascynowany widokiem Ciqulitte nic nie usłyszał. Westchnął tylko
                                                    przeciągle i jak przystało na gentelmena ...
                                                  • rhemek Ted oszukuje i miesza!!!!!! 28.11.03, 16:23

                                                  • Gość: Ted® Re: Ted oszukuje i miesza!!!!!! IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.11.03, 16:30
                                                    nie oszukuje tylko sie zagadal i zapomnial wcisnac 'wyslij'
                                                    i nie miesza, jeszcze
                                                  • rhemek Ok Ted wybrnalem:) mozesz pisac dalej:) 28.11.03, 16:33
                                                    to Ciqutita teleportowala sie do jego zamku i zemdlona upadla u jego stop.
                                                    Zaskoczony jej nagoscia Teddy upuścił z wrażenia cygaro a filizanka herbaty
                                                    upadajac z hukiem tak przestraszyla zamachowca, że ten postrzelił się
                                                    nieszczęśliwie w nogę, przewracając sie oddał drugi strzał w okolice swej
                                                    męskości a upuszczony pistolet dokonał reszty raniąc go trzykrotnie w głowę.
                                                    Teddy zafascynowany widokiem Ciqulitte nic nie usłyszał. Westchnął tylko
                                                    przeciągle i jak przystało na gentelmena dostal deja_vuto. Oto znowu pojawia
                                                    sie znajoma scena:
                                                    Ciqutita teleportowala sie do jego zamku i zemdlona upadla u jego stop.
                                                    Zaskoczony jej nagoscia Teddy podniosl sie z fotela dokladnie wtedy, gdy kula
                                                    uderzyla w oparcie. Szybkim ciosem kung_fu Teddy pozbawil napstnika
                                                    przyrodzenia. Napastnik z bolu wyskoczyl przez okno i tyle go widzieli. Teddy
                                                    przytulil naga Ciquitte do swojej mocarnej piersi. Och westchnela
                                                  • rhemek Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zgralem 28.11.03, 16:32
                                                    .. to Ciqutita teleportowala sie do jego zamku i zemdlona upadla u jego stop.
                                                    Zaskoczony jej nagoscia Teddy upuścił z wrażenia cygaro a filizanka herbaty
                                                    upadajac z hukiem tak przestraszyla zamachowca, że ten postrzelił się
                                                    nieszczęśliwie w nogę, przewracając sie oddał drugi strzał w okolice swej
                                                    męskości a upuszczony pistolet dokonał reszty raniąc go trzykrotnie w głowę.
                                                    Teddy zafascynowany widokiem Ciqulitte nic nie usłyszał. Westchnął tylko
                                                    przeciągle i jak przystało na gentelmena dostal deja_vuto. Oto znowu pojawia
                                                    sie znajoma scena:
                                                    Ciqutita teleportowala sie do jego zamku i zemdlona upadla u jego stop.
                                                    Zaskoczony jej nagoscia Teddy podniosl sie z fotela dokladnie wtedy, gdy kula
                                                    uderzyla w oparcie. Szybkim ciosem kung_fu Teddy pozbawil napstnika
                                                    przyrodzenia. Napastnik z bolu wyskoczyl przez okno i tyle go widzieli. Teddy
                                                    przytulil naga Ciquitte do swojej mocarnej piersi. Och westchnela...
                                                  • qczi Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg 28.11.03, 17:40
                                                    Napastnik z bolu wyskoczyl przez okno i tyle go widzieli. Teddy
                                                    przytulil naga Ciquitte do swojej mocarnej piersi. - Och - westchnela
                                                    przejmujaca - co ja tutaj ro... - Teddy nie dal jej dokon...
                                                  • rhemek Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg 28.11.03, 18:22
                                                    Napastnik z bolu wyskoczyl przez okno i tyle go widzieli. Teddy
                                                    przytulil naga Ciquitte do swojej mocarnej piersi. - Och - westchnela
                                                    przejmujaca - co ja tutaj ro... - Teddy nie dal jej dokonczyc. Zamknal jej
                                                    usta namietnym pocalunkiem, a ona zrozumiala, ze oto wreszcie trafila na
                                                    mezczyzne swego zycia.
