psjo
07.01.10, 09:48
Pozwolę sobie opisać co nieco z tych paru fajnych dni :D
Termin porodu był na 22/12 niestety tego dnia KTG oraz badanie nic nie wykazały.
Rano wstając z łóżka dnia następnego tj 23/12 wydawało mi się, że trochę wód płodowych
odeszło więc do szpitala biegiem - tam powtórnie KTG, badanie oraz USG. Niestety lekarz
oznajmił, że wszystko OK i że jeszcze nie rodzę :)Od rana tzn 2.00 rano 24/12 w WIGILIĘ
zaczęłam czuć bóle ale na tyle słabe że do południa mi nie przeszkadzały. Później już były
coraz częstsze, wieczorem przy kolacji świątecznej już były co 10-15 min ale postanowiłam
czekać bo święta to wolałam z rodzinka spędzić. W nocy niestety w ogóle nie spałam, byłam
już bardzo zmęczona i śpiąca. Koło 7.00 25/12 rano mój maż się obudził to mu oznajmiłam ze
już chce do szpitala bo mam co 5-8min skurcze i idziemy rodzic :) Szybko dojechaliśmy do
szpitala, w izbie przyjęć szybko pani zaprowadziła mnie do pokoju, w którym mogłam się przebrać.
Położna przyszła po mnie i zaprowadziła do sali porodów rodzinnych. Tam się rozgościliśmy :)
przyszedł lekarz i zaprosił na badanie oraz wypełnianie druczków. Zajęło nam to może z 10 minut,
z badania wynikało że mam rozwarcie na 2 cm wiec muszę się trochę jeszcze pomęczyć. W sali Rodzinnej
mieliśmy do dyspozycji piłkę, drabinkę, materac, worek sako wiec zaczęłam się bawić na każdym z w/w sprzętów.
Chyba 15 min później przyszła do nas kolejna położna, z następnej zmiany :) Wcześniej była P. Basia
a teraz doszła P. Celina - obie bardzo bardzo sympatyczne i oddane temu co robią. Z P. Basią się pożegnałam
a z P. Celiną zaczęłyśmy pracować. Z mężem ćwiczyłam na cudeńkach "ku pomocy rozwarciu" a co jakiś czas
położna przychodziła i chwaliła że fajnie nam to idzie, dodawała otuchy, na każde pytanie odpowiadała.
Po paru godzinach badanie przez położna wykazało "tylko" 6 cm wiec dalej jazda i ćwiczenia z mężem
intensywnie już musieliśmy rozkręcić. Mój kochany grał w grę na komórce a ja skakałam na piłce albo
robiłam przysiady przy drabince i oczywiście głośno oddychałam i jęczałam :D Pomocnik :)Kolejne
badanie ukazało 8 cm, dostałam kroplówkę i położna zaproponowała mi DOLARGAN jako znieczulenie
ale wiedząc że nie jest dobre dla dzieci nie chciałam wiec męczyłam się dalej. Mąż już swoją
zabawkę odłożył i pomagał na tyle ile mógł, chodził za mną, podawał wodę, ocierał z twarzy pot,
rozśmieszał, porostu zagadywał i zapomniałabym przypominał o oddychaniu :D Już darłam się
przeokropnie wiec położna położyła mnie na łóżku, podała kolejną kroplówkę (bo nie spałam
od 2 rano poprzedniego dnia)na wzmocnienie i oksytocynę na skurcze, później przy 10cm trzeba
było przebić wody płodowe. Przy partych skurczach wieszałam się na mężu całym ciałem
i wrzeszczałam na całe gardło. Salowe co jakiś czas przychodziły i sprzątały to co mi
się udało "zgubić" przy skurczach. Położna namęczyła się trzymając mi nogę
(druga trzymał maż ;D), mówiła kiedy przeć a kiedy nie, rozszerzała palcem skórę.
Lekarka przyszła i dodawała otuchy, pielęgniarka od noworodków już czekała w pogotowiu.
Niestety pękłam w środku, musiała mnie położna naciąć z zewnątrz (dostałam oczywiście
znieczulenie na to cięcie) i w ten sposób urodziłam dorodnego chłopaka. Dostałam
go oczywiste na brzuch - super widok : Kiedy szyła mnie kolejna dziewczyna znieczulenie
już mało co działało i to bolało :(Dzidziuś umyty i ubrany przyjechał do mnie po paru minutach,
lakarka od noworodków poinformowała jaki jest stan małego i kazali
leżeć 2 godziny - mały jadł w tym czasie. Dostałam 3 kroplówkę
i już spokojna żartowałam sobie z mężem. Mały wyszedł ze mnie o 17.35,
od tej 7.30 rano co weszłam do sali porodowej minęło sporo czasu ale
po porodzie już tego tak się nie czuje ( w ciangu to się dłuży).
Zostałam przewieziona do sali poporodowej o 21.00, pożegnałam się z mężem
i dzidziusiem o 23 bo nie dałabym rady się nim zając przez noc wiec panie
pielęgniarki małym się zajęły do 6 rano. Rano badanie temp 6.00, śniadanie
8.00,9.00 dzieci zabierane na badania (około 30 minut) obiad 12.00, kolacja 16.00,
kąpiel dzieci 20.00. Ogólnie pobyt oceniam na 5+, położne naprawdę extra, serdecznie
polecam Szpital MIEDZYLESKI SZPITAL SPECJALISTYCZNY - nie jest on może super modny i wygodny ale atmosfera jest bardzo fajna,
ludzie przyjaźni. Oczywiście niektóre panie tam pracujące maja swoje humory ale jeżeli
grzecznie się do siebie odnosimy to wszystko będzie OK. Poród będę wspominała bardzo dobrze
i wrócę do tego szpitala za 2 lata z kolejnym maleństwem :)