piotr.adam.kulbicki
04.06.06, 13:16
W sobotę na warszawskiej „Agrykoli” odbywał się koncert organizowany przez
Urząd Miasta Stołecznego Warszawy w ramach jak to nazwano „bezprecedensowej
akcji kulturalnej Warszawa Jest Trendy”. Support-polski zespół COMA,
gwiazda-łotewski zespół BRAINSTORM a potem jakiś multimedialny chór.
Przybyliśmy na koncert tylko dlatego, że COMA to znajomi znajomych i wieść
mieliśmy prawie z pierwszej ręki, zaś o występie BRAINSTORM dowiedzieliśmy się
dopiero na miejscu. Po przybyciu na miejsce zastaliśmy "wypasioną" scenę
której ustawienie musiało kosztować budżet miasta roczne utrzymanie wielu
warszawskich rodzin, zaś pod sceną ujrzeliśmy garstkę widzów, w liczbie
najpewniej nie przekraczającej tysiąca (sic!). COMA jak zawsze zagrała świetny
koncert - nie przedstawiana przez nikogo specjalnie i nie reklamowana – COMA,
która była chyba supportem łotewskiej gwiazdy, wyszła sama i zeszła sama ze
sceny. BRAINSTORM musiał zapowiedzieć aż sam Ambasador Łotwy wraz z dwójką
politycznych osobników z Urzędu Miasta, którzy widząc garstkę osób w żywe oczy
i z uśmiechem na ustach wyrażały sztuczną radość "jak to dobrze że tyle osób
przyszło". BRAINSTORM zagrał dobrze, ale już tylko dla około 300 osób które po
COMIE zostały. Pytam się kto stoi za taką hańbą dla stolicy Polski - kto
odpowiada za zmarnowanie mnóstwa pieniędzy i spowodowanie faktycznej
antyreklamy dla miasta, które stało się pośmiewiskiem - gdzie po zakończeniu
koncertu supportowego zespołu tłumy wychodziły z koncertu gwiazdy wieczoru,
zamiast na ten koncert wchodzić. Kto odpowiedzialny jest za zorganizowanie
prestiżowego koncertu w sposób nie dający szans na sukces-beznadziejna reklama
wydarzenia, beznadziejna oprawa i beznadziejny klimat. Żenada. Scena wyglądała
jakby miała głośnością wysadzić pół okolicznego parku - profesjonalny sprzęt
sceniczny piętrzył się na niej i.... grał na jedną piątą gwizdka poza basami
które waliły aż uszy bolały, zagłuszając wokal dla osób stojących blisko. Co
dziwne COMA grała taki sam koncert na początku maja na SGGW - tam scena była
dużo skromniejsza - a przed nią tysiące ludzi słuchało dźwięku niesionego na
setki metrów przez 6-8 takich samych głośników, których tutaj było co najmniej
16 (mowa o głośnikach bocznych sceny podwieszanych od góry). Smutna prawda -
nie pieniądz tylko rozum jest podstawą sukcesu. Drodzy włodarze miejscy -
wasza sobotnia nibyzabawa kulturalna (którą pewnie organizatorzy zamierzają
wpisać sobie w polityczne CV jako sukces i tylko po to była im tylko
potrzebna) przy majowych Ursynaliach nie istnieje - a to dlatego, że na SGGW
swój głos i pomysły mieli studenci (czytaj ludzie kreatywni z pasją), a wy
myśleliście że możecie się chociażby z nimi równać. Daliście przykład jak
niewiele wiecie... Koncert trzech totalnie różnych zespołów muzycznych
występujących jeden po drugim to pomysł, który z pewnością nie mógł zachęcić
odpowiedniej liczby ludzi do zaszczycenia tego wydarzenia – nie w taki dzień,
nie w taką porę dnia i nie przy tej muzyce... Sarkazm i brak wyobraźni
organizatorów dodatkowo potwierdza sposób zabezpieczenia imprezy (wynajęto
ochroniarzy którzy pilnowali.... otwartych chodników kilkaset metrów od
koncertu) - zastanawiające, że na rockowym koncercie sprzedawano ....
wyłącznie kawę jednej firmy, zaś patrole Policji złożone z nadzwyczaj
uprzejmych i wesołych policjantów musiały poniżać się do spisywania i
wystawiania mandatów osobom które trzymały puszki z piwem - jakoś nie
spisywano np. osób palących w tłumie (chociaż prawo nie zabrania tego, ale i
nie zakazuje za to spisywać, szczególnie że stanowi to zagrożenie dla zdrowia
i mienia). Moim zdaniem sprawę organizacji tego koncertu należałoby poważnie
prześwietlić (hehe - może być i komisja śledcza) - coś mi sie wydaje że
uzasadnione jest moje przekonanie o możliwości postawienia poszczególnym
osobom ("partyjnym" organizatorom) zarzutów niegospodarności i złego
zabezpieczenia imprezy. Wara Wam od kultury Warszawy - zresztą już sami karę
dostaliście - COMA ma o was niezbyt przyjazną piosenkę i ją odśpiewała -
myślę, że gdybyście choć raz przesłuchali ich płytę przed koncertem to mogli
by tam nie wystąpić – dziękuję więc chociażby za to opatrzności, że na
organizacji kultury i na niej samej się kompletnie nie znacie.