                                                    Odwaznego, madrego dowipnego i pelnego wspolczucia. Jam jest twoja na wieki
                                                    wykrzyknela szczesliwa. Ted otworzyl usta ze zdumienia - Ja myslaem ze chcesz
                                                    tylko ze mna....
                                                  • Gość: Ted® Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.11.03, 18:49
                                                    Napastnik z bolu wyskoczyl przez okno i tyle go widzieli. Teddy
                                                    przytulil naga Ciquitte do swojej mocarnej piersi. - Och - westchnela
                                                    przejmujaca - co ja tutaj ro... - Teddy nie dal jej dokonczyc. Zamknal jej
                                                    usta namietnym pocalunkiem, a ona zrozumiala, ze oto wreszcie trafila na
                                                    mezczyzne swego zycia.
                                                    Odwaznego, madrego dowipnego i pelnego wspolczucia. Jam jest twoja na wieki
                                                    wykrzyknela szczesliwa. Ted otworzyl usta ze zdumienia - Ja myslałem ze chcesz
                                                    tylko ze mna spędzić następne 40 lat. Na wieki to trochę za długo. Skonsultuje
                                                    to ze swoim prawnikiem a na razie może ...
                                                  • rhemek Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg 28.11.03, 18:57
                                                    Jam jest twoja na wieki
                                                    wykrzyknela szczesliwa. Ted otworzyl usta ze zdumienia - Ja myslałem ze chcesz
                                                    tylko ze mna spędzić następne 40 lat. Na wieki to trochę za długo. Skonsultuje
                                                    to ze swoim prawnikiem a na razie może skozystamy z okazji skoro i tak jestes
                                                    tak jakby gotowa... Nie zdazyl dokonczyc gdy mala raczka tzranela go w
                                                    twarzyszke -draniu!!! Wykrzyknela i wypadla z krzykiem przez frontowe drzwi.
                                                    Tymczasem w okolice przybywal znany tepiciel gadow bagiennych i płazow,
                                                    tudziez innego szkodnika mieszkajacy na dalekim poludniu sir Drago Radcowy.
                                                    Byl on...
                                                  • qczi Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg 28.11.03, 19:31
                                                    Byl on nieszczesliwym posiadaczem nadpobudliwego i niedorozwinietego syna, Gize-
                                                    simura, ktory miast pojsc w slady ojca - prawnika, paral sie ciesielka i
                                                    wyrabial przerozne chinskie przedmioty. Razu pewnego udalu mu sie...
                                                  • Gość: Ted® Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.11.03, 19:49
                                                    Byl on nieszczesliwym posiadaczem nadpobudliwego i niedorozwinietego syna,
                                                    Khemera, ktory miast pojsc w slady ojca - prawnika, paral sie ciesielka i
                                                    wyrabial przerozne chinskie przedmioty. Razu pewnego udalu mu sie nawet zbudowac
                                                    młynek do kawy ale szybko sie okazalo, że to jak zwykle wibrator. Te dziwne
                                                    skłonności Khemera spowodowały zainteresowanie nim innego erotomana - Alfonsa. I
                                                    byliby pewnie zostali kochankami gdyby się nie okazało, że to ojciec i dawno
                                                    zaginiony syn, który będąc dzieckiem wpadł ...
                                                  • qczi Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg 28.11.03, 20:31
                                                    ...który będąc dzieckiem wpadł do gara z wywarem z lubczyku, suto zaprawionego
                                                    hiszpanska mucha i inymi specyfikami; jako ze incydent zdarzyl sie w noc
                                                    sobotkowa, a warzony trunek przygotowany byl na hulanki dla okolicznej
                                                    mlodziezy (cala wioska zreszta slynela ze swych niezwyklych zdolnosci i
                                                    mozliwosci, a to wlasnie za sprawa wywaru, warzonego przez wiejskiego znachora
                                                    Loktrecja Viargia). Od tego czasu chlopak mial problemy natury...
                                                  • Gość: Ted® Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.11.03, 20:55
                                                    ...zdrowotnej. Loktrecjo nie mający umiaru w przyprawianiu i tym razem
                                                    przesadził. Mieszanka johimbiny i czosnku spowodowała częściową utratę wzroku
                                                    oraz znacznie podwyższony poziom glukozy ...
