rhemek
10.12.03, 22:38
Listy Marianny d'Alcoforado do markiza
Noëla Bouton de Chamilly
List pierwszy
Jak byłeś nierozsądny, jak mało przewidujący, rozważ tylko,
miłości moja!
Biedactwo Ty! Oszołomiła Cię Twoja lekkomyślna nadzieja
i nawzajem mnie nią oślepiłeś! Namiętność, na której
budowałeś tyle wspaniałych planów, sprawia Ci teraz li tylko
śmiertelną rozpacz, która się da tylko porównać z okru-
cieństwem rozłąki, która jest jej przyczyną.
Ta Twoja nagła ucieczka, którą ból mój, jakkolwiek tak
wynalazczy w środkach nowych cierpień, nie jest zdolen,
w całej doniosłości jej smutku, dostatecznie określić, zaliż to
mi po wszelką wieczność nie dozwoli ujrzeć tych oczu,
w których tyle miłości widziałam, które mnie nauczyły
odczuwać rozkosze, jakie mi się stały nieskończoną
bogością, zastąpiły wszelkie inne uczucia, a mówiąc
szczerze całą mnie wypełniały.
Moje biedne oczy straciły w Twoich jedyne światło,
które mi życie i krasę dawało; pozostały im tylko łzy,
a nie znam innego z nich pożytku, jak tylko płacz,
ustawiczny płacz, odkąd się dowiedziałam, żeś postanowił
tę straszną rozłąkę, która niezadługo mą śmiercią się stanie.
A nagle: jednakowoż zdaje mi się, jakoby mnie coś ciągnęło
do cierpień, których Ty jeden jesteś przyczyną. Całe moje
życie Tobie poświęciłam, od pierwszej chwili, w której oczy
moje na Tobie spoczęły, i odczuwam tajemną rozkosz Tobie
je w ofierze złożyć.
Westchnienia moje wybiegają za Tobą po tysiąc razy
na dzień, a nie dają mi żadnego ukojenia - biedne westchnienia
moje nic dać Ci nie mogą prócz świadomej pewności mego
nieszczęścia, które mi żadnej nadziei nie pozostawia
i wiecznie to samo powtarza: Przestań wreszcie, przestań
biedna Marianno, przestań się tak daremnie wyczerpywać!
Dość już westchnień, płaczu i żalów za kochankiem, którego
nigdy już nie ujrzysz, który poza morze popłynął,
by od Ciebie uciec - kędyś do Francyi, a teraz odpływa
w przyjemnościach i rozkoszach i ani na sekundę nie pomyśli,
że Ty cierpisz i rozgrzesza Cię z uczuć, za które na żadną
podziękę dla Ciebie zdobyć się nie może.
Ależ nie! Nie mogę się zmódz, by tak źle o Tobie myśleć.
Za mocnom spragniona, by móc Cię uniewinnić. Nie jestem
wstanie sobie wyobrazić, byś mógł o mnie zapomnieć.
(...) Ja biedne dziecko człowiecze! Takaż to zapłata, którą mi
się wywdzięczasz? Za to, żem Cię tak gorąco ukochała?
Ale wszystko mi jedno. Postanowiłam ubóstwiać Cię przez
całe moje życie i nikogo więcej nie pokochać. I to jedno Ci
powiem: dobrze zrobisz, jeżeli i Ty żadnej innej nie
pokochasz. Zadowolniłbyś się może miłością, mniej gorącą
od mojej? Być może, że znalazłbyś kobietę, piękniejszą ode
mnie - a przecież mówiłeś kiedyś, że jestem piękna - ale
żadnej nie znajdziesz, która by Cię tak gorąco kochała jak ja-
a ta reszta, to wszystko poza tem, to głupstwo i marność.
I dajże spokój wypełniać listy Twoje rzeczami, które są czcze
i nic nie znaczą, i przestań pisać, bym o Tobie myślała.
Nie mogę zapomnieć o Tobie, i również nie zapominam,
żeś mi robił nadzieję, iż powrócisz i małą chwilkę pragniesz
przy mnie pozostać.
Czemu całe życie nie chcesz przy mnie pozostać?
Gdybym mogła uciec z tego rozpacznego klasztoru,
z pewnością bym tu nie czekała w Portugalii na to,
czy Twoje zapewnienia się ziszczą. O nie! Bez wahania
popędziłabym za Tobą, odszukała Cię i szła za Tobą
i kochała Cię ponad cały świat.
Skądżeż u Ciebie to pragnienie, by mnie wtrącić w nie-
szczęście? Czemuś mnie nie pozostawił w spokoju i ciszy
w moim klasztorze? Czym Ci może coś złego zrobiła?
Ale, proszę, wybacz mi, Kochanku mój!
Nie zrobię Ci żadnych wyrzutów. Nie jestem w stanie
wzywać przekleństw i zemsty na Ciebie, przeklinam tylko
moje straszne przeznaczenie.
Kiedy nas rozłączyło, tak mi się przynajmniej zdaje,
sprowadziło na nas całe to nieszczęście, którego od niego lękać
się mogliśmy. Nie uda mu się jednakowoż rozłączyć nasze
serca; miłość, silniejsza aniżeli przeznaczenie, połączyła
je nierozerwalnie na całe życie.
Jeżeli Ci cośkolwiek na mnie zależy, to pisz często do mnie!
Na tom sobie chyba zasłużyła, że gorliwie będziesz się starać
powiadamiać mnie, co się w Twem sercu dzieje, i jakie koleje
Twego życia przechodzisz.
A ponad wszystko: przyjedź, by mnie ujrzeć!
Bądź zdrów!
Nie mam sil papieru tego z rąk wypuścić, tego papieru, który
w Twych rękach trzymać będziesz. Gdybym ja mogła być
tą rzeczą, która to szczęście kosztować będzie!
Ale piszę koszałki-opałki, jak głupia! Wiem przecież,
że to niemożliwe!
Bądź zdrów! Nie zniosę dłużej.
Bądź zdrów!
Nie przestań nigdy mnie kochać!
I pozwól, bym jeszcze straszniejsze cierpienia znosiła