jacek.killman
26.02.09, 12:58
Ulubionym zajęciem niektórych młodych ludzi, wracających z nocnych
wojaży jest wyżywanie się na znakach drogowych. Zjawisko to jest
charakterystyczne dla całej Polski i występuje w sposób nasilony w
weekendy, zwłaszcza w okolicach klubów i dyskotek. Obracanie znaków
i wszelkich tablic wokół słupków oraz zaginanie przemocą ich
narożników to ulubiony sport rodzimych osiłków. Jeśli do tego całość
jest niestabilna - mamy wtedy do czynienia ze znakiem pochylonym. Za
pieniądze, które zarządy dróg są zmuszone wydawać na odtwarzanie
oznakowania można byłoby przebudować niejedną ulicę. Dopóki będzie
społeczne przyzwolenie na tego rodzaju zachowanie - nie ma co liczyć
na poprawę sytuacji. W starciu z niewyżytym kretynem żadne
betonowanie słupka, czy dodatkowe zaginanie krawędzi znaków celem
usztywnienia - nic nie pomoże.