                                                  • Gość: Fore Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.11.03, 21:16
                                                    Mieszanka johimbiny i czosnku spowodowała częściową utratę wzroku
                                                    > oraz znacznie podwyższony poziom glukozy, a ziomkowie prawili, że zamiast
                                                    krwi w żyłach same garbniki z lubczyka mu pływają, co sprawia, że gdzie jeno
                                                    dziewczę spostrzeże, tam bieży, a glukoza owa każdą tkanką mu się zaczyna
                                                    sączyć. Tymczasem stare japońskie pszczoły powiadają, ze dziewczę nie miodem
                                                    ale milczeniem mozna prędzej zdobyć, chyba że chodziło o Jeanette. Ona lubiła
                                                    tez bluesa i..
                                                  • rhemek Re: Ok dalszy ciag po poprawilem swoja czesc i zg 28.11.03, 21:33

                                                  • elodia Re: Fore jesteś genialna!!!!!! 29.11.03, 02:16
                                                    Przepraszam - mała powtórka bo Lokator zaczął nowe zdanie a nie dokończył
                                                    starego...
                                                    3 zdania
                                                    Pół dokończyć, dwa napisać, pół zacząć...
                                                    I teraz piszemy tylko swoje trzy!!!!
                                                  • elodia Re: Fore jesteś genialna!!!!!! 29.11.03, 02:25
                                                    ...pół dokończyć,Dwa napisać.Jedno zacząć....
                                                    Piszemy TYLKO SWOJE.
                                                  • qczi Re: Fore jesteś genialna!!!!!! 29.11.03, 02:38
                                                    W tym dziwnym towarzystwie wszyscy kochali sie ze wszystkimi jak widzicie.
                                                    Podobno bylo to spowodowane wywarem.
                                                    Tymczasem Almondia miotala sie po komnacie wsciekla jak osa, fukajac na
                                                    wszystkie pokojowki, a to, ze pylek a polce lezy, a to, ze faldy kotar nie sa w
                                                    idealnym, wydumanym przez nią porządku. Wiadomo, gdy Almodia ma 'te dni', staje
                                                    sie wybitnie upierdliwa i czepia sie...
                                                  • elodia Re: ...pół dokończyć,Dwa napisać.Jedno zacząć.... 29.11.03, 02:45

                                                    rhemek 28.11.2003 00:16 odpowiedz na list odpowiedz cytując


                                                    Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                                    natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                                    dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                                    wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                                    być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                                    bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                                    nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                                    przewrotna?
                                                    To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                                    które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                                    Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                                    sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                                    głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                                    przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                                    Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                                    wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                                    wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                                    przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                                    pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                                    skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęła jak żywa pochodnia. Ślizgając się
                                                    na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni było
                                                    już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                                    "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                                    wzroku nie będzie mógł oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                                    jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                                    stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                                    gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                                    ramiona - prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslał: "Jak ja mogę wytrzymać z tą
                                                    kobietą?.Potrzebuję trochę rozrywki. Pójdę do swej kurtyzany, Almodii o
                                                    melodyjnym śmiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zaś w tym samym
                                                    momencie pomyślała, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to
                                                    pieniędzy. A lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za
                                                    niezapomniane przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypując
                                                    namiętnymi pocałunkami po całym ciele doprowadził do nieziemskiej rozkoszy.
                                                    Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej kształtne i szczupłe ciało napreżyło
                                                    sięi przeszedł ja dreszcz...
                                                    Tymczasem Janette nie zamierzala spedzić samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                                    poprzednich. Tęskniła za męskim ciałem, które dorowadziłoby ją do rozkoszy.
                                                    Rozbudzona wyobraźnia podsuwała jej coraz śmielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                                    pięknej Janette pozostawała niewzruszona. Gorąca owa kobieta zbyt nieśmiałą
                                                    jednak bedąc wiedziala, że jej marzenia pozostaną niespełnione do momentu, aż
                                                    nie spotka mężczyzny, który bedzie potrafił rozbudzić ją samym spojrzeniem, pod
                                                    którego wzrokiem będzie doznawała spełnienia. Na razie jednak nie było żadnego
                                                    na widoku, i biedna musiała zadowalać się swoimi zabawkami, które otrzymała w
                                                    darze od ukochanego, a które pochodziły z dalekich chin. Uśmiechneła się
                                                    chytrze na myśl o swojej małej chińskiej tajemnicy, w której skład oprócz
                                                    przyrządów do przyrządzania szarlotki wchodzily: trzy małe kuleczki z drewna
                                                    bambusa połączone lianą, które wchodząc do gniazdka rozkoszy rozbudzały jej
                                                    chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie największa rozkosz
                                                    wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiała zaszywać się na swym wielkim łożu
                                                    całkowicie naga i sama , rozkoszując się nimi, pieszcząc zapamiętale i
                                                    marząc, marząc odważnie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrzniały się jej
                                                    wszystkie ukryte i niespełnione dzikie żądze. Pieściła się delikatnie...
                                                  • elodia Re: ...pół dokończyć,Dwa napisać.Jedno zacząć.... 29.11.03, 03:02
                                                    ...myśląc o Almodii, dziwka - owszem ale ten jej Wiesław.... aaaaaach i Galli o
                                                    niej myśli i Teddiiiiiiiiii... na myśl o Tedim wstrząsnęło ją iii pomyślała o
                                                    Cici jego żonie.... taak,ta nie ma sobie równych. I nawet nic jej zarzucić nie
                                                    można... forsy nie bierze a wszyscy za nią!! No, bez przesady - najpierw tą
                                                    urwę jej kumpelę Almo zniszczyć czyli Wiesław...hmmm... ale on
                                                    sam.......aaaaaaaaaaach mam jest jeszcze Cecylia... kiciuleknaiwnulek hi hi hi
                                                    hi, ot, dobre do intrygi żeby tylko tego jej niezłomnego przyjaciela wykurzyć
                                                    Lokusa i spowieddnika Ivana ale i na to sposób czego im trzeba... nie kobieta,
                                                    nie wino TO - wadomo... zrobimy tak -
                                                  • qczi Re: ...pół dokończyć,Dwa napisać.Jedno zacząć.... 29.11.03, 03:22
                                                    kobieto zastanow sie co ty odpier*alasz wlasnie, zaczynasz sie dopisywac do
                                                    srodka powiesci?
                                                    zacznij pisac od momentu, gdzie powiesc sie skoczyla, czyli tu:



                                                    W tym dziwnym towarzystwie wszyscy kochali sie ze wszystkimi jak widzicie.
                                                    Podobno bylo to spowodowane wywarem.
                                                    Tymczasem Almondia miotala sie po komnacie wsciekla jak osa, fukajac na
                                                    wszystkie pokojowki, a to, ze pylek a polce lezy, a to, ze faldy kotar nie sa w
                                                    idealnym, wydumanym przez nią porządku. Wiadomo, gdy Almodia ma 'te dni', staje
                                                    sie wybitnie upierdliwa i czepia sie wszystkiego.
                                                    Dla poprawy humoru napila sie wywaru Lokatrecja i jej mysli zaczely biec
                                                    nieokielznane:
                                                    ...myśląc o Almodii, dziwka - owszem ale ten jej Wiesław.... aaaaaach i Galli o
                                                    niej myśli i Teddiiiiiiiiii... na myśl o Tedim wstrząsnęło ją iii pomyślała o
                                                    Cici jego żonie.... taak,ta nie ma sobie równych. I nawet nic jej zarzucić nie
                                                    można... forsy nie bierze a wszyscy za nią!! No, bez przesady - najpierw tą
                                                    urwę jej kumpelę Almo zniszczyć czyli Wiesław...hmmm... ale on
                                                    sam.......aaaaaaaaaaach mam jest jeszcze Cecylia... kiciuleknaiwnulek hi hi hi
                                                    hi, ot, dobre do intrygi żeby tylko tego jej niezłomnego przyjaciela wykurzyć
                                                    Lokusa i spowieddnika Ivana ale i na to sposób czego im trzeba... nie kobieta,
                                                    nie wino TO - wadomo... zrobimy tak - ach!
                                                    Almodia poczula, ze wywar miast poprawic jej, humor spowodowal ostra
                                                    niestrawnosc. W ach, jakze dlugiej, drodze do wychodka zdazyla jeszcze pozalic
                                                    sie swemu powiernikowi, konstablowi Marcusowi VI, o zgubnym dzialaniu wywaru.
                                                    Marcus VI doznal olsnienia - w jego pelnej pomyslow glowie zaswitala bowiem
                                                    dziwna mysl. - Tak, tak, to spisek wrogiego mocarstwa, zatruli nasz wywar -
                                                    pokiwal glowa, znow czyms niezadowolony. Nucac pod nosem piesn popularnych
                                                    ostatnio trubadurow (Krecacymi sie Skalami zwanych), ruszyl...
                                                  • elodia Re: ...pół dokończyć,Dwa napisać.Jedno zacząć.... 29.11.03, 03:53
                                                    Nie od... bo wybacz to nie dla mnie wyrażenie... nie rób ze mnie chamki,
                                                    proszę... a zaczęłam od momentu -kiedy ktoś przerwał moje reguły gry i... nie
                                                    dokończył zdania...
                                                    To mój wątek i JA ustalam reguły gry!!!
                                                    A wulgaryzmy wszelakie sobie wypraszam(chyba- w powieści)!!!!!! Nie mój
                                                    poziom!!!!
                                                  • elodia Re: ...pół dokończyć,Dwa napisać.Jedno zacząć.... 29.11.03, 03:57
                                                    rhemek 28.11.2003 00:16 odpowiedz na list odpowiedz cytując


                                                    Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                                    natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                                    dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                                    wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                                    być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                                    bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                                    nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                                    przewrotna?
                                                    To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                                    które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                                    Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                                    sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                                    głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                                    przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                                    Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                                    wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                                    wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                                    przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                                    pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                                    skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęła jak żywa pochodnia. Ślizgając się
                                                    na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni było
                                                    już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                                    "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                                    wzroku nie będzie mógł oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                                    jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                                    stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                                    gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                                    ramiona - prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslał: "Jak ja mogę wytrzymać z tą
                                                    kobietą?.Potrzebuję trochę rozrywki. Pójdę do swej kurtyzany, Almodii o
                                                    melodyjnym śmiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zaś w tym samym
                                                    momencie pomyślała, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to
                                                    pieniędzy. A lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za
                                                    niezapomniane przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypując
                                                    namiętnymi pocałunkami po całym ciele doprowadził do nieziemskiej rozkoszy.
                                                    Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej kształtne i szczupłe ciało napreżyło
                                                    sięi przeszedł ja dreszcz...
                                                    Tymczasem Janette nie zamierzala spedzić samotnie tej nocy, podobnie jak wielu
                                                    poprzednich. Tęskniła za męskim ciałem, które dorowadziłoby ją do rozkoszy.
                                                    Rozbudzona wyobraźnia podsuwała jej coraz śmielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                                    pięknej Janette pozostawała niewzruszona. Gorąca owa kobieta zbyt nieśmiałą
                                                    jednak bedąc wiedziala, że jej marzenia pozostaną niespełnione do momentu, aż
                                                    nie spotka mężczyzny, który bedzie potrafił rozbudzić ją samym spojrzeniem, pod
                                                    którego wzrokiem będzie doznawała spełnienia. Na razie jednak nie było żadnego
                                                    na widoku, i biedna musiała zadowalać się swoimi zabawkami, które otrzymała w
                                                    darze od ukochanego, a które pochodziły z dalekich chin. Uśmiechneła się
                                                    chytrze na myśl o swojej małej chińskiej tajemnicy, w której skład oprócz
                                                    przyrządów do przyrządzania szarlotki wchodzily: trzy małe kuleczki z drewna
                                                    bambusa połączone lianą, które wchodząc do gniazdka rozkoszy rozbudzały jej
                                                    chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie największa rozkosz
                                                    wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiała zaszywać się na swym wielkim łożu
                                                    całkowicie naga i sama , rozkoszując się nimi, pieszcząc zapamiętale i
                                                    marząc, marząc odważnie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrzniały się jej
                                                    wszystkie ukryte i niespełnione dzikie żądze. Pieściła się delikatnie...
