Nie ślizgaj się na cienkim lodzie w Myślęcinku!

30.12.08, 12:21
"Przychodzę tu na łyżwy odkąd skończyłam 5 lat, zwykle w przerwie
świątecznej lub podczas ferii zimowych - mówiła 14-letnia Zuzanna,
która do Myślęcinka przyjechała z rodziną. Nie boi się, że lód się
załamie, bo razem z tatą dokładnie sprawdzają, czy można już
jeździć. - Zawsze najpierw wchodzimy w butach, najpierw tata, a
później my. Do tego jeździmy blisko brzegu, więc nie boimy się, że
wpadniemy do wody - tłumaczyła."

Ludzka głupota jest ograniczona jedynie brakiem wyobraźni.

Głowa rodziny oczywiście musi wleźć tam, gdzie jest tabliczka z
zakazem, na dodatek ciągnąc za sobą dziecko. Ojcu tej dziewczynki
radziłbym przed wejściem na lód z rodziną oglądnąć film "Dekalog I"
Kieślowskiego. Choć pewnie to nic nie da, taki musi nauczyć swoje
potomstwo wchodzić tam, gdzie nie powinno, ignorować ostrzeżenia i
zakazy. Dopiero jak dziecko, nauczone olewać zdrowy rozsądek przez
mądrego inaczej tatusia, wejdzie kiedyś samo na sadzawkę, rzekę lub
cokolwiek innego, w czym można się bez problemu utopić i wpadnie do
wody, to będzie wielka tragedia, rozpacz rodziców, bicie się w
piersi itd. Polak jak zwykle mądry po szkodzie.

Straż miejska lub policja nie może wyłapywać takich ojców, którzy
nie potrafią czytać ze zrozumieniem, narażając tym samym swoją
rodzinę? Czy gdyby z rodziną jechali jednokierunkową pod prąd
ignorując znaki zakazu, również wszystko byłoby w porządku?
Pełna wersja