Rozmowa z matką kandydatki

IP: *.chello.pl 02.07.03, 19:12
W odpowiedzi na artykuł p. Sylwii Sałwackiej „Liceum im.
Wyspiańskiego łamie przepisy”i "Rozmowę z matką kandydatki"
zamieszczonymi w dzisiejszym (02.07.2003) numerze Gazety
Wyborczej pragnę wyjaśnić nieścisłości, a czasami wręcz celowo
jak mniemam powstałe przekłamania i niedomówienia, które
znalazły się w materiale.
Zanim ustosunkuję się do zarzutów merytorycznych postawionych
przez p. S. Sałwacką pragnę przedstawić ważną jak sądzę dla
omawianego w materiale problemu, okoliczność. Artykuł został
zamieszczony w Państwa gazecie, nie na skutek wyjątkowego
zainteresowania sprawą rekrutacji do warszawskich liceów, ale
jest wynikiem kumoterskich,-odważę się je tak określić-
kontaktów między autorką artykułu, a mamą kandydatki, z którą
została przeprowadzona „rozmowa” na temat tegorocznego naboru.
Pani Sałwacka zapomniała poinformować czytelników GW, iż pisze
ten tekst tylko, dlatego aby, jej koleżanka,p Anna. E. (
nawiasem mówiąc, także dziennikarka G.W. nazwisko do wiadomości
szkoły) mogła zrealizować swoją groźbę opisania komisji XLVII
L.O. w gazecie jako odwet za nie zakwalifikowanie jej córki
jako kandydatki do naszej szkoły (znalazła się na liście
rezerwowych). Szkoda, iż autorka artykułu zapomniała jak sądzę,-
bo nie dopuszczam myśli, iż dziennikarz gazety firmowanej
nazwiskiem p. Adama Michnika zrobił to celowo- nie wspomniała o
wcześniejszych działaniach p. Anny. E. wym...ącej przed
naszymi oczyma legitymacją dziennikarką, odgrażjącej się, „co
też może nam zrobić” w celu załatwienia sprawy prywatnej. Będąc
od lat stałą czytelniczką GW wyrażam zdziwienie i ubolewanie,
iż tego typu praktyki są jak widać akceptowane. Dziwi to tym
bardziej, że postawa Redaktora Naczelnego pozwala przypuszczać,
iż rzetelność dziennikarska, uczciwość będące integralnymi
elementami etyki dziennikarskiej, są obowiązującymi w tej
redakcji zasadami. W tym jednak wypadku tak nie było.
Zarzuty przedstawione Komisji Rekrutacyjnej XLVII Liceum
Ogólnokształcącego świadczą o znikomej wiedzy autorki tekstu na
temat rekrutacji, bo nie chcę przypuszczać, że jest to efekt
czytania bez zrozumienia, koleżanki p. Sałwackiej- P. Anny E.
(choć wiem, że jest to zjawisko obecnie powszechne to chyba nie
możliwe, że wśród dziennikarzy?!). Wszyscy uczniowie, którzy
chcieli wycofać dokumenty z Liceum Wyspiańskiego mogli to
zrobić w poniedziałek między 10, a 15; we wtorek między 9, a
12. Ostatnia możliwość odebrania dokumentów – zgodnie z
harmonogramem ustalonym przez Kuratora- istniała w środę tj.
02.07.2003 do godziny 9, czyli w naszej szkole od godziny 8
rano. Godziny pracy , o których już wspomniałam były podane
wszystkim zainteresowanym w stosownym komunikacie wywieszonym w
szkole w miejscu ogólnie dostępnym dnia 27.06.2003. Mogę tylko
wyrazić ubolewanie, iż autorce artykułu zabrakło wiedzy na ten
temat, bądź co najmniej chęci jej zgłębienia. Pragnę także
nadmienić, iż dyrektor szkoły, nie ma żadnego obowiązku
wydawania teczek z dokumentami; nie jest bowiem członkiem
Komisji Rekrutacyjnej, i nie zajmuje się sprawą rekrutacji.
Robi to tylko i wyłącznie Komisja Rekrutacyjna.
Oburzający jest też fakt cytowania w artykule wypowiedzi
kuratora oświaty bez żadnego dodatkowego komentarza. Czy według
p. Sałwackiej członkowie Komisji powinni pracować w cyklu 24-o
godzinnym przy 7-mio dniowym tygodniu pracy? Mam wrażenie, że
dziennikarz Gazety Wyborczej zna, bądź powinien znać
obowiązujące akty prawne i wie że mamy ciągle zgodnie z
Kodeksem Pracy i Kartą Nauczyciela maksymalnie 40-to godziny i
5-cio dniowy tydzień pracy, a to oznacza, że pojęcie „wycofania
teczki w każdej chwili” jest pojęciem dość nieścisłym, żeby nie
powiedzieć z gruntu wręcz fałszywym. Mam wrażenie, że przepisy
regulujące czas pracy obowiązują także w redakcjach
gazet, ...chyba, że czegoś nie wiem?!
Brak rzetelności i niewiedza autorki artykułu widać na każdym
kroku. W procedurze kwalifikacyjnej po 27.06.2003 brane były
pod uwagę tylko i wyłącznie dokumenty oryginalne; i tak było
lub być powinno ( nie wiem jak wyglądała rekrutacja w innych
szkołach) we wszystkich szkołach. Tę kwestię regulowały bowiem
przepisy odgórne. Czy dziennikarki G.W. oczekiwały odstępstwa -
od obowiązującego szkołę prawa- w związku z faktem ubiegania
się o miejsce w szkole dziecka dziennikarki Gazety Wyborczej?!
Nie dopuszczam takiej myśli, bo według mnie byłoby to żałosne i
na pewno nie przynosi chluby G.W. ale....mam nadzieję że tak
nie było. Taka sytuacja nie może się przecież zdarzyć w
środowisku dziennikarzy, którzy na łamach swojej Gazety walczą
o prawdę i uczciwość i są gotowi płacąc za to olbrzymią cenę
(vide redaktor A. Michnik)
Dziwi mnie jeszcze kilka rzeczy, w zamieszczonym artykule
(chociażby język jakim został on napisany, zwroty rodem z
podwórka, a nie szanowanej, kształtującej opinię gazety) ale
mam chyba do tego prawo. Co najwyżej już wiem, że będę unikać
artykułów p. S. Sałwackiej, jako nie rzetelnych, nie podpartych
wiedzą, i nie mających nic wspólnego z uczciwością. Ubolewam
jednakże z tego powodu bo jak zdążyłam dowiedzieć się p. S.
Sałwacka zajmuje się w gazecie sprawami szkół, uczniów ,
nauczycieli, którymi jestem osobiście zainteresowana z przyczyn
oczywistych..
Abstrahując od meritum sprawy 122 punkty na 200, o których
pisze p. Sałwacka jako dowód na to ,że wspomniana „Magda jest
dobrą uczennicą” to zaledwie 66% czyli bardzo daleko nawet do
oceny dobrej nie mówiąc już o wyższej.


Pełna wersja