ph78
16.09.09, 22:41
Przynajmniej 10 dni wcześniej miałam rozwarcie na 1 palec - nie
wiedziałam, jak długo mogę poczekać na rozwiązanie, ale lekarz
ocenił, że gdy już się zacznie, powinno pójść szybko :)
Dodatkowo od 13tc piłam napar z liści malin, od 32 tc piłam olej z
wiesiołka (nie lubię kapsułek), całą ciążę trenowałam Kegla, a od 36
tc wprowadziliśmy masaż krocza olejkiem z wiesiołka z dodatkiem
naturalnej wit. E.
W przeddzień zgubiliśmy się na spacerze w Ogrodzie Botanicznym -
kilka godzin marszu!
9 dni przed terminem rano miałam kilkakrotne ruchy jelit - organizm
się oczyszczał.Dodatkowo czułam lekką bolesność w dole brzucha jak
na menstruację i wystąpiło plamienie.
Zadzwoniłam więc kontrolnie do położnej, z którą zaplanowaliśmy
poród w domu. Okazało się, że zaczęła właśnie dyżur do 19 i spytała
mnie, czy wytrzymam do wieczora!
Położyłam się więc na godzinę do łóżka i liczyłam skurcze -
regularne co ok. 4 minuty po 1:15 sekund. Gdy położna to usłyszała,
powiedziała tylko, że załatwia zastępstwo i jak najszybciej
będzie... Postanowiłam więc nie skakać na piłce, tylko grzecznie
czekać, co by nie rodzić samej w domu :D
Całowanie się z mężem fantastycznie uśmierza ból :) Chociaż nie mogę
powiedzieć, żeby te skurcze rozwierające mnie bolały - podczas
okresu pierwszy dzień był o wiele trudniejszy...
Wkrótce przyjechała moja mama. Po niej położna, która mnie zbadała -
rozwarcie 8 cm - tym sposobem ominąl mnie kryzys 7 cm ;)
Zaleciła leżeć na tym boku, po której stronie jest kręgosłup
dziecka, z ugiętą nogą - żeby dziecko dobrze wstawiało się w kanał
rodny.
Po chwili miałam pełne rozwarcie i na skurczu partym pękł mi pęcherz
płodowy. Na szczęście w pozycji na toalecie, ponieważ chlust był
dokładnie taki, jakiego się obawiałam w miejscu publicznym...
Potem zabawa się skończyła, ponieważ miałam słabe, rzadkie i krótkie
skurcze parte (sic!). Byłam zdziwiona - zazwyczaj słyszy się o
ciężkiej I fazie porodu, a przy rozwarciu 'na pierwszym skurczu
rodzi się główka, a na drugim reszta'. Nie u mnie. Po 2 godzinach
widmo wycieczki do szpitala, gdzie podadzą mi kroplówkę z oksytocyną
na wspomożenie skurczów, a jeśli to nie zadziała, to zastosują
vaccum lub cc, bardzo mnie zmobilizowało, poprosiłyśmy męża do
pomocy. Bardzo dodał mi sił, zaczęłam działać, ale
zajęło nam to 2 dalsze godziny, nim urodziłam. Tym razem dobrze
wykorzystane 2 godziny - jak w transie, z zamkniętymi oczami,
oddychając pod dyktando położnej... Wyczucie palcami główki dziecka
fantastycznie ładuje akumulator!
Całe ciało faktycznie urodziło się na jednym skurczu. Może już
wtedy się nauczyłam, jak to się porządnie robi... Noworodek na
piersi to jest niesamowite uczucie, nie do opisania. Potem jeszcze
trzeba urodzić łożysko - też mi atrakcja, jak już ma się dzidzię na
świecie! A partner może przeciąć pępowinę. Potem trzeba obejrzeć
krocze, ew. opatrzyć. Wszystko się działo tak powoli... Poszliśmy
razem pod prysznic, mama ugotowała dla nas wszystkich wielką
kolację, bo zrobiła się 18, a nikt przez cały dzień nic nie jadł...
Ja w czasie porodu nie byłam głodna, choć czułam osłabienie. Piłam
za to po kilka łyków wody przez cały poród. Położna zbadała,
zmierzyła córkę. Po kolacji zaczęłam ją karmić. Mąż odwiózł położną
do szpitala (zamieniła się na nocny dyżur), mama została jeszcze ze
mną. A potem nie mogliśmy zasnąć z wrażenia, poznawaliśmy się
nawzajem z córeczką prawie do rana, jakby to było nasze prywatne
boże narodzenie.
Niesamowite doświadczenie. Życie jest wielkie, nie do przewidzenia,
ani ogarnięcia.
Dziękuję pani Kasi za odpowiedzi na moje pytania i wszystkie
wyszukane na forum naturalne sposoby na okres ciąży, porodu i
połogu! Niejednokrotnie bliższe mojemu światopoglądowi niż
rozwiązania proponowane przez lekarza ;)
Wszytskim dziewczynom oczekującym rozwiązania życzę dobrych porodów
i fantastycznych dzieciaczków!