                                                  • elodia Re: ...pół dokończyć,Dwa napisać.Jedno zacząć.... 29.11.03, 06:02
                                                    siostro przypilnuj ten wątek......:)))))

                                                    > rhemek 28.11.2003 00:16 odpowiedz na list odpowiedz cytując
                                                    >
                                                    >
                                                    > Gallileusz spojrzał na Janette. Idź precz, meduzo ohydna ! Czemu nikczemna twa
                                                    > natura musi wypływać na wierzch zawsze w czwartki, wszak jest to mój ulubiony
                                                    > dzień, w którym nawykłem spożywać wyśmienite posiłki, a ty złośliwa jędzo
                                                    > wszystko wówczas przypalasz, przepieprzasz i przesalasz. Czemuż nie możesz
                                                    > być taka jak w środy, a mym marzeniem byłoby mieć cię na co dzień taką, jaką
                                                    > bywasz w niedziele. Czyż me oczekiwania ..., zważywszy na fakt, że po sobocie
                                                    > nie dzielę łoża z żadną inną, aż nazbyt cię przerastaja niewiasto
                                                    > przewrotna?
                                                    > To mówiąc wzrok jego padł na dziwne koła przytwierdzone do pantofli Janette,
                                                    > które, w swej dziewczęcej naiwności, starała się nieudolnie przed nim ukryć.
                                                    > Nie zraziwszy się jednak tym, zgoła nieoczekiwanym widokiem i nie dając po
                                                    > sobie poznać, iż zbił go z tropu, Galileusz w błogim przekonaniu o słuszności
                                                    > głoszonych haseł, kontynuował przydługa tyradę i sycił każdym wypowiadanym
                                                    > przez się słowem. Sielankowy nastrój tego poranka diabli wzięli... Oczywiście
                                                    > Janette zdawała sobie sprawę z tego co usłyszała ale najbardziej ją denerwował
                                                    > wzrok jego - no tylko tego brakuje by się dowiedział, że ona lubi SM. Lokaj
                                                    > wybił ją jednak z zamyślenia..... OOOOOOOch przyjechał Teddy...... rozkosz jej
                                                    > przerwał głos głos żony Tedda... Nie znoszę tej dziwki, Ciquitity-
                                                    > pomyślała, a jej......policzki oblały się krwawym rumieńcem- nie potrafiła
                                                    > skrywać uczuć, jej alabastrowa skóra płonęła jak żywa pochodnia. Ślizgając się
                                                    > na kołach podjechała po wypastowanym parkiecie do dębowych drzwi, w sieni było
                                                    > już słychać perlisty głos Ciquitity.
                                                    > "Znowu Galileusz będzie jak ten dureń wpatrywał się w tę płochą podfruwajkę,
                                                    > wzroku nie będzie mógł oderwać od jej migdałowych oczu i równiutkich, białych
                                                    > jak mleko ząbków"- pomyślała wściekła Janette. Gniew tylko dodał jej blasku -
                                                    > stala w drzwiach, w dłoniach podtrzymała brzegi sukni, pierś jej falowała od
                                                    > gwałtownego wzruszenia, włosy opadły złocistą kaskadą na jej kształtne
                                                    > ramiona - prawdziwa boginii. Gallileusz pomyslał: "Jak ja mogę wytrzymać z tą
                                                    > kobietą?.Potrzebuję trochę rozrywki. Pójdę do swej kurtyzany, Almodii o
                                                    > melodyjnym śmiechu i poetycznych kształtach...". Almodia zaś w tym samym
                                                    > momencie pomyślała, że życie byłoby piękne gdyby nie musiała brać za to
                                                    > pieniędzy. A lokaj Galileusza mógłby zawsze i wszędzie. Cóż to było za
                                                    > niezapomniane przeżycie kiedy naszedł ją onegdaj w negliżu i obsypując
                                                    > namiętnymi pocałunkami po całym ciele doprowadził do nieziemskiej rozkoszy.
                                                    > Teraz na samo wspomnienie tej chwili jej kształtne i szczupłe ciało napreżyło
                                                    > sięi przeszedł ja dreszcz...
                                                    > Tymczasem Janette nie zamierzala spedzić samotnie tej nocy, podobnie jak
                                                    wielu
                                                    > poprzednich. Tęskniła za męskim ciałem, które dorowadziłoby ją do rozkoszy.
                                                    > Rozbudzona wyobraźnia podsuwała jej coraz śmielsze obrazy, podczas gdy twarz
                                                    > pięknej Janette pozostawała niewzruszona. Gorąca owa kobieta zbyt nieśmiałą
                                                    > jednak bedąc wiedziala, że jej marzenia pozostaną niespełnione do momentu, aż
                                                    > nie spotka mężczyzny, który bedzie potrafił rozbudzić ją samym spojrzeniem,
                                                    pod
                                                    >
                                                    > którego wzrokiem będzie doznawała spełnienia. Na razie jednak nie było
                                                    żadnego
                                                    > na widoku, i biedna musiała zadowalać się swoimi zabawkami, które otrzymała w
                                                    > darze od ukochanego, a które pochodziły z dalekich chin. Uśmiechneła się
                                                    > chytrze na myśl o swojej małej chińskiej tajemnicy, w której skład oprócz
                                                    > przyrządów do przyrządzania szarlotki wchodzily: trzy małe kuleczki z drewna
                                                    > bambusa połączone lianą, które wchodząc do gniazdka rozkoszy rozbudzały jej
                                                    > chuci, oraz drewniana imitacja tego co daje kobiecie największa rozkosz
                                                    > wykonana z delikatnej trzciny. Uwielbiała zaszywać się na swym wielkim łożu
                                                    > całkowicie naga i sama , rozkoszując się nimi, pieszcząc zapamiętale i
                                                    > marząc, marząc odważnie, a w nich niby na jawie tych uzewnetrzniały się jej
                                                    > wszystkie ukryte i niespełnione dzikie żądze. Pieściła się delikatnie...
                                                    >
                                                    >
                                                  • elodia Re: ...pół dokończyć,Dwa napisać.Jedno zacząć.... 29.11.03, 06:18
                                                    Żeby było jasne to Lokator nie dokończył... ale czegoś trzeba się trzymać,
                                                    prawda?
                                                    Ostatnie: (piszemy tylko swoje) tak będzie lepiej, ale jak ktoś nie
                                                    dokończy.... kasuję wsio po nim...


                                                    ...myśląc o Almodii, dziwka - owszem ale ten jej Wiesław.... aaaaaach i Galli o
                                                    niej myśli i Teddiiiiiiiiii... na myśl o Tedim wstrząsnęło ją iii pomyślała o
                                                    Cici jego żonie.... taak,ta nie ma sobie równych. I nawet nic jej zarzucić nie
                                                    można... forsy nie bierze a wszyscy za nią!! No, bez przesady - najpierw tą
                                                    urwę jej kumpelę Almo zniszczyć czyli Wiesław...hmmm... ale on
                                                    sam.......aaaaaaaaaaach mam jest jeszcze Cecylia... kiciuleknaiwnulek hi hi hi
                                                    hi, ot, dobre do intrygi żeby tylko tego jej niezłomnego przyjaciela wykurzyć
                                                    Lokusa i spowieddnika Ivana ale i na to sposób czego im trzeba... nie kobieta,
                                                    nie wino TO - wadomo... zrobimy tak -
                                                  • qczi Re: ...pół dokończyć,Dwa napisać.Jedno zacząć.... 29.11.03, 08:24
                                                    tia... twoj watek, twoje zasady gry... a ja juz w takim razie tu nie bede sie
                                                    wpisywala

                                                    glupimi zasadami i checia pokazania, 'kto tu rzadzi' wykasowalas kilka godzin
                                                    naszej wspolnej zabawy. czy ty czasami myslisz o innych, Elodio? Czy tak jestes
                                                    zajeta wymyslaniem rymowanych frazesow na temat milosci do innego czlowieka,
                                                    wirujacych platkow i innych takich pierdol, ze nie masz czasu dostrzec
                                                    uszanowac tego innego czlowieka, platkow i pierdol?

                                                    szastasz miloscia w sygnaturce, a wyzywasz naprawde bez powodu od dziwek itp
                                                    i PROSZE nie pisz, ze nikogo przeciez imiennie nie wyzwalas
                                                    jestes jak ten skinhed, ktory ledwie wyszedl z kosciola, ledwie dokonczyl
                                                    piesn 'milujmy blizniego', a nie zdazyl przejsc na druga strone ulicy, by nie
                                                    skopac chlopaka

                                                    szkoda
                                                    szkoda takiego fajnegowatku
                                                    ja ci sie tu juz nie wpisze
Pełna wersja