Gość: Przerażona
IP: *.chello.pl
10.07.03, 20:36
GW doniosła, że wnuk znanego warszawskiego prawnika dostał się do liceum z
małą ilością punktów za poręczeniem dziadka. Zimny pot zlał mi plecy i
przypomniała mi sie moja własna historia sprzed wielu, wielu lat.
Pochodzę z bardzo znanej prawniczo-lekarskiej rodziny. Postanowiłam zdawać na
medycynę, niestety zabrakło mi DO PRZYJĘCIA BO ZDAŁAM kilku punktów.
Wystarczył jeden telefon mojego ojca i byłabym na liście przyjetych z
odwołania. Jednak mój tata stwierdził, że nie będzie interweniował, prosił
ani pomagał mi w jakikolwiek sposób. Odwołanie złożyłam tak samo jak inni i
zostało rozpatrzone negatywnie!
Przez 9 miesięcy ( aby zdobyć 9 punktów), pracowałam jako salowa .
Poniewierali mną równo, zaprzęgali do najcięższej pracy. Padałam, ale po
przyjściu do domu siadałam do nauki lub biegłam na kurs ( zafundowany przez
rodziców). Powtórny egzamin zdałam z 6 lokatą! Studia ukończyłam bez
problemów, dziś mam tytuł naukowy i odpowiedzialną funkcję.
Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że porównuję morale mojego dziadka i
rodziców. "Zmarnowany" rok nie musi być zmarnowany a zmarnować można młodego
człowieka przez opisane w gazecie postępowanie!