Czy powstanie spektakl "We krwi"?

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.08.05, 13:23
Czy ta sztuczka jest warta takich nakładów/wysiłków?
    • Gość: dramatist to wszystko jest nie tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 08:08
      Naprawdę nie ma o czym mówić. Warunki, jakie zaproponowała amerykańska autorka
      są bardzo dobre. 11 procent od spektaklu to jest miejsc niż w Polsce honorarium
      autorskiego ma pisarz (12 do 14 procent). W praktyce to oznaczać może ok. 100
      złotych za spektakl, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że to teatr offowy. Normalnie
      zagraniczni autorzy żądają kwot minimalnych za spektakl, np. Almodovar ok. 300
      euro. Normalne jest też, że z autorem podpisuje się umowę uwzględniając
      zaliczkę. 1000 dol. to przecież ok.3,5 tysiąca złotych. To nie jest dużo przy
      produkcji spektaklu, który kosztuje od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy.
      Trzeba przecież warunki takie wkalkulować w budżet a nie płakać. Normalne jest,
      że autorzy zagraniczni (często polscy też) reprezentowani są przez agencje, a
      ona negocjują jak najlepsze stawki. Ci ludzie żyją zazwyczaj wyłącznie z teatru,
      a honoraria w postaci procentów z wpływów z biletów, a zwłaszcza u nas i w
      przeliczniku na dolary to wirtualna sprawa i spływają po miesiącach. Agencjom
      zagranicznym nie opłaca się podpisywać umów na wystawianie sztuk na niedobrych
      warunkach, bo same się z tego utrzymują. Tekst jest napisany jakby wydarzył się
      jakiś skandal a nie wydarzył. Tak po prostu jest. Trzeba najpierw poznać
      warunki, podpisać umowę na wystawienie a potem produkować a nie odwrotnie, jak
      jest w tym przypadku. W czym jest skandal? Że autorka chce pieniądze (nieduże
      zresztą w porównaniu z tym, co płacą teatry u nas) za własną pracę? Że chce
      zobaczyć jej efekt i przyjechać na premierę? Skandalem jest to, że w Polsce
      pokutuje przekonanie, że autor nie ma nic do powiedzenia, nic nie znaczy i że
      najlepiej byłoby gdyby zrezygnował z honorarium. W imię czego? Jeśli to problem,
      to najlepiej wystawiać Szekspira, bo prawa do jego tekstów wygasły. Dziwię się,
      że młodzi ludzie w Polsce, którzy robią ten spektakl prezentują takie myślenie.
      Najlepiej wydać kasę na bankiet po premierze. Autor do domu. Dziwię się, że
      autorka tekstu napisała to wszystko bez telefonu do ZAIKSU, który zajmuje się
      zdobywaniem praw i podpisywaniem umów, czy telefonów do wyspecjalizowanych
      agencji. Tekst jest jednostronny i wygląda jakby wynikł z telefonu, że teatr
      potrzebuje sponsora.
Pełna wersja