Wielkie rozczarowanie położną...

18.09.09, 19:18
No to po 1 spotkaniu i rozczarowanie moze nie personalnie do samej położnej
(sympatyczna dziewczyna i miła) ale do wiekszości "procedur" szpitala na
Polnej w Poznaniu.Sama przyznała szczerze ze w szkole rodzenia uczy co innego
a co innego praktyka... Nie ma mozliwosci rodzenia w innej pozycji niż leżąca
lub półleżaca, nawet na boku nie, dlaczego- bo nie... 90% procent porodu pod
KTG. Obowiazkowo dolargan, a na moje pytanie dlaczego, przeciez jego działanie
przeciwbólowe jest znikome- bo takie sa procedury. Masaż szyjki- owszem
stosuje jak wymaga tego sytuacja po podaniu środków przeciwbólowych czyli
dolarganu; znieczulenie- nie ma takiej mozliwosci.Naciecie krocza- w
wiekszosci przypadków ale stara się nie (jedynyny promyk nadziei w tym ponurym
scenariuszu). Oxytocyna- prawie zawsze do urodzenia łozyska, a w trakcie
porodu tez w wiekszosci przypadków.
Jestem załamana. Czy to ja jestem nienormalna i mam za wysokie wymagania????
    • ochra Re: Wielkie rozczarowanie położną... 18.09.09, 19:57
      A musisz rodzić w tym szpitalu?
      • magas1169 Re: Wielkie rozczarowanie położną... 18.09.09, 20:15
        Zmień szpital,po co dodatkowy stres?
        • donkaczka Re: Wielkie rozczarowanie położną... 18.09.09, 20:20
          a musisz sie zgadzac?
          kurcze, czy jak sie wchodzi na oddzial to sie zmienia w bezwolna sierote?
          zadnych zastrzykow, zadnej kroplowy, nie poloza przeciez na sile

          gdyby nagle przynajmniej polowa poloznic zaczela kwestionowac jeden schemat dla
          wszystkich, to moze to wymusiloby zmiany?

          jesli nie czujesz sie na silach po swoejmu, wbrew procedurom, to moze jednak
          zmien szpital
    • icarium2009 Re: Wielkie rozczarowanie położną... 18.09.09, 21:00
      Oto Polska właśnie :( Dlatego nikt już mnie nie namówi na sn :(
    • annairam Re: Wielkie rozczarowanie położną... 18.09.09, 21:08
      Dobrze się zastanów na czym Ci zależy i o to walcz.

      Przy pierwszym porodzie byłam młoda i zupełnie nie zorientowana w szpitalnych
      zwyczajach. Myślałam, że lekarze i położne po prostu będą chciały mojego dobra i
      zrobią co najlepsze dla mojego dziecka i dla mnie... Rozczarowałam się wielce.
      Poród był widowiskiem procedur...

      Drugi raz nie chciałam tego powtarzać. Byłam o wile bardziej świadoma, douczona
      i dokładnie wiedziałam jakie atrakcje z "pakietu" mnie nie interesują. I udało
      się. Urodziłam na siedząco, bez wenflonu w ręce, w swoich ubraniach, z dużym
      staraniem o całe krocze (choć się nie udało to i tak było mi po 100 razy lepiej
      i byłam o wszystkim informowana i pytana o zgodę - położna zrobiła malutkie
      nacięcie niedaleko starej blizny, która jest według najróżniejszych ginekologów,
      wyjątkowo wielka i brzydka i już zaczynała pękać). Kiedy syn się rodził
      trzymałam jego główkę, od razu trafił w moje ramiona i mogliśmy się poprzytulać.
      Był tez czas na pierwsze karmienie. Łożysko urodziło się niczym nie wspomagane -
      żadnej oksytocyny czy uciskania brzucha. Moje samopoczucie świetne od razu.
      Synek spokojny i zadowolony, z wielką ochotą ssał i oglądał świat.

      Obydwa porody w tym samym szpitalu - na Lutyckiej.

      Wierzę, że w większości przypadków nawet w szpitalu, jeśli się autentycznie chce
      to można urodzić dobrze i naprawdę po ludzku. A zdecydowanie warto. Ma to bowiem
      ogromny wpływ i na dziecko, matkę i przebieg pierwszych tygodni po porodzie. Dla
      mnie to nie jest tylko teoria, sama doświadczyłam. Po drugim porodzie byłam tak
      szczęśliwa, że góry mogłam przenosić a po dwóch dniach byłam na godzinnym
      spacerze i szalałam bawiąc się ze starszą córką.

      Wydaje mi się, że powinnaś zastanowić się nad szczerą rozmową z położną.
      Powiedzieć jej czego naprawdę oczekujesz i, że zależy Ci na tym. Albo zmienić
      położną (bo rozumiem, że chcesz ją zatrudnić do osobistej opieki) albo szpital.
      I na Polnej są takie, które świetnie pracują ale trafić można różnie... W końcu
      Polna w poznaniu to kolos i tzw. "fabryka". Pewnie przez to najwięcej tam
      procedur...
      Z tego względu wybrałam najmniejszy oddział położniczy w mieście (6 miejsc),
      licząc na podmiotowe traktowanie. W końcu się powiodło :)

      Trzymam kciuki, żeby miała siłę i wierzyła w siebie. Nie jesteś nienormalna.
      Wprost przeciwnie!
      Trzymam kciuki i ślę ciepłe myśli.
      • annairam Re: Wielkie rozczarowanie położną... 18.09.09, 21:11
        Przepraszam z błędy i literówki... emocje ale i tak mi wstyd. "Kliknęłam" przed
        przeczytaniem.
    • agafudalka Re: Wielkie rozczarowanie położną... 18.09.09, 21:30
      o matko, kobieto chyba nie masz zamiaru rodzic w tym szpitalu....???
      • red-truskawa Re: do annairam 18.09.09, 21:38
        Napisałąs ze rodziałs na Lutyckiej i miałas swietną położna. czy mogłabyc
        napisac mi namiar do tej pani?
        • annairam Re: do annairam 21.09.09, 09:14
          Niestety nie mogę podać namiarów na tę położną bo ich nie znam. W całym
          wydarzeniu wspierała mnie fantastycznie i bardzo pomagała ale nie wiem nawet jak
          ma na imię. Wstyd się przyznać ale nie pamiętam. Nie byłam z nią umówiona,
          trafiłam z tak zwanego "przypadku". To jest dość młoda osoba (30 - 35 lat).
          Większość z położnych z porodówki była miła i sprawiała wrażenie chętnych do
          współpracy.

          Odniosłam jednak wrażenia, że jest tak, że to kobieta rodząca musi pierwsza dać
          wyraźny sygnał czego nie chce, co chce. Wtedy położne chętnie pomagają.
          Po drugim porodzie rozbawiła mnie odrobinę rozmowa "mojej" położnej z lekarką i
          ze mną w tonie propagowania aktywnego rodzenia. Położna pytała dokładnie jak się
          czuję, co było lepsze niż za pierwszym razem, itd. A lekarka była pod
          największym wrażeniem, kiedy po słowach położnej, że teraz czas przejść do sali
          poporodowej, ja,zanim ktokolwiek mi cokolwiek zaproponował, po prostu wstałam i
          za nią poszłam (Po pierwszym porodzie czułam się tak, że musieli mnie przenosić...)

          Przykro mi, że nie pomogę namiarami ale i tak trzymam kciuki. Według mnie można
          i trzeba walczyć, a co najważniejsze, naprawdę się to udaje.

          Pozdrawiam. Gdybym mogła Ci pomóc słowem to pisz.
    • katarzynaoles Re: Wielkie rozczarowanie położną... 18.09.09, 21:42
      To stały dylemat wielu położnych - czy mówić jak jest naprawdę (bo
      może okaże się, że jednak tym razem uda się bez dodatkowych atrakcji
      typu kroplówka), czy opowiadać jak mogłoby być. Właściwie nie ma
      dobrego wyjścia... Teraz wie Pani, czego można się spodziewać i
      trzeba się zastanowić, czy jest Pani gotowa podjąć walkę na sali
      porodowej (trzeba się dowiedzieć, jakiego wsparcia gotowa jest Pani
      udzielić położna) czy lepiej poszukać innego miejsca. Na ogół zasada
      jest taka, ze im mniejszy oddział, tym łatwiej wynegocjować
      indywidualne traktowanie. Pozdrawiam serdecznie :)
      • margaretka04 Re: Wielkie rozczarowanie położną... 20.09.09, 19:39
        Chyba miałam szczęście rodząc bez własnej położnej-trafiałam zawsze na naprawdę
        babki. Podczas oststniego porodu nie zgodziłam się na oksytocynę i nikt nie miał
        o to do mnie pretensji-nie to nie, nie podali. Pytano mnie o wszystko co
        zamierzano rodzić-było po ludzku i norlanie. fakt że za każdym razem rodziłam w
        pozycji półsiedzącej ale nie próbowałam innych więc nie mam porownania.
        Czasami trzeba powalczyć o siebie w szpitalu-bo jak dziewczyny napisały nikt na
        siłę nic ci nie poda.
    • silije.amj Re: Wielkie rozczarowanie położną... 20.09.09, 22:49
      Urodziłam pierwsze dziecko na Polnej i nigdy, przenigdy bym tam nie powróciła.
      Drugie dziecko urodziłam w innym szpitalu, trzecie w domu.
      Polna to najgorsze miejsce, jeśli ktoś ma w głowie jakieś ideały o dobrym porodzie.
      • salem24 Re: Wielkie rozczarowanie położną... 23.09.09, 08:45
        Urodziłam na Polnej bez dolarganu (kategorycznie zastrzegłam, że nie
        chce go dostać). Dostałam natomiast zzo (fakt - dodatkowo płatne).
        pozycja leżąca, ale na boki to się mogłam okręcać, bez przesady. Nie
        miałam opłaconej położenj, ani lekarza, nie wydaje mi się, żeby było
        tam tak źle. Uwazam, że musisz być po prostu uparta, konsekwentna i
        nie dawac się zbyć. Wiem, że podczas porodu trudno być asertywnym,
        dlatego warto miec przy sobie kogos kto będzie umiał wyegzekwowac
        Twoje prawa - u mnie to był mąż, aż mi głupio było, że tak
        pokrzykiwał na te położne i lekarzy ;-)), ale efekt był taki jakiego
        oczekiwałam. Urodziłam na Polnej po ludzku ;-))
Pełna wersja