"podtrzymanie dna macicy"?

08.12.09, 14:09
Witam

W maju urodzę drugie dziecko, starsze ma obecnie 2.5 roku.
Poprzednie rodziłam w szpitalu w mojej miejscowosci pod WArszawa,i
nie moge powiediec, bym byla w 100% zadowolona, ale nie bylo zle.
Szpital ma dla mnie te wielka zalete, ze widzę go przez okno:)),co
znacznie ułatwia logistyke dnia "O".:-).

Jednak jak ostatnio czytalam wpisy na "rodzic po ludzku", to dwie
kobiety mowily tam, ze lekarz "pomogl im łokciem podczas parcia".

Rozmawiałam o tym z moją potencjalną położną i powiedziała, ze na
pewno nie chodzi tu o zadne "wyciskanie dziecka", tylko o
podtrzymanie dna macicy, co mozna zrobic, by np uniknąć proznociągu,
czy pomoc, gdy ustaje parcie czy skurcze, lub gdy słabnie tętno
dziecka... nie jestem fachowcem, nie umiem ocenic tych słów - czy
może mi Pani wyjasnic, co położna mogła mieć na myśli, i czy są to
praktyki, ktore są bezpieczne i sie jej stosuje?

Mam jeszcze troszkę czasu do porodu, ale na razie boję sie tego
szpitala, wiec jesli Pani potwierdzi, ze lepiej omijac go szerokim
łukiem, zacznę szukać opcji B..

Bardzo dziękuje za pomoc,
dimma
    • oldzinka Re: "podtrzymanie dna macicy"? 08.12.09, 14:58
      Zapewne chodzi tu o zabieg Kristellera, czyli naciskanie łokciem na
      dno macicy by wypchnąć dziecko. Zabieg w Polsce zakazany i
      niebezpieczny, jednak często stosowany na porodówkach. Można go
      wykonywać z różnym natężeniem od rzucania się na brzuch, poprzez
      łagodne uciśnięcie dna macicy "by dziecko mogło odepchnąć się
      nogami". Myślę, że słowa Twojej potencjalnej położnej świadczą o
      tym, że w tym szpitalu ten chwyt jest stosowany.
      • ewio Re: "podtrzymanie dna macicy"? 08.12.09, 16:57
        Rodziłam w Bródnowskim. Lekarz położył mi się na brzuchu tak, że ciężko mi było
        oddychać, ale dzięki temu urodziłam bo nie miałam już siły mocno przeć i na
        pewno nie dałabym rady "sama" urodzić. U mnie dzięki Bogu skończyło się szczęśliwie.
        • sroka75 Re: "podtrzymanie dna macicy"? 09.12.09, 16:51

          > Rodziłam w Bródnowskim. Lekarz położył mi się na brzuchu tak, że ciężko mi było
          > oddychać, ale dzięki temu urodziłam bo nie miałam już siły mocno przeć i na
          > pewno nie dałabym rady "sama" urodzić. U mnie dzięki Bogu skończyło się szczęśl
          > iwie.
          a tak z ciekawości...czy mogłaś przybierać dowolna pozycję w I i II fazie
          porodu? bo takie "rzuty na brzuch" to nierzadko konsekwencja nieustannego
          leżenia i "parcia pod górę" co nie dość, że kłóci się z prawami fizyki to
          jeszcze dodatkowo wymęcza kobietę i rodzące się dziecko....
          • ewio Re: "podtrzymanie dna macicy"? 09.12.09, 18:08
            Byłam cały czas unieruchomiona, czyli pod ktg, (II faza porodu trwała 8
            godzin)niestety:( Teraz znowu jestem w ciąży i nie wiem jaki wybrać szpital, bo
            w bródnowskim już na pewno nie będę rodziła. Miałam pecha, bo dziewczyny chwalą
            położne. Ja trafiłam na małpę po prostu. Za to lekarze byli w porządku.
            • sroka75 Re: "podtrzymanie dna macicy"? 09.12.09, 19:08
              > Byłam cały czas unieruchomiona, czyli pod ktg, (II faza porodu trwała 8
              > godzin)niestety:(
              o, no chyba się wyjaśniło skąd te problemy:(...może popatrz na wątki (o
              warszawskich szpitalach) gdzie dziewczyny-faktycznie mogą być aktywne i
              sprawdziły to na własnej skórze - a nie co reklamują położne (bo nieraz się
              zdarza, że nie ma to pokrycia w rzeczywistości) - no i może wreszcie grzecznie
              acz stanowczo odmówić "unieruchamiania" i nieustannego leżenia (jeśli tego nie
              chcesz, oczywiście i wszystko przebiega ok)
              • ewio do sroki75 10.12.09, 08:53
                To było 4 lata temu. Tak bardzo bałam się tego porodu i gdy poczułam ten ból( po podaniu oksytocyny skurcze bez jakiejkolwiek przerwy) bałam się w ogóle odezwać. Czułam się szczerze mówiąc jak śmieć, który chciałby by go jak najszybciej stamtąd sprzątnięto. Jedynie lekarz, który miał wtedy akurat dyżur i inni po nim też byli bardzo ludzcy naprawdę. Poprosili sami o znieczulenie kiedy miałam jedynie 1,5 cm rozwarcia, pomimo dąsów owej położnej. Potem ten sam lekarz prosił ordynatora o cesarkę, ale ten powiedział, że limit na dziś już i tak przekroczony a mojemu dziecko spadło tętno do 40-tu. No cóż długo nie mogłam się pozbierać psychicznie po moim porodzie...
                Ale teraz mimo, że to dopiero 15 t.c. już interesuje się porodem, bo tak naprawdę mam wrażenie, że nic o tym nie wiem i zastanawiam się nad wyborem szpitala i nie dam się tym razem położyć , o nie. Wtedy nawet nie wiedziałam, że można odmówić tego ciągłego leżenia. Pozdrawiam:)
    • katarzynaoles Re: "podtrzymanie dna macicy"? 11.12.09, 14:30
      No nie wiem co o tym myśleć. Bo może chodzić o eufemistyczne
      opisywanie zabiegu Kristellera, ale czasem, bardzo rzadko, zdarza
      się, że takie przytrzymanie dna macicy jest sensowne. Znając jednak
      szpitalne realia raczej skłaniałabym się ku temu, że chodzi o to
      pierwsze. Tym bardziej, że nie jest to, jak widać, jakieś
      nadzwyczajne zachowanie, skoro powtarza się w relacjach z sali
      porodowej. Pozdrawiam :)
      • juisy Re: "podtrzymanie dna macicy"? 15.12.09, 09:31
        A czy zabieg Kristellera jest zakazany czy też "niezalecany"? Chciałabym
        wiedzieć też, na jakiej podstawie "pisemnej". Wiem, że w szpitalu, w którym będę
        rodzić od czasu do czasu zabieg ten jest stosowany, gdy dziewczynom "braknie
        sił" do parcia. Nie specjalnie mi się to podoba i chciałabym porozmawiać na ten
        temat z położną i mieć jakiś argument.
Pełna